„Gra w stylu Andrew Johnsona”. Lukas Jutkiewicz a sprawa polska
Anglia

„Gra w stylu Andrew Johnsona”. Lukas Jutkiewicz a sprawa polska

– Paweł Brożek. Michał Kucharczyk. Robert Lewandowski. Artur Sobiech.

Delikatnie rzecz ujmując, zestawienie napastników, których 4 maja 2012 roku Franciszek Smuda powołał na mistrzostwa Europy, nie było szczególnie imponujące. Oczywiście poza Lewandowskim. Sobiech kończył sezon Bundesligi z jednym golem. Brożek uzbierał w Trabzonsporze i Celticu łącznie 481 minut i też tylko raz trafił do siatki. „Kuchy” strzelił w lidze trzykrotnie.

Był to zdecydowanie czas, gdy zdobywcę jedenastu goli w angielskiej Championship bralibyśmy do kadry w ciemno. I tak się składa, że był ktoś taki.

Czy powinno nam być żal, że ani wtedy, ani dziś dla naszej reprezentacji nie zagrał Lukas Jutkiewicz – wnuk polskiego emigranta, który po II wojnie światowej zamienił Wilno na Wielką Brytanię? I dlaczego ostatecznie do tego nie doszło, choć temat był przecież mocno grzany w mediach, a Franciszek Smuda nie miał oporów z powoływaniem potomków Polaków wychowanych od małego za granicą? Mieliśmy wrażenie, że ta historia nie była tak do końca opowiedziana. A skoro Jutkiewicz od kilkunastu miesięcy wykręca w Championship naprawdę imponujące liczby – ten weekend znów skończył z golem, od początku poprzedniego sezonu ma ich już 22 – no to warto.

O opinię o Lukasie Jutkiewiczu poprosiłem Bartka Andryszaka, analityka pierwszego zespołu Queens Park Rangers, który ładnych parę razy rozkładał napastnika na czynniki pierwsze.

— Harpagan. Patrzysz na niego i widzisz gościa bardzo mocnego fizycznie, dzięki swojej budowie zawsze stwarzającego zagrożenie pod bramką rywala. Lewonożny, tak jak Arek Milik. Na pewno większy i lepszy fizycznie od Milika, ale gorszy technicznie — porównuje Andryszak. — Stwarza spore zagrożenie przy ofensywnych stałych fragmentach, ale i bardzo dobrze broni przy defensywnych. Nie ma żadnej wyjątkowej umiejętności, raczej wszystkiego po trochu. Samo uderzenie z lepszej, lewej nogi nie jest szczególnie techniczne, ale młotek w niej ma. Nie jest też tak, że jak dostanie na prawą, to nie wie, co ma zrobić. Da sobie radę. No i do tego główki – strzeli w każdej sytuacji.

Zdaniem Andryszaka Jutkiewicz jest też zawodnikiem, który umożliwia rozkwitanie bardziej utalentowanym piłkarzom. W zeszłym sezonie jego partnerem w linii ataku był Che Adams, dziś już piłkarz Southampton.

— Dzięki Jutkiewiczowi tacy zawodnicy jak Adams wyglądają lepiej. Dużo im pomaga. Nigdy nie zaufasz swojemu obrońcy do tego stopnia, żeby zostawić go z Jutkiewiczem jeden na jeden. Mitrović to to nie jest, ale musisz być cały czas pod napięciem, gdy masz go przy sobie. Aczkolwiek zachowując koncentrację można sobie z nim łatwo poradzić. Gdy się go wypchnie, zmusi do gry na zewnątrz, traci bardzo wiele ze swoich walorów — mówi Andryszak.

Czysto teoretycznie spytaliśmy więc również, na ile reprezentacji Polski taki gracz mógłby się przydać. Który mógłby być w hierarchii, gdyby sprawy z paszportem i kontaktem z federacją nie potoczyły się tak, jak się potoczyły. O czym za moment.

Wiadomo, że przegrałby z „Lewym”, z Milikiem. A dalej? Byłby fajną alternatywą. Zestawiając go na przykład z Krzyśkiem Piątkiem, widać że w kwestii podstaw, ma je opanowane do perfekcji. Przyjęcie pod presją, chronienie piłki – klasa. To dobry „squad player”. Gość, który nawet jak usiądzie, to nie sprawi problemów, bo rozumie swoje miejsce. Gdybyś wziął i zaoferował go wszystkim klubom Championship za rozsądne pieniądze, każdy by go wziął.

Tym bardziej, że na przestrzeni kilkunastu ostatnich miesięcy pokazał, że potrafi dostosować się zarówno do gry mniej finezyjnej, bardziej opartej na fizyczności duetu napastników – czyli to, co Birmingham grało w sezonie 2018/19 – jak i do futbolu nieco bardziej technicznego, jaki zespół chce grać teraz, pod wodzą Pepa Cloteta. No i statystycznie wygląda też mocno.

2016/17 – 37 meczów, 11 goli, 4 asysty
2017/18 – 35 meczów, 5 goli, 1 asysta
2018/19 – 46 meczów, 14 goli, 10 asyst (11. miejsce w ligowej klasyfikacji kanadyjskiej)
2019/20 – 27 meczów, 8 goli, 1 asysta

Dlaczego więc Jutkiewicz nigdy nie miał okazji zostać takim „squad playerem” w biało-czerwonych barwach? O tym rozmawiamy z Maciejem Chorążykiem, szefem skautingu zagranicznego PZPN.

Szum wokół Jutkiewicza podniósł się dwa razy. Po raz pierwszy w okolicach 2008 roku, kiedy notował swoje pierwsze występy w barwach Evertonu, był  chwalony przez Davida Moyesa. Mówił wtedy w rozmowie z „Super Expressem”:

— Już zadeklarowałem się, że chcę grać dla Polski, aby uhonorować pamięć swojego dziadka. Nikt nie zgłosił się, aby pomóc mi z dokumentami. Jak na razie nic nie dzieje się w mojej sprawie — stwierdził na łamach dziennika.

Rzecz w tym, że nieco inny pogląd na temat miał Maciej Chorążyk, zapytany przez Tomasza Włodarczyka, wtedy dziennikarza „SE”, o postępy w sprawie Jutkiewicza.

— Ze strony PZPN jest wszystko załatwione. Rozmawiałem nawet kilka dni temu z jego agentem. Wie dokładnie, jakie papiery należy złożyć. Skontaktowaliśmy się również z konsulatem i wyjaśniliśmy sprawę. Obiecano, że sprawa zostanie potraktowana priorytetowo. Jego wniosek o obywatelstwo byłby rozpatrzony w ekspresowym tempie w kilka dni. Wystarczy, żeby się tylko zgłosił. Wszystko leży w jego rękach.

Ostatecznie sprawa umarła śmiercią naturalną. Jutkiewicz nie potrafił otworzyć konta bramkowego w Premier League, zaczął zmieniać kluby. Wreszcie jednak złapał niezłą formę, trafiał regularnie.

Temat urodził się na nowo w czasie, gdy reprezentacja na Euro 2012 wciąż się kształtowała. Jutkiewicz nie strzelał może wtedy na potęgę, ale był regularny. 12 goli dla Motherwell w sezonie 2009/10 w szkockiej Premiership. 9 bramek w Championship dla Coventry w sezonie 2010/11, 11 goli w sezonie 2011/12, w trakcie którego zamienił Coventry na Middlesbrough.

Urodził się, a potem znów umarł.

— Pamiętam ten temat. Był bardziej drążony przez media i jego menedżerów. Przy okazji pobytu w Anglii byłem zresztą umówiony z menedżerem Jutkiewicza, właśnie w sprawie gry dla naszej reprezentacji. Nie przyszedł, nie odbierał ode mnie więcej telefonu — wspomina Chorążyk. — Było dużo sprzecznych komunikatów. Nie sądzę, by naprawdę chciał dla nas występować. To była gra w stylu Andrew Johnsona. Wielu menedżerów, rozmowy z prasą, ale unikanie jakiegokolwiek kontaktu na poziomie federacji.

Od tamtej pory prób już nie było. I to chyba dobrze, bo trudno nie wysnuć z tej historii wniosku, że Jutkiewicz – trudno powiedzieć, czy sam, czy nakłoniony przez menedżerów – chciał wykorzystać związki z Polską tylko po to, by podbić swoją wartość w oczach selekcjonerów reprezentacji Anglii. Będąc piłkarsko na poziomie uprawniającym do gry w naszej kadrze, zamarzyła mu się ta z trzema lwami. I koniec końców nie zasmakował choćby jednej gry w narodowych barwach. Jakichkolwiek.

SZYMON PODSTUFKA

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (6)