Glik w kanonie gwiazd Monaco. France Football doceniło Polaka
Francja

Glik w kanonie gwiazd Monaco. France Football doceniło Polaka

Kylian Mbappe w ataku, obok niego Radamel Falcao, w środku James Rodriguez, a na stoperze Kamil Glik. To nie skład fanboja Piasta Gliwice w Football Managerze. To jedenastka dekady Monaco według France Football. Polak znalazł uznanie w oczach dziennikarzy, a przez ostatnie cztery lata nie tylko nie przepadł we Francji, ale i stał się gościem, którego w Księstwie zapamiętają na długo.

Nie będziemy was czarować – gdy Glik wyjeżdżał z Gliwic do Włoch, to wielu z nas pukało się w czoło. Pamiętacie sławną Gliki-takę? Gdyby ktoś nam powiedział, że ten solidny, aczkolwiek surowy obrońca będzie kiedyś w jedenastce dekady dobrego zagranicznego klubu, to zapytalibyśmy, o którą wersję FIFY wam chodzi.

Ale przykład Glika pokazuje ile znaczą w karierze piłkarza mądrzy doradcy, mądrzy trenerzy spotkani na swojej drodze, mądra żona, ale i mocny charakter. Może to banał, może to słówko-wytrych przy opisywaniu drogi piłkarza znikąd do piłkarskiej elity, ale akurat w przypadku Kamila trudno nam ten aspekt pominąć. To jest gość, który przy swoich problemach ze zdrowiem (na które często machał ręką i mówił „luzik, zagram”) powinien przeleżeć ostatnie lata na kozetkach u masażystów. Facet ze środowiska, w którym dryg do piłki wielu utopiłoby w półlitrowych butelkach z gorzałą. A on gra, jest opoką kadry i zapisał się na kartach historii Monaco. Poza tym to po prostu równy gość, któremu trudno źle życzyć. A uwierzcie nam – nie każdy piłkarz z PR-em równego gościa w rzeczywistości też taki jest.

Spoglądamy sobie na tę jedenastkę dekady Monaco, a tam Kylian Mbappe, który pewnie przejmie schedę w kolekcjonowaniu Złotych Piłek po erze tych dwóch kosmitów. Dalej – James Rodriguez, gwiazda mundialu 2014, który kosztował bimbaliony euro. Bernardo Silva, który bawi się właśnie u Guardioli w Manchesterze City. Radamel Falcao, Benjamin Mendy, Thomas Lemar… No, to nie są leszcze, Stefan. I na stoperku Kamil Glik.

Z czego wynika tak świetna pozycja Gliksona w głowach francuskich dziennikarzy i kibiców? Jasne, to pokłosie tego fenomenalnego sezonu Monaco w Lidze Mistrzów, po którym zespół został totalnie rozkupiony. I można postawić tu znak zapytania, włożyć kij w szprychy, zapytać – skoro taki z niego kozak, to czemu nie poszedł gdzieś wyżej? Ale tu pozostaje się zastanowić – czy już samo dobicie do sufitu w Monaco nie sprawia, że Glik kończąc karierę będzie mógł się poczuć spełniony?

W niedzielę wieczorem Polak zagrał w czerwono-białej koszulce po raz 161. Rywalem było Paris Saint-Germain, więc jeszcze ze dwa lata temu kategoryzowalibyśmy ten mecz jako hit kolejki nie tylko we Francji, ale w ogóle w Europie. Ale późniejsze przygody klubu z Księstwa znacie – ocieranie się o spadek, długie pobyty pod kreską, później ligowa szarzyzna, zwalnianie Jardima, zatrudnianie Jardima, zwalnianie Jardima. Tyle dobrze, że Monaco powoli łapie rytm, a remis 3:3 na boisko paryżan to potwierdza.

Sen o fazie pucharowej Ligi Mistrzów trzeba odstawić na półkę z football fiction, ale na szczęście koszmary o spadku do Ligue 2 są już wspomnieniem poprzedniej nocy. W tym momencie Glik i spółka tracą tylko cztery punkty do podium, a mają jeszcze mecz zaległy.

To też pokazuje, jak długą – choć tylko niespełna czteroletnią – drogę przeszedł z Monaco Glik. Ze składu drużyny, w której debiutował w 2016 roku, w klubie zostali już tylko Subasić i Jemerson.

Jedenastka dekady Monaco według France Football: Subasić – Sidibe, Glik, Carvalho, Mendy – Silva, Fabinho, James, Lemar – Mbappe, Falcao.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (2)