Felieton: Ligowcy, wyjeżdżajcie
Blogi i felietony

Felieton: Ligowcy, wyjeżdżajcie

Kilka dni temu przeczytałem, że Adam Buksa zamiast wyjeżdżać za granicę w zimie, powinien chwilę poczekać i ruszyć po zakończeniu sezonu 19/20. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Skoro zawodnik gra w tej lidze od roku 2015, nie ma na co czekać. Już więcej Ekstraklasa nie zdoła go nauczyć. Dlatego apeluję: drogi ligowcu, jeżeli masz dobrą ofertę z jednej z najlepszych lig europejskich, wyjeżdżaj. W innym wypadku będziesz tylko tracił czas.

W Ekstraklasie często dochodzi do takiej sytuacji jak na przykład w przypadku Roberta Gumnego. Grasz świetnie rundę, dwie, ale, zamiast zrobić naturalny krok do przodu, czekasz, w zasadzie nie wiadomo na co. Z czasem wtapiasz się w tło tego ligowego dżemiku, nadal się wyróżniasz, ale po pierwsze, robisz coraz mniejszy progres i po drugie, błędy, które kiedyś były ci wybaczane za wiek lub debiutanckie kroki w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, są brane pod jedną, a czasami i więcej lup.

Adam Buksa, który – umówmy się – aktualnie szanse na wyjazd na mistrzostwa Europy ma iluzoryczne, nie powinien tracić czasu na łapanie minut w Ekstraklasie. Przykłady Patryka Dziczka, Filipa Jagiełły, Szymona Żurkowskiego czy Sebastiana Walukiewicza pokazują, iż nie warto czekać.

Tak prezentuje się ich dorobek na zagranicznych ziemiach. Stan na końcówkę listopada.

Sebastian Walukiewicz – 0 minut

Filip Jagiełło – 19 minut

Patryk Dziczek – 0 minut

Szymon Żurkowski – 10 minut

Czerech facetów, łącznie prawie dwa kwadranse gry przez prawie trzy i pół miesiąca rozgrywek. Na możliwych 4140 minut gry (tylko spotkania, w których dany zawodnik znalazł się w kadrze) ci panowie przebywali na boisku przez 29 minut i to jest jak najbardziej przerażający wynik, ale prawdę mówiąc – nikogo nie powinien on dziwić.

Sytuacje jak ta Karola Linettego czy Krzysztofa Piątka, w której piłkarz wprost z samolotu wchodzi z drzwiami do średniej drużyny Serie A, nie zdarzają się zbyt często. Linetty i Piątek byli wyjątkami, szczególnie ten pierwszy, bo ile czasu miał choćby Jakub Jankto, okrzyknięty wielkim talentem. Dawid Kownacki w rozmowie z Łukaszem Wiśniowskim i Jakubem Polkowskim mówił, że treningi we Włoszech są niezwykle ciężkie. Patrice Evra, zapytany o jednostki w Juventusie w studiu telewizji Sky, zrobił się zielony na twarzy. Mówił, że w porównaniu z Turynem, on w Manchesterze był na wakacjach. Zawodnicy regularnie wymiotowali podczas zajęć.

Oprócz wątpliwego przygotowania fizycznego i motorycznego w naszej lidze, dochodzi chyba najbardziej pomijany aspekt w każdym zespole – taktyka. I to powinno być podkreślane na czerwono. Wszystko funkcjonuje jak w fabryce. Każdy z osobna nie może robić za mało ani za dużo. Tyle, ile dostał wskazówek na odprawie. Gdy ktoś nie ogarnia – przykro nam, do lodówki. Popatrzcie, ile na swoją szansę w Sampdorii czekał Dawid Kownacki. Po ilu miesiącach Giampaolo zaufał Bereszyńskiemu i jakie kosmiczne błędy popełniał Bartek na początku. Jan Bednarek w Southampton debiutował dopiero na kalendarzową wiosnę. Tu nie ma przypadku.

Oglądamy tę Ekstraklasę co weekend, wiemy, jaki chaos często panuje na boiskach. Ktoś źle pobiegnie, tu ktoś machnie się w przesuwaniu, zawali krycie w środku pola. W klubach machają na tą ręką. Ekstraklasa to tylko wierzchołek góry lodowej, wszystko zaczyna się już w juniorach, potem przez kluby pierwszoligowe. Liga chaosu. Ludzie często dziwią się, jak komuś może podobać się ta siermiężna liga włoska (obrzydliwy stereotyp, ale to nie o tym). Na murawie panuje porządek, w każdej formacji. Ty biegasz w tym miejscu, ty kryjesz tę strefę. Nikt nie pyta się po co i na co. W każdej najlepszej lidze, ale i tych delikatnie słabszych, choćby widać to po Dynamie Zagrzeb.

Arkadiusz Reca po roku grzania ławy w Bergamo, odnalazł się w SPAL. Rok, pół roku – to optymalny czas przystosowania się do zagranicznych rozgrywek, którą odbywają się na tak wysokiej intensywności. Trzy miesiące czy wejście z buta, czyli wyjątki, to przyspieszony kurs dojrzewania.

Jeszcze w przypadku Żurkowskiego, Walukiewicza, Jagiełły i Dziczka potrafię zrozumieć, dlaczego koniecznie chcieli zostać na wiosnę w swoich klubach. Każdy z nich miał jeden wielki turniej za pasem, planowali jak najlepsze przygotowanie, zgoda. Jednak musimy pamiętać też, że w kontekście transferów bardzo ważny jest wiek. Adam Buksa należałby do jednych ze starszych, którzy zamienili Ekstraklasę na Serie A. W czerwcu przyszłego roku nie jechałby już Adaś z samosiejem pod nosem, tylko prawie 24-letni, piłkarsko ukształtowany zawodnik. Kolejne pół roku zwłoki to krok w tył. Z tym że „Buksik” przez chwil kilka grał w Primaverze Novary, to inteligentny chłopak, po boisku głupio biegać nie będzie. Niemniej znów pojawia się pytanie: po co czekać?

Adam ostatecznie wybrał kierunek amerykański, być może podobną drogą obierze za chwilę Jarosław Niezgoda czy Kamil Jóźwiak. MLS, choć nie tak ogórkowa jak przedstawia to mainstream, pod względem intensywności, jakości piłkarskiej, nadal odstaje od najlepszych europejskich lig. Tu główną kwestią pozostaje adaptacja do klimatu i wkomponowanie się w drużynę.

*

Filip Jagiełło w pierwszym składzie Genoi wylądował pod koniec grudnia – pół roku czekania

Sebastian Walukiewicz zadebiutował 6 stycznia – siedem miesięcy

Patryk Dziczek zaczął regularnie występować od początku grudnia – pół roku

Szymon Żurkowski – cały czas czeka na poważną szansę w Serie A

Aleksandar Sedlar długo leczył kontuzję, debiut zaliczył pod koniec grudnia – znów pół roku

Przejście z Ekstraklasy do Serie A, tak samo jak i do Bundesligi, Ligue 1, Premier League i La Ligi jest bardzo trudne, mozolne i wymagające. Wymaga cierpliwości, samozaparcia i dobrej mentalności.

Jednak jeśli ktoś ma dobrą ofertę z konkretnym planem rozwoju, nie widzę przeciwwskazań by wyjeżdżać przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Dominik Klekowski

KOMENTARZE (5)