Jeśli drużyna nie zaginie na mieście, wygramy Amber Cup!
Blogi i felietony

Jeśli drużyna nie zaginie na mieście, wygramy Amber Cup!

Nowy rok, nowe wyzwania dla KTS-u. Oczywiście najważniejszy jest awans w lidze, ale jeśli można wygrać coś po drodze, to nam nie warto dwa razy powtarzać.

Trzeba trzy czy cztery razy.

No i jak już zrozumiemy, to możemy dołożyć puchar do gabloty i taki jest plan: pojechać do Gliwic i wygrać Amber Cup.

Co prawda nie jest to typowe granie na hali, bo organizatorzy zadbali o sztuczną trawę, natomiast w zasadzie nie ma różnicy: boisko jest mniejsze niż zwyczajnie i klucz do zwycięstwa jest jeden. Nie kombinować. Grać na jeden kontakt. Dałem, idę. Już nawet dwa kontakty przy mniejszym boisku mogą być kłopotem, a co dopiero prowadzenie piłki i próby dryblingu. Na takie cuda mogą sobie pozwalać naprawdę najwięksi, widziałem raz urywki Ronaldinho (już takiego po karierze) z turnieju halowego, natomiast nawet ci dobrzy nie mają co szukać kwadratowych jaj. Za łatwo jest doskoczyć do rywala, żeby zbyt długo holować piłkę.

W sumie to za moich piłkarskich czasów lubiłem grać na hali. Z jednego powodu: na hali nie było zimno. Poza tym, jak miałeś pojęcie o kopaniu, to również miałeś z tego podwójną frajdę – piłkę posiadałeś przy nodze w końcu częściej. Więc jeśli ona była na co dzień twoim przyjacielem, nie wrogiem, nie było na co narzekać. Domyślam się, że co większe drwale treningów na hali nie lubili, bo jednak wykonać wślizg jest zawsze trudniej, ale piłkarze techniczni raczej na takie zajęcia nie narzekali.

Oczywiście, jeśli były przeprowadzone dobrze. Jacek Cyzio opowiadał kiedyś, jak bodaj w Pogoni trenerzy na zimowe przygotowania brali płotki, sztangi i piłki, ale… lekarskie. Zwykłych nie było w ogóle, ale gierki już tak, były. Piłkami lekarskimi. Że taka sztuka jest cięższa od zwykłego balona, to nie muszę tłumaczyć, więc wyobraźcie sobie jak taki „mecz” musiał kuriozalnie wyglądać. Co więcej – potem chłopaki po powrocie z obozu wychodzili na właściwe już boiska z właściwymi piłkami i trudno było im się przestawić, kopali te sztuki z taką siłą co lekarskie.

Kilka bezpowrotnie zaginęło w krzakach.

A co do turnieju – rywale na pewno będą groźni, bo udział wezmą byli i obecni reprezentanci Polski, ale mamy zgraną drużynę i nie ma się czego bać. To znaczy, ja uważam, że jeśli zespół nie zaginie nocą na mieście w Gliwicach, mamy szansę na zwycięstwo. A znaleźć się w historycznym gronie wygranych obok Lechii czy Wisły Płock to dla dwurocznego klubu zawsze miła sprawa.

Jak i cały turniej. Uważam, że tego typu inicjatyw powinno być u nas więcej, żeby jeszcze zbliżyć piłkarzy do ludzi. Ktoś pójdzie na takie zawody, spodoba mu się, to potem może chętniej odwiedzi i Ekstraklasę. Wciąż za dużo w naszym futbolu jest zadęcia, przekonania, że trzeba robić to na maksa poważnie, kiedy liga poważna nie jest w ogóle.

Jak to można fajnie zrobić, pokażą w Gliwicach. Zapraszamy!

***
5 stycznia 2020 wejście na halę Arena Gliwice będzie możliwe od godz.11:30. Rozpoczęcie Turnieju AMBER CUP o godz.13:00. Od 14:15 transmisja w TVP Sport.

81621479_1545644278925339_852621797906972672_o

KOMENTARZE (16)