Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Mówić w piłce o przyszłości to zwyczajny hazard. Czas w futbolu leci szybciej nawet niż na tej planecie z Intestellar, na której jedna godzina odpowiadała siedmiu latom orbitalnym. Wszystko zmienia się w błyskawicznym tempie, wie to każdy, kto wyjechał na tydzień, dwa na wczasy, odcinając się wtedy od wszelkich wiadomości, a potem wraca i mierzy się z szeregiem sensacji.

Do – powiedzmy – lata wszystko jeszcze może się zmienić, bo wszystko w każdej chwili może się zmienić; pierwsza w dziejach kontuzja Roberta Lewandowskiego i reprezentacja Polski ma strąconą królówkę z szachowej planszy; ktoś z młodych talentów może złapać formę życia i poprowadzić swój klub daleko w Lidze Mistrzów; w Ekstraklasie może wygrać pewnie jeszcze nawet Stal Stalowa Wola, to w końcu Ekstraklasa, tu nie ma rzeczy niemożliwych.

Staram się unikać daleko idących prognoz, że ten wygra, a ten przegra, że temu będzie żreć, a temu nie, bo to wróżenie z fusów, tarot i pasjans w jednym, zmiennych jest tysiąc, a ostatecznie wszystko może przesądzić jedno pudło, jeden strzał, jeden rzut karny i jeden wyrok VAR; tu i rada złożona z Nostradamusa, Rasputina, Majów i Stefana Ossowieckiego miałaby ból głowy.

Ale pora – drugi stycznia – sprzyja, by spojrzeć w przyszłość i zadać arcypolskie pytanie:

Co to będzie?

***

Wszyscy zadajemy sobie to pytanie w kontekście Euro. Pisałem już – na finały jedzie się po to, by grać wielkie mecze, a nie przekalkulowywać z kim będzie najłatwiej. Nie trafił się jednak mój wymarzony typ, Anglia. Trafiły się natomiast dwa, z którymi mam same złe skojarzenia – Hiszpania i Szwecja. Jasne, historia nie wychodzi na boisko, historia maksymalnie może odegrać w szatni rolę języczka u wagi, a i to nie bardzo, niemniej jedni i drudzy mają w tym momencie lepsze drużyny, nawet jeśli nie personalnie – Szwedzi – to pod względem organizacji gry, dyscypliny.

Chciałbym się miło zaskoczyć. Chciałbym, by to był turniej Roberta Lewandowskiego, bo tego mu w kadrze brakuje, udanych finałów, a przecież to mistrz przebijania szklanych sufitów, przesuwania granic swoich osiągnięć, swoich możliwości. To za dobry piłkarz, by nie mieć ani jednego wielkiego turnieju, o którym będziemy mogli powiedzieć, że należał do niego. Uważam też, że nigdy nie był lepszy niż teraz, co swoje mówi zarówno o Robercie, jak i ewolucji futbolu, gdzie trzydziestka na karku dzisiaj nie znaczy nic, dzisiaj mając trzydziestkę częściej wkracza się w najlepsze lata.

Ale choć podobały mi się niektóre jesienne mecze kadry Brzęczka, tak nie mam wrażenia, że jesteśmy zespołem, który na finały jedzie na pewniaka, że wyjdzie z grupy. Ja wyjście z grupy będę poczytywał za jakiś tam sukcesik. Potem, jak to w turnieju, może się zdarzyć wszystko, bo decyduje jeden mecz.

Niemniej jakbym miał powiedzieć teraz jakiego turnieju się spodziewam w wykonaniu biało-czerwonych, to powiedziałbym, że nijakiego. Nie będzie ani tak dobrze jak na Euro 2016, ani tak źle jak na mundialu 2018. Będzie nijako – niby nie ma się do czego przyczepić, bo wyjdziemy jakoś tam z grupy i odpadniemy z faworytem, ale i zachwycić nie ma czym.

***

Skoro jesteśmy przy Robercie, to choć ładuje tych bramek w Lidze Mistrzów od groma, i niebawem będzie trzeci na liście strzelców wszech czasów, tak wszyscy wiemy, że akurat w ostatnich latach o wiele częściej gnębił rywali grupowych, a w fazie pucharowej bez szaleństw. Wygranej w Champions League też Robertowi brakuje do kolekcji, a to gracz takiego formatu, że powinien go mieć – także jako korespondencyjny oręż z polskimi gwiazdami sprzed lat, gdzie wciąż toczy się mecz o to czy jest najlepszym piłkarzem w historii czy nie (na razie, według mnie, przez brak znaczących osiągnięć z kadrą, nie).

Uważam, że Robert, w takiej formie jak obecnie, w takiej – widać to po nim bardzo mocno – niezachwianej pewności siebie, będzie miał udaną wiosnę pucharową. Ale co w mocniejszym Bayernie mogłoby się przełożyć na wiele, tak nie w tym obecnym, mającym nawet na swoim podwórku tyle problemów.

Lewandowski będzie grał dobrze, ale nie zaciągnie Bayernu tak daleko, jakby chciał. Bawarczycy odpadną po jakimś szalonym, bramkostrzelnym dwumeczu.

***

Mistrzem Polski zostanie Legia Warszawa; jest to typ najtrudniejszy, bo w polskiej lidze może wygrać każdy, ale na ten moment widać przewagę potencjału piłkarskiego Legii nad resztą. Jest Luquinhas, jest Wszołek, czyli są piłkarze przerastający naszą ligę umiejętnościami, jest szereg graczy ponadprzeciętnych, jest zdolna młodzież, ma kto wchodzić z ławki, bo w ilu zespołach ESA z ławki wchodziłby Gwilia? Pewnie za chwilę stracę też Jarka Niezgodę, który będzie trudny do zastąpienia, ale trochę kasy wpadnie i coś mi podpowiada, że jakiś przyzwoity napastnik jednak się znajdzie (ktoś z ligi).

Wciąż Legia jest chimeryczna, wciąż za słabo punktuje w rywalizacji z czołówką, ale ta porażka z Lubinem paradoksalnie może wyjść na zdrowie: trochę już niektórzy odlatywali, byli myślami przy losowaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów, a tu Miedziowi pokazali, że owszem, Legio, masz sporo w kartach, ale na pewno nie tyle, by wygrywało się samo. To jest polska liga, tutaj nie ma takich wielkich różnic jakościowych, by na przestrzeni jednego wieczora nie przeciągnąć na swoją stronę trzech punktów. Ten ostatni mecz przez całą zimę będzie takim ostrzegawczym punktem, z którego powinni czerpać.

***

W europejskich pucharach doczekamy się wreszcie kogoś w fazie grupowej. Zapewne będzie to Legia, bo skoro typuję, że będzie mistrzem, to wiadomo, że i ona będzie miała najłatwiejszą ścieżkę pucharową, jako jedyna posiada też przyzwoity ranking UEFA, który w ścieżce mistrzowskiej jeszcze powinien coś znaczyć.

Zespół będzie miał dość czasu, by okrzepnąć, może transferami nie wybiją mu wszystkich zębów przed wstępnymi fazami, a na domiar stawiam po prostu rachunek prawdopodobieństwa – nie jesteśmy aż tak słabi, by znowu tam nie grać, by znowu oglądać Albańczyków i Luksemburczyków. Myślę, że będzie to występ bez wielkich poruszeń, ale i tak potraktowany z ulgą, jako minimum przyzwoitości.

Szarpnę się i powiem, że któryś z pozostałych pucharowiczów zrobi niespodziankę, wyeliminuje kogoś, kto będzie stawiamy za faworyta. Ale nikt inny nie awansuje, eliminacje Ligi Europy w obecnym formacie to dla polskich klubów rzeźnia, w końcu trafia się na kogoś, kto funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości.

***

Nieelegancko jest mówić o tym, kto spadnie, powiem więc, kto według mnie awansuje: dowiezie swoje Warta Poznań, powróci też Podbeskidzie. Trzeciego nie typuję, bo nie chcę.

Rozliczycie mnie wkrótce, w razie czego proszę mi wyciągać ten tekst i ciskać nim w twarz aż do bólu, aż do skutku.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (10)