Komplet Polaków wystąpi w pierwszym konkursie Turnieju Czterech Skoczni
Inne sporty

Komplet Polaków wystąpi w pierwszym konkursie Turnieju Czterech Skoczni

Udana druga seria treningowa zapowiadała fajerwerki, ale skończyło się tylko na dobrze wykonanym zadaniu. Podczas kwalifikacji do konkursu w Oberstdorfie, pierwszego w ramach Turnieju Czterech Skoczni, żadnemu z polskich skoczków nie udało się odpalić sylwestrowej petardy. Było wyłącznie solidnie, co oczywiście może nas cieszyć. W niedzielę Michal Dolezal będzie bowiem miał okazję machnąć chorągiewką przed próbą każdego z szóstki swoich podopiecznych.

Bycie sportowcem wymaga sporych wyrzeczeń. Kiedy w spokoju zajadaliśmy się niezliczonymi świątecznymi specjałami, skoczkowie mogli pozwolić sobie co najwyżej na kawałek karpia. Kamil Stoch i spółka z pewnością przyzwyczaili się do rzeczywistości: końcówka roku nie oznacza w ich przypadku popuszczania pasa, tylko dodatkową mobilizację. Wszystko za sprawą Turnieju Czterech Skoczni, najbardziej prestiżowego i z perspektywy kibiców – prawdopodobnie najciekawszego punktu sezonu Pucharu Świata. Nie ma wątpliwości, że wyróżnia się on na tle momentami szarej i dłużącej się narciarskiej rywalizacji. W przeciwieństwie do zawodów w Sapporo albo Niznym Tagile, organizatorzy turnieju nie mogą narzekać na problemy z frekwencją. I to niezależnie od tego, czy mówimy o jego niemieckiej, czy austriackiej połowie. Trybuny są wypełnione niczym nasze poświąteczne brzuchy, a wśród kibiców realizatorzy nieustannie wychwytują kolejnych krewnych zawodników.

Smaczku rywalizacji dodaje również system pojedynków, który sprawia, że dodatkową wagę nabierają kwalifikacje. Jak wiemy: warto postarać się, aby w pierwszej serii nie trafić na jakiegoś kozaka. W sobotnie popołudnie tej rady nie posłuchał Gregor Schlierenzauer. Dwukrotny triumfator turnieju znajduje się w bieżącym sezonie w całkiem przyzwoitej formie, ale tym razem mógł mówić o sporym szczęściu. Po skoku na odległość 112 metrów zakończył kwalifikację na 50. pozycji i w niedzielę zmierzy się z ich triumfatorem, Stefanem Kraftem. Za sporego pechowca możemy uznać również znanego i lubianego Mackenziego Boyda-Clowesa, którego czeka pojedynek z Kamilem Stochem. Lider polskiej kadry po dwóch niezłych seriach treningowych (drugie i jedenaste miejsce), nieco ostudził nasz optymizm, zajmując 22. lokatę. Najlepiej z Polaków skoczył Piotr Żyła – 9. miejsce, a 13. był Dawid Kubacki.

O formie z początku sezonu przypomniał sobie Maciej Kot (23.), a kolejny z naszych reprezentantów, Stefan Hula, zajął 29. miejsce, co oznacza, że w pierwszej serii konkursu zmierzy się w bratobójczej walce z Kubą Wolnym. Ten odpalił prawdziwą petardę – 135 metrów, ale skakał w zdecydowanie najlepszych warunkach z całej stawki (aż 18.9 punktów odjętych za wiatr). Czy polscy kibice mogą mieć powody do optymizmu? Zależy od oczekiwań, bo o zwycięstwo w całym turnieju będzie niezwykle ciężko.

Zarówno Stefan Kraft, jak i Ryoyu Kobayashi (4. w kwalifikacjach) prezentują świetną, a przede wszystkim bardzo stabilną formą. A nie jest tajemnicą, że powtarzalność w przypadku Turnieju Czterech Skoczni to klucz do wygranej. Jedna klapa w ostatnim z czterech konkursów może przekreślić całą wcześniejszą pracę. Przekonał się o tym chociażby Daniel Andre Tande, który w 2017 roku toczył zaciętą rywalizację ze Stochem. Podczas zawodów w Bischofshofen skoczył jednak tak słabo, że tylko pomyłka organizatorów w obliczeniu długości skoku, uratowała mu miejsce na podium.

Polskie pary niedzielnego konkursu w Oberstdorfie: Piotr Żyła (9) – Anders Haare (42) Dawid Kubacki (13) – Michael Hayboeck (38) Jakub Wolny (21) – Stefan Hula (30) Kamil Stoch (22) – Mackenzie Boyd-Clowes (29) Maciej Kot (23) – Viktor Polasek (28)

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (0)

INNE SPORTY

kubacki
18 stycznia, 18:59