Wiedziałem, że zespół będzie lepiej funkcjonował bez „Kuchego” i Carlitosa
Weszło

Wiedziałem, że zespół będzie lepiej funkcjonował bez „Kuchego” i Carlitosa

— Kuchego cenię i szanuję za to, co zrobił i kim jest dla Legii. Ale w swoim sumieniu byłem przekonany, że dla drużyny najlepsze będzie rozstanie. Istotne było ustalenie nowej hierarchii w szatni. Za długo też trwało, nim w ataku postawiłem na piłkarzy, do których byłem przekonany. Wiedziałem, że zespół będzie lepiej funkcjonował bez Carlitosa — mówi w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” Aleksandar Vuković, trener warszawskiej Legii.

GAZETA WYBORCZA

W „GW” wywiad z psychologiem klinicznym Ryszardem Izdebskim o tabu w piłkarskiej szatni. Męskiej i kobiecej.

Może zła sława homofobii w szatni pił- karskiej tworzy negatywną selekcję i faktycznie na najwyższy poziom geje nie docierają?

– Może tak być. Ale może być i tak, że dla całkiem sporej grupy młodych ludzi mocniejszym obiektem pożądania jest piłka niż kolega tej samej płci, więc musi grać akceptowaną rolę. Raczej więc nie widzimy tych figur, jakby w zgodzie z psychologią Gestalt. Widzimy to, co jest nam podane – przystojnych facetów z dziewczynami.

U kobiet jest inaczej, bo lęk homoseksualny u nich jest dużo mniejszy. Zawsze mogą być blisko siebie. Również w szatni, gdzie przecież występuje bardzo silny związek z nagością, z ekspozycją ciała. Sportsmenki, które są blisko, są też cieleśnie blisko. Ostracyzm dotyczy mężczyzn, którzy są blisko siebie. Ten, który poczuł, że kolega jest zbyt blisko, z lęku odpycha go od siebie i pokazuje palcem.

Kobiety i mężczyźni rywalizują tak samo?

– O trenera, w tym heteronormatywnym obrazie samca alfa wytypowanego na przywódcę. O chłopaka, o dziewczynę.

Przy czym w szatni męskiej odbicie dziewczyny jednemu piłkarzowi przez drugiego jest traktowane jako coś normalnego, bo się do tego przyzwyczailiśmy, omówiliśmy to. Zresztą tak jak odbicie chłopaka przez koleżankę z drużyny. Ale porównajmy stosunek środowiska do hipotetycznego wydarzenia, gdyby piłkarz piłkarzowi odbił chłopaka, z taką samą sytuacją w drużynie kobiecej.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.39.53

SUPER EXPRESS

Dla kogo prezenty, dla kogo rózgi? „SE” podsumowuje jesień w lidze ze świętym Mikołajem.

RÓZGI

Dla największego frajera – Michał Kołba
Wychowanek ŁKS razem z klubem awansował z III ligi do ekstraklasy, ale nie zdążył się tym nacieszyć. Już we wrześniu 27-letni bramkarz został przyłapany na stosowaniu dopingu (klomifen). Tłumaczy się, że zaufał niewłaściwej osobie i nie sprawdził składu tabletek.

Dla największego niewypału – Ivan Obradović
Sprowadzony do Legii reprezentant Serbii miał być wielką gwiazdą ekstraklasy, ale… nie rozegrał w niej ani minuty. Problemem okazały się nie tylko ciągnące się w nieskończoność kłopoty ze zdrowiem.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.44.23

PRZEGLĄD SPORTOWY

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.28.02

W dużym wywiadzie dla „PS” Aleksandar Vuković tłumaczy, dlaczego latem pożegnał się z Michałem Kucharczykiem.

Które letnie decyzje były najtrudniejsze? Pożegnanie Kucharczyka, Hämäläinena i Radovicia?
— Najtrudniej było rozstać się z Michałem, plan był taki, żeby został. W tej kwestii decydowałem ja. Kuchego cenię i szanuję za to, co zrobił i kim jest dla Legii. Ale w swoim sumieniu byłem przekonany, że dla drużyny najlepsze będzie rozstanie. Istotne było ustalenie nowej hierarchii w szatni. To była trudna decyzja, ale byłem do niej przekonany. Wtedy miałem świadomość, że nie mam mocnej pozycji i wiedziałem, że na początku nie wszystko będzie funkcjonowało jak należy, dlatego zachowywałem się ostrożnie. Żałuję, że od początku sezonu nie postawiłem na Michała Karbownika, choć wyróżniał się już w trakcie zgrupowania w Warce. Potem doznał urazu, który spowolnił wprowadzenie go do zespołu. Za długo też trwało, nim w ataku postawiłem na piłkarzy, do których byłem przekonany. Wiedziałem, że zespół będzie lepiej funkcjonował bez Carlitosa.

Gdyby pan mógł zmienić jedną rzecz tej jesieni, to co by to było?
— Przez pół roku zobaczyłem, jak drużyna reaguje na przerwy na zgrupowania reprezentacji. Po nich było 0:0 z Jagiellonią, 2:1 z Lechem i 1:3 z Pogonią. Zastanawiam się, co mogłem zrobić lepiej, by nie było aż tak trudno wrócić do ligi. Może rozwiązaniem byłoby postawienie na zawodników, którzy zostają w klubie i nie grają meczów w reprezentacji?

Liczy się pan z transferem Niezgody zimą?
— Bardzo mi zależy, żeby został. Ale mogą się pojawić oferty nie do odrzucenia. Gdyby odszedł, mielibyśmy poważny problem, kim go zastąpić. O wiele większy niż po sprzedaży Carlitosa i Kulenovicia. Czytałem zestawienie, z którego wynika, że tylko 16 procent napastników sprowadzanych zimą, wiosną strzela więcej niż pięć goli.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.28.09

Tom Hateley ma za sobą najlepszy rok w karierze, ale wciąż nie wie, czy dalej będzie grać w Piaście. Nadal nie podpisał nowego kontraktu.

Umowa Anglika kończy się w czerwcu. Pomocnik dostał od Piasta ofertę przedłużenia kontraktu, ale ma również propozycje z innych klubów. Mistrzom Polski nie będzie łatwo go zatrzymać. – Nie wiem, kiedy to się rozstrzygnie, negocjacje prowadzi mój menedżer, ale muszę dokładnie rozpatrzyć plusy i minusy, bo mam już 30 lat i szukam stabilizacji. Jestem jednak cierpliwy, w święta nie będę się tym zajmował – przekonuje.

Od niedzieli Hateley razem z żoną Hannah, córką Eloise i synkiem Teddym przebywają w Alpach Francuskich w miejscowości Morzine. Tam spędzą święta Bożego Narodzenia.

Duże zmiany w Łódzkim Klubie Sportowym. Siedmiu może odejść w najbliższych dniach, jest za to dwóch nowych.

Nowego pracodawcy mogą szukać: Patryk Bryła, Maciej Dampc (w grę wchodzi wypożyczenie), Kamil Juraszek, Bartłomiej Kalinkowski, Rafał Kujawa, Wojciech Łuczak i Jewhen Radionow. Możliwe jest też pożegnanie z Kamilem Rozmusem, ale tu sytuacja zależy od tego, czy działaczom Rycerzy Wiosny uda się zakontraktować nowego lewego obrońcę.

Fani beniaminka nie musieli długo czekać na pierwsze transfery do klubu, bo już ogłoszono nazwiska dwóch piłkarzy, którzy wiosną będą reprezentowali barwy dwukrotnych mistrzów Polski. Do zespołu Kazimierza Moskala dołączyli środkowi obrońcy: Maciej Dąbrowski i Carlos Moros Gracia. – Chcę pomóc zespołowi w utrzymaniu. To mój priorytet – stwierdził tuż po podpisaniu kontraktu ten pierwszy.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.28.20

SPORT

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.12.31

Antoni Piechniczek nie raz i nie dwa z racji pracy trenera spędzał święta w egzotycznych krajach. Jak wspomina je on i jego żona Zyta?

Z racji pana trenerskich obowiązków nie wszystkie święta Bożego Narodzenia spędzali państwo w Polsce.
AP: Był taki dziesięcioletni okres. Pierwsze trzy lata spędzaliśmy w Tunezji, w Tunisie. Mamy trójkę dzieci i najmłodsza córka była cały czas z nami, kończyła szkołę tam i w Emiratach. Pozostałe dojeżdżały do nas na Wigilię.
Zyta Piechniczek: Wszystko mieliśmy normalnie. Przywozili zamrożone ryby, kapustę kisiłam sama.
AP: W Tunezji była spora polska Polonia. Pracowało tam kilku trenerów, jak Czesław Ptak od boksu czy Hubert Wagner od siatkówki, byli też moi współpracownicy. Andrzej Płatek był moim asystentem w Górniku Zabrze, a potem ściągnąłem go do Tunisu. W trakcie świąt spotykaliśmy się, łamaliśmy opłatkiem, wymienialiśmy drobne prezenty.
ZP: Trzeba zaznaczyć, że wszędzie, gdzie byliśmy, był kościół katolicki. Tunezja to była kolonia francuska.
AP: Tak, była tam piękna katedra, ale my uczęszczaliśmy do mniejszej kaplicy. Chodziliśmy tam też na pasterkę, z tym że nie była ona o północy, tylko wieczorem. ZP: Ale była z udziałem biskupa. Nasza najmłodsza córka była w Tunisie bierzmowana, właśnie w tym mniejszym kościele. Katedra faktycznie była przepiękna, odwiedził ją nawet Ojciec Święty Jan Paweł II, ale wymagała włożenia w nią ogromnych pieniędzy. Nie wiem, jak to wygląda teraz, ale wtedy to był zabytek, który odwiedzali turyści, natomiast msze odbywały się właśnie w tym mniejszym kościele.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.12.47

Kamil Glik też zna smak świąt na emigracji.

Szczególną zagraniczną Wigilię spędził też Kamil Glik. Dla obecnej ostoi reprezentacji Polski nie są to jednak najlepsze wspomnienia… Glik za granicę wyjechał, kiedy nie miał jeszcze skończonych 18 lat. Było to w grudniu 2005 roku. Był niepełnoletni, potrzebna więc była zgoda szkoły, że może wyjechać na dłużej. Jak to było opowiadał mi Kamil i jego mama, przy okazji pisania biograficznej książki o nim „Kamil Glik. Liczy się charakter”. – To była trudna decyzja. Wyjeżdżał akurat w Mikołaja. Wychowawczyni w liceum się zgodziła, a ja uznałam, że skoro jest taka szansa, to powinien spróbować. Miał jechać na dwa tygodnie na testy i wrócić przed świętami. Ostatecz- nie okazało się, że Hiszpanie chcą, aby u nich grał, więc już tam został. Potem miał nawet pretensje, że święta musiał spędzić z daleka od domu – opowiadała pani Grażyna Glik, mama piłkarza.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.12.58

W Gliwicach murawa pod koniec rundy była fatalna. Wymieniono więc te najgorsze miejsca.

– Gdy grałem w Danii czy Norwegii to… nie grałem na tak złej murawie. Gdy grasz przy linii to masz trudniejsze zadanie. Ale murawa jest jaka jest i musieliśmy sobie z tym radzić. Oczywiście nie byłem zadowolony, gdy zamiast dokładnie podać do kolegi zagrywałem do przeciwnika. Mam nadzieję, że w nowym roku będzie lepsze boisko – mówi Duńczyk. Mikkel Kirkeskov. – Gdy zaczynałem przygodę z piłką i jako 18-latek byłem w ekipie Motherwell, to pamiętam, że graliśmy na fatalnej murawie. Ale teraz w Szkocji i Anglii nawet zimą boiska są na zdecydowanie wyższym poziomie. Tutaj musimy sobie radzić ze stanem jaki jest. Nic z tym nie zrobimy, to nie od nas zależy – dodaje Anglik Tom Hateley.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.13.04

Dietmar Brehmer wraca do bycia pierwszym trenerem. Asystent Kosty Runjaicia obejmuje Odrę Opole.

– Potrzebowaliśmy osoby, która wkomponuje się w coś, co w Opolu już funkcjonuje. Odra ma i mieć będzie mocne opolskie DNA, a trener Brehmer już miał okazję to DNA poznać. Jego bardzo dużym atutem jest to, że przez wiele lat współpraco- wał na różnych szczeblach z różnymi trenerami. To bogate doświadczenie jest nam w Opolu bardzo potrzebne. Za drużyną bardzo trudne chwile, o czym wiedzą wszyscy kibice. Udało nam się doprowadzić do sytuacji, że los w stu procentach zależy od nas, naszej ciężkiej pracy. Chcemy osiągnąć sukces, jakim niewątpliwie będzie utrzymanie I-ligowego poziomu dla Opola. Serdecznie dziękujemy trenerowi Plewni, który za namową zarządu jesienią objął warunkowo stery pierwsze drużyny. Wypełnił obowiązek wobec klubu, w którym zostaje. Jesień zakończyła się dobrym wynikiem, bo zdobyciem 10 punktów w czterech ostatnich meczach. Wierzę, że w maju wspólnie będziemy się cieszyć z faktu, że Odra dalej jest klubem I-ligowym.

Zrzut ekranu 2019-12-24 o 08.13.28

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)