Czy nie za mocno, piękny kawalerze? Świerczewski wygrywa w debiucie w MMA
Inne sporty

Czy nie za mocno, piękny kawalerze? Świerczewski wygrywa w debiucie w MMA

Piotr Świerczewski to wicemistrz olimpijski z Barcelony, były kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski i piłkarz, który w swoim czasie naprawdę sporo znaczył. Dzisiaj, nieco ponad trzy lata przed pięćdziesiątymi urodzinami, zadebiutował… w klatce MMA. Choć bukmacherzy nie dawali mu większych szans, on w starciu z Gregiem Collinsem nie tylko wytrzymał pełne trzy rundy, ale jeszcze zdołał wygrać na punkty!

Jeszcze jako zawodowy piłkarz Świerczewski miał ksywkę „Świr”. Na piłkarskim boisku zdarzało mu się odpiąć wrotki, a kiedy zakończył karierę, bywało jeszcze bardziej kolorowo. Do legendy przyszło kilka akcji w wykonaniu byłego piłkarza, a najgłośniej było o pewnej imprezie nad morzem, która miała zakończyć się przepychankami z policjantami i słynnymi słowami „czy jest za głośno, piękny kawalerze?”. W każdym razie, gdybyśmy mieli wytypować jednego z byłych piłkarzy, który w naturalny sposób pasował do nowego trendu i walk celebrytów w klatce MMA, „Świr” z pewnością byłby wysoko na liście.

Dziś Świerczewski zadebiutował na gali FFF w Zielonej Górze, a naprzeciwko niego stanął Greg Collins. Przed walką było sporo złej krwi i nikogo nie zdziwiło, że w klatce od początku było ostro. Collins próbował obaleń, ale „Świr” nic sobie z tego nie robił, kilka razy popisał się efektownymi kopnięciami, zadał parę efektownych ciosów bokserskich, generalnie: walczył naprawdę ciekawie. Po trzech zaciętych i pełnych emocji (serio, serio) rundach, sędziowie wypunktowali zwycięstwo „Świra”. Co najważniejsze, w przeciwieństwie do niektórych gal i kontrowersyjnych werdyktów, mających na celu pomóc tym zawodnikom, którzy gwarantują większe zainteresowanie kibiców, zwycięstwo byłego piłkarza jak najbardziej się broni. Chociaż – co trzeba podkreślić – było mocno niespodziewane.

Też się tego nie spodziewałem, myślałem, że będę więcej kopał, a moje low kicki będą dla niego zabójcze. On walczył moją bronią i umiejętnie uciekał. Nie mogłem go dobrze trafić, to była wyrównana walka. Jeszcze nie wiem, co dalej, może dojdzie do rewanżu. Na punkty? Ja bym chciał nokaut, bo to jest piękno MMA. Nie namawiam kolegów piłkarzy, żeby szli w moje ślady. To jest moje miejsce. Nie pchajcie się tu. – komentował na gorąco Świerczewski, zwracając się do kolegów z reprezentacji, którzy jego wygraną oglądali z pierwszych rzędów.

Swoją drogą, ciekawe, czy Świerczewski właśnie przypadkiem nie rozpoczął serii transferów z piłki nożnej do MMA…

foto: Piotr Kucza/400mm

KOMENTARZE (26)

INNE SPORTY

kubacki
18 stycznia, 18:59