Jagiellonia i rzadkość w lidze: sensowne zwolnienie trenera
Blogi i felietony

Jagiellonia i rzadkość w lidze: sensowne zwolnienie trenera

Zawsze spode łba patrzę na zmiany trenerów w Ekstraklasie, bo polscy prezesi ubzdurali sobie, że jak zmienią jednego szkoleniowca i wezmą drugiego, to już na pewno będzie lepiej, a że podobny plan nie wypalił przy piątej, dziesiątej i piętnastej roszadzie? Nieważne. Teraz to będzie to. Natomiast tak jak trzeba prezesów piętnować za dziadostwo, brak rozsądku i kwalifikacji, tak trudno krytykować Jagiellonię za zwolnienie Mamrota. Jak to się ładnie mówi: tam się coś wypaliło i szans na poprawę nie było widać.

Przypomnijcie sobie luty bieżącego roku. Jagiellonia miała stratę do liderującej wówczas Lechii, ale taką spokojnie do odrobienia, dość powiedzieć, że Piast miał jeszcze większą, a został mistrzem Polski. Klub nie pokpił sprawy z transferami, bo każdy klub w Polsce chciałby mieć Imaza, tymczasem Imaz trafił do Białegostoku, Arsenić to też nie jest gość z pierwszej łapanki. Jasne, brakowało napastnika, na wzmiankę o Scepoviciu można się tylko wzdrygnąć, natomiast…

Po pierwsze – który klub w Polsce nie ma luki na jakiejś pozycji? No raczej wszystkie, jak któraś drużyna ma i osiem porządnych ogniw, to już jest dobrze.

Po drugie – nie przypominam sobie, żeby Piast miał jakiegoś super strzelca, najwięcej trafień miał Parzyszek, dziewięć, czyli powiedzmy sobie szczerze: bez szału. Pokusiłem się tutaj o dość delikatne sformułowanie. W każdym razie: mimo wszystko Fornalik tę bandę poukładał, zrobił mistrzostwo i cześć.

Mamrot do tego osiągnięcia się nawet nie zbliżył, Jaga wypadła i z pucharów. Co więcej: udało się przegrać również finał Pucharu Polski i też pamiętajmy, że nawet obecność tej ekipy na Narodowym była nieco na wyrost, bo rywali miała mało ekskluzywnych, a i tak trzeba było drżeć przed Odrą Opole. Bez Klimali i jego bramek w Opolu, który wówczas był daleko od dzisiejszego Klimali, ten sezon byłby jeszcze gorszy.

Już wtedy można było się zastanawiać, czy Mamrot powinien pracować dalej, ale zaufano mu i też dobrze, bo z kolei sezonem 17/18 udowodnił, że nie jest trenerem z przypadku. Niestety trudno nie odnieść wrażenia, że ten zawód, który trwał przez całą rundę wiosenną, przedłużył się i do jesieni. Jagiellonia nie potrafiła ustabilizować formy, jeśli jeden mecz wygrała, śmiało można było zakładać, że zaraz przegra. Bęcki, do przodu, bęcki, do przodu i tak w kółko. A i ostatnio nie udało się utrzymać tej mizernej formy, mimo że Zagłębia i Rakowa to mało kto się boi w tej lidze.

Nie ma co się oszukiwać: Jagiellonia to nie jest zespół na drugą połowę tabeli. Bądźmy też ze sobą szczerzy, gdyby takie wyniki wykręcał szkoleniowiec zza granicy, już dawno wszyscy nawoływaliby do zwolnienia. A że był to Mamrot, człowiek – przyznajmy – niezwykle sympatyczny, z ładną historią, to dostawał trochę taryfy ulgowej. Tylko że to nie na tym polega.

Poza tym ja naprawdę sądzę, że Mamrot może poczekać na ofertę i spokojnie kontynuować swoją karierę gdzie indziej. Może w nowym środowisku odnajdzie się jeszcze lepiej (bo wciąż jego kadencję uznaję za porządną)? Ma przecież prawo trafić na prezesa, który nie będzie wydzwaniał do niego po każdej porażce. Pokazał Mamrot, że umie wprowadzić młodych, że nie boi się ofensywnej gry. Po drodze się oczywiście pogubił, popełniał błędy, ale i tak z tej fali nowych trenerów z niższych lig to chyba najlepszy szkoleniowiec.

A co do Jagiellonii – pozytywna była zapowiedź zmian nie tylko na fotelu trenera. Można parę rzeczy Mamrotowi zarzucić, ale skauting czy ludzie odpowiedzialni za transfery w paru momentach też nie dojechali. Raczej nigdy nie jest tak, że winny jest tylko trener, a wiele razy w polskiej lidze o tym zapominano i cieszy, że Jaga zapomnieć nie chce.

No, przynajmniej tak mówi.

KOMENTARZE (11)