Real wygrywa na trzecim biegu, Vinicius wraca do gry
Weszło

Real wygrywa na trzecim biegu, Vinicius wraca do gry

Espanyol od sześciu lat nie strzelił gola na Bernabeu, ale jeśli ma tak grać, nie strzeli go przez następne sześćset. Jedna z najgorszych drużyn La Liga zagrała jak jedna z najgorszych drużyn La Liga, Real wygrał gładko jadąc na trzecim biegu. Wynik mógł być wyższy, ale 38-letni Diego Lopez zna się na swoim fachu.

Byliśmy niezmiernie ciekawi tego, co pokaże dzisiaj Vinicius, i pewnie nie tylko my. Superdrogi supertalent, a ostatnio u Zidane’a znajdujący się bliżej pozycji chłopca do podawania piłek niż wyjściowego składu. I co tu ukrywać: Brazylijczyk ma w sobie to coś, co każe czekać aż dostanie piłkę, bo wiadomo, że wtedy może zdarzyć się coś wyjątkowego, nieprzewidywalnego.

Dzisiaj, jeśli chodzi o dryblingi, był po prostu nieuchwytny. Praktycznie stuprocentowa skuteczność, nie licząc sytuacji, gdy przewrócił się o powietrze, łapiąc poślizg. Murawa była groźniejszym przeciwnikiem niż obrońcy Espanyolu.

Już zaraz na początku Vinicius zaznaczył jak odważnie będzie grał, przejmując piłkę na czterdziestym metrze i po prostu z nią biegnąc, kiwając kolejnych rywali, oddając finalnie groźne uderzenie. Podobało nam się też jak zwrotem Cruyffa wyprowadził w pole dwóch defensorów Espanyolu. Ci nie mieli na niego dzisiaj żadnej odpowiedzi. Wchodził w defensywę jak nóż w masło, tylko na Lopeza nie miał sposobu.

Problem z Viniciusem jest jednak taki, że on sam potrafi przegrać ze sobą. Motywacja dzisiaj – owszem, na najwyższym poziomie, chciał być wszędzie. Ale to też mogło doprowadzić do czerwonej kartki. Nie odpuścił stykowej piłki w polu karnym, gdzie piłka była skazana na to, by wpaść w ręce Diego Lopeza – poniosła nastolatka ambicja, wpadł nogami w golkipera, zawiodło wyczucie, kartka bezdyskusyjna. W 40. minucie pojechał jeszcze lepiej, spóźnionym wślizgiem – arbiter ostatecznie uznał, że było w tym zagraniu więcej przypadku niż złych intencji, ale gdyby wyrzucił Brazylijczyka z boiska, spokojnie by się to broniło. Nastolatek też jak zwykle mógł podjąć kilka lepszych decyzji, tutaj czeka go jeszcze więcej pracy niż przy wykończeniu, ale to był i tak bardzo obiecujący mecz. Jego akcje u pewnego francuskiego szkoleniowca na pewno wzrosły. W korespondencyjnym pojedynku młodych skrzydłowych Rodrygo został dziś całkowicie przyćmiony, a przecież Rodrygo to nie jest siódmy sort kubańskich pomarańczy.

Piszemy tak dużo o Viniciusie, bo nie ukrywajmy: jego dobry występ to najważniejsze, co zdarzyło się dziś na Bernabeu. Sensacji boiskowej brak, zdarzyło się dokładnie to, czego można się było spodziewać. Wyobrażamy sobie, że dziewiętnasta drużyna La Liga mogłaby coś podziałać na Bernabeu, futbol widział dziwniejsze historie, ale bez przesady: nie dziewiętnasta drużyna La Liga, której najlepszym ligowym strzelcem po kilku miesiącach kopania jest autor dwóch bramek, Marc Roca, a jeszcze oba padły po rzutach karnych.

Espanyol obecnie jest dowcipem, nie zespołem, nie miał żadnych szans, żeby się przeciwstawić. Może jedna główka Granero przy stanie 0:0 była jakoś tam obiecująca, może jedno uderzenie wspomnianego Rocy w drugiej połowie było przyzwoite, ale i tak Courtois miał obowiązek złapać to w zęby. Jedyne, z czego zapamiętamy dzisiejszy Espanyol, to z żenująco wykonywanych stałych fragmentów gry. Wierzcie nam: Dominik Furman w dzisiejszym Espanyolu zbierałby najwyższe noty w drużynie.

Na 1:0 w pierwszej połowie wynik wyprowadził Varane. Valverde zaczął akcję, dograł do Benzemy, a ten w tłoku godnym próby dopchania się do tramwajowego kasownika w godzinach szczytu, zdołał znakomicie odegrać do Varane, a w zasadzie Varane i Casemiro, bo obaj dublowali swoją pozycję – Brazylijczyk odpuścił i Francuz pokazał Viniciusowi jak kończy się akcje.

Real do przerwy oddał jedenaście strzałów przy jednym Espanyolu. Po zmianie stron konsekwentnie szukał drugiej bramki, choć bez wielkiej presji, widząc, że rywal sam słania się na nogach. Najlepsze okazje miał Benzema: w 54 minucie po dograniu Valverde przegrał sam na sam z Lopezem. Później idealnie wystawił mu piłkę Vinicius. Do trzech razy sztuka, w końcówce po dwójkowej akcji z Valverde Benzema ustalił rezultat meczu. Jeszcze tylko Mendy zapomniał, że ma żółtko, dostał drugą kartkę i wyłączył się ze spotkania z Valencią, co sprawia, że Real ma problem na lewej obronie: nie będzie dostępny ani Mendy, ani Marcelo.

Można chwalić Karima za dzisiejszy mecz: był wszechstronny, wielowymiarowy, napędzał zespół. Można kolejny raz chwalić Valverde, który pięknie się rozwija i czarował otwierającymi podaniami, można docenić rozważną grę Casemiro, można dobrą zmianę Modricia. Ale nie można zapominać, że grali dzisiaj tylko z Espanyolem. Niemniej opędzlować rywala lekko, bez większego wysiłku, bez zużywania sił, przy napiętym terminarzu jest rzeczą nie do pogardzenia. El Clasico za jedenaście dni, a po drodze Królewscy mają jeszcze dwa mecze.

REAL MADRYT – ESPANYOL BARCELONA 2:0 (1:0)

Varane 37′, Benzema 79′

Nivea La Liga

KOMENTARZE (0)