Farvel, Caro! Woźniacka kończy piękną karierę
Inne sporty

Farvel, Caro! Woźniacka kończy piękną karierę

Dużo było w jej karierze jedynek. Bo pierwsze miejsce w rankingu tenisistek. Bo po jednym zwycięstwie w turniejach wielkoszlemowych i w Mastersie, bo pierwsze miejsce wśród najlepiej znanych i cenionych duńskich sportowców na świecie. Było także jedno typowo polskie nazwisko i jeden narzeczony z numerem 1 wśród golfistów. Teraz została już tylko inna jedynka – jeden wielkoszlemowy turniej do rozegrania. Karolina Woźniacka właśnie ogłosiła, że po styczniowym Australian Open zakończy karierę. Ma dopiero 29 lat i głowę pełną pomysłów na przyszłość.

Urodziła się w lipcu 1990 roku w duńskim Odense. Rodzice niedługo wcześniej wyjechali z Polski. Mama Anna była siatkarką, grała nawet w reprezentacji naszego kraju, ojciec Piotr kopał piłkę i tak trafił do Danii – dostał propozycję gry w klubie Boldklubben 1909. Ta decyzja zmieniła nie tylko ich życie na lepsze, ale także dała mnóstwo radości… duńskim kibicom. Najpierw w juniorach, gdzie została mistrzynią Wimbledonu, a potem przez lata w dorosłej grze. Wisienką na torcie jej osiągnięć były trzy wielkoszlemowe finały, w tym ten wygrany – z ubiegłorocznego Australian Open. To było spełnienie marzeń, o które walczyła przez te wszystkie lata. Już dziewięć lat wcześniej była w finale US Open, ale przegrała. Podobnie, jak w decydującym meczu na Flushing Meadows w 2014 roku.

Przez długie lata słyszała powtarzany jak mantrę zarzut, że co to za liderka rankingu, która nigdy nie wygrała turnieju Wielkiego Szlema. A liderką była dość długo. Po raz pierwszy na kilka miesięcy na przełomie 2010 i 2011 roku, potem – po raptem tygodniu przerwy, rozsiadła się na tronie na dobre, na prawie rok. Trzecią kadencję miała po ładnych paru latach, po triumfie w Australian Open rządziła w damskim tenisie jeszcze przez miesiąc.

W międzyczasie wygrała turniej Masters, niosła duńską flagę na igrzyskach w Rio de Janeiro oraz przechodziła sercowe dylematy. Przez prawie trzy lata była w związku z irlandzkim golfistą Rorym McIlroyem. Tworzyli osobliwą parę, przez pewien czas każde z nich było numerem 1 na świecie w swojej dyscyplinie. W styczniu 2014 roku para ogłosiła zaręczyny, rozpoczęły się przygotowania do ślubu na dwadzieścia cztery fajerki, które jednak równie wybuchowo zostały przerwane. Po kilku miesiącach McIlroy nagle ogłosił: „ślubu nie będzie, zaręczyny zerwane, nie jestem gotowy na małżeństwo”. Co gorsza, Karolinie miał to zakomunikować przez telefon, w dodatku więcej się już nie odezwał. Przyznacie – facet z klasą.

Trudno się dziwić, że po czymś takim tenisistce trochę czasu zajęło dojście do siebie, cała sprawa miała fatalny wpływ na jej dyspozycję. W końcu jednak się pozbierała i wróciła do najwyższej formy. W walentynki 2017 ogłosiła, że spotyka się z byłym koszykarzem NBA Davidem Lee, w listopadzie para się zaręczyła, a w czerwcu tego roku się pobrała. Nieco wcześniej Woźniacka ogłosiła, że zdiagnozowano u niej reumatoidalne zapalenie stawów, przewlekłą chorobę autoimmunologiczną, prowadzącą do poważnych powikłań i często przedwczesnej śmierci.

Aktualny sezon zakończyła na 37. miejscu w rankingu. Dziś ogłosiła, że to już ostatnie momenty jej kariery na światowych kortach.

Grałam zawodowo od 15. roku życia. W tym czasie doświadczyłam niesamowitego pierwszego rozdziału mojego życia. Z 30 tytułami WTA, numerem 1 w rankingu przez 71 tygodni, zwycięstwem w turnieju WTA Finals, trzema występami na igrzyskach, niesieniem duńskiej flagi i triumfem w Australian Open 2018 na koncie mogę powiedzieć, że osiągnęłam na korcie wszystko, o czym tylko marzyłam. Zawsze sobie mówiłam, że kiedy nadejdzie czas, będę miała ważne rzeczy do zrobienia poza tenisem. W ostatnich miesiącach zdałam sobie sprawę, że w życiu jest wiele rzeczy, które chcę osiągnąć poza kortem. Po styczniowym Australian Open zakończę karierę. To nie ma nic wspólnego z moim zdrowiem i to nie jest pożegnanie. Nie mogę się doczekać, żeby dalej się dzielić z wami moją ekscytującą podróżą – napisała na Instagramie.

Karolina Woźniacka idzie więc w ślady swojej przyjaciółki, Agnieszki Radwańskiej. W jej przypadku także niedługo po ślubie przyszedł czas na odłożenie rakiety. Reprezentantka Danii już zapowiedziała, że zamierza się mocno zaangażować w rozwijanie świadomości o reumatoidalnym zapaleniu stawów, chce podróżować i cieszyć się życiem. Inna z jej przyjaciółek, Urszula Radwańska, komentując jej wpis w mediach społecznościowych zdradziła, że Karolina zawsze marzyła o tym, by mieć… piątkę dzieci. Cóż, nieważne ile ich będzie, o przyszłość raczej nie będą się musiały martwić. Mama na korcie wygrała ponad 34 miliony dolarów, ogromne pieniądze zarabiała także na kontraktach reklamowych między innymi z Adidasem, Roleksem i Turkish Airlines (według Forbesa, w 2011 roku była drugą najlepiej zarabiającą sportsmenką na świecie).

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (2)

INNE SPORTY

kubacki
18 stycznia, 18:59