Ekstraklasowa Serie A, brakowało baby z brodą
Włochy

Ekstraklasowa Serie A, brakowało baby z brodą

Sędzia nokautujący de Vrija. Brozović bez obstawy na siódmym metrze. Brozović bez obstawy na siódmym metrze strzelający dwa metry nad bramką. Podania od obrońców Romy do zawodników ofensywnych z Interu i momentalne zwrotne zagrania od zawodników ofensywnych Interu do obrońców Romy. Gdyby puścić ten mecz jako ekstraklasowy Super Piątek, Twitter zapłonąłby od oburzonych głosów: jak można dopuścić do stworzenia tak absurdalnego widowiska?

Bo to naprawdę był totalny teatr absurdu. Oczywiście wybraliśmy te najbardziej zabawne sytuacje, ale przecież duch Wesa Andersona unosił się nad San Siro przez pełne dziewięćdziesiąt minut. Już w jednym z pierwszych ataków meczu mieliśmy wyjątkowo sympatyczny gag: piłka na długi słupek, w teorii żaden z trzech zawodników Interu nie jest na spalonym, każdy za to jest bez krycia, bo zerwał się obrońcom Romy. I co się dzieje? Lukaku trąca piłkę, ale zamiast strzału wychodzi podanie do Lautaro, który, też na wślizgu, uderza wysoko nad poprzeczką. Gdyby Lukaku tego nie dotknął, Lautaro ani by nie spalił, ani nie musiałby uderzać z aż tak ostrego kąta.

Ale to jeszcze w miarę przypadkowa sprawa, zdarza się. Gorzej dla Interu było później, gdy naprawdę w banalnych sytuacjach cała linia ofensywna totalnie się gubiła. Diawara i Mirante dwukrotnie wzięli sobie do serca dzisiejszą datę i jako posłannicy Świętego Mikołaja niemal wystawili gole na tacy swoim rywalom. Szczególnie boleśnie oglądało się powtórki tej drugiej sytuacji. Pudło Brozovicia to jedna sprawa, druga – samo rozwiązanie całej akcji. Lukaku dostał piłkę na szesnastym metrze, mógł tam naprawdę zrobić wszystko, a nie dość, że sam nie potrafił tego wykończyć, to jeszcze początkowo podawał prosto w nogi obrońców Romy. Belg oczywiście miał farta, że w tym okresie meczu Roma sumiennie pracowała ramię w ramię z gospodarzami na kolejne sytuacje, ale generalnie: to była jedna wielka kawalkada błędów. Błędów rzymian i błędów mediolańczyków.

Kiepskie zawody grał Borja Valero. Cholernie nieskuteczny był Lautaro Martinez. Irytował nieco ociężały Lukaku. Dochodziło do takich sytuacji, jak choćby wyjście sam na sam Lautaro. Mancini złapał go w pół i pewnie dostałby czerwoną kartkę, gdyby zawodnik Interu sam wcześniej nie dopuścił się faulu. O, albo jeszcze dziwniejsza sytuacja, Vecino dostaje ciacho od Valero, i zamiast spokojnie poczekać, aż lecący mu w plecy rywal sprokuruje jedenastkę – efektownie uderza w powietrzu. Z jednej strony aż chce się go pochwalić za ambicję i wiarę w siebie. Z drugiej – zawahałby się dosłownie pół sekundy i zawodnicy Romy wjechaliby w niego jeszcze przed strzałem, nie dając wyboru arbitrowi spotkania.

Takich drobnych detali, które zadecydowały o remisie było mnóstwo. A to piłka źle się odbiła. A to Lautaro padł przy najdrobniejszym kontakcie, zamiast kontynuować drybling. Gdy już coś wychodziło – jak klepa Martineza z Valero zakończona strzałem tego pierwszego – to uderzenie przelatywało o kilka centymetrów obok słupka.

Jeśli kogoś chwalić – to obrońców. Poza nielicznymi odpałami po stronie Romy, bezbłędnie wykonywali swój fach. Trzy wieże z Interu właściwie nie dały zawodnikom Romy jakiejkolwiek szansy na zdobycie bramki. Te dwie sytuacje z niesygnalizowanymi uderzaniami w środek, przy obu pewnie łapał Handanović, to praktycznie cały dorobek ataku gości. Giallorossi mieli pomyłki przy wyprowadzaniu, ale już w kwestii blokowania, rzucania się pod nogi strzelcom czy wygrywania pojedynków główkowych – bez większych zastrzeżeń.

Kogo wynik cieszy najmocniej? Oczywiście kibiców Juventusu. Inter po raz pierwszy w tym sezonie kończy na zero z przodu, wobec czego Stara Dama musi tylko pokonać Lazio i powróci na fotel lidera.

Inter Mediolan – AS Roma 0:0

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (0)