Dziwy w Dziwnowie, czyli jak żołnierz obrażał sędziego
Weszło

Dziwy w Dziwnowie, czyli jak żołnierz obrażał sędziego

Myślicie, że nagłośnienie patologicznych ataków na sędziów w niższych ligach przyczyniło się do zmniejszenia natężenia występowania kolejnych podobnych przypadków? Niestety nie. Skandaliczne chamstwo ma się dobrze. Tym razem opisujemy sprawę kontuzjowanego piłkarza-żołnierza, który z trybun werbalnie groził atakiem na zdrowie arbitra podczas meczu swojego Jantara Dziwnów z Prawobrzeżem Świnoujście. – Na trybunach siedziało kilku zawodników Jantara Dziwnów, którzy nie brali udziału w meczu. W tym właśnie on. Wyraźnie było słychać jego głos. Krzyczał: „Sędzia, ty ślepy chuju”, „Ty jebana parówo”, „Ty jebany pedale”, „Spierdalaj do szatni pajacu, tam jest twoje miejsce” – opowiada sędzia asystent tego spotkania, Michał Kaczmarek, który przedstawia całe kulisy zdarzenia i wszystko to, co wydarzały się po nim. Zapraszamy. 

Jesteś dosyć doświadczonym sędzią.

W niższych ligach sędziuję już dobre dziesięć lat. Ze względu na zdrowie nie próbowałem nigdy przebić się wyżej. To mi musi wystarczyć. Chcę opowiedzieć o sytuacji, która przydarzyła mi się drugiego listopada tego roku. Jantar Dziwnów podejmował wtedy Prawobrzeże Świnoujście.

Spodziewałeś się, że to może być mecz wyższego napięcia?

Nigdy nic specjalnego nie zdarzało się podczas tych spotkań, ale jest tam jeden zawodnik Jantara Dziwnów, który od dłuższego sprawiał problemy i to właśnie jego zachowania dotyczy cała sprawa.

Nie znacie się prywatnie, prawda?

Nie znamy się. Absolutnie.

Dostawał wcześniej jakieś kary od Wydziału Dyscypliny?

Pojawiały się jakieś skargi na niego, dostawał też sporo czerwonych kartek za chamskie odzywki do przeciwników i sędziów. Sam mój kolega, który sędziował mu jakiś sparing, wspominał, że kilka razy rzeczony zawodnik atakował go werbalnie, wiedząc, iż nie spotkają go żadne konsekwencje w meczu, po którym nie powstaje właściwie żaden protokół. Taki typ zawodnika.

W jakim jest wieku?

Średnim. Sporo już gra w piłkę.

Zdarzało się ci sędziował mu jakieś spotkanie?

Kilka razy się zdarzało i akurat wtedy nie spotkałem się z żadnymi nieprzyjemnościami.

Dobra. Przyjeżdżasz tym razem do Dziwnowa i co się dzieje?

Ma kontuzję, nie jest zgłoszony do rozgrywek, ale przyszedł dopingować swoich kolegów z trybun. Jego zespół wygrał 10:1, więc teoretycznie nie miał najmniejszego powodu, żeby się pieklić. Problem leżał gdzieś indziej. Była brzydka pogoda. Szarówka. On i jeszcze kilku jego kolegów usiedli w budce medyka. Pili piwo, palili papierosy, więc ich stamtąd wygoniłem. Argumenty leżały po mojej stronie. Nie dość, że przepisowo nie mogli tam siedzieć, to przymknąłbym oko, gdyby nie ten alkohol i papierosy, a także fakt, że zwyczajnie wszyscy ubrani byli na czarno, czyli dokładnie tak, jak drużyna przyjezdna. Na meczu był obserwator i wszystkie takie rzeczy notuje. Nie mogłem pozwolić, żeby w obrębie boiska cokolwiek mogło ingerować w przebieg meczu. Kibice mogą być tylko na trybunach. To był początek drugiej połowy. Jemu to się nie spodobało. Krzyczeli, że pada deszcz i muszę być wyjątkowo bezduszny, żeby wyganiać ich na trybuny. Od tego się zaczęło.

W pierwszej połowie też pojawiały się jakieś zaczepne teksty, ale cały czas atakowała miejscowa drużyna, więc najczęściej znajdowałem się przy ławkach rezerwowych i niewiele z tego słyszałem. Diametralnie zmieniło się to po przerwie. Akcja dalej toczyła się pod bramką przeciwnika, ale zmieniły się strony, więc naturalnie i ja zmieniłem miejsce. I wtedy dokładniej słyszałem wszystkie odzywki.

***

Fragment sprawozdania sędziowskiego z meczu Jantara Dziwnów z Prawobrzeżem Świnoujście:

Na trybunach siedziało kilku zawodników Jantara Dziwnów, którzy nie brali udziału w meczu. Wyraźnie było słychać głos jednego z nich. Krzyczał: „Sędzia, ty ślepy chuju”, „Ty jebana parówo”, „Ty jebany pedale”, „Spierdalaj do szatni pajacu, tam jest twoje miejsce”.

***

Jak można zareagować na takie słowa?

Kojarzyłem tego człowieka, patrzyłem mu prosto w twarz, ale on nie przestawał. Upomniałem więc kierownika Jantara:

– Panie kierowniku, niech pan uspokoi tego człowieka, bo będziemy musieli to po meczu opisać, a chyba nie chcecie płacić jakichś ewentualnych kar, prawda?

Poprosiłem go o reakcję, więc podszedł, powiedział mu to, ale nie poskutkowało. Co więcej, jego uwaga tylko przyczyniła się do eskalacji całego konfliktu. Pojawiły się jeszcze gorsze odzywki.

Podjął pan jakąś kontrowersyjną decyzję?

Głównie chodziło mu o brak wygody i wyrzucenie na trybuny. Siedział wśród kolegów, którzy go nakręcali. Kiedy mówił coś ostrego w moją stronę, oni tylko się śmiali. Ewidentnie mu się to spodobało. Był zadowolony, że wszyscy mu przyklaskują i mógł czuć się jak bohater.

Jakie środki może podjąć sędzia, kiedy pojawiają się groźby z trybun w jego stronę?

Jakby groził mi bezpośrednio w czasie meczu, to sędzia główny mógłby przerwać mecz. Musiałby uprzedzić kierownika drużyny, służby porządkowe i mógłby nawet wezwać policję. W tym wypadku nie było o tym mowy, bo jedyna groźba zagrożenia mojego zdrowia padła bezpośrednio po meczu. Szedłem po piłkę, szykowałem się do zejścia z boiska, a wtedy on wyraźnie krzyknął z trybun: „Wsadzę ci tę chorągiewkę w dupę”.

Akcja miała swój ciąg dalszy. 

Potem wparował do szatni. Już samo to wydawało się to dziwne. Spisaliśmy sprawozdanie, w którym zamieściliśmy również uwagi na jego temat, a kierownik Jantara nie miał żadnych zastrzeżeń i wszystko podpisał. Przyszedł prezes klubu, zaczął robić awanturę, że to nie powinno być w sprawozdaniu, że wspomniany agresor nie jest piłkarzem klubu. Odpowiedzieliśmy mu, że o tym zdecyduje związek, bo nie mamy wglądu, czy został wpisany do składu na tę rundę. Wtedy wszedł on. Krzyczał, że nie jest zawodnikiem Jantara i że próbujemy oszukiwać, ale odciągnął go kierownik. Nie pomogło. Po chwili znów był w pomieszczeniu, w którym się przebieraliśmy. Ponownie interweniował kierownik, który tym razem usuwał go z tej szatni za pomocą siły.

Czułeś się zagrożony?

Czułem się. Jakby jeszcze nie wszedł do tej szatni, to wiadomo, na meczach kibice różne rzeczy wykrzykują do sędziów. Niezdrowe emocje. Kiedy na trybunach jest wielu kibiców i każdy coś tam od siebie doda, to dosyć trudno zidentyfikować jednego winowajcę, bo to wszystko się miesza i znika w zgiełku. Ta sytuacja była jednak zupełnie inna. Ewidentnie krzyczał on. I to jeszcze krzyczał bezpośrednio do mnie. Dobrze, że nie wezwaliśmy policji, bo pewnie by się uspokoił, ale prawnik powiedział mi, że jego kara by pewnie ominęła, a my dostalibyśmy mandat za nieuzasadnione wezwanie funkcjonariuszy.

Co się stało potem?

Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej nie mógł go ukarać, bo faktycznie okazało się, że nie został włączony do zespołu na rundę jesienną, ale zdziwiło mnie, iż żadnej kary nie dostał klub. Jeśli w każdej chwili do szatni może wejść kibic, osoba niepożądana, i zagrażać bezpieczeństwu sędziów, to przy organizacji coś jest wyraźnie nie tak. Nie zostało mi to w żaden sposób wyjaśnione, choć pytałem i deklarowali, że będą to jeszcze rozpatrywać. Właśnie minął miesiąc od tego meczu. Zaczyna się drugi i dalej nic. Odnoszę wrażenie, że tak mi powiedziano, żebym nie drążył. Wszystko powoli zamiatane jest pod dywan.

Nie zamierzałeś na tym poprzestać. 

Wiedziałem, że ten człowiek pracuje w wojsku, zresztą podobnie, jak prezes Jantara Dziwnów. Zgłosiłem więc całą sprawę na piśmie do Żandarmerii Wojskowej. Po dłuższym czasie otrzymałem odpowiedzieć, z której wynikało, że oni nic z tym nie mogą zrobić, a on na pewno odezwał się w ten sposób, ponieważ był zły na nasze decyzje sędziowskie. Według nich, gdybyśmy porządnie wykonywali naszą robotę, to na pewno nie zachowałby się wobec nas agresywnie. I że jeżeli chcę się odwołać, to najlepiej do sądu, ale prawnik powiedział mi, że to bez sensu, bo gdybym tak zrobił, to wymiar sprawiedliwości i tak znów zwróciłby się do żandarmerii, której bezpośrednio podlega żołnierz. W konsekwencji nic by z tego nie wynikło.

Przy tym wszystkim okazało się, wojsko zgłosiło sprawę na policję z żądaniem ukarania swojego żołnierza  mandatem za używanie słów wulgarnych w miejscu publicznym. Tylko za takie coś. To jest kwestia pięćdziesięciu złotych kary. Dowiedziałem się o tym w ten sposób, że też chciałem zgłosić zawiadomienie, ale już na policji dowiedziałem się, że sprawa jest w toku właśnie w takim charakterze.

Takie rozwiązanie całej sprawy wydaje się sprawiedliwe?

Absolutnie nie. Znieważał mnie publicznie. Bezkarnie mnie obrażał. Groził mi. Słowa o chorągiewce można interpretować różnie. Jeden się zaśmieje, drugi się skrzywi, ale nie zareaguje, a trzeci, w tym wypadku ja, poczuje się zagrożony. Miałem do tego prawo. Inna sprawa, że policjant powiedział mi dzisiaj nieoficjalnie, że muszę spodziewać się tego, że za groźbę w prawdziwym wymiarze zawsze uważane będą mocniejsze słowa. Jakby powiedział, że mnie zabije, pobije albo spali mi dom, to faktycznie, policji byłoby łatwiej działać. A tak? Nie wiadomo. Obawiam się, że skończony się na mandacie. Z drugiej strony wsadzenie chorągiewki w tyłek to też groźba uszczerbku fizycznego.

Wiesz, policjant podpowiedział mi, żebym napisał do tego byłego piłkarza-żołnierza, że jeśli nie wpłaci iluś tam pieniędzy na cele charytatywne, to ja zgłoszę sprawę do sądu.

Jak się na to zapatrujesz?

Średnio. Wiem, że on został wezwany do Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej i dostał pytanie, czy taka sytuacja miała miejsce. Odpowiedział, że nie, a ZZPN mu uwierzył. Tylko dlatego, że on i prezes pracują w wojsku, są ludźmi zaufania publicznego, więc trzeba wziąć ich stronę w tym sporze.

A obserwator?

Nasza ekipa sędziowska dostała od niego najwyższe noty. Był po drugiej stronie, więc niczego nie słyszał, ale może potwierdzić, że ten człowiek wszedł do szatni. Sam jestem po operacji guza mózgu, cieszę się, że mogę się bawić sędziowaniem. Lubię to. Odpoczywam przy tym. Ale po czymś takim odechciewa mi się cokolwiek robić. Mam nadzieję, że mimo wszystko wygra sprawiedliwość.

ROZMAWIAŁ: JAN MAZUREK

KOMENTARZE (6)