post Avatar

Opublikowane 04.12.2019 12:52 przez

Michał Kołkowski

Starcia Liverpoolu z Evertonem były przed laty nazywane „przyjacielskimi derbami”. Gdy jeszcze w 1984 roku obie ekipy z hrabstwa Merseyside spotkały się ze sobą w finałach Pucharu Ligi Angielskiej, atmosfera na widowni była podobno wręcz sielankowa, przepełniona wzajemnym szacunkiem. Intonowano nawet wspólne przyśpiewki i jednym głosem dokuczano Manchesterowi United. Może nie powszechne, ale dość zwyczajne były również transfery między klubami – w sumie aż kilkudziesięciu zawodników, często piłkarzy o uznanej renomie, przeniosło się na drugą stronę Stanley Park, zmieniając przynależność klubową.

Dziś jednak sytuacja wygląda trochę inaczej – upstrzone czerwonymi kartkami derby Liverpoolu wiążą się z rywalizacją tak zajadłą, jak można sobie tylko wyobrazić. A co za tym idzie – na bezpośredni transfer między Liverpoolem i Evertonem czekamy już prawie od dwudziestu lat.

Oczywiście nie można tego nawet porównywać z relacjami Liverpoolu i Manchesteru United, które nie dobiły ze sobą targu od 1964 roku. Niemniej – warto przypomnieć sylwetki najważniejszych zawodników, którzy w swojej karierze wychodzili na murawę w roli gospodarza zarówno na Anfield, jak i na Goodison Park. Można bowiem zgadywać, że niewielu zdoła w przyszłości napisać podobną historię.

ABEL XAVIER

(2002, Everton -> Liverpool)

Bohaterem ostatniej bezpośredniej transakcji między największymi ekipami z Merseyside był Portugalczyk, zapamiętany przede wszystkim ze zdumiewającej fryzury i zagrania ręką w polu karnym w 117 minucie półfinałowego starcia mistrzostw Europy 2000. Abel Xavier to klasyczny futbolowy obieżyświat – podczas swojej bujnej kariery reprezentował kluby portugalskie, hiszpańskie, włoskie, niemieckie, tureckie, holenderskie, amerykańskie. No i rzecz jasna angielskie. W 1999 roku za 1,5 miliona funtów z PSV Eindhoven wykupił go Everton. Pochodzący z Mozambiku obrońca nie wypełnił jednak trzyletniego kontraktu z The Toffees – zimą 2002 roku, ku wielkiemu rozgoryczeniu kibiców z Goodison Park, Xavier przeniósł się do Liverpoolu.

Nie powstrzymał go nawet rozpaczający Paul Gascoigne:

Xavier stał się tym samym jedynym zawodnikiem w historii derbów Merseyside, który w jednym sezonie zagrał w obu meczach, ale po dwóch stronach barykady. Najpierw Everton z Xavierem w składzie uległ 1:3 Liverpoolowi, potem Liverpool z reprezentantem Portugalii w wyjściowej jedenastce zremisował derby 1:1. Kiepski był zatem z niego talizman. Szybko go zresztą wypożyczono i tak jego liverpoolska przygoda dobiegła końca.

Jak donosiły angielskie media – Portugalczyk wymuszając na władzach Evertonu swój transfer połasił się na podwyżkę w wysokości około pięciu tysięcy funtów tygodniowo.

– Nie mogłem przedłużyć kontraktu z Evertonem, klub nie miał po prostu wystarczająco mocnej pozycji finansowej, żeby sprostać moim oczekiwaniom – wspominał Xavier po latach w rozmowie z lokalną prasą. – Mimo to bardzo ciepło wspominam pobyt w Evertonie. Tam czujesz, że grasz dla kibiców. Właśnie dzięki fanom czułem, że znalazłem się w odpowiednim miejscu. Robiłem co w mojej mocy, żeby pomóc klubowi aż do mojego ostatniego dnia w Evertonie. Dzisiaj mogę chodzić po mieście z podniesionym czołem. Myślę, że mieszkańcy obu klubów z Liverpoolu zachowani o mnie dobre wspomnienia, z czego jestem dumny.

[etoto league=”eng”]

NICK BARMBY

(2000, Everton -> Liverpool)

O ile Abel Xavier przeprowadzający się na drugą stronę Stanley Park był dla kibiców Evertonu do zaakceptowania, tak transfer Nicka Barmby’ego w 2000 roku wywołał już naprawdę spore zamieszanie. Anglik grał w Evertonie przez cztery lata i można nawet bez kozerry powiedzieć, że cieszył się na Goodison Park statusem gwiazdy. Dlatego kibice z niebieskiej części Liverpoolu nieźle się poirytowali, gdy ofensywny pomocnik za 6 milionów funtów wzmocnił ekipę lokalnego rywala. The Reds musieli ostro się o Barmby’ego targować z Manchesterem United, bo sir Alex Ferguson również miał niezłą chrapkę na tego zawodnika. Ostatecznie został jednak przelicytowany.

– Zawodnik poinformował mnie, że marzy o grze dla Liverpoolu – oznajmił ponuro Walter Smith, manager Evertonu w latach 1998 – 2002. – Został mu rok do końca kontraktu. Jeżeli chcemy na nim jeszcze zarobić, nasze pole manewru jest ograniczone. Gerard Houllier, szkoleniowiec The Reds, udawał że nie rozumie o co ta cała chryja: – Co się takiego stało? Nick zmienił religię, to jakaś sprawa polityczna?

Po przenosinach do Liverpoolu angielski piłkarz nie błyszczał aż tak jaskrawo jak po drugiej stronie miejskiej barykady. W swoim ostatnim sezonie dla The Toffees strzelił aż dziesięć goli w lidze, dla The Reds ukąsił w Premier League ledwie dwukrotnie. Trochę się zmieniła jego boiskowa rola, nie był postacią aż tak wyeksponowaną w mocniejszym kadrowo zespole. Aczkolwiek jeden z tych goli miał jednak szczególne znaczenie – Barmby trafił do siatki w derbach, wyprowadzając Liverpool na prowadzenie w starciu z Evertonem, które ostatecznie zakończyło się zwycięstwem ekipy z Anfield 3:1.

Cały sezon dla The Reds ułożył się nieźle – drużyna zgarnęła tak zwaną „mała potrójną koronę”, sięgając po Puchar Anglii, Puchar Ligi Angielskiej i Puchar UEFA. Barmby był najlepszym strzelcem Liverpoolu na europejskiej arenie. Jego przygoda z klubem już wkrótce dobiegła jednak końca, gdy serie kontuzji tak naprawdę definitywnie zakończyła najlepszy okres w karierze Anglika.

PREHISTORIA

Największej liczby transferów (o ile można to tak określać, bo w grę niekoniecznie w tamtych latach wchodziła gotówka) na linii Everton – Liverpool dokonano jeszcze przed II Wojną Światową. W XIX wieku przeprowadzki w Merseyside były wręcz dość powszechne i nie budziły świętego oburzenia. Weźmy choćby przykład pierwszy z brzegu – Andrew Hannah był kapitanem mistrzowskiej drużyny Evertonu w 1891 roku, by kilka lat później założyć również na ramię kapitańską opaskę w zespole lokalnych rywali. Z kolei William Edward Barclay to pierwszy manager w dziejach, który prowadził obie ekipy – najpierw przez rok dowodził Evertonem, by później cztery lata spędzić w Liverpoolu.

Nazbierało się zresztą aż sześciu zawodników, którzy zahaczyli nie o dwie, lecz o trzy drużyny z Merseyside. Jednym z nich był Bill Lacey, dwukrotny mistrz Anglii w barwach Liverpoolu. Irlandczyk w trakcie swojej bogatej kariery zagościł też w Evertonie oraz mniej znanej ekipę New Brighton, również ulokowanej w Merseyside.

Jeszcze ciekawszą historię napisał Neil McBain – w latach dwudziestych ubiegłego stulecia zawodnik Evertonu i Liverpoolu. McBain także pojawił się na murawie w barwach New Brighton, ale dopiero w 1947 roku, gdy miał już 52 lata na karku i nie grał w piłkę od prawie dwóch dekad. Zaliczył jeden, jedyny występ. Jak to się stało? Dawny reprezentant Szkocji był managerem New Brighton, gdy drużynę dopadł straszliwy kryzys zdrowotny. Okazało się, że nie ma kogo postawić na bramce. Więc szkoleniowiec sam wskoczył między słupki (choć jako piłkarz był pomocnikiem) i do dzisiaj pozostaje najstarszym zawodnikiem, który rozegrał oficjalne spotkanie w rozgrywkach organizowanych przez angielską federację.

Jego trenerska kariera w ogóle obfitowała w ciekawe zwroty akcji – w 1949 roku Szkota zatrudniła u siebie kultowa argentyńska ekipa Estudiantes La Plata.

neil-mcbain-1926

Neil McBain.

Aż trzech zawodników zahaczyło podczas swoich karier o Liverpool, Everton i Tranmere Rovers, kolejny klub z okolicy. To Frank Mitchell, John Heydon i Dave Hickson. Ten ostatni dorobił się wśród kibiców The Toffees statusu postaci kultowej. W 1953 roku Everton mierzył się z Manchesterem United w piątej rundzie Pucharu Anglii. Hickson – potężny, mocno zbudowany napastnik, którego strzały porównywano z armatnimi wystrzałami – w pierwszej połowie meczu nabawił się paskudnego rozcięcia nad okiem podczas walki o piłkę. Rzucił się do futbolówki szczupakiem, nadział na but przeciwnika. Okropna sprawa. Oczywiście natychmiast wyprowadzono go z boiska, a Everton musiał kończyć mecz w dziesiątkę, bo w tamtym czasie zmiany nie były dozwolone.

Tymczasem wszystkich obecnych na stadionie – włącznie z zawodnikami i sędzią – spotkało olbrzymie zaskoczenie. W drugiej połowie meczu połatany na szybko Hickson wrócił na murawę. Oczywiście rana natychmiast zaczęła okropnie krwawić. Napastnik z blondyna stał się rudzielcem, a jego koszulka coraz mocniej przypominała barwy „Czerwonych Diabłów”. Pomimo apeli kolegów z drużyny i arbitra, Hickson dokończył spotkanie, a Everton awansował do kolejnej rundy.

Szóstym zawodnikiem, który zanotował oficjalny występ w więcej niż dwóch klubach z Merseyside jest John Whitehead. Anglik w 1892 roku grał dla klubu Bootle FC, który przed powstaniem Liverpoolu był najgroźniejszym z lokalnych przeciwników Evertonu.

Peter Beardsley

(1991, Liverpool -> Everton)

Jedna z największych postaci, które mają na swoim koncie występy zarówno dla Liverpoolu, jak i dla Evertonu. Peter Beardsley do ekipy The Reds trafił w 1987 roku i niech już sam ten fakt świadczy o jego piłkarskiej klasie – nie trzeba przecież nikomu tłumaczyć, jak potężną ekipą w latach osiemdziesiątych był Liverpool. Anglik miał stworzyć nową jakość w ofensywie The Reds, po tym jak dawne gwiazdy klubu – Kenny Dalglish i Ian Rush – zaczęły się pomału wykruszać. Ten pierwszy wziął na siebie obowiązki managera i grywał rzadko, ten drugi przeniósł się do Juventusu w poszukiwaniu nowych wyzwań.

Beardsley nie zawiódł pokładanych w nim nadziei – na europejskiej arenie błysnąć rzecz jasna nie mógł z obiektywnych względów (klub był zawieszony), ale sięgnął z Liverpoolem po dwa mistrzowskie tytuły. W tym ten z 1990 roku, ostatni w dziejach klubu. Dorzucił też do kompletu zwycięstwo w Pucharze Anglii z 1989 roku, gdzie The Reds wygrali 3:2… w derbach z Evertonem.

Już w 1991 roku trzydziestoletni wówczas Beardsley przeprowadził się jednak na drugie strony Stanley Park. Dlaczego?

Cóż – na Anfield sądzono, że znacznie młodszy Dean Saunders – gwiazda Derby County i reprezentacji Walii – to zawodnik, który zagwarantuje klubowi jakość jeszcze przez wiele lat, a poczciwy Beardsley pomału będzie już schodził z wielkiej sceny. Ściągnięto zatem do klubu Saundersa, a z dotychczasowej gwiazdy bez żalu zrezygnowano. – Howard Kendall, manager Evertonu, był ze mną szczery. Przyznał, że on też chciał kupić Saundersa, ale skoro mu się nie udało, to wpadł na pomysł, żeby ściągnąć do klubu mnie – przyznał Beardsley. – Mówił mi, że ofertę złożył kompletnie bez wiary w to, że zostanie zaakceptowana. Ot, po prostu spróbował szczęścia i się to opłaciło. Ja też byłem zaskoczony, że klub tak łatwo ze mnie rezygnuje, ale takie jest życie. Wiedziałem, że nowy manager nie widzi mnie w swoich planach, a czułem się jeszcze dobrze i chciałem grać regularnie. W sumie to nawet się cieszyłem, że zostaję w Merseyside.

Okazało się, że Beardsley ma jeszcze sporo paliwa w baku – szybko stał się gwiazdą Evertonu i jest jednym z dwóch zawodników w historii derbowej rywalizacji między klubami z Merseyside, który zdobył gola zarówno dla The Reds, jak i dla The Toffees. Potem Anglik zaliczył jeszcze kilka niezłych sezonów w Newcastle United.

Trener Graeme Souness, który tak łatwo z niego zrezygnował na Anfield, pluł sobie w brodę. – Przyznał mi, że popełnił błąd – opowiadał Beardsley. – Ale ja nie żałuję tego transferu. Po ogłoszeniu moich przenosin otrzymałem chyba ze sto listów od kibiców obu klubów i tylko jeden miał negatywny wydźwięk. O wiele więcej sukcesów odniosłem w Liverpoolu, ale w Evertonie też świetnie się bawiłem. Po prostu uwielbiam klimat i ludzi z Merseyside. To wielki honor, że mogłem reprezentować barwy obu tych klubów i zdobyć bramkę w derbach zarówno dla Liverpoolu, jak i dla Evertonu.

GARY ABLETT

(1992, Liverpool -> Everton)

Tutaj sytuacja jest o tyle ciekawa, że mamy do czynienia z wychowankiem Liverpoolu. Gary Ablett swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał właśnie na Anfield, gdzie zadebiutował jako zawodnik pierwszego zespołu w 1985 roku. Obrońca nie był jednak aż tak utalentowany, jak się początkowo spodziewano – rozegrał dla The Reds przeszło sto meczów w ekstraklasie, lecz nigdy nie zdołał się przebić do reprezentacji Anglii. Ostatecznie jego pozycja w klubie osłabła na tyle, że został definitywnie sprzedany do rywali zza miedzy.

Defensor zapisał się jednak w historii derbowej rywalizacji jak nikt inny – jest jedynym piłkarzem w dziejach angielskiego futbolu, który sięgał po Puchar Anglii zarówno jako zawodnik Liverpoolu, jak i Evertonu. Wystąpił zresztą w obu zwycięskich finałach.

Z nieżyjącym już niestety zawodnikiem wiąże się jeszcze jedna, dość zadziwiająca ciekawostka – w miejskim slangu Liverpoolu nazwą „Gary” zwykło się kiedyś określać… tabletki ecstasy. „Ablett” rymowało sie z „tablet”, a „Gary Tablet” było jednak trochę za długie, więc dilerzy i miłośnicy narkotykowych wrażeń ograniczyli się do samego „Gary”.

DZIECIŃSTWO

Można też wymienić wiele przykładów piłkarzy, którzy w dzieciństwie kibicowali jednej z ekip z Merseyside, lecz kręte ścieżki piłkarskiej kariery pokierowały ich do Premier League poprzez zespół lokalnych rywali. Po stronie Liverpoolu nie trzeba długo szukać wyjątkowo słynnych przykładów – w Internecie łatwo znaleźć zdjęcia młodego Stevena Gerrarda wystrojonego w strój The Toffees. Evertonowi kibicowali także Michael Owen, Jamie Carragher, Robbie Fowler czy Steve McManaman – postaci absolutnie fundamentalne dla The Reds, klubowe legendy. – W 1986 roku oglądałem Anglię na mistrzostwach świata, oczywiście jej kibicowałem. Ale szczerze mówiąc więcej bym dał za dublet dla Evertonu niż mistrzostwo świata dla Anglii – przyznał Carragher w jednym z wywiadów. Owen z kolei był wielkim fanem Gary’ego Linekera, który w sezonie 1985/86 grał dla Evertonu.

Z najświeższych przykładów – z The Toffees sympatyzował w dzieciństwie choćby Trent Alexander-Arnold.

Zresztą, nawet legendarny Ian Rush wspominał w jednym z wywiadów, że w dzieciństwie ekscytował się występami Evertonu. A przecież to właśnie on swoim strzeleckim popisem zadał ekipie z Goodison Park jedno z największych upokorzeń w derbowej historii, prowadząc The Reds do wyjazdowego zwycięstwa 5:0 nad rywalami zza miedzy. Walnął aż cztery z pięciu bramek. – Zawsze wolałem grać derby na Goodison, z oczywistych przyczyn – wyznał Rush, który jest najlepszym strzelcem w dziejach derbów Merseyside. Strzelił Evertonowi aż 25 goli.

W drugą stronę tych przykładów jest nieco mniej, bo i mniej słynnych wychowanków wydała na świat akademia Evertonu. Kibicem Liverpoolu był choćby Alan Harper, który nie przebił się do seniorskiej drużyny The Reds, by potem rozegrać przeszło sto meczów w barwach drużyny z Goodison Park. Inny przykład to Peter Reid, dwukrotny mistrz Anglii i triumfator Pucharu Zdobywców Pucharów z Evertonem, wychowany w miłości do czerwonych barw. Dzisiaj jego serce jest już pomalowane niebieską barwą.

– Nie miałbym po co żyć, gdybym nie wierzył, że dni chwały Evertonu jeszcze powrócą – mówił Reid, wybrany do klubowej jedenastki wszech czasów.

Nadmienić można też Walijczyka Ashleya Williamsa, który grał dla Evertonu w latach 2016 – 2018. Stoper wyznał otwarcie, że w dzieciństwie fascynowała go postać Johna Barnesa, który w drugiej połowie lat osiemdziesiątych był wielką gwiazdą The Reds i pierwszym czarnoskórym zawodnikiem, który zrobił gigantyczną karierę w angielskiej ekstraklasie. Wielkim fanem Liverpoolu był także Theo Walcott, od 2018 roku grający dla Evertonu.

TRANSFERY NIEBEZPOŚREDNIE

Wielu znakomitych zawodników trafiało z Liverpoolu do Evertonu i odwrotnie, ale nie za sprawą transferu bezpośredniego, dogadanego przez te dwa kluby. Oczywiście od razu ciśnie się na usta przykład Davida Johnsona – jedynego piłkarza oprócz Petera Beardsleya, który strzelił gola w derbach Merseyside dla obu zwaśnionych ekip. Johnson był wychowankiem Evertonu i to właśnie na Goodison Park udało mu się zanotować profesjonalny debiut, ale swoje największe sukcesy osiągał już jak zawodnik The Reds. Do Liverpoolu trafił w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i sięgnął z klubem po trzy Puchary Europy oraz cztery tytuły mistrzowskie w Anglii.

Z Evertonem – dla odmiany – nie ugrał niczego.

– Każdy karierze potrzebuje szczęścia. Ja strzeliłem gola debiutując w lidze, debiutując w Pucharze Europy i debiutując w derbach – opowiadał Johnson. – Tego ostatniego gola oczywiście pamiętam doskonale. Świetne dośrodkowanie Gary’ego Jonesa. Uderzyłem głową, ale Ray Clemence zbił piłkę na słupek. Dobitkę wpakowałem już do siatki i z miejsca stałem się ulubieńcem kibiców. To trafienie miało o wiele słodszy smak niż bramka, którą potem – już jako piłkarz Liverpoolu – strzeliłem Evertonowi. Trudno to ubrać w słowa, dziwne uczucie. Jako dziecko marzysz o strzelaniu bramek w wielkich meczach, o tym myślisz biegając z piłką po ulicy. Ale trafienie w derbach przeciwko Evertonowi jakoś mnie nie ucieszyło, poczułem się źle. Myślę, że kibice Evertonu do dzisiaj mi nie wybaczyli, choć wróciłem potem na Goodison Park.

Podobną drogę przeszedł choćby słynny Steve McMahon – pomocnik, uznawany powszechnie za jednego z najlepszych zawodników w historii Liverpoolu. Zanim jednak trafił na Anfield , grywał po drugiej stronie Stanley Park. Karierę zaczął w Evertonie, a wcześniej był też na Goodison chłopcem do podawania piłek. W 1985 roku przywdział jednak trykot The Reds i stał się jednym z liderów zespołu. Fani potraktowali go jak swojego i byli dość mocno oburzeni, że selekcjoner zbyt rzadko docenia ich ulubieńca powołaniami do reprezentacji:

– Well Steve McMahon sure can rap, it’s about time he had an England cap; so come on Bobby Robson, he’s your man; ’cause if anyone can, Macca can! – wyśpiewywali sympatycy Liverpoolu.

Kevin Sheedy, jedna z wielkich postaci Evertonu w latach osiemdziesiątych, także miał na swoim koncie epizod gry za miedzą. Był to jednak na tyle zdolny piłkarz, że nikt ani myślał wypominać mu gry dla lokalnych rywali. Wystarczy wspomnieć sytuację z 1985 roku, gdy Sheedy w starciu z Ipswich Town wpakował piłkę do siatki z rzutu wolnego, prosto w okienko. Sędzia zarządził jednak powtórkę stałego fragmentu gry. Sheedy znowu podszedł do piłki i znowu trafił, tym razem celując w przeciwną stronę bramki.

Takim piłkarzom wybacza się wiele, jeśli nie wszystko.

Kibice z Goodison Park dość niechętnie przyjęli natomiast zatrudnienie w klubie Sandera Westervelda, który w latach 1999 – 2001 był podstawowym golkiperem Liverpoolu, potem pograł trochę w Hiszpanii, aż wreszcie wrócił do Merseyside, wypożyczony z Portsmouth. Holender był jednak umoczony w straszliwą kontrowersję sędziowską sprzed lat. W ostatnich sekundach starcia derbowego z 2000 roku, Westerveld, jeszcze jako zawodnik Liverpoolu rzecz jasna, wykonywał rzut wolny. Kopnął jednak piłkę tak fatalnie, że ta odbiła się od pleców wracającego w stronę środka boiska napastnika i… wturlała się do siatki. Trybuny ryknęły z radości, zawodnicy Evertonu wznieśli ręce w geście triumfu.

Zanim jednak futbolówka przekroczyła linię bramkową, sędzia Graham Poll… zakończył spotkanie, pozbawiając tym samym The Toffees zwycięstwa. Po latach arbiter przyznał w swojej autobiografii, że popełnił wtedy błąd. Nie była to zresztą jedyna derbowa kontrowersja z udziałem Westervelda:

Trudno się zatem dziwić, że Holender to nie był akurat ten gość, którego fani ekipy The Toffees chcieli oglądać między słupkami. Tym bardziej, że – jako się rzekło – w XXI wieku derbowa rywalizacja w Merseyside nabrała znacznie gorętszej temperatury niż kilkadziesiąt, czy nawet kilkanaście lat dawniej. – O co te całe emocje..? – uśmiechnął się w jednym z wywiadów David Johnson, derbowy klimat znający od podszewki. – Przecież nikt nie chce iść w poniedziałek do roboty ze świadomością, że czeka go spotkanie z tymi wszystkimi przemądrzalcami z pracy, który będą wyśmiewać porażkę jego drużyny.

fot. NewsPix.pl

Opublikowane 04.12.2019 12:52 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
11.08.2020

Klepali, męczyli, cisnęli, w końcu wpadło. Sevilla w półfinale Ligi Europy

Ever Banega i Lucas Ocampos. To są nasi wieczorni bohaterowie, herosi, którym ślemy życzenia i czekoladki. To oni bowiem skonstruowali jedną, jedyną bramkę dzisiejszego wieczora, dzięki której uniknęliśmy dogrywki w starciu Sevilli z Wolverhampton. 2020 rok jest paskudny i mógłby sobie odpuścić dogrywkę w Lidze Europy po 0:0 w 90 minutach. Okazał litość, co za […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Szymon Jadczak w Hejt Parku w Dobrym Składzie! LIVE od 22.00

Coś czujemy, że kibice Wisły Kraków zajmą dziś naszą linię i rozgrzeją ją do czerwoności! Szymon Jadczak, autor książki „Wisła w ogniu”, związany zawodowo z TVN-em, będzie gościem Tomasza Smokowskiego w „Hejt Parku w Dobrym Składzie”. Program możecie śledzić w „Kanale Sportowym” oraz w Weszło.FM. Macie pytania do naszego gościa? Śmiało, telefon do studia to […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Duży talent, ale też duży egoista. Kim jest Yaw Yeboah z Wisły Kraków?

Wisła Kraków kontynuuje zbrojenia przed nowym sezonem. Sprowadziłą już czwartego obcokrajowca w tym okienku, ale na razie nie będziemy się czepiać. Yaw Yeboah – podobnie jak Fatos Beciraj, Stefan Savić i Adi Mehremić (no, ten najmniej) – na papierze ma bowiem trochę argumentów wskazujących na to, że może być ciekawym transferem. Niewykluczone nawet, że z […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Idioci w służbie sabotażu rozgrywek. Szkoci dostali żółtą kartkę od rządu

Tysiąc razy można mówić „słuchajcie, są takie i śmakie obostrzenia, przestrzegajcie ich”. Można wskazywać, że każde wystawianie na ryzyko integralności ligi to zagrożenie nie tylko zdrowotne, ale też i finansowe dla klubów. Do tego można rzucać przykładami, że lekceważenie koronawirusa źle się kończy. A na to wchodzi Boli Bolingoli z Celtic oraz ośmiu piłkarzy Aberdeen, […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Kamil Glik wraca do Serie A. Benevento z ambicjami na coś więcej niż utrzymanie

Cztery pełne sezony we Francji. 167 występów pod herbem Monaco. Mistrzostwo kraju i trafienie do jedenastki dekady klubu z księstwa. I wreszcie nadszedł czas, by powiedzieć „dziękuję”. Kamil Glik odchodzi z Monaco i wraca do Włoch, gdzie podpisał kontrakt z beniaminkiem Serie A – Benevento. Tym razem ekipa „Czarownic” nie chce jak meteoryt przelecieć przez […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Koronawirus decyduje o tym, z kim Legia zmierzy się w eliminacjach

Potencjalni rywale Legii w I rundzie eliminacji do LM jeszcze nie zagrali swojego meczu, a już dowiedzieliśmy się, z kim  zmierzy się polska drużyna. Podopieczni Vukovicia unikną starcia z zawsze mocną Dritą Gnjilane. W zasadzie formalnością jest, że wynik meczu rozstrzygnie koronawirus. Obie ekipy miały wyjść na boisko jeszcze dzisiaj. Dwie godziny przed meczem UEFA […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Śląsk reaguje na głupotę. I brawo!

Trochę zżymaliśmy się w ostatnich dniach na zachowanie klubów, które lekko zgłupiały w związku z koronawirusem. Były proste błędy ludzkie, był brak zdrowego rozsądku, były braki w kompetencjach. Ale skoro krytykujemy, to warto też pochwalić, bo nie wszyscy temat mają w nosie. Śląsk Wroclaw bardzo poważnie podszedł do naszych wczorajszych doniesień i odsunął od treningów […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Odejście Jóźwiaka – nie „czy”, a „kiedy”. Co z Sykorą, Moderem i Klupsiem?

Dziwne są to tygodnie dla fanów Lecha Poznań. Z jednej strony – do klubu przyszło już czterech piłkarzy, dwóch z nich jest naprawdę obiecujących. Ale z drugiej strony – wątpliwości kibiców budzi fakt, że za żadnego Kolejorz nie musiał płacić. Kasa w kontekście poznaniaków jest dość ważna, bo jest kluczowym czynnikiem wpływającym dla to, że […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Michniewicz: Niektórzy w wieku Kapustki marzą o wyjeździe, on już wraca z bagażem doświadczeń

– U nas graliśmy w ustawieniu bez skrzydłowych, 4-3-1-2, grał jednego ze środkowych pomocników, czasem dziesiątkę, pod napastnikami. Grywał też jako skrzydłowy, ale ja bym go widział w środku. Ma świetny przegląd pola, bardzo dużo widzi, swobodnie operuje piłką, fajnie się z piłką w tłoku obraca. U trenera Nawałki grał na skrzydle, ale chyba trochę […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Zmęczeni średniactwem. Pogoń chce czegoś więcej

Pogoń Szczecin to niechlubny fenomen. Mają siódme miejsce w tabeli wszech czasów Ekstraklasy, przed Widzewem Łódź, Śląskiem Wrocław, Cracovią. Rozegrali w elicie aż czterdzieści osiem sezonów. Od lat sześćdziesiątych może z przerwami, ale w każdej dekadzie zaznaczając swoją obecność w polskiej piłce. Przy tym NIGDY NIC nie wygrali na najwyższym szczeblu. Tyle lat, ani jednego […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Tworek: Nie możemy być jak ćmy, które parzą się lecąc do światła

Warta Poznań awansowała do Ekstraklasy jako zespół… braku wiary. Braku wiary z zewnątrz. Celem Warty przed startem sezonu absolutnie nie był awans, a przed decydującymi barażami eksperci rzadko kiedy stawiali na piłkarzy trenera Piotra Tworka. Mimo że to oni przystępowali do nich jako trzecia siła pierwszej ligi. Wiary za to nie brakowało w zespole. I […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

COVID-19 także w pierwszej lidze. Sandecja Nowy Sącz już w izolacji

Wygląda na to, że koronawirus w polskiej piłce rozsiadł się wygodnie w fotelu i zapina pasy. Po serii zachorowań w Ekstraklasie, która dotknęła już czterech klubów – a nawet pięciu, bo zakażenie, choć dzięki ostrożności klubu w mniejszym stopniu, dotknęło także Górnika Zabrze – przyszedł czas na jej zaplecze. Pierwszoligowcy zgodnie z zaleceniami Komisji Medycznej […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Sytuacja niecodzienna: mistrz porządnie dozbrojony

Artur Boruc z AFC Bournemouth. Bartosz Kapustka z Leicester City. Josip Juranović z Hajduka Split. Dwaj solidni ligowcy, Filip Mladenović z Lechii Gdańsk i Rafael Lopes z Cracovii. A to wszystko przy bardzo nieznacznych, może nawet symbolicznych osłabieniach – bo jeśli chodzi o kluczowych piłkarzy, sprzedany został jedynie Radosław Majecki. Legia Warszawa w tym okienku […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Piłkarz totalny. O pierwszym sezonie Ronaldo w Interze

Inter chce wygrywać Scudetto i Ligę Mistrzów, ale w starym odpowiedniku Ligi Europy, Pucharze UEFA, też ma zacne tradycje. W latach dziewięćdziesiątych wygrywał go trzykrotnie, ostatni raz z Ronaldo w składzie. Ronaldo, który był wówczas zdecydowanie najlepszym piłkarzem na świecie, Ronaldo, który przenosząc się do Nerazzurri drugi raz bił transferowy rekord świata, Ronaldo, nie tylko […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Polski mecz nie był tylko sloganem. Szymański i Augustyniak wchodzą z buta w sezon w Rosji

Takie rozpoczęcia sezonu to my lubimy. Pierwsza kolejka ligi rosyjskiej jeszcze się nie skończyła, a Sebastian Szymański już zdołał wyrównać swój wynik w klasyfikacji kanadyjskiej z poprzedniego sezonu. Jak do tego doszło? Otóż mecz Dynama Moskwa z Uralem Jekaterynburg okazał się „polski” nie tylko ze względu na samą obecność na murawie naszych graczy. Szymański, a […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Czwarty polski klub z koronawirusem. Tym razem Pogoń Szczecin

Start rozgrywek Ekstraklasy coraz bliżej, a tymczasem występują coraz większe komplikacje. Właśnie okazało się, że mamy czwarty przypadek koronawirusa w polskim klubie. Gdzie tym razem? W zachodnio-pomorskim, czyli w szczecińskiej Pogoni. Zakażony jest jeden, ale to wystarczyło, żeby drużyna została skierowana na kwarantannę. O sprawie poinformował sam klub, który opublikował na swojej stronie komunikat. Dowiadujemy […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

Król strzelców II ligi zagra szczebel wyżej? Dwa kluby zainteresowane Michałem Bednarskim

Na polskim rynku transferowym nic się nie zmienia – większość klubów szuka napastnika, więc ci, którzy strzelają sporo, mają rozgrzany telefon. Tak też jest w przypadku Michała Bednarskiego, który w poprzednim sezonie został królem strzelców drugiej ligi w barwach Górnika Polkowice. Wiele wskazuje na to, że zawodnik ostatecznie trafi na zaplecze Ekstraklasy. W najwyższej lidze […]
11.08.2020
Weszło
11.08.2020

„Legia chciała ukryć zarażenie i twierdziła, że wszyscy są zdrowi”

– Mieliśmy przypadek pozytywnego testu na obecność koronawirusa, ktoś chciał to ukryć i grać, bo twierdzi, że wszyscy są zdrowi. Są procedury, które jasno mówią, jak trzeba funkcjonować, kiedy ktoś jest chory. Nasz Zespół Medyczny wysłał do klubów dokładne wytyczne. Każdy odpowiedzialny i mądry klub zrobił piłkarzom, trenerom i pracownikom badania przed pierwszym treningiem. W […]
11.08.2020