Polska to dla Szwedów drużyna numer cztery w grupie
Weszło

Polska to dla Szwedów drużyna numer cztery w grupie

Piotr Piotrowicz urodził się w Łodzi, próbował przebijać się w lokalnym ŁKS-ie, a pięć lat temu wyjechał do Szwecji, gdzie gra w piłkę i dokształca się trenersko. Pytamy go, co Szwedzi myślą o losowaniu, jakie są ich najmocniejsze strony i jak na tę drużynę wpłynęło odejście Zlatana Ibrahimovicia.

Jak Szwedzi przyjęli to losowanie? Są zadowoleni, że trafili na Polskę?

Oni od początku w ogóle nie skupiali się na tym, kogo wylosują. Ważniejsze było, gdzie pojadą. Za szwedzką reprezentacją zawsze podróżuje przynajmniej kilka tysięcy kibiców i od kilku dni w gazetach wszyscy zastanawiali się, czy będzie to Londyn-Glasgow, Bilbao-Dublin, czy najgorszy scenariusz: Rzym-Baku. A czy trafią na łatwych przeciwników, czy grupę śmierci? Kompletnie ich to nie interesowało.

W gazetach piszą, że to świetne losowanie, choćby ze względu na podróże. Hiszpania, czerwiec, fajna pogoda. Na tym się skupiają. A jeśli chodzi o samą reprezentację, też są szczęśliwi. Polski raczej nie poważają. Słychać było głosy, że bardziej obawiają się Irlandii w Dublinie. Wszyscy mówią, że z polską reprezentacją sobie poradzą. Lewandowski jest wspominany jako największa gwiazda, a reszta kadry jest dla nich anonimowa. Z Hiszpanią sobie jako tako poradzili i mówią, że na neutralnym gruncie mogliby sobie poradzić, ale na boisku Hiszpanów będzie z tym problem. Mówią też cały czas o Irlandii w Dublinie, z którą będzie ciężko. Polska? Drużyna numer cztery w grupie.

U nas jest trochę więcej respektu do rywala – o Szwedach panuje opinia, że to niewygodny rywal, raczej do walki w środku pola, który będzie dobrze bronił i czekał na kontry. To właśnie taki rywal?

Największą gwiazdą reprezentacji Szwecji jest zdecydowanie jej trener, Janne Andersson. Guru pod każdym względem w kadrze. Od mistrzostw świata mówi się, że Szwecja nie ma ani jednej gwiazdy w składzie, słabych zawodników, a jest kolektywem, monolitem. Wszystko organizuje trener, który zanim objął reprezentację, w identyczny sposób pracował w IFK Norrköping. Zdobył z nimi mistrzostwo Szwecji w 2015, wcześniej przez lata budował potęgę klubu, który pałętał się między drugą a pierwszą ligą, więc miał słabych zawodników.

To trener, który bazuje na analizie przeciwnika, wykorzystywaniu największego potencjału swojej drużyny. Grają maksymalnie prostą piłkę, taktyka 4-4-2, siłę drużyny układa na jej największych atutach. Słabości Polski zostaną bardzo szybko wyłowione i wykorzystane. Polska na pewno nie jest faworytem i o ile wszyscy mówią, że to może być niewygodny rywal, to ja bym powiedział, że trzeba się naprawdę postarać, by nie przegrać. Zwłaszcza, że Szwecja dobrze radzi sobie z drużynami najwyższej europejskiej klasy i traci z nimi mało bramek.

Gdzie leżą ich największe mankamenty?

Wiek, choć to z jednej strony atut, z drugiej słabość. Średnia wieku pierwszej jedenastki to około 30-kilku lat. Szybkość naszych piłkarzy może być zdecydowanie atutem, wyprowadzanie dynamicznych kontr. Negatywną stroną jest też atak reprezentacji Szwecji, ale wszyscy o tym mówią, że w tym aspekcie gry są najsłabsi.

Kto ze szwedzkiej reprezentacji grałby w pierwszym składzie reprezetnacji Polski?

Na pewno nie kapitan drużyny, Andreas Granqvist, który trzyma całą reprezentację, ale u nas nie znalazłby miejsca. Myślę, że Emil Forsberg, który gra w Lipsku. Na tle reprezentacji, którzy mają zawodników grających od dużego czasu, ciężko byłoby wygryźć któregokolwiek.

Lindelof?

Być może. Natomiast dziwne jest to, że mimo gry w Manchesterze United, nie tylko nie jest największą gwiazdą, co nawet nie wymienia się go jako tego, który miałby o czymkolwiek przesądzić. U nas Robert Lewandowski jest Bogiem, a Lindelof gra w jeszcze bardziej popularnym klubie niż Bayern, a w pierwszej kolejności mówi się o tych bardziej doświadczonych. Hierarchia jest taka – najpierw trener, później Emil Forsberg, Sebastian Larsson, kapitan Andreas Granqvist. Mimo że ma 34 lata i gra w lidze szwedzkiej, to z nim liczą się zdecydowanie bardziej.

Jak wpłynęło na Szwecję odejście Zlatana? Pomogło? Oczyściło atmosferę?

Był zgniłym jabłkiem, które przez lata musiało być wybierane do składu reprezentacji. Co mieli zrobić selekcjonerzy? Nie mieli innego wyjścia, nie znalazł się żaden, który usunąłby go ze składu. Kiedy sam po raz trzeci zrezygnował, wszyscy odetchnęli z ulgą, że może tym razem uda się go z reprezentacji jakoś wystrzelić. Gdy Szwecja awansowała do mistrzostw świata, przebąkiwało się o powrocie Zlatana do reprezentacji, mówił też o tym on sam. Wszystko było od razu dementowane przez selekcjonera. Gdy Zlatan tylko zabiera głos, wszyscy czują irytację: oho, znowu zaczyna jątrzyć, znowu próbuje coś rozwalić od środka. Dziś nie dopuszcza się go do reprezentacji. To jej pomogło. Zaczęła tworzyć monolit.

Gdyby mecz odbywał się dzisiaj, jaki byłby wynik?

Upatrywałbym remisu. Serce podpowiada, że ze wskazaniem na Polskę, ale przemawia do mnie jedna rzecz – historia nauczyła, że Polacy na turniejach nie grają najlepszej piłki, zawsze coś przeszkadza, jest przeciwko. W Szwecji jest odwrotnie – o ile eliminacje i mecze towarzyskie nie zachwycają, to na turniejach potrafi się zorganizować i wspiąć na wyżyny. Porównać trzeba też to, kogo Szwecja ma za sterami – Janne Andersson, człowiek, który mówi naprawdę mądre rzeczy i ma bardzo dobrą opinię. My mamy za sterami człowieka, który jeszcze nic w mediach nie powiedział ciekawego, samo przez się rozumie się, że w tym aspekcie Szwecja ma przewagę. Sparing Polska by wygrała, ale na turnieju będzie ciężko.

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (41)