Nominacje do Złotej Piłki, o których na pewno zapomnieliście
Weszło

Nominacje do Złotej Piłki, o których na pewno zapomnieliście

W dyskusjach o Złotej Piłce najczęściej rozmawia się o tym, kto powinien ją dostać. Na ogół sprawa rozstrzyga się między trzema-czterema nazwiskami. Ci bardziej nadgorliwi rozprawiają jeszcze nad podium. A przecież na liście nominowanych jest aż trzydzieści nazwisk. Potrafilibyście wymienić całą trzydziestkę? Przypuszczamy, że gdybyście długo typowali, to byście wszystkich nie trafili. W przeszłości w TOP50 piłkarzy świata znajdywali się jednak piłkarze, których w życiu byście o to nie podejrzewali. Poszperaliśmy w listach sprzed lat i oto efekty. Przyznajcie się – ilu z nich pamiętacie?

Hatem Trabelsi

Jedna z największych zagadek tego zestawienia. Trabelsi to tunezyjski boczny obrońca, grający też w pomocy, którego kojarzyć możecie przede wszystkim z gry w Ajaksie Amsterdam. Nie był może jakąś wielką gwiazdą holenderskiego klubu, ale do nominacji do Złotej Piłki się załapał. Pomyślicie pewnie – może z tą Tunezją udało mu się coś ugrać? Cóż, udało się, ale nie w roku, w którym załapał się na listę najlepszych zawodników świata. W 2003 roku Trabelsi wygrał… Nic. Zupełnie nic. Z Ajaksem ani nie sięgnął po mistrzostwo, ani po puchar. Z Tunezją też nic, bo to ani nie był rok mistrzostw świata, ani Pucharu Narodów Afryki. Może w Lidze Mistrzów błyszczał? Nie, to ten sezon, gdy Ajax nie był już taki kozacki – odpadli zaraz po drugiej fazie grupowej z Milanem.

Zerkamy w jego indywidualne osiągnięcia – w 2003 roku w lidze strzelił jednego gola i zaliczył dwie asysty. „Tunezyjski Cafu” (nie wymyśliliśmy tego, serio go tak ktoś nazwał) nigdy nie zaistniał poza Holandią. Miał trafić do Arsenalu, ale coś się po drodze usrało. Ostatecznie trafił do Manchesteru City, gdzie zagrał raptem 20 meczów. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

Aha, w tamtym plebiscycie zgarnął okrąglutkie zero głosów.

Johan Micoud

Sezon 2003/04 był tym, który zakończył się sensacyjnym mistrzostwem Niemiec dla Werderu Brema. Siłą rzeczy na liście nominowanych musiał się znaleźć Ailton – król strzelców, zdobywca imponującej liczby 29 bramek dla mistrza kraju. Ale bez patrzenia na pogrubione nazwisko kilka linijek wyżej – potrafilibyście wskazać drugiego grajka, który z tamtej ekipy Werderu załapał się na listę najlepszych piłkarzy świata w 2004 roku?

Micoud w tamtym roku zdobył dziewięć bramek i zaliczył dziewięć asyst. Co ciekawe te świetne występy w Bremie nie przełożyły się na regularną grę we francuskiej kadrze – na Euro nawet nie pojechał, lepsi okazali się chociażby Benoit Pedretti czy Jerome Rothen. On też nigdy na poważnie nie zaistniał poza Francją i Niemcami. W 2006 roku Werder oddał go za śmieszne dziś trzy bańki euro do Bordeaux. W plebiscycie Złotej Piłki nie dostał żadnego głosu, ale swego czasu Toni Kroos przyznał, że za dzieciaka to właśnie Francuz był jego wzorem i chciał grać tak jak on. – To miłe, że ktoś jeszcze pamięta o tym, co robiłem na boisku – komentował sam Micoud.

Cris

Kto z nostalgią wspomina Lyon z początku XXI wieku, ten na pewno kojarzy tego gościa. Rosły, łysy stoper był opoką tamtej drużyny z Coupet, Govou, Wiltordem czy Juninho. Na listę nominowanych załapał się nawet dwa razy – w 2005 i 2006 roku. Może nigdy nie był obrońcą, o którego zabijały się wielkie kluby, ale co zebrał nagród, to jego – kilkukrotnie znajdował się w jedenastce sezonu Ligue 1, w 2005 roku France Football wybrało go piłkarzem sezonu, rok później został wybrany najlepszym obrońcą ligi. Kilka lat temu trafił na listę stworzona przez użytkowników Reddita na „najlepsze tanie transfery w historii” – Lyon wyciągnął go bowiem za ledwie 350 tysięcy euro.

Bohater anegdotki sprzedanej kiedyś przez Juninho. Oddajmy głos Brazylijczykowi: – Pewnego razu graliśmy z Realem, w którym wówczas hasał Robinho, wschodząca gwiazdka piłki. Przed meczem zapytał mnie „ty, a kto u was w ogóle gra na obronie”. Nie znał Crisa, swojego rodaka. Powiedziałem mu to w szatni. Przy pierwszym kontakcie z piłką Robinho Cris prawie urwał mu nogę. Młody chyba wtedy go rozpoznał.

Jurij Żyrkow

Jeden z tych przykładów, które jasno pokazują, jak bardzo jury wybierające piłkarzy do nominacji kieruje się wielkimi turniejami. Żyrkow błysnął podczas Euro 2008, gdzie wraz z Rosją dotarł aż do półfinału. Po drodze Rosjanie odprawili m.in. Holendrów, a Żyrkow hasał wtedy na lewej obronie jak natchniony. Świetna lewa noga, znakomita wydolność, niezmordowany w tyłach. Choć najbardziej spektakularny w kadrze Sbornej był oczywiście Andriej Arszawin (też znalazł się na liście nominowanych, zajął szóste miejsce przed Villa, Kaką czy Aguero), to obrońca CSKA również uszczknął z tego turnieju coś dla siebie – oprócz nominacji do Złotej Piłki także kontrakt w Chelsea, w której jednak nigdy nie stał się gwiazdą. Mało tego – nie stał się nawet etatowym lewym obrońcą.

Przypuszczamy też, że jednym z argumentów za tym, by wpisać go na listę TOP30 zawodników świata był fakt, że w tamtym sezonie strzelił gola Lechowi Poznań w fazie grupowej Pucharu UEFA.

Emmanuel Olisadebe

Emsi? Tutaj?! Niemożliwe, a jednak. – W naszej redakcji doskonale wiemy, że Polska jako pierwszy kraj w Europie wywalczyła sobie awans do mistrzostw świata. Uczyniła to efektownie i stało się to głównie dzięki golom zdobytym przez Olisadebe – mówił wówczas na łamach „Gazety Wyborczej” Xavier Barret z „France Football”: – Wspólnie w redakcji oglądaliśmy mecz Ligi Mistrzów Panathinaikosu z Arsenalem Londyn na Highbury. Wielu z nas poznało wtedy tego piłkarza i przekonało się o jego wartości. Olisadebe udowodnił Europie, że jest piłkarzem szybkim, czującym to, co dzieje się na boisku, mającym instynkt strzelecki.

Mało tego, że Olisadebe znalazł się wśród nominowanych… On nawet dostał jakieś głosy! Konkretnie – dwa punkty. Choć przypuszczamy, że była w tym zasługa Czesław Ludwiczek, dziennikarza „Trybuny”, który wówczas był delegatem polskich dziennikarzy do głosowania w plebiscycie. Nasz snajper wyprzedził tym samym w głosowaniu takich zawodników jak Rui Costa, Steven Gerrard, Alessandro Del Piero, Ryan Giggs czy Pavel Nedved.

Nikos Machlas

Prawdopodobnie jedyny zawodnik w historii Vitesse Arnhem, który znalazł się na liście nominowanych do nagrody piłkarza roku. Jeśli myślicie, że to członek pamiętnej ekipy Grecji z Euro 2004, o którym jakimś cudem zapomnieliście – zły trop. Machlas nominację dostał w 1998 roku po tym, jak zgarnął nagrodę Złotego Buta dla najlepszego strzelca Europy. W Vitesse nastukał 32 gole w 34 meczach, niedługo później wykupił go Ajax, ale okazało się, że to gwiazda jednego sezonu – w Amsterdamie aż tak regularny nie był, z czasem wygryzały go młode wilczki z Mido i Ibrahimoviciem na czele, aż wreszcie wysłano go do rezerw. Próbował jeszcze reaktywować swoją karierę na wypożyczeniu do Sevilli, ale w La Liga strzelił ledwie dwa gole. Z nominacją do Złotej Piłki w CV wrócił do Grecji, gdzie znów bawił się ligą.

Papa Bouba Diop

Legenda mundialu 2002. Zresztą jak cały Senegal, który był jedną z największych sensacji turnieju. Diop sieknął trzy gole, został najlepszym strzelcem zespołu, a przecież mówimy tu nie o napastniku, a solidnej „szóstce”, typowym siekaczu środka pola. Na chwilę nasze mózgi odfrunęły i wyobraziły sobie Jacka Góralskiego strzelającego trzy bramki na Euro 2020, później transfer do Crystal Palace, nominacja do Złotej Piłki…

Stop.

Diop oczywiście trafił na Wyspy Brytyjskie (umówmy się – pasował do tego futbolu jak ulał), dorobił się ksywy „Szafa” (totalnie nas to nie dziwi), został tam solidnym grajkiem na prawie dekadę, a dwóch głosów w Złotej Piłce 2002 nikt mu nie zabierze. Wyprzedzenia Ferdinanda, Giggsa, Paulety czy Maldiniego też nie.

Robby Langers i Guy Hellers

To jest temat na dłuższy tekst, niemniej fakt godny odnotowania – w 1989 i w 1991 na liście nominowanych do Złotej Piłki znalazło się dwóch Luksemburczyków. Langers podczas gry w Nicei, a Hellers w trakcie pobytu w Standardzie Liege. Ten Olisadebe chyba właśnie przestał nas dziwić.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (13)