Kozacy i badziewiacy: jest Tiba, jest zabawa
Weszło

Kozacy i badziewiacy: jest Tiba, jest zabawa

Wielu rzeczy potrzebuje Lech Poznań, by być drużyną, która wróci na miejsce adekwatne do potencjału Kolejorza. Tak wielu, że nie będziemy ich nawet teraz wymieniać, ale mamy wrażenie, że zdrowy i będący w formie Pedro Tiba to czołowa pozycja na tej liście. Kto wie, być może nawet numer jeden. 

Meteorolodzy już mieli prawo odnotować: nad Wielkopolską pojawił się pewien powiew. Tak, tak – optymizmu. Jasne, Lech ciągle balansuje na granicy dolnej i górnej ósemki, aktualnie po dobrej stronie mocy jest tylko ze względu na bilans bramkowy, ale dwie ostatnie wygrane z Piastem i Wisłą Płock (ekipy z góry tabeli) to krok we właściwym kierunku. Jeśli na chwilę zapomnimy o tym, że Kolejorz był wręcz zobligowany do tego, by puknąć Koronę i dodamy do rachunku Puchar Polski, można to rozszerzyć i mówić już o pięciu meczach bez porażki z rzędu, w tym trzech wygranych. I podkreślić, że świetnie w tym czasie spisuje się defensywa, która dała się pokonać tylko raz, w dodatku po kapitalnym strzale Spiridonovicia z dalszej odległości.

I tak się składa, że da się tę serię powiązać z powrotem do pierwszego składu Pedro Tiby, który wcześniej narzekał na problemy zdrowotne.

Przypadek? Poniekąd pewnie tak, bo przecież znaleźlibyśmy mnóstwo przykładów, które przeczą uzależnieniu Lecha od Tiby (ot, bez niego udało się pewnie ograć Górnika i Wisłę, a z nim były też remisy i porażki), ale gdy tak patrzymy na Lecha, mamy wrażenie, że to piłkarz, przy którym mocno zyskują też jego koledzy. Ktoś, kto porządkuje poczynania zespołu w środku pola w ten sposób, to skarb każdej drużyny (by się o tym przekonać, wystarczy przeanalizować grę Pogoni bez Kamila Drygasa). Moder dawał radę zastąpić Tibę w pojedynczych meczach, ale jeszcze takiego wpływu na drużynę nie ma. Muhar? Ani piłkarsko, ani pod względem taktycznym nie byłby w stanie dźwignąć tej roli. Pozostaje Jevtić, ale przy tych wahaniach formy Szwajcara poleganie na nim jest mieszanką naiwności z głupotą.

A gdy jeszcze Tiba zaczyna dokładać liczby, mamy czołowego środkowego pomocnika w Ekstraklasie, jedną z jej gwiazd. O tym świadczy też czwarta nominacja dla pomocnika Lecha do drużyny kozaków.

Warto zwrócić uwagę także na Bartosza Białka – trzy mecze, dwa razy w kozakach. Imponujące tempo, którego napastnik Zagłębia na pewno nie utrzyma, ale zawsze lepiej wejść do Ekstraklasy z takim przytupem niż po cichu i przepraszając za to, że się żyje.

Zrzut ekranu 2019-12-02 o 11.03.08

W badziewiakach całkiem przyzwoitą średnią wykręca za to Tomas Huk. Stoper Piasta, który miał godnie zastąpić Aleksandara Sedlara, wyłapał trzecią nominację, a ma na koncie dziewięć ligowych gier. Raz wszedł na minutę, więc w zasadzie osiem. Nie zazdrościmy Waldemarowi Fornalikowi – chciał ukarać Malarczyka za kompromitujący mecz z Lechem, a okazało się, że Słowak, który dostał dzięki temu szansę, spokojnie może przebić swoją postawą byłego piłkarza Korony, co pokazał przeciwko Śląskowi.

Ale podpaska kapitana wędruje do Ishmaela Baidoo. Jeśli kiedyś stworzymy listę absolutnie zbędnych piłkarzy, a taki pomysł chodzi nam po głowie, skrzydłowy Górnika może zająć pierwsze miejsce.

Zrzut ekranu 2019-12-02 o 11.02.49

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (1)