Nie bandażujmy się przed meczem. Nikogo się nie boimy, nie pompujemy balonika
Weszło

Nie bandażujmy się przed meczem. Nikogo się nie boimy, nie pompujemy balonika

– Natomiast powiem tak: nie bandażujmy się już przed meczem, zanim zdarzy nam się wypadek, zanim zostaniemy ranni. Generalnie nikogo się nie boimy, ale klasa rywali sprawia, że nikt w Polsce nie będzie przesadnie pompował balonika. I dobrze. Będzie spokojne, pozytywne podejście. W pewnym sensie to grupa podobna do tej z Euro we Francji. Tam w pierwszym meczu graliśmy z Irlandią Północną, teraz też jest to możliwe, jeśli Irlandczycy przejdą baraże. W drugim meczu mamy Hiszpanię, a we Francji mieliśmy Niemców, czyli w obu przypadkach światowy top – mówi Zbigniew Boniek w „Super Expressie”. Sporo dziś w prasie tekstów po losowaniu grup na Euro 2020.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

Relacje z weekendu, czyli – Śląsk rozbił mistrza…

Za to we Wrocławiu śrubują serię zwycięstw, obecnie zespół ma ich pięć. – Kiedy pracowałem w Sparcie Praga miałem nawet dłuższą, chociaż nie pamiętam dokładnej liczby – zaznaczał trener Vitezslav Lavička. W sobotę Śląsk wygrał w Gliwicach po raz pierwszy od ponad 10 lat. – Minusem jest to, że ze względu na kartki Mączyński i Chrapek nie zagrają z Legią, ale Dankowski też czekał na szansę i dobrze zastępuje kontuzjowanego Brozia. Mamy przygotowanych następców – stwierdził szkoleniowiec Śląska.

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT (1)

Legia pierze u siebie wszystkich, jak leci. Teraz ograła 4:0 Koroną Kielce.

Gwilii pasuje Korona – w lipcu w Kielcach zdobył zwycięską bramkę w 90. minucie. Asystę zaliczył wtedy Kante, który w sobotę bardzo chciał strzelić czwartego gola w sezonie. Po wejściu na boisko jeszcze w pierwszej połowie był aktywny. Miał trzy kluczowe podania, po których legioniści mogli trafi ć do siatki, oddał aż cztery strzały – najwięcej ze wszystkich zawodników. Dopiero ten ostatni był celny i przyniósł mu gola. Błąd w tej sytuacji popełnił bramkarz Marek Kozioł, ale Gwinejczyk był tam, gdzie trzeba. Legia odbudowała twierdzę w stolicy, na swoim terenie tłamsi i gromi rywali, przede wszystkim tych z dolnych rejonów w tabeli. Na wyjazdach, ostatnio, przypomina papierowego tygrysa: przegrała m.in. w Płocku, Gliwicach i Szczecinie. W niedzielę czeka ją najważniejszy chyba mecz rundy. Gdzie, jak nie na boisku lidera z Wrocławia, poprawić fatalny bilans spotkań z zespołami z czołówki?

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT

Dalej o patencie ŁKS-u na Cracovię. Na początku sezonu sezonu beniaminek ograł ją w Krakowie, teraz u siebie.

KLF1FUF-835x420

No i dalej reszta relacji, ale chyba nie ma sensu cytować wszystkich. Skupmy się na pozostałych tekstach. Antoni Bugajski pisze o tym, że to najwyższy czas, by Górnik uwolnił Marcina Brosza.

Brosz tę nieudolność i pasywność musi firmować swoim nazwiskiem. Oczywiście lojalnie winę bierze na siebie, ale przecież nie o samobiczowanie tutaj chodzi. Mam coraz bardziej dojmujące wrażenie, że Brosz w tym klubie doszedł do ściany twardszej i grubszej niż najtwardsza i najgrubsza ściana w kopalnianym przodku, a w rękach ma tylko lichy kilof. Potrzebny jest nowy sprzęt, nowa siła i nowy pomysł, by ten mur skruszyć. Brosz pomysły pewnie i ma, ale brakuje możliwości, zatem gaśnie entuzjazm dający energię do działania. Mówiąc wprost: odejście Brosza otworzyłoby przed nim interesujące wyzwania w innych środowisku (ciekawe, że pochodzący z Knurowa trener przez wszystkie lata swojej aktywności nie był zatrudniony dalej niż w Kielcach), a dla Górnika byłoby mocnym sygnałem ostrzegawczym, zmuszającym do szukania nowych rozwiązań. Mógłbym się założyć, że Brosz mimo wszystkich kłód, znowu wyciągnie Górnika z tarapatów, ale w gruncie rzeczy będzie to dreptanie w miejscu.

1

W „Prześwietleniu” Łukasza Olkowicza rozmowa z Maciejem Bartoszkiem. Dużo gorzkim słów pod adresem Termaliki, sporo refleksji na temat fachu trenera i trochę o przyszłości. Jak zwykle u Olkowicza – wysoki poziom.

W poprzednich klubach szybko zjednywał pan sobie szatnię. Dlaczego w Niecieczy szło jak po grudzie?

Do pewnego momentu się udawało.

Dlaczego przestało?

Piłkarze przeczytali, że ja mówię jedno, a góra robi inaczej. No to było wiadomo, że to idzie w złą stroną. Były dwa momenty, w który powinienem odejść. Najpierw w grudniu.

Co się stało?

Po ostatnim meczu w rundzie, z Lechem w Poznaniu, piłkarze dostali wolne. Nie spodobało się to przełożonym, którzy chcieli zrobić wigilię w klubie. Plan był znany kierownikowi od pięciu–sześciu tygodni. Nie można go zmieniać w ostatniej chwili, zawodnicy zaplanowali urlopy. Jednak to miało się zmienić.

I pan tak po prostu się zgodził?

Ile można się kłócić, szarpać? Mam wystarczającą ilość stresu z powodu samych meczów, żeby jeszcze co drugi dzień ścierać się o takie, za przeproszeniem, pierdoły. Więc na co miałem czekać? Pojechałem do szatni, poinformowałem o późniejszych urlopach.

Jak zareagowali piłkarze?

Tak, jak można było się spodziewać. Jano Mucha w bardzo mocnych słowach powiedział, co myśli o klubie i że generalnie ma to gdzieś. Jeszcze kilka podobnych zdań usłyszałem. W każdym razie przekazałem, co miałem do przekazania.

screencapture-207-154-235-120-mecz-528-2019-11-22-23_08_09

W marcu kadra zagra sparingi z Turcją i Ukrainą. W czerwcu – z Rosją. A podczas Euro spać będzie prawdopodobnie w Dublinie.

Ważnym punktem będzie też wybór turniejowej bazy. W niedzielę do Irlandii wybrała się grupa przedstawicieli Polskiego Związku Piłki Nożnej, która będzie oglądać dwa ośrodki w Dublinie i jego okolicach. Pierwszy to Portmarnock Hotel & Golf Links. Fantastycznie położony kompleks od razu nasuwający skojarzenia z ośrodkiem sprzed prawie czterech lat w La Baule, który kadra wspomina bardzo ciepło. Położony tuż przy wybrzeżu, w małej miejscowości Malahide, pięknie odrestaurowany obiekt ma wszystko, czego potrzeba, aby odpocząć i się zregenerować. Do tego dochodzi ciekawa historia. To dawny dom letniskowy dynastii Jamesonów – producentów jednej z najbardziej znanej whisky. Logistyka nie sprawi problemów. Boisko treningowe w Gannon Park jest oddalone od bazy o 2 kilometry. Na lotnisko jedzie się kwadrans, a do centrum Dublina 25 minut. Drugą opcją jest ogromna posiadłość, położona na 2,5 km kwadratowych, jedna z najważniejszych w irlandzkiej historii – Carton House. W 2000 roku, po tym jak rząd nie zdecydował się odkupić nieruchomości z prywatnych rąk, powstał tam imponujący ośrodek golfowy i treningowy. To miejsce, w którym do meczów przygotowują się regularnie irlandzcy rugbyści.

screencapture-207-154-235-120-mecz-465-2019-10-26-20_13_14

Rozmowa z Jerzym Brzęczkiem po losowaniu. Dużo pitu-pitu, ale generalnie selekcjoner nie popada w pesymizm po wylosowaniu Hiszpanów i Szwedów.

EURO 2020 zaczęło się dla pana losowaniem grupy eliminacyjnej w Dublinie. Teraz wróci pan tam już ze swoimi piłkarzami, by rozegrać dwa spotkania w turnieju finałowym. 

Oby udane. W Irlandii mieszka wielu naszych rodaków, dlatego Dublin może być dobrym kierunkiem. Co do losowań – to, które odbyło się w Bukareszcie, wywoływało znacznie większe emocje niż poprzednie. Wiadomo było, że bez względu na jego wynik zmierzymy się z rywalami z najwyższej półki. Gdy już trafi liśmy do grupy z Hiszpanami i zostali nam do rozlosowania Szwedzi lub Portugalczycy, nie ukrywam, że ciśnienie się podniosło. Nie trafi liśmy tak źle. Po sąsiedzku, w grupie F, gdzie spotkają się trzej półfinaliści ostatniego EURO, będą leciały iskry. Swój los przyjmujemy z pokorą. Będzie trudno, ale to przecież było oczywiste. Wiele zależy od nas. Mamy swoje ambicje i nadzieje. Jasne, że celem jest rozegranie więcej niż tylko trzech meczów w grupie. Do tego będziemy dążyli. Już jesteśmy głodni spotkań.

Hiszpania i Szwecja akurat u pana mogły przywołać wspomnienia z kariery piłkarskiej.

Z Markiem Koźmińskim, z którym grałem w kadrze olimpijskiej w fi nale igrzysk przeciwko Hiszpanom (1992 rok, 2:3 – przyp. red.), śmialiśmy się, bo tuż przed nami usiadł rywal z Barcelony – Luis Enrique. Już w tym momencie zażartowaliśmy, że zaraz będziemy wspólnie komentować ponowne spotkanie. I tak się stało.

screencapture-207-154-235-120-przedmeczowka-462-2019-10-26-10_55_41

Analiza szwedzkiej kadry, czyli czego mamy się spodziewać w erze post-Zlatana?

Zespół opiera się w dużym stopniu na doświadczonych graczach z nie najmocniejszych klubów. Kapitan Andreas Granqvist i Sebastian Larsson mają już po 34 lata i wrócili do Szwecji. Dla obu będą to już czwarte mistrzostwa Europy w karierze. 33-letni Markus Berg gra w Krasnodarze, a Mikael Lustig, który 33. urodziny będzie obchodził w przyszłym tygodniu, w Gent. Dzięki dobrej grze w defensywie, do wyprzedzenia Rumunii i Norwegii w eliminacjach EURO to wystarczyło. Pytanie, czy weterani znów dadzą radę na wielkim turnieju?

screencapture-207-154-235-120-mecz-459-2019-10-25-23_00_52

Rusza druga tura sprzedaży wejściówek na Euro. Do Polaków trafi około 20 tysięcy biletów na każdy mecz biało-czerwonych.

Polscy kibice na każdy mecz dostaną około 20 tysięcy biletów z tzw. narodowej puli. Cena wejściówek jest zależna od miejsca rozgrywania meczu, a także fazy turnieju. Na każde spotkanie obowiązują trzy kategorie cenowe. Na mecze grupowe i 1/16 finału wejściówki, w zależności od stadionu, kosztują 30 (w Baku, Bukareszcie i Budapeszcie) albo 50 euro w trzeciej kategorii, 75 albo 125 euro w drugiej kategorii i 125 albo 185 euro w pierwszej kategorii. Za obejrzenie półfinałowych meczów, które odbędą się w Londynie, trzeba już zapłacić 195, 345 lub 595 euro. Z kolei na finał, również w stolicy Anglii, bilety kosztują aż 295, 595 lub 945 euro. Jeżeli aplikacji będzie więcej niż dostępnych miejsc, również odbędzie się losowanie.

ekstraklasa-2019-10-25-09-10-14

„SPORT”

Rozmówka po losowaniu z Robertem Podolińskim. Z Hiszpanii jest bardzo niezadowolony, ze Szwecji już owszem.

Jak z punktu widzenia Polski ocenia pan losowanie?

– Moim zdaniem z pierwszego koszyka trafiliśmy najgorzej, jak mogliśmy. Natomiast uważam, że z dwójki Szwecja – Portugalia to Szwecja jest łatwiejszym rywalem niż drużyna Cristiano Ronaldo. Myślę, że jest to zespół bliski naszego poziomu, który ja porównałbym do Austriaków – choć na tę chwilę są troszkę solidniejsi. My mamy jednak Roberta Lewandowskiego, a oni nie mają w swoich szeregach piłkarza takiego formatu. Szwedzi są solidni jako kolektyw i mają fajny pomysł na grę w piłkę.

Mówił pan o tych reprezentacjach, na które wolał pan nie trafić – Hiszpanię i Portugalię. A był ktoś, kogo pan chciał w grupie?

– Lubię futbol Włochów i podoba mi się to, co dzieje się teraz w piłce włoskiej. Zawsze przyjemnie się ich oglądało, czy to w Lidze Narodów, czy w eliminacjach. Ciekaw byłem Anglików i tego, jak prezentują się przy tej zmianie pokoleniowej, bo moim zdaniem to jest początek pasma sukcesów ich drużyny. Za 3-4 lata może być z nimi zdecydowanie ciężej. Bardzo chciałem też Niemców. To niezwykle solidny zespół, który ostatnio moż e n i e ma żadnych pucharów czy medali, ale… to zawsze Niemcy!

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT (1)

Kolejna porażka Górnika Zabrze. Plotki mówią o tym, że w klubie pojawia się temat ultimatum na ostatnie trzy kolejki w tym roku.

W Zabrzu słyszy się, że w trzech ostatnich meczach zespół musi zdobyć co najmniej sześć punktów. Inaczej będą zmiany. Jak jest faktycznie, to ciężko powiedzieć, bo nikt z działaczy nie chce tego komentować. Zmiany na pewno są potrzebne, ale przede wszystkim w kadrze drużyny, bo po odejściu latem Szymona Żurkowskiego i Waleriana Gwilii, zespołowi dramatycznie brakuje jakości przede wszystkim w środku pola. Było to widać w starciu z Zagłębiem, na tle takich zawodników, jak wspomniani Żivec, Bohar czy Filip Starzyński, który umiejętnie rozrzucał piłki kolegom. W Górniku na dzisiaj nie ma zawodnika takiego formatu, jak „Figo”. A bardzo by się przydał…

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT

Hit I ligi na korzyść Stali Mielec. To ona będzie zimować nad Podbeskidziem, ale liderem pozostała Warta Poznań.

Była końcówka pierwszej połowy, a od początku drugiej bielszczanie zdecydowanie przejęli inicjatywę. Stal była jednak na taką okoliczność przygotowana. Broniła się umiejętnie i czyhała na kontry. Po jednej z nich wychodzącego na czystą pozycję Maka faulem taktycznym zatrzymał Modelski, który nawet się nie zająknął, kiedy arbiter pokazał mu czerwoną kartkę. W kolejnym kontrataku błysnął Polaczek, który w odstępie kilku sekund zatrzymał dwa groźne strzały rywala. Mimo sporej przewagi bielszczanom w zasadzie tylko raz udało się zagrozić bramce Primela, kiedy to po akcji Kacpra Gacha strzelał Danielak, ale uderzył wprost w świetnie dysponowanego tego dnia golkipera gospodarzy. Porażka Podbeskidzia oznacza, że to nie ten zespół, a właśnie Stal Mielec, przezimuje na pozycji gwarantującej bezpośredni awans do ekstraklasy. 

KLF1FUF-835x420

Bayern zatrzymany w starciu z Bayerem. Lewandowski bez gola w drugim ligowym meczu z rzędu.

Monachijczycy mają w tej chwili na koncie 24 punkty, czyli dokładnie tyle samo, ile mieli na tym samym etapie poprzedniego sezonu pod wodzą Niko Kovaca. Też mają straconych 18 bramek, z tym że strzelili 9 goli więcej. Jeśli sięgniemy w historię 13. kolejki z każdego sezonu Bundesligi w XXI wieku, to zobaczymy, że tylko czterokrotnie Bayern był w gorszej sytuacji niż obecnie. Dwa razy udało mu się jednak wyjść na prostą i sięgnąć po mistrzostwo Niemiec, więc – statystycznie rzecz ujmując – na razie jeszcze nic nie jest stracone, tym bardziej że tabela Bundesligi jest bardzo wyrównana.

1

„SUPER EXPRESS”

I kolejna rozmowa z selekcjonerem reprezentacji Polski. Podoba nam się ten fragment, że nie ma co narzekać na Hiszpanię, bo z pierwszego koszyka do wyciągnięcia były same potęgi.

– Chciał pan za wszelką cenę uniknąć Hiszpanii?

Jerzy Brzęczek: – Nie. Tak naprawdę nie miało to wielkiego znaczenia, na kogo trafimy. Każdy z naszych potencjalnych rywali z tego koszyka to zespół ze światowej czołówki, więc nie było tak, że myślałem: tylko nie Hiszpania! Jesteśmy w finałach mistrzostw Europy, a tu już nie ma koncertu życzeń.

– Dla pana to będzie okazja do rewanżu na Hiszpanach za finał igrzysk w Barcelonie…

– To interesujące, że znów spotkam się z Luisem Enrique po tylu latach. Oczywiście już w innych rolach. Widząc siedzącego niedaleko nas selekcjonera Hiszpanów, śmialiśmy się z Markiem Koźmińskim, który przecież też grał w tamtym finale, że zaraz znów los nas połączy. I tak się stało. Natomiast nie ukrywam, że gdy już mieliśmy przydzieloną Hiszpanię i była możliwość, że z trzeciego koszyka wpadnie do nas Portugalia, to ciśnienie mi skoczyło…

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT (1)

I rozmówka ze Zbigniewem Bońkiem, który chyba słusznie stwierdza, że nie ma co się bandażować przed meczem. Najpierw wyjdźmy na boisko.

– Hiszpania, zdaniem wielu obserwatorów, jest absolutnie poza zasięgiem. Zgadza się pan z takim postawieniem sprawy?

Zbigniew Boniek: – Czy ja wiem, że są poza zasięgiem? Są dobrzy, ale grając z dobrymi, też można sprawić niespodzianki. Jeśli chcemy coś zdziałać na tych mistrzostwach, to możemy dwa mecze wygrać, a z Hiszpanią zremisować albo przegrać po dobrej walce. Wtedy nic się nie zmienia, gramy dalej, mamy otwartą drogę. Natomiast powiem tak: nie bandażujmy się już przed meczem, zanim zdarzy nam się wypadek, zanim zostaniemy ranni. Generalnie nikogo się nie boimy, ale klasa rywali sprawia, że nikt w Polsce nie będzie przesadnie pompował balonika. I dobrze. Będzie spokojne, pozytywne podejście. W pewnym sensie to grupa podobna do tej z Euro we Francji. Tam w pierwszym meczu graliśmy z Irlandią Północną, teraz też jest to możliwe, jeśli Irlandczycy przejdą baraże. W drugim meczu mamy Hiszpanię, a we Francji mieliśmy Niemców, czyli w obu przypadkach światowy top.

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT

I trzeci niezły materiał, choć paskudnie krótki – rozmóweczka z  Janne Anderssonem, selekcjonerem Szwedów.

Faworytem grupy nie jest ani Polska, ani Szwecja. Hiszpania jest poza zasięgiem?

– Graliśmy z nimi w eliminacjach do tych finałów. OK, jeśli chodzi o mecz w Madrycie, to nie ma o czym mówić, byli dużo lepsi od nas, stąd wynik 3:0 dla nich. Ale już w rewanżu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Zremisowaliśmy 1:1, tracąc gola w doliczonym czasie. Ten mecz w naszym wykonaniu mógł się podobać. Jesteśmy świadomi naszych atutów, ale też siły Hiszpanii i Polski. Dlatego nie mam wątpliwości: to Euro będzie dla nas bardzo trudne.

KLF1FUF-835x420

„GAZETA WYBORCZA”

Wojciech Kuczok zapowiada, że jeśli Polska wyjdzie z grupy, to pójdzie z pielgrzymką do Truskolasów.

Futbol narodowy też nie ożywia; przestałem oglądać mecze kadry z powodów estetycznych i podobno Polacy od tej pory grają dobrze i nie przestają wygrywać. Jako żarliwy i nieubłagany krytyk obecnego selekcjonera poczekam do mistrzostw, pociechy szukając w hołubionej przeszłości: mój ojciec, któremu Weltmeisterschaft 1974 wypadł w kwiecie wieku, twierdził, że przed mundialem Polacy grali kiepsko, funta kłaków nikt na nich nie stawiał, Wembley to był mecz do jednej bramki i fuks stulecia, a Górski sprawiał wrażenie ciepłego Kazia, którego nikt nie słucha. A potem przez miesiąc było takie przecieranie oczu, że zabrakło kropli do spojówek. Jeśli nasi wyjdą z grupy (na więcej bym nie liczył, nawet gdyby nas trenował tandem Guardiola – Klopp), pójdę z pielgrzymką pokutną do Truskolasów; na razie czuję, że losowanie skróciło nam tradycyjną zabawę, bo mecz o wszystko zagramy już na starcie. Z Hiszpanią powinniśmy się w tunelu umówić na polubowne 0:3, zakładając, że wcześniej Szwedzi dostaną większe manto. No i trzeci mecz będzie szkołą survivalu, wystarczy ustawić dziesięciu obrońców i oddać posiadanie piłki w zamian za wymodlony bezbramkowy remis.

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT (1)

Felieton Rafała Steca. Przeczytaliśmy dwa razy – nadal nie łapiemy tezy, którą stawia. Może z tego fragmentu coś wyciągniecie.

Istnieje więc szansa, że w przededniu turnieju wreszcie szału nie będzie, nawet jeśli telewizyjne helikoptery zaczną krążyć nad obozem reprezentacji, by wytropić, co piłkarze wsunęli na kolację. My, nacja w futbolu tradycyjnie klęskowa, najwyraźniej tym razem postanowiliśmy nie postradać zmysłów. Sam nabrałem odwagi straceńczej, zaryzykuję nawet oskarżenie o defetyzm – otóż w Hiszpanii widzę najbardziej niebezpiecznego rywala wśród wszystkich w Europie, odwieczną wiarę w skuteczność naszego kontrataku uważam za zdradliwą, odruchowo wyobrażam sobie klęskę bolesną, wyższą nawet niż rekordowe na mundialach 0:4 z Brazylią i Portugalią. A gdyby Hiszpania zdrowo naszym przydzwoniła, to czy powstaliby przed decydującym starciem ze Szwecją? Troszeczkę wątpię, co wyznaję z tym większą beztroską, że odkąd pamiętam, polscy piłkarze nie przepadają za nadmiernym optymizmem, radością życia, pogodą ducha. Wolą zajmować się legendarnym nadwiślańskim – kocham tę frazę – „zamykaniem ust wszystkim krytykom”.

comment_b6Y77TprB8GoBd9vhZN4asmPQ6Xsi1aT

Euro 2020 nie będzie odkrywaniem nieznanych lądów. Chociaż może… Nowa formuła, inna logistyka.

Teoretycznie mistrzostwa Europy nie powinny być już dla nas odkrywaniem nieznanych lądów. To raczej podróż rutynowa, skoro odbywamy ją od 2008 roku – do tamtego momentu nasi piłkarze nie wystąpili na nich nigdy, od tamtej pory grają zawsze. Ale na przyszłorocznym turnieju wszystko mogło okazać się inne. Choćby konieczność zakładania bazy w Azerbejdżanie, a następnie, po rozegraniu inauguracji w Baku, pokonywania tysięcy kilometrów na spotkanie z Włochami w Rzymie, by nazajutrz wracać do Baku na ostatni mecz w grupie. To byłaby mordęga i dla piłkarzy, i dla PZPN, i dla polskich kibiców. A tak grozi nam co najwyżej jedna anomalia, czyli aż dwa mecze z gospodarzami. Nie wypada narzekać, tylko maksymalnie wykorzystać zgrupowania przed mistrzostwami. Na razie wiadomo, że ostatnie przygotowania polscy piłkarze przeprowadzą w Opalenicy pod Poznaniem, a tuż przed wylotem do Dublina, 31 marca i 2 czerwca, zagrają towarzysko z Ukrainą i Rosją.

KLF1FUF-835x420

KOMENTARZE (1)