Czy w Siedlcach na pewno wiedzą, kim jest potencjalny wybawca?
Weszło

Czy w Siedlcach na pewno wiedzą, kim jest potencjalny wybawca?

Kluby piłkarskie muszą bardzo uważać na to, komu powierzają stery przy zmianie właściciela i wchodzeniu nowych inwestorów. Niedawno boleśnie przekonał się o tym Bałtyk Gdynia, który zaufał tajemniczemu „wybawicielowi” i dziś został na lodzie – lizanie ran będzie jeszcze długo trwało. Szczegółowo pisaliśmy o tym tutaj. Teraz pojawił się zagraniczny chętny na przejęcie drugoligowej Pogoni Siedlce.

Towarzyszący mu ludzie mówią nawet o sprowadzaniu w dłuższej perspektywie inwestorów z Azji i pięcioletnim planie na Ekstraklasę. Brzmi to wszystko bardzo ładnie, ale czy faktycznie można być tutaj optymistą? 

W ostatnich dniach stało się jasne, że Pogoń chce przejąć niejaki Morris Pagniello. W jego przypadku łatwo znaleźć zdjęcia i teksty o nim wspominające. Wydaje się wręcz, że facet lubi publicznie błyszczeć, potrafi się zakręcić w środowisku i sprawiać wrażenie, że ma dojścia wszędzie. Zdjęcia z Leo Messim, Cristiano Ronaldo, Diego Maradoną, Pele czy papieżem Franciszkiem mogą imponować.

pagniello messi

Gorzej, że gdy zagłębiliśmy się w historię tej postaci, wyszło nam, że przy wielu tematach jego nazwisko prędzej czy później jest łączone z różnymi nieciekawymi historiami. Ale o tym za chwilę.

Pagniello w zeszłym tygodniu przyleciał do Polski i w urzędzie miasta spotkał się z władzami Siedlec. Sam o sobie w rozmowie dla sportsiedlce.pl mówi tak: –  Jestem agentem piłkarskim, który ma swoją siedzibę w Madrycie. Posiadam akademię piłkarską, w której trenuje 18 tysięcy adeptów futbolu z całego świata, m.in. Włoch, Chin, USA, Indii i wielu innych. Jestem jednym z dyrektorów w CD Leganes, działam w klubie od momentu, kiedy grał w trzeciej lidze. Obecnie czwarty rok z rzędu gramy w pierwszej lidze hiszpańskiej. Działam również w innych przedsięwzięciach futbolowych o globalnym zasięgu. W mojej agencji skupiamy się na rozwoju młodych zawodników z myślą o ich późniejszej sprzedaży. Urodziłem się w Australii, ale później przeniosłem się do Włoch, grałem na pozycji obrońcy w Torino Calcio. Jestem w biznesie piłkarskim od wielu lat. Poza zaangażowaniem w Leganes mam dwa kluby: Lorca FC i Racing Murcia.

Od razu rzuca się w oczy mnogość i różnorodność jego działań. Działań, w których siłą rzeczy bardzo łatwo o konflikty interesów. Czy to normalne, że w Lorce gra kilku piłkarzy z agencji, do której przypisany jest Pagniello, czyli właściciel klubu? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. On i jego wspólnicy przejęli Lorkę, gdy ta była na skraju upadku. Jeszcze w czasach Segunda Division wycofali się z niej chińscy inwestorzy. Klub zleciał dwa szczeble niżej, a gdy w pierwszym sezonie nie udało się awansować na trzeci poziom, wydawało się, że Lorca przestanie istnieć. I wtedy pojawił się Pagniello. Kilka miesięcy temu w roli trenera zatrudniono Waltera Pandianiego, czyli nie byle jaką postać w hiszpańskim futbolu.

Drugim klubem tego człowieka jest Racing Murcia. Wcale jednak nie chodzi o ekipę, która jeszcze nie tak dawno rywalizowała w hiszpańskiej ekstraklasie, tylko zupełnie nowy twór. – Real Murcia dwa lata temu był bliski zniknięcia z piłkarskiej mapy. Pagniello kupił inny klub w tym mieście, z piątej ligi. Potem zmienił nazwę i wprowadził barwy mocno przypominające te Realu Murcia. Zarzucano mu, że próbuje się przypodobać kibicom prawdziwej Murcii na wypadek bankructwa klubu – mówi nam hiszpański dziennikarz Jose Pastor z portalu efesista.es. Jeżeli taki był plan, to nie powiódł się, bo Murcia jakoś stanęła na nogi – również dzięki polskim kibicom kupujących udziały w klubie – i aktualnie gra w Segunda B.

Pagniello mówi, że jest jednym z dyrektorów Leganes, ale według wiedzy Jose Pastora, nie pełni on żadnej formalnej funkcji w tym klubie. Jest za to przyjacielem właścicieli, co oczywiście też może dawać jakieś możliwości.

Morrisa Pagniello z Pogonią Siedlce połączył Janusz Dajwłowski z PAF (Polska Akademia Futbolu) Sport Future, działający również przy Odrze Wodzisław. To on w czerwcu podczas konferencji prasowej mówił o powodach rozstania z trenerem Ryszardem Wieczorkiem, zatem siłą rzeczy musiał mieć wpływ na bieg wydarzeń.

Teraz w rozmowie z zyciesiedleckie.pl Dajwłowski mówi tak (to cytat, więc nie miejcie pretensji za dziwną składnię pierwszego zdania): – Jeżeli Morris Pagniello będzie skłonny przejąć Pogoń Siedlce, bo to jest wciąż pod znakiem zapytania, ale wiem, że decydując się na przylot do Polski szanse na to są duże. Po kupnie klubu kolejnym krokiem będzie ściągnięcie szejków, biznesmenów z Chin. Wydaje się to kosmosem, ale zrobił to w Hiszpanii, więc dlaczego ma tego nie zrobić w Polsce? Będę optował na tym, żeby podstawy finansowania były oparte na zarabianiu, a nie dofinansowaniu z miasta i dzieleniu pieniędzy. Z reguły w polskich klubach brakuje planów na mnożenie pieniędzy. Na przestrzeni lat, kiedy pracuję w piłce, przede wszystkim młodzieżowej, udowodniłem, że na piłce można zarabiać. Rzadko który klub w Polsce potrafi to robić.

Jeszcze raz Pagniello dla sportsiedlce.pl: – To dobry moment na przejęcie Pogoni. Oczywiście nie można po prostu wejść i rzucić pieniędzy na stół. One nie oznaczają sukcesu, ale odpowiednie zarządzanie i stworzenie planu pięcioletniego może pomóc we wprowadzeniu klubu do ekstraklasy w pięć lat. (…) Nigdy nie należy traktować biznesu jak kibic. Jeżeli tak się dzieje to klub prędzej czy później znajdzie się w złej sytuacji. Jeżeli wiesz co robisz, dysponujesz odpowiednim zapleczem i doświadczeniem, to futbol może przynosić profity. W klubie muszą współpracować ludzie piłki z ludźmi biznesu. Nie da się stworzyć dobrego klubu samymi osobami ze świata piłki. Tort musi mieć wszystkie warstwy. We wszystkim musi być balans. Jeżeli ściągniemy i zastosujemy hiszpańskie metody szkolenia to będzie korzystne i dla klubu, i dla miasta.

Może źle to odczytujemy i nie rozumiemy przekazu, ale odnosimy wrażenie, że ta dwójka dość jasno sugeruje, że sama pieniędzy za bardzo nie ma. Ma za to wiedzieć, jak je zarabiać, no i Pagniello planuje ściągnięcie szejków i Chińczyków. Jeżeli jednak Dajwłowski pyta, dlaczego miałoby się nie udać, skoro udało się w Hiszpanii, to odpowiadamy, że dziwnym trafem jeszcze nikt takich inwestorów do polskiej piłki nie ściągnął. No i aż tak jednoznacznie biznesowe podejście może lekko niepokoić, bo sugeruje, że klub musi szybko przynosić zyski, inaczej wszystko runie.

Co do działalności menadżerskiej Pagniello – albo bardzo się maskuje, albo nie ma czym zaimponować. Jego agencja miała się nazywać Genova International, ale pod tą frazą znajdziemy jedynie filie akademii, o której sam zainteresowany mówił. Na Transfermarkcie został natomiast połączony z Superior Squad Sports Managements i to by się zgadzało, bo jednym z niewielu zawodników grających na w miarę poważnym poziomie jest tam Argentyńczyk Facundo Garcia, z którym Pagniello fotografował się przy ogłaszaniu jego transferu do Leganes. Garcia obecnie rozgrywa już drugi sezon na wypożyczeniu w AEK-u Larnaka. Oprócz niego wyceny mają tylko William De Camargo z trzecioligowej Cartageny i Charalampos Stamboulidis z drugoligowej Extremadury. Pozostali to zawodnicy z Lorki i rezerw Leganes.

A propos Extremadury. Sprawa związana z podejrzeniem o próbę ustawienia barażu tego klubu z Cartageną była jednym z głównych wątków tekstu o Pagniello, który rok temu napisali dziennikarze „El Mundo”. Delikatnie mówiąc, nie jest on tam stawiany w korzystnym świetle. Wymieniane są kolejne nieciekawe historie, w których gdzieś jego nazwisko się przewijało.

pagniello el mundo screen

Extremadura w czerwcu 2018 rozgrywała z Cartageną finałowy dwumecz o awans do drugiej ligi hiszpańskiej. Jak wynika z artykułu w „El Mundo”, Pagniello i właściciel Leganes, Felipe Moreno byli podejrzewani o próbę przekupienia trenera Extremadury, Juana Sabasa. Za przegranie tego barażu miałby dostać kontrakt na 300 tys. euro rocznie w… Cartagenie. W praktyce Extremadura okazała się lepsza (1:0 i 0:0). Sabas na normalnych zasadach odszedł dopiero w listopadzie, po wygraniu zaledwie dwóch z trzynastu meczów w Segunda Division. Organy śledcze zajęły się tą sprawą i prawdopodobnie skończy się ona pomyślnie dla Pagniello. – Ustalono, że to nieprawda, nic takiego miało nie mieć miejsca. Sądzę, że wkrótce zostanie ogłoszony oficjalny wyrok – mówi nam Jose Pastor.

„El Mundo” wymienia wcześniejsze afery, przy których pojawiał się Pagniello. Skandal z ustawianiem meczów w Eldense, które było podejrzewane o zaaranżowanie porażki 0:12 z rezerwami Barcelony. Pagniello i w Eldense, i wcześniej w Cultural Leonesa miał obiecywać tym klubom pieniądze i wzmocnienia transferowe. W Leonesie współpraca trwała zaledwie kilka miesięcy, a do rozstania doszło w atmosferze skandalu. – Przybyli, aby spróbować nas oszukać, chcieli oszukać klub – mówił lokalnym mediom dyrektor Culturalu, Felipe Llamazares, dodając, że inwestorzy z obiecanej kasy przekazali jedynie 15 tys. euro. Śledczy doszli do wniosku, że co najmniej jeden mecz rozegrany przez ten klub z okresu działalności Pagniello chciano ustawić. Chodziło o przegrane 0:3 spotkanie z Marino Luanco z 23 listopada 2014 roku. W trakcie jego trwania próbowano wymusić gwałtowną zmianę kursów.

W tych sprawach finalnie nic nieprzyjemnego się dla Pagniello nie wydarzyło, natomiast faktem jest, że był jedną z pięćdziesięciu osób zatrzymanych w 2015 roku w związku z aferą Calcioscommese (Dirty Soccer). Dotyczyła ona przede wszystkim kilkudziesięciu zawodników z trzeciej i czwartej ligi włoskiej. Pagniello ukarano na tej samej zasadzie co Antonio Conte za czasy w Sienie: choć sam nie był zaangażowany w ustawianie meczów, to nie ujawnił organom swojej wiedzy na temat takiej działalności. Ostatecznie został przez włoski związek zawieszony na osiem miesięcy i ukarany grzywną w wysokości około 50 tys. dolarów. W prokuraturze skończyło się na przesłuchaniu i braku zarzutów.

Australijskie media, na czele ze stroną theworldgame.sbs.com.au odkopały ten wątek, gdy Pagniello w ubiegłym roku pojawił się tam w towarzystwie Roberto Carlosa. Słynny Brazylijczyk prowadził zaawansowane rozmowy w sprawie trenowania South Melbourne FC – klubu aspirującego do startu w tamtejszej ekstraklasie. Akademia Pagniello już od dłuższego czasu współpracowała z South Melbourne. Klub później próbował się od niego odcinać. – Bezpośrednio kontaktowaliśmy się z agentem Roberto Carlosa i rozumiemy, że Morris jest tylko jego znajomym. Nie ma on żadnego związku z naszym klubem, ani z ofertą złożona w A-League – zapewniano.

Pagniello siedział obok Carlosa podczas konferencji prasowej, wtedy miał być jego tłumaczem. Sam zainteresowany powiedział jednak „The World Game”, że to on zorganizował Brazylijczykowi przyjazd do South Melbourne i że nie ma on agenta, a więc nie było z kim się kontaktować. Dociśnięci przedstawiciele klubu przyznali potem: – Jego firma organizowała wyjazdy do Hiszpanii dla niektórych naszych drużyn juniorskich, tak jak to miało miejsce w przypadku wielu różnych klubów. Dalej jednak sugerowano, że Pagniello zjawił się w Australii dla innego klubu „Team 11 bid”, który także kierował wzrok ku licencji na A-League. I tu również nie chciano mieć z nim nic wspólnego, rzecznik klubu tłumaczył, że Włoch nie był zaproszony na ich event.

Po wszystkim South Melbourne straciło zapał do skorzystania z usług Carlosa i starania się już teraz o przepustkę do elity.

pagniello south melbourne

Pomniejszych historii jeszcze by się trochę znalazło, ale tak czy siak wygląda na to, że mamy do czynienia z postacią bardzo niejednoznaczną. Ciekawi nas zatem, czy w Pogoni Siedlce o tym wiedzą i czy dobrze Morrisa Pagniello prześwietlono.

 – Po części próbowaliśmy już tego człowieka sprawdzać. Jakie wnioski? Zachowam je dla siebie – mówi wiceprezes klubu Michał Chromiński. I dodaje: – Ja go nie znam. Nie miałem z nim kontaktu ani telefonicznie, ani mailowo, nie rozmawiałem też z nim podczas jego wizyty w Siedlcach. Podczas rozmów w urzędzie miasta z ramienia klubu obecny był członek zarządu Marek Jastrzębski.

Kontaktujemy się więc z panem Jastrzębskim. – Mamy pewne informacje na temat tego pana. Niektóre rzeczy trzeba odsiać, nad innymi się pochylić. Na razie nie ma potrzeby, żeby zaprzątać sobie tym głowę i uruchamiać kogoś, kto sprawdzi te informacje. Jeżeli będzie coś wiążącego, wtedy będziemy inaczej do tego podchodzić. Jeśli chcę kupić samochód, to oglądam ten konkretny, którym się interesuję, a nie wszystkie wokół – słyszymy.

Gdy przypominamy, o czym pisały zagraniczne media, Jastrzębski odpowiada: – Proszę pana, ja na swój temat też czytam różne rzeczy, które nijak mają się do rzeczywistości, w związku z czym nie chciałbym dyskutować na te tematy.

Zapytany o przebieg rozmów w urzędzie miasta stwierdza: – Na razie była to kurtuazyjna wizyta. Nie padły żadne deklaracje, nie złożono żadnej propozycji. Miłe i sympatyczne spotkanie, to wszystko. Czekamy na informacje od pana Morrisa, co dalej w tym temacie. Daliśmy sobie około tygodnia, żeby się określił [rozmawialiśmy w piątek, red]. Osób, z którymi prowadzono rozmowy, mieliśmy już kilka. Dopóki nie ma twardej, jasnej deklaracji i podpisania listu intencyjnego, nie można mówić o jakimkolwiek wejściu do klubu.

Obaj przedstawiciele klubu uważają, że mimo wycofania się głównego sponsora po aferze dopingowej, którą opisywaliśmy, Pogoń nie jest w sytuacji bez wyjścia.

Michał Chromiński: – Panowie Pagniello i Dajwłowski niejako zapukali do klubu. O ile mi wiadomo, Pogoń nie znajduje się pod ścianą, to nie tak, że jest w wyjątkowo trudnej sytuacji i albo ten inwestor przyjdzie, albo po wszystkim. Bardziej odbywa się to na zasadzie: skoro mogłaby być szansa na rozwój, to ewentualnie możemy rozmawiać.

Marek Jastrzębski: – Pogoń Siedlce jako klub była, jest i nic nie wskazuje na to, że jej nie będzie. Jest to jakaś nowa ścieżka, nowa wizja, a czy wcielimy ją w życie, trudno mi wyrokować w tej chwili.

Zatem jeszcze raz apelujemy, żeby dobrze się zastanowić, kogo i na jakiej zasadzie wpuszcza się do klubu. Czas na to jest teraz, potem może być za późno.

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (6)

INNE SPORTY

kubacki
18 stycznia, 18:59