Miesiąc do El Clasico, a Hazard i Griezmann wciąż szukają optymalnej formy
Hiszpania

Miesiąc do El Clasico, a Hazard i Griezmann wciąż szukają optymalnej formy

Powierzchowny rzut oka na tabelę hiszpańskiej ekstraklasy może zasugerować, że w La Lidze wszystko po staremu – prowadzi FC Barcelona, tyle samo punktów ma drugi w tabeli Real Madryt, tuż za plecami tych odwiecznych rywali czai się rzecz jasna madryckie Atletico. Ot, sezon jak każdy inny, niemalże nuda. A jednak w rzeczywistości wcale tak nudno nie jest. Na niespełna miesiąc przed przełożonym na 18 grudnia El Clasico dwie największe potęgi hiszpańskiego futbolu tkwią w kryzysie, jakiego nie przeżywały – zwłaszcza jednocześnie – od wielu lat. Właściwie to od niepamiętnych czasów Real i Barcelona nie sprawiały wrażenia drużyn tak łatwych do skrzywdzenia, tak niepoukładanych i tak… zwykłych. Głosy krytyki adresowane są rzecz jasna przede wszystkim pod adresem trenerów. Zinedine Zidane obrywa za to, że nie potrafi wskrzesić niezłomnego ducha „Królewskich”. Ernesto Valverde zbiera po głowie oskarżeniami, że wręcz z premedytacją niszczy duszę Blaugrany. Ale powodów kryzysu można wskazać więcej. Jednym z nich jest bez wątpienia przeciętna forma Edena Hazarda i Antoine’a Griezmanna.

Ten pierwszy kosztował Real Madryt około 100 milionów euro, na tego drugiego Barca musiała wydać plus-minus 120 dużych baniek. Obaj mają po 28 lat i skierowali swoje kariery w stronę Estadio Santiago Bernabeu oraz Camp Nou przede wszystkim z jednego powodu – w poszukiwaniu chwały, której nie mogły im zapewnić poprzednie kluby.

PODWÓJNY WYJAZD NA MADRYCKIE EL CLASICO TO NAGRODA GŁÓWNA W KONKURSIE NIVEA MEN!

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

Hazard w londyńskiej Chelsea cieszył się statusem mega-gwiazdy – zdobywał w jej barwach liczne krajowe trofea, zbierał też najcenniejsze indywidualne laury w Premier League. Ale czy pozostając w szeregach The Blues zyskałby kiedykolwiek szansę na triumf w Lidze Mistrzów, na Złotą Piłkę? Wątpliwa sprawa, zwłaszcza w najbliższych latach, a przecież Belg właśnie wszedł w swój piłkarski prime-time, zaś latem 2018 roku wybrano go drugim najlepszym piłkarzem mundialu w Rosji, gdzie zdobył z reprezentacją trzecie miejsce. Największy sukces w dziejach „Czerwonych Diabłów”. Do całkowitego spełnienia brakuje zatem Hazardowi przede wszystkim osiągnięcia szczytu na płaszczyźnie klubowej. Z kolei Griezmann podczas rosyjskiego czempionatu został rzecz jasna mistrzem świata. Przyznano mu zresztą nagrodę dla trzeciego spośród najlepszych piłkarzy turnieju. Francuz otwarcie stawia samego siebie na tej samej półce, na której zasiadają od lat Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Ale czy w taktycznym reżimie Diego Simeone miałby kiedykolwiek realną szansę zdobycia się reputacji najlepszego piłkarza globu? Trudno to sobie wyobrazić. Tym bardziej, że Atletico nie jest już ekipą tak mocną jak wówczas, gdy meldowało się w finałach Champions League.

Summa summarum Griezmann wygrał w barwach Los Colchoneros tylko jedno w miarę prestiżowe trofeum – Ligę Europy. Dla mistrza świata, który widzi samego siebie pośród największych piłkarskich herosów naszych czasów, taki sukces na pewno nie gwarantuje satysfakcji czy choćby namiastki spełnienia. Hazard również zdawał sobie sprawę, że pozostając na Stamford Bridge nie miałby szans na status postaci numer jeden w piłkarskim świecie.

November 6, 2019, Madrid, Madrid, Spain: Hazard of Real Madrid fight the ball with Ferreira of Galatasaray Spor Kulübü during a match between Real Madrid vs Galatasaray Spor Kulübü for the UEFA Champions League at Santiago Bernabéu Stadium on 6 November 2019 in Madrid, Spain. (Credit Image: © Patricio Realpe/NurPhoto via ZUMA Press) LIGA MISTRZOW PILKA NOZNA SEZON 2019/2020 FOT. ZUMA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Obaj zatem – Hazard i Griezmann – doczekali się swoich wymarzonych transferów. I na razie obaj nie tylko nie oczarowują, ale wręcz trochę rozczarowują.

***

PODWÓJNY WYJAZD NA MADRYCKIE EL CLASICO TO NAGRODA GŁÓWNA W KONKURSIE NIVEA MEN!

Jak zwyciężyć w loterii „W Realu wygrywasz”? Po pierwsze – trzeba kupić dowolny produkt marki NIVEA MEN i zarejestrować dowód zakupu. A potem wystarczy już zaczekać na losowania nagrody głównej, które odbędą się 6 grudnia 2019 i 7 stycznia 2020 roku. Poza biletami na mecz Real Madryt – FC Barcelona, do wygrania również telewizor, piłki z logiem „Królewskich”, kosmetyki czy też bony podarunkowe.

Szczegóły: TUTAJ. Regulamin: TUTAJ.

***

– Na razie nie jestem „galaktyczny”. Muszę udowodnić, że mogę być jednym z nich – powiedział Eden Hazard niedługo po przeprowadzce do Madrytu. Prasa powiązana z „Królewskimi” z lubością czyniła z Belga twarz kolejnej galaktycznej rewolucji na Estadio Santiago Bernabeu. Miał być wzmocnieniem na miarę Figo, Zidane’a czy Cristiano Ronaldo. Piłkarzem, który stanie się lokomotywą, ciągnącą zespół do kolejnych sukcesów. Postacią numer jeden przegrupowanego klubu.

Rzeczywistość szybko jednak pokazała, że pokora Hazarda była uzasadniona i nie polegała jedynie na fałszywej skromności. Przeciętną formę skrzydłowego uzasadnia oczywiście poniekąd kontuzja, która wytrąciła go z rytmu treningowego na początku sezonu, no ale nie da się ukryć ponurego faktu, że po siedmiu spotkaniach ligowych i czterech w ramach Champions League, belgijski gwiazdor ma na koncie zaledwie jednego gola. Troszkę mało jak na gościa, który ma zapełnić w drużynie lukę po Cristiano Ronaldo, czyż nie? Oczywiście ekipa Realu jest teraz zupełnie inaczej zbalansowana niż za czasów panowania CR7. Przede wszystkim, Zidane odblokował strzelecki potencjał Benzemy – ulubiony napastnik francuskiego szkoleniowca wcześniej z pokorą pracował przede wszystkim na strzeleckie rekordy Portugalczyka, a teraz koncentruje się już w znacznie większej mierze na własnych dokonaniach. Niezależnie jednak od wszelkich okoliczności – bilans Hazarda na razie prezentuje się po prostu blado. Były piłkarz Chelsea nie wpisuje się na listę strzelców nawet w meczach wygrywanych przez Real różnicą czterech czy pięciu bramek. Jest aktywny, jego drybling wygląda z tygodnia na tydzień coraz bardziej morderczo, ale to wciąż nie jest topowa dyspozycja błyskotliwego Belga.

Co musi być bolesne dla piłkarza, o którym The Athletic napisało: – Z tyłu głowy przez całe swoje życie był „Galactico”. Transfer do Realu po prostu to sformalizował. Na pewno Hazard wyobrażał sobie pierwsze tygodnie spędzone w ukochanym klubie nieco inaczej. Czekał przecież na ten transfer od lat. – Pierwsze miesiące były trudne, nie tak to miało wyglądać – wyznał Belg w rozmowie z L’Equipe. – Jednak Zinedine Zidane polecił mi, żebym zachował spokój. Powiedział mi, żebym po prostu był szczęśliwy. On kocha swoich zawodników – nie owija w bawełnę, przechodzi od razu do sedna sprawy. Dlatego drużyna uwielbia z nim pracować.

Oczywiście nie jest tak, że Hazard zawodzi na całej linii – zaczął kiepściutko, lecz ostatnimi czasy zanotował kilka zupełnie przyzwoitych, a czasem nawet bardzo dobrych występów. Jednak to wciąż nie jest ten zawodnik, który potrafił w sposób niekwestionowany dominować na boiskach Premier League albo nawet ten, który regularnie demoluje rywali w koszulce reprezentacji Belgii. Co oczywiście natychmiast pociągnęło za sobą szereg medialnych spekulacji – na czele z tymi, że Hazard jest po prostu za gruby. Zapuścił się i zgubił błysk. Nie pomogli znajomi Edena z dawnych lat – John Obi Mikel przypomniał sobie ostatnio w jednym z wywiadów, że Belg to… największy leń z jakim przyszło mu trenować. – Jeśli chcesz, żeby półtonowy koń zaczął przegrywać gonitwy, wystarczy dołożyć mu dwa kilo – zauważył z kolei Arsene Wenger.

PODWÓJNY WYJAZD NA MADRYCKIE EL CLASICO TO NAGRODA GŁÓWNA W KONKURSIE NIVEA MEN!

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

– Gdy jestem na wakacjach, to jestem na wakacjach. Odpoczywam. Szybko przybieram na wadzę, ale potem szybko ją tracę. Latem ważyłem 80 kilogramów, ale zrzuciłem nadwagę w ciągu dziesięciu dni – zarzekał się Hazard.

1 października hiszpańska „Marca” opublikowała zestawienie „galaktycznych” transferów Realu. Dziennikarzom wyszło z wyliczeń, że tylko Michael Owen zaliczył gorsze wejście do zespołu „Królewskich” niż Hazard. Z drugiej strony – po ostatnim meczu ligowym Realu w tym samym piśmie zagościł nagłówek „Hazard wreszcie przybył”. Nawet krytycy Belga zaczęli już dostrzegać, że w jego grze coś drgnęło i zmieniło się na lepsze.

Fakt – Eden rzeczywiście z kapitalnej strony zaprezentował się w wyjazdowej konfrontacji z Eibarem.

Jeżeli czegoś w tej chwili Hazardowi najmocniej brakuje, to bez wątpienia pazerności na gole. Jak gdyby Eden kompletnie ignorował fakt, że kilka punkcików dorzuconych do klasyfikacji kanadyjskiej mogłoby skutecznie wyciszyć głosy krytyki pod jego adresem. Wymowny był tu choćby ostatni mecz Realu z Galatasaray w Lidze Mistrzów. „Królewscy” zmiażdżyli Turków aż 6:0, oddając 20 strzałów na bramkę podczas spotkania. Z czego tylko dwa uderzenia były autorstwa Hazarda, w tym jedno zablokowane. I tak jest niemal w każdym spotkaniu. Cristiano Ronaldo, którego siłą rzeczy trzeba tu cały czas traktować jako punkt odniesienia, w takim spotkaniu jak starcie z Galatasaray dwa strzały oddałby w samym tylko doliczonym czasie gry, szukając zawzięcie siódmego gola, by do reszty pognębić przeciwnika i podrasować osobiste rekordy. Natomiast Hazard nigdy nie był łasy na nabijanie indywidualnych statystyk, przyznawał to otwarcie. Nie jest też królem szesnastki, a raczej dryblerem i kreatorem. Gonitwa za rekordami to nie jego bajka.

Między innymi dlatego tak trudno będzie mu sprawić, żeby kibice zapomnieli o wiecznie nienasyconym Ronaldo. Belg ma go zastąpić, ale pod wieloma względami jest całkowitym przeciwieństwem napastnika Juventusu.

Zmienić będzie się zatem musiał cały Real, jeśli to Hazard ma być liderem ofensywy „Królewskich” w ciągu najbliższych lat. – Wiem, że ludzie oczekują ode mnie naprawdę dużo. Muszę pokazać im moje umiejętności. Kibice widzieli jak grałem we Francji, dla reprezentacji czy w barwach Chelsea, a ja muszę być jeszcze lepszy, dawać im powody do dumy. Muszę robić różnicę na boisku – komentował zarzuty pod swoim adresem sam Belg.

Trochę inaczej wygląda natomiast sytuacja Antoine’a Griezmanna. Tutaj nie ma jednak mowy o romantycznej historii i chłopaku, który spełnił swoje największe marzenie dzięki transferowi do danego klubu, tak jak było w przypadku Hazarda i Realu. Wokół przenosin Griezmanna do Barcy unosił się przede wszystkim smród skandalu – saga z transferem Francuza toczyła się w nieskończoność i przypominała swoim przebiegiem scenariusz jakiejś wyjątkowo żałosnej opery mydlanej. Szopka odstawiana przez napastnika zaczęła się już latem 2018 roku i ciągnęła aż do poprzedniego okienka transferowego. Griezmann raz deklarował chęć pozostania w Atletico, innym razem otwarcie snuł transferowe wizje i marudził, że Los Colchoneros wciąż kończą ligę bez mistrzowskiego tytułu. Stało się to po prostu nieznośne – do tego stopnia, że z obozu FC Barcelony zaczęły dochodzić informacje, jakoby część zawodników nie życzyła sobie transferu takiego malkontenta.

Doszło więc do absurdu – mówimy o jednym z najlepszych piłkarzy świata, a koniec końców z jego przenosin bardziej cieszyli się kibice drużyny, którą Griezmann opuszczał, niż fani zespołu, do którego trafił.

Brak porozumienia między Francuzem a resztą zespołu ma swoje przełożenie na boiskowe wydarzenia. Po prostu widać gołym okiem, że Griezmann to w tej chwili ciało obce w układance Ernesto Valverde. W jedenastu meczach ligowych Antoine zdobył wprawdzie cztery gole, dorzucił też do tego jakieś asysty, ale tak naprawdę najbardziej może się podobać jak na razie jego waleczność i zaangażowanie w odbiór futbolówki. Instynkt drapieżcy, zaszczepiony w nim przez Diego Simeone, wyróżnia go na tle partnerów. Jeżeli zaś chodzi o grę kombinacyjną – trudno się oprzeć wrażeniu, że na ten moment Griezmann do Barcelony po prostu nie pasuje. Swój najlepszy mecz ligowy – dwa gole i asysta przeciwko Betisowi – Francuz rozegrał akurat wówczas, gdy drużyna została zestawiona w eksperymentalnym składzie. To też o czymś świadczy.

Sytuacja staje się poważna. Nieźle poinformowany dziennikarz Eduardo Inda oznajmił ostatnio w jednej z audycji radiowych, że Griezmann… rozważa odejście z Barcelony i sondowane są już możliwości ewentualnego transferu. Sam napastnik za pośrednictwem mediów apeluje jednak o zaufanie: – Barcelona nie jest najłatwiejszym miejscem. To zupełnie nowa drużyna, inny klub, inna taktyka, pozycja, rola na boisku. Jest jak jest, muszę pracować. Teraz moim celem jest zostać ważnym zawodnikiem dla Barcelony, rozgrywać mnóstwo minut, strzelać znacznie więcej goli i notować asysty, oraz utrzymać się na czele La Ligi. No i przygotowywać się do mistrzostw Europy. Uwierzcie we mnie, a wszystko się ułoży. Potrzebuję zaufania drużyny, wtedy będę gotowy. Jestem piłkarzem, który w pierwszej kolejności myśli o zespole, o wykorzystaniu dobrego ruchu kolegi. Gole nie są moim głównym celem. Chcę pomagać drużynie. Jeśli zdobywamy trzy punkty, jestem z siebie w miarę zadowolony.

PODWÓJNY WYJAZD NA MADRYCKIE EL CLASICO TO NAGRODA GŁÓWNA W KONKURSIE NIVEA MEN!

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

To jednak nie jest najbardziej kontrowersyjna z wypowiedzi Griezmanna na temat jego problemów z adaptacją do nowego środowiska. W październiku światem hiszpańskiego futbolu wstrząsnęła informacja o napiętych stosunkach Antoine’a z Leo Messi. A chyba nawet największy naiwniak zdaje sobie sprawę, że trudno z powodzeniem odnaleźć się w szeregach „Dumy Katalonii”, jeśli największy piłkarz w historii klubu za tobą nie przepada. – Ani ja, ani Messi nie lubimy dużo mówić, więc trudno nam się rozmawia – stwierdził Griezmann. – On z powodu kontuzji opuścił okres przygotowawczy, musimy zatem poprawić to, jak się na boisku dogadujemy. Ale nasza znajomość zmierza w dobrą stronę – przygotowałem już dla niego yerba mate!

Niby to tylko niewinna wypowiedź, spuentowana w dodatku żarcikiem. A jednak wybrzmiała z tych słów pewna gorycz, która towarzyszy Griezmannowi od początku jego pobytu na Camp Nou.

***

77279630_757053648039939_6007920461189480448_n

***

Swoistym przełomem i dla Hazarda, i dla Griezmanna może się okazać grudniowy „Klasyk”, starcie Barcy z Realem na Camp Nou, przełożone ze względu na gigantyczne zamieszki, jakie w pierwotnym terminie spotkania targały Katalonią, a szczególnie jej stolicą. Najsłynniejsze starcie piłkarskie na Starym Kontynencie to naprawdę wymarzona okazja, by wkraść się w łaski kolegów i kibiców. By przerwać kiepską passę i rozpocząć marsz na szczyt. Po chwałę, której obaj tak łakną.

Wydaje się, że łatwiejsze zadanie stoi w tym momencie przed Hazardem. Przynajmniej indywidualnie, abstrahując od chwiejnej formy całego zespołu, który mecze zupełnie niezłe przeplata z występami totalnie paździerzowymi. Zidane raczej nie szuka kwadratowych jaj – widać wyraźnie, że Belg będzie u niego grał mniej więcej to samo co w Chelsea. Forma Edena wydaje się zresztą w ostatnim czasie powolutku, pomalutku, ale jednak zwyżkować. Co innego w przypadku Griezmanna – Francuz tkwi w dołku po uszy, a trener nie ułatwia mu zadania swoimi taktycznymi koncepcjami. – Rozumiem Griezmanna. Jest przystosowany do gry w innej taktyce i potrzebuje czasu, by przyzwyczaić się do stylu Barcy – tonował ostatnio nastroje Ernesto Valverde. – W Atletico jest mnóstwo piłkarzy, którzy od razu po odzyskaniu piłki posyłają bezpośrednie podanie na wolne pole, u nas tego nie ma. Dla nas ważny jest odpowiedni moment na przeprowadzenie ofensywnej akcji.

W ostatnim meczu ligowym przeciwko Celcie Vigo francuski napastnik wykonał 18 celnych podań przez 73 minuty gry. Dla porównania – Leo Messi miał ich w trakcie meczu 62. Iago Aspas z Celty 35. Griezmann był po prostu kompletnie poza grą. Starał się poruszać aktywnie, wyraźnie szukał sobie miejsca na boisku – mapka jego ruchów na murawie przypomina chaotyczne pacnięcia pędzlem po płótnie. Trochę tu, trochę tam i jeszcze tam jakaś kompletnie przypadkowa plamka. Do przerwy Francuz nie wymienił ani jednego podania z Messim.

Gdziekolwiek się Antoine nie udał w poszukiwaniu szybkiej klepki czy ciekawej wymiany podań, kończyło się to klapą. Aż trudno uwierzyć, że piłkarz, który w Atletico czy reprezentacji Francji sprawiał zawsze wrażenie napastnika niesamowicie uniwersalnego i wszędobylskiego może do tego stopnia cierpieć na boisku.

October 29, 2019, Barcelona, BARCELONA, Spain: 17 Antoine Griezmann from France of FC Barcelona during the La Liga match between FC Barcelona and Real Valladolid in Camp Nou Stadium in Barcelona 29 of October of 2019, Spain. (Credit Image: © AFP7 via ZUMA Wire) LIGA HISZPANSKA PILKA NOZNA SEZON 2019/2020 FOT. ZUMA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Wielu kibiców Barcy, a nawet dziennikarzy opisujących sytuację katalońskiego klubu, zaczyna wręcz sugerować, że Griezmann bywa na boisku zwyczajnie ignorowany przez partnerów, na czele z Leo Messim i Luisem Suarezem. Już samo istnienie w przestrzeni publicznej tego rodzaju spekulacji jest niezwykle wymowne.

Dla Francuza grudniowy „Klasyk” może mieć zatem absolutnie kluczowe znacznie w kontekście jego przyszłości na Camp Nou. Już teraz przebąkuje się o tym, że zostanie on latem przyszłego roku przehandlowany z Neymara, za którym w katalońskiej szatni wszyscy tak  szalenie tęsknią. Tymczasem komfort Edena Hazarda polega na tym, że on nie musi się zmagać z żadną nieżyczliwością środowiska. Nie trafił pod komendę surowego taktyka, lecz inspirującego motywatora. Gra u boku Karima Benzemy, a zatem jednego z największych boiskowych altruistów w Europie. Na pełne poparcie kibiców jeszcze sobie nie zapracował, ale ilość gestów sympatii pod jego adresem stale rośnie. Nawet afera o dodatkowe kilogramy Belga straciła już na rozgłosie.

Hazard przeciwko Barcelonie nie zagra, by ratować swoją karierę w Realu, bo ta po postu nie wymaga ratunku. Zaczęła się nędznie, fakt, ale obecnie przydałoby się ją już tylko rozpędzić, przyspieszyć i w 2020 roku włączyć się wreszcie do wyścigu po Złotą Piłkę. To Griezmann znajduje się obecnie na dużo ostrzejszym zakręcie. Na ten moment trudno uwierzyć, by miał z niego wyjść bez szwanku na reputacji.

MICHAŁ KOŁKOWSKI

PODWÓJNY WYJAZD NA MADRYCKIE EL CLASICO TO NAGRODA GŁÓWNA W KONKURSIE NIVEA MEN!

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (1)