„Nigdy nie będę fighterem. Chodzi o show i sprawdzenie się”
Weszło

„Nigdy nie będę fighterem. Chodzi o show i sprawdzenie się”

21 grudnia w Zielonej Górze Piotr Świerczewski w starciu z Gregiem Collinsem zadebiutuje w MMA i zamiast piłki będzie kopać rywala. Między innymi o tym Ofensywni rozmawiali z nim ostatnio na antenie Weszło FM i ten wątek z ich audycji postanowiliśmy dla was spisać. Przyjęliśmy formę monologu, bo przeważnie tak to wyglądało. 

– Nie wiem, czy go będę kopał. Będę próbował walczyć. Wielu ludzi się dziwi, więc jest okazja odkłamać historię. Ludzie kojarzą mnie jako kogoś agresywnego. A ja mam poczucie humoru i nie jestem agresywny. Wiedeń? Jakby gość przeklinał w twoim kierunku, to też byś się zdenerwował. Ale doszliśmy do porozumienia, także sprawa rozeszła się po kościach. Nikt nie ma urazy, nie było sprawy w sądzie. Nie było też wtedy bójki, jeden raz uderzyłem tego pana i bardzo go za to przepraszam. On też mnie przeprosił za wyzwiska. Wszyscy wiedzą, że tamta drużyna była mocno pod wpływem alkoholu. Trochę przekroczyli granicę, nie poczułem tego i źle zareagowałem. Szczecin? Policjant pewnie nie był kawalerem lub nie był piękny i się obraził, ale kto widział nagranie, przekonał się, że tam nie było żadnej bijatyki.

Natomiast chcę też właśnie zdementować to, że jestem jakimś jednym wielkim wojownikiem. To bzdura. Trenuję na co dzień z ludźmi trenującymi zapasy, boks czy właśnie MMA. Ja tam jestem cieniem. Gdyby to odnieść do boiska, jestem w A-klasie i próbuję zmierzyć się z piłkarzami Ekstraklasy. Oni w zasadzie mogą mnie zapytać, w której sekundzie chciałbym leżeć na ziemi. Nie dlatego, że ktoś siłą jednego ciosu mnie znokautuje, ale wejdzie ci w nogi, podetnie i leżysz. Wszystko oczywiście kontrolowane, to nie są niebezpieczne treningi. Z drugiej strony, cieszę się, że poznałem fajnych ludzi. Bardzo doceniam tę dyscyplinę, a zawsze chciałem zobaczyć, jak pracują inni sportowcy. Jak pewnie pamiętacie, miałem przygodę ze skokami do wody i również uważam, że to bardzo fajna dyscyplina, gdzie trzeba się świetnie przygotować, być skoncentrowanym, umieć wykonać salto. I ja to robiłem. Teraz próbuję kolejnej nowości.

Niektórzy mogą mówić, że rozmieniam się na drobne, bo będę walczył. Nie, chodzi o sprawdzenie się. Gdybym miał okazję pograć w tenisa z Federerem, z przyjemnością bym pograł. Nawet gdybym przegrał, ale bardzo lubię tenis i w niego gram, choć mój poziom jest naprawdę niski w porównaniu do najlepszych. Teraz mogę potrenować z zawodnikami MMA i przejść egzamin, którym będzie walka z drugim amatorem jak ja. Będzie to wyznacznik, czy daję radę. W ogóle nie wiążę swojej kariery i przyszłości z walkami. Broń Boże. Równie dobrze może to być jednorazowy występ.

Plusów jest mnóstwo – przede wszystkim reżim treningowy. Codziennie wstaję rano, przygotowuję się do treningów, zdyscyplinowałem się żywieniowo, już nie zatrzymuję się przy fast-foodach, brzuch robi się coraz mniejszy. Same pozytywy. A efektem finalnym będzie walka, za którą też przecież będę miał jakąś gażę, nie zapominajmy o tym.

Uwierzcie, że na takich treningach jest mniej kontuzji niż na zajęciach piłkarskich. Ludziom może wydawać, że u piłkarzy prawie nic się nie dzieje. Nieprawda. Są złamane palce, zerwane więzadła, można złamać obojczyk przy złym upadku. Co najmniej trzy razy miałem złamany nos po zderzeniu głową w walce o piłkę. Już nie mówiąc o naciągnięciach mięśni. W piłce jest mnóstwo kontuzji. Teraz trenuję ponad miesiąc. Ani ja, ani żaden z pozostałych zawodników nie miał żadnego urazu. Tam zakładasz ochraniacze, wszystko jest kontrolowane, jest sędzia, jak coś się dzieje, szanujemy się nawzajem. To nie ma nic wspólnego z uliczną bójką. Na ulicy cię ktoś kopnie, wyciągnie nóż. Tutaj pełen szacunek dla przeciwnika. Jestem pod dużym wrażeniem. A w przyszłości mogę spróbować kolejnego sportu, czemu nie. Dla mnie to bardziej show niż prawdziwa walka dwóch zawodowców.

Mój największy atut? Nie wiem, skąd wiecie, że umiem przywalić (śmiech). Próbuję wszystkiego, i elementów boksu, i zapasów. Chciałbym się nauczyć każdego elementu. Najbardziej podobają mi się zapasy. Wydawało mi się, że lepszy będę jako bokser, ale jednak zapasy są dla mnie, dla inteligentnych ludzi. To nie jest sport dla siłaczy. Jasne, siłę musisz mieć, ale przede wszystkim trzeba myśleć i być sprytnym, przewidującym, wykorzystującym ciężar przeciwnika i jego reakcje. Na przykład zaatakuje cię ręką, to ty zaatakujesz nogę. Nigdy nie byłem bardziej zmęczony jak po treningu zapaśniczym, naprawdę. Sama rozgrzewka to 50 pajacyków, ze dwieście ćwiczeń na kark, trójkąty, różne cuda, przewroty. Jest dużo gimnastyki, zapasy chyba dotyczą wszystkiego, są ogólnorozwojowe. I super.

Dlaczego ludzie żyją moim życiem i mówią: po co ci to? Mam ochotę zagrać w tenisa, to zagram. Chcę spróbować walki, spróbuję. Nie będę nigdy fighterem, zdaję sobie z tego sprawę, ale plusów widzę zdecydowanie więcej. Mówiłem o reżimie treningowym. Jeśli chcesz być dobrze przygotowany, musisz odmówić sobie alkoholu. Nie mówię, że jestem alkoholikiem, ale jak jest impreza z kolegami, z przyjemnością się napiję. Teraz sobie odmawiam, wypiję co najwyżej lampkę wina dla towarzystwa. Dlaczego? Bo następnego dnia mam trening i chcę go maksymalnie wykorzystać, a nie przyjść z bolącą głową. Nawet samo zejście z wagi to pozytyw. Miałem już wrażenie, że żona celowo robi pranie na 60 czy 80 stopni, bo ubrania mi się kurczą. A niestety to ja tyłem, pralka dobrze działa, a żona dobrze pierze w 40 stopniach. Zrzuciłem już cztery kilogramy, chciałbym kolejne 4-5. Wtedy ciuchy będą leżały jak ulał. Nic innego nie zmusi mnie, żeby codziennie rano wstawiać i zasuwać. Mam 47 lat i może bogaczem nie jestem, ale finansowo zabezpieczony tak, nie muszę skoro świt zasuwać do roboty.

Wiem, że oglądalność gal MMA jest bardzo duża i idzie w miliony. Nie wiem, jak do tego podejść. Czy zaglądać w telewizor, czy patrzeć na przeciwnika (śmiech). To jest pewien fenomen i trochę jak z disco-polo: oficjalnie mało kto się przyznaje, że tego słucha, a tak naprawdę leci to na każdym weselu i wszyscy znają słowa. Wiem, że są też federacje, które mieszają zawodników, karzeł walczy na wysokiego, żeby było bardziej kolorowo. I to się sprawdza, mają oglądalność, hale są nabite, nie chcę oceniać. Jest popyt, to daje się ludziom to, czego oczekują.

Dawniej nawet nie zakładałem, że spróbuję sportów walki. Kilka razy byłem na treningu bokserskim, ale on między amatorami w porównaniu do tego czego doświadczam teraz wygląda śmiesznie, trochę jak mizianie się. Udawanie, że jesteśmy bokserami, nawet amatorami. Dziś widzę, że to wielka przepaść.

Chęć adrenaliny i rywalizacji po karierze? Piłkarz rywalizuje co tydzień, odczuwa stres i adrenalinę. Po karierze nagle ci tego brakuje i gdzieś szukasz bodźców. Albo idziesz w dobrym kierunku, albo w złym. Ja szukam tego w innych sportach. Skoki do wody naprawdę nie są łatwe. Musisz być świetnie przygotowany, musisz przełamać lęk, bo wieża znajduje się minimum pięć metrów nad ziemią. Jak źle uderzysz o wodę, to boli. Jest więc adrenalina. Uwielbiam rywalizować. Gram w tenisa z kolegą, gramy o coś – jakiś obiad i tym podobne. Byleby była jakaś stawka. Gorzej jeśli pójdziesz w alkohol, kasyno, a to się niestety zdarza.

W piłce zawsze masz kolegów, jest wsparcie i asekuracja. Chcę doświadczyć tego, że jestem zdany tylko na siebie. Zawsze się zastanawiałem, jak to jest wychodzić samemu na ring, jak się wtedy koncentrować, jak maskować ból i lęk. To też dla mnie forma sprawdzenia się w tym względzie. Na pewno niejeden z was chciałby czegoś takiego spróbować. Nie mówię o walce z potworem, który mnie zabije, ale z kimś podobnym do mnie. Sto razy bardziej wolę spróbować walki w klatce, gdzie jest sędzia, są zasady, niż na ulicy.

Greg Collins na co dzień zajmuje się tuningiem samochodów, z tego jest znany. Oglądałem jego walki, nie chcę go lekceważyć. Nie były to cudowne walki, obaj jesteśmy amatorami. My tylko próbujemy sobie udowodnić, że jesteśmy sportowcami, a nie, że się nie lubimy. Kiedyś na piłce zwróciłem mu uwagę, żeby zrobił tak i tak. Stwierdził, że mi to tak łatwo przychodzi, a może sprawdziłbym się z nim w klatce. Wszystko na luzie, wtedy nawet nie wiedziałem, że on rzeczywiście bierze udział w takich walkach. Ktoś skojarzył tę sytuację i zaproponował nam taką konfrontację. Bardzo go szanuję, nie mam nic przeciwko niemu. Świetnie upiększa auta, a teraz się spróbujemy.

Kto z reprezentacji w przyszłości do klatki? Gdyby Robert Lewandowski walczył, obejrzałoby to u nas z 10 milionów ludzi. Nie chodzi przecież o to, że walczyłby z mistrzem świata, bo to by nie była walka. Ale z jakimś amatorem, do tego milionowa gaża i kto wie (śmiech).

***

Cała audycja do odsłuchu tutaj:

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (6)