Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

– Kosztowałem 38 milionów i chcę zrobić wszystko, żeby przy następnym transferze kosztować 60-70. Oj, Krzychu. Po co ci to było. Po co teraz. Po co w ogóle. Wiesz jak to jest, gdy San Siro skanduje twoje imię, wiesz jak to jest, gdy w rok z anonima zmieniasz się w nadzieję europejskiej piłki, a teraz wiesz też jak to jest sparzyć się na nieprzemyślanego wypowiedzi.

Sceną godnego naszych czasów dramatu program „Oko w oko” Jacka Kurowskiego, z rozmowy dziennikarza TVP z Piątkiem ostatecznie wyszło zupełnie niezłe pół godziny materiału video. Najgorsze w obliczu przetaczającej się przez Italię gównoburzy jest to, że Piątek wypadł w tym wywiadzie dobrze.

Trzeba sobie w piłce wyznaczać nowe cele, trzeba mieć ambicję? No pewnie.

To wciąż początek kariery, nie ma żadnej bez wzlotów i upadków, a nic nie zmienia podstawy, czyli że zawsze trzeba ciężko pracować? Oczywiście.

Czy fajnie Piątek opowiada o tym, jak pierwszy raz wyszedł na San Siro, jeszcze przed debiutem, jeszcze przed rozgrzewką, ot tak, przejść się w słuchawkach po murawie, ale musiał je zdjąć, bo już trybuny skandowały „PIĄTEK”? Wyjątkowe? No wyjątkowe. Jest za to wdzięczny? Dobrze. Bo wdzięczność jest dobra.

Czy Piątek brzmi wiarygodnie, gdy opowiada, że się nie zmienił, jest skromnym chłopakiem, zachowuje się tak samo jak za czasów Cracovii, że tak samo uważają jego znajomi i żona? Nie jadam makowca z Piątkami, nie dostałem od nich zaproszenia ani na Andrzejki ani na Mikołajki, ale szczerze, naprawdę to bije od Krzycha. Chce się uwierzyć. I ja mu wierzę.

Piątek jest krytyczny wobec siebie, Piątek widzi swoje wady, Piątek stwierdza wprost, że nie ma tej inteligencji boiskowej od Lewego, ale może się nauczy. Przynajmniej spróbuje. Piątek mówi nawet, że najważniejsza jest piłka, trening i mecz, Piątek wreszcie strzela, że nie myślał o tym, ile kosztował, po prostu grał.

A jednak niesie się po necie ta cholerna, nieszczęśliwa wypowiedź. Witaj globalizacjo, witajcie social media – wiedziałem że tak będzie już w momencie, gdy Piątek powiedział co powiedział.

Trzeba sobie uzmysłowić, że ta wypowiedź jest maglowana nie tylko przez kibiców, gdzieś na forum AC Milan i twitterze rossoneri, ale także przez „Corriere dello Sport”, „La Gazetta dello Sport”. A skoro trafiła do największych włoskich dzienników sportowych, to znaczy, że trafiła wszędzie. Do radia poświęconego Milanowi, do prasy typowo mediolańskiej, do tych osławionych dyskusji w tramwajach.

W konsekwencji można dziś przeczytać, że Piątek to klaun.

Można, szczególnie wśród kibiców, że skandalem było pozbycie się Cutrone, prawdziwego milanisty, a postawienie na gościa, który już myśli ile będzie kosztował odchodząc z Milanu.

Nie trzeba czytać ostrego komentarza „La Gazetty” by wiedzieć dlaczego to tak niefortunne:

Raz, aktualnie nie strzelasz, cały Milan jest w czarnej dupie, a ty opowiadasz coś o milionach i kolejnym transferze. Facet, masz się na czym skupić i na pewno nie jest to twój przyszły transfer.

Dwa, Milan, mimo chudych lat, to wciąż klub wielki, więc tym bardziej kibice źle reagują na traktowanie go jako trampoliny. Choćbyś miał już trzydzieści bramek, to by zostało odebrane fatalnie.

Trzy, to brzmi jakbyś był pozbawiony poczucia rzeczywistości, nie mówiąc o zachwianych priorytetach, a nawet braku pokory.

Cztery, wszystko w momencie twojego najtrudniejszego momentu od wyjazdu na Zachód. Cztery i pół, tak na deser wypowiedź w trakcie przerwy reprezentacyjnej, czyli kiedy nie ma czego grzać, a więc grzeje się twoją wypowiedź.

Nie jest wyrwana z kontekstu, Piątek powiedział co powiedział, nie ma o czym dyskutować, ma na myśli to, co ma na myśli. Ale uważam, że ma pokorę, ma właściwie poukładane priorytety, ma poczucie rzeczywistości. Tymczasem aktualnie zupełnie się z tym nie będzie kojarzyć. Dolał oliwy do ognia.

Dziwi mnie ta wpadka o tyle, że – jak sami pisałem ostatnio – Piątek akurat wyjątkowo dobrze czuje te pozapiłkarskie obowiązki piłkarza, że dzisiaj piłkarz to nie tylko piłka, przynajmniej jeśli chce wycisnąć ze swojej kariery naprawdę maksimum, wejść na szczyt. Pisałem jak pomaga mu ikoniczna dla niego cieszynka, która wzmaga jego rozpoznawalność. W showbiznesie, jakim stał się futbol, to kwestie nie do przecenienia. Może więc na tej wtopie będzie potrafił wyciągnąć wnioski – nie, wcale nie takie, żeby zamknąć się dla prasy, żeby mówić samymi okrągłymi zdaniami, bo jak mówię, wywiad sam w sobie jest ciekawy, nie uderza w banały, ale czasy są brutalne i jedno zdanie może ci zaszkodzić.

Oczywiście jak będzie strzelał, to wszystko mu wybaczą.

Wszystko mu zapomną.

Ale tak, to jest 2019, czy to się komuś podoba czy nie, niefortunna wypowiedź w wywiadzie dla TVP nakłada na ciebie większą presję w meczu z Napoli.

Leszek Milewski

 

KOMENTARZE (6)