Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Wstydliwe wyznanie: 15 listopada, późnym wieczorem, zachowałem się w skrajnie rasistowski sposób i jest mi z tym bardzo niewygodnie. Liczę, że zwierzenie się z tego grzechu przyniesie mi poczucie ulgi oraz zadośćuczynienia tym, których tak niesprawiedliwie potraktowałem.

A było to tak: Rumunia przyjmowała u siebie Szwedów w meczu o bezpośredni awans na Euro 2020. Mecz nawet w porządku, chociaż emocje skończyły się właściwie jeszcze przed przerwą. Gładkie 2:0 (zdobywcą drugiej bramki czarnoskóry Robin Quaison, to będzie później ważne), Rumuni bezzębni, poza jakimiś nieśmiałymi próbami zza pola karnego praktycznie bez sztycha. Tak naprawdę jakiekolwiek naprawdę godne wspomnienia wydarzenia po przerwie nie były w ogóle związane z boiskiem.

Otóż w 78. minucie pojawił się na murawie Alexander Isak, 20-letni Szwed, również czarnoskóry. W odróżnieniu od Quaisona jednak, który grał, a nawet strzelał gola przy obojętności rumuńskich kibiców, Isak usłyszał coś rasistowskiego. Podszedł do sędziego, zgłosił to, arbiter na moment przerwał mecz. Komentatorzy, ja oraz chyba sami piłkarze byli trochę skonfundowani, bo żaden z nas nie dopatrzył się ani nie dosłyszał jakichś rasistowskich przyśpiewek czy obraźliwych dźwięków. Każdy z nas jednak – mam tu już na myśli komentatorów i siebie – uznał, że skoro Isak jest koło sędziego, a mecz rozgrywa się w Rumunii, no to bankowo mamy do czynienia z rasizmem.

Wiecie, rozumiecie. Rumuni. Sami sobie zróbcie rachunek sumienia, jaki obrazek staje wam przed oczami, gdy słyszycie: rumuńscy kibice. Ja sobie pomyślałem: dopiero co rasistowski skandal w Bułgarii, dopiero co ukraińscy kibice tłumaczący, że ich udawanie małpy było tak naprawdę naśladowaniem pohukiwania sów. No to Rumuni pewnie się dostosowali poziomem, przecież to wszystko jedna szajka.

W relacji pomeczowej początkowo napisałem nawet, że po takim haniebnym zachowaniu wobec Isaka, za Rumunami na Euro trudno będzie zapłakać. Na szczęście jeszcze przed publikacją stwierdziłem, że nie warto używać aż tak ostrych sformułowań, jeśli nie słyszałem, ani nie dostrzegłem samemu żadnego rasizmu.

Bo czy tak naprawdę rasistowskie w tej sytuacji nie było arbitralne stwierdzenie, że „skoro mecz w Rumunii, to na pewno kibice-bydło”? Przecież zachowałem się (ja i reszta tych, którzy od razu w ciemno uwierzyli w rasistowskie ataki na Isaka) jak jakiś Sol Campbell, którego sam wyklinałem w myślach za jego przemowy przed Euro 2012. Podobna refleksja towarzyszyła mi przy czytaniu pomeczowych wypowiedzi Isaka. „Spodziewałem się, że może tutaj dojść do jakichś rasistowskich incydentów”.

Emmanuel Rosu, rumuński dziennikarz, dopytywał na Twitterze: dlaczego się spodziewałeś? Rumunia nigdy nie została ukarana za rasizm jej kibiców wobec czarnoskórych, jeśli otrzymywała jakieś kary (po meczach z Maltą i Hiszpanią), to za przyśpiewki antywęgierskie, bo obu narodom nigdy nie było ze sobą po drodze, oraz zrównujące uchodźców z potencjalnymi terrorystami (niezależnie od ich koloru skóry).

Gdyby się nad tym głębiej zastanowić… Kurczę, czy to nie jest czasem naprawdę rasistowskie wobec Rumunów? Spodziewamy się po tobie wszystkiego najgorszego, bo – no właśnie – bo co?

Bo graniczysz z Bułgarią? Bo jesteś z Europy Wschodniej, która ma taką prasę, jaką ma?

Śledziłem dość uważnie dyskusję na Twitterze z udziałem Rumunów, z których wielu było obecnych na rzeczonym meczu, ze Szwedami. Często spierali się dziennikarze. Ci szwedzcy zarzucali, że ktoś próbuje usprawiedliwiać rasizm i przy tak delikatnym temacie sugerowanie, że Isak się przesłyszał, albo źle coś zinterpretował również jest rasizmem. Rumuńscy odpowiadali: na meczu jak zwykle byli obserwatorzy FARE, byli ludzie z UEFA, był sędzia, również sędzia techniczny, byli rezerwowi. Nikt, z kim rozmawiały po meczu lokalne redakcje, nie potwierdzał słów Isaka. To o tyle dziwne, że przy analogicznych przypadkach – choćby ostatniej afery z udziałem Taisona – piłkarze rywala momentalnie reagowali, pocieszając ofiarę ataków. Tutaj nagle zapanowałaby zbiorowa znieczulica?

Wersji Szwedów nie potwierdzają żadne materiały wideo, które zazwyczaj od razu obiegają internet. Oczywiście, to jeszcze żaden dowód, że Isaka nikt nie obrażał, natomiast to dość istotny dowód na to, że nie miało to charakteru jakichś masowych przyśpiewek czy innych ekscesów ze strony istotnej grupy. Być może Isak faktycznie coś usłyszał, być może uznał za stosowne, by podzielić się tym z sędziami. Później, już po całym incydencie, część kibiców buczała, ilekroć dochodził do piłki. Ale właśnie – buczała, bo jest czarnoskóry? Przed jego rozmową z sędzią buczenia nie było.

Dużo pytań i wątpliwości, a niewiele łatwych odpowiedzi, zwłaszcza że przecież całość trwała kilkanaście minut. Początkowo to Isak zapytał sędziego, czy cokolwiek słyszał, później sędzia stwierdził, że jeśli coś usłyszy, przerwie mecz. Jest jeszcze ważny niuans. W Rumunii trwa walka najbardziej fanatycznych kibiców ze związkiem, który do tej pory wykorzystywał każde ich przewiny do tego, by stopniowo rugować ich ze stadionów. Tym razem rumuński związek milczy i naprawdę trudno uwierzyć, by krył w ten sposób rasistów w szeregach fanów na stadionie w Bukareszcie.

Nie wykluczam, że pojawią się w najbliższych dniach materiały czy wypowiedzi, które potwierdzą wersję Isaka. Zwracam uwagę na coś innego: założenie w ciemno, że skoro to kibice z kraju na wschód od Berlina, to na pewno rasiści, jest taką samą dyskryminacją. Ale czy można się dziwić takiej nierówności? Wspomniane tutaj wcześniejsze kary dla Rumunów dotyczyły ich przyśpiewek politycznych – obraźliwych dla Węgrów, ale i tych wspierających Serbię w sporze z Albańczykami czy dotyczącymi uchodźców w czasie kryzysu imigranckiego. Nikogo nie może dziwić, że tego typu zachowania zostały przez UEFA surowo ukarane. Pytanie tylko, czy na pewno w taki sam sposób zostaną ukarani choćby Anglicy z poniższego wideo?

Czym obrażanie Serbów, bombardowanych dwie dekady temu m.in. przez Anglików, na meczu w Kosowie, w dodatku pokazując gesty nacjonalistów albańskich, różni się od obrażania choćby Węgrów przez Rumunów czy Rumunów przez Węgrów? Czy Anglia za te pociski w stronę Serbów odpowie tak jak Czesi za obrażanie Albańczyków na ostatnim meczu Czechy – Kosowo?

Zresztą, nie trzeba tutaj być specjalistą od historii i polityki, by dostrzec pewne nierówności. Ot, choćby cieszynka Krzysztofa Piątka. O, albo użycie słowa „pogrom” w relacji pomeczowej. My zwracamy uwagę na najmniejsze pierdoły, choć nas, przecież też tragicznie doświadczonych przez historię, nikt raczej z podobną czułością nie głaszcze. Wyegzekwowanie eliminacji idiotycznych błędów z serialu Netflixa trwa już dwa tygodnie, zaangażował się w to nawet premier, a Netflix mimo oficjalnego oświadczenia do teraz nie podmienił oszczerczych wobec Polski treści na te zgodne z historyczną prawdą.

Sam jestem ciekawy, co stanie się dalej. Jeśli Rumunia zostanie ukarana bez zaprezentowania przekonujących dowodów, tylko na podstawie relacji Isaka, będziemy mieć do czynienia z sytuacją dość niebezpieczną, gdzie ustna relacja pojedynczej osoby wystarczy do wymierzenia kary. Paradoksalnie chyba lepiej byłoby, gdyby te dowody się znalazły. Wówczas bezlitosna kara dotknęłaby faktycznych rasistów, Isak zachowałby opinię prawdomównego, Rumuni przestaliby się czuć niesłusznie oskarżani.

Ale jeśli dotąd się nie znalazły, to na rasistę wyszedłem tylko ja, w ciemno zakładając, że „Rumuni to na pewno winni”.

KOMENTARZE (10)