„Kraków to piekło”. Wewnętrzne konflikty zżerają Wisłę
Weszło

„Kraków to piekło”. Wewnętrzne konflikty zżerają Wisłę


W Wiśle Kraków źle się dzieje. Przede wszystkim, jeżeli chodzi o kwestie czysto piłkarskie, po prostu trudno dziś znaleźć w lidze ekipę, która prezentuje się na boisku gorzej niż „Biała Gwiazda”. A to już naprawdę o czymś świadczy, skoro mówimy o Ekstraklasie. Równolegle kłopoty piętrzą się także na płaszczyźnie organizacyjnej. Sytuacja finansowa Wisły jak była, tak pozostaje fatalna, a do tego wszystkie dochodzi także poważny konflikt pomiędzy przedstawicielami Spółki Akcyjnej oraz Towarzystwa Sportowego. – Przyznam, że dopadło nas wszystkich ostatnio spore zniechęcenie – powiedział prezes rady nadzorczej Wisły SA, Tomasz Jażdżyński, w wywiadzie dla Interii i Gazety Krakowskiej.

O co chodzi w całej sytuacji? Sprawa jest bardzo skomplikowana, a konflikt na linii Spółka – TS ma wiele wątków. Wszystko rozbija się jednak w pierwszej kolejności o to, że jeszcze w końcówce poprzedniego stulecia wiślacka sekcja piłki nożnej wyodrębniła się ze struktur klubu. Co ma swoje konsekwencje dzisiaj – w 2012 roku Towarzystwo zastrzegło sobie prawa do korzystania z nazwy „Wisła Kraków”. Dzisiaj spółka nie ma praw do nazwy własnego klubu. Jeden z wielu kuriozalnych wręcz problemów, jakie odziedziczyli ludzie obecnie ratujący z mozołem „Białą Gwiazdę” z tarapatów.

Jażdżyński, Królewski i Błaszczykowski chcą, co naturalne, naprawić tę nieznośną sytuację.

Ostatecznie trudno zainteresować jakiegoś poważnego inwestora klubem, który nie ma pełni praw do własnej nazwy czy herbu. Spółka w obecnej sytuacji jest po prostu wybrakowanym produktem, który można najwyżej opchnąć byle komu w gigantycznej przecenie, a takie rozwiązanie mija się z celem. Chodzi przecież o to, by Wisłę trwale postawić na nogi, a nie oddać we władnie inwestorowi z łapanki.

– Stoimy na twardym stanowisku, że jest jedna Wisła Kraków!  – mówił we wspomnianym wywiadzie Jażdżyński. – Tworzą ją dwa podmioty i jeden z nich, ze względów prawnych, jest spółką akcyjną, gdyż tylko takie organizacje mogą prowadzić profesjonalne zespoły piłki nożnej w naszym kraju, i zajmuje się futbolem, co do zasady. Jest też drugi podmiot, który jest stowarzyszeniem i zajmuje się wszystkimi pozostałymi sekcjami. Dla nas to równorzędne podmioty, w sumie stanowiące Wisłę, razem mające prawo do historii, nazwy, herbu, krótko mówiąc – do istnienia. I jak się przyjmie to założenie, to nasze propozycje są naturalne. Jeśli się go nie przyjmie, to się jawią jako trudne. (…) Na dzisiaj Towarzystwo proponuje nam umowę licencyjną, z czym my się filozoficznie i aksjomatycznie nie zgadzamy. Po pierwsze, dlatego, że umowa licencyjna wprost wprowadza relację nadrzędności, a dla nas obydwa podmioty powinny mieć równe prawa. Po drugie umowę licencyjną można wypowiedzieć. Choćby nie wiadomo jak wielkie były za to kary i zapisy, to można ją wypowiedzieć. Przeżyliśmy już różne władze w TS, a na dodatek problemy finansowe Towarzystwa mogą doprowadzić do utraty przez nie kontroli. Ten kto ją przejmie będzie mógł wypowiedzieć nam licencję, lub takim ruchem nas szantażować.

– Po prostu nie da się prowadzić biznesu w takich warunkach. Rozwiązanie z licencją powoduje, że Wisła Kraków SA jest znacznie mniej warta – dodał Jażdżyński.

Jak widać, sytuacja wygląda na patową. Towarzystwo Sportowe, z Rafałem Wisłockim na czele, stawia warunki, których przedstawiciele Spółki Akcyjnej nie chcą oraz nie mogą zaakceptować. I vice versa. Poza znakami towarowymi i – nazwijmy to – rolą spadkobiercy tradycji i historii klubu, gra toczy się również o akademię piłkarską Wisły, no i o 40-milionowy dług wewnętrzny.

***

Rafał Wisłocki nie udzielił na razie żadnej konkretnej odpowiedzi, przypominając na swoim twitterowym profilu ustalenia z Zarządu Towarzystwa Sportowego z gościnnym udziałem przedstawicieli spółki akcyjnej o obiecywanym niekomentowaniu omawianych spraw w mediach. Kilkanaście godzin później napisał, że TS Wisła jest zainteresowana rozmowami z drugą stroną i podjęciem próby rozwiązania problemu.

***

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy autora książki „Wisła w ogniu” i przełomowych reportaży śledczych w tym temacie, dziennikarza TVN24, Szymona Jadczaka.

– Miesiąc temu próbowałem nakłonić wszystkie strony do porozmawiania. Bezskutecznie. I właśnie to jest główny problem Wisły Kraków – różne środowiska wokół klubu tak naprawdę szczerze ze sobą nie rozmawiają.

Nie rozmawiają, bo nie chcą, nie mogą czy jest jakiś inny powód takiego stanu rzeczy?

Musimy mieć jasność, że tam nie chodzi tylko o te dwie strony, czyli Wisła SA i TS Wisła. Jest jeszcze miasto, Tele-Fonika, Socios, biznesmeni i inni ludzie, którzy się kręcą dookoła klubu. Cała rzesza zainteresowanych osób.

Wspominasz, że jest więcej stron tego sporu, co oznacza, że mogą być problemy, żeby wszystkich zgromadzić w jednym miejscu.

Ale oni nie muszą się przecież fizycznie spotykać wszyscy razem. Nie o to chodzi. Ciągle słyszę, że “cała Wisła zawsze razem” i że wszystkim zależy, żeby klub szedł w górę. Ale okazuje się, że to są frazesy, z których nic nie wynika, bo na koniec wychodzi, że różne strony definiują interes Wisły po swojemu.

Czy faktycznie dla spółki tak bardzo problematyczny jest brak praw do nazwy i herbu klubu, możliwości kontrolowania 40 milionowego długu i sprzedaży klubowych gadżetów?

Nie chce mi się nawet wchodzić w te szczegóły. Według mnie sprawa rozgrywa się gdzie indziej. Kluczem do zrozumienia tego konfliktu jest urażone ego poszczególnych stron. Ci ludzie nie są się w stanie ze sobą dogadać przez zaszłości i urazy, które między nimi miały miejsce. A te wspomniane konkretne sprawy to tylko pochodna ich konfliktów.

Która strona wykazuje największy potencjał, żeby doprowadzić tę sprawę do końca?

Na dziś nie widzę żadnej możliwości doprowadzenia tej sprawy do pozytywnego końca.

To inaczej: czy unormowanie tej sytuacji na szczycie doprowadziłoby do tego, że klub wyszedłby na prostą?

Oczywiście. To kluczowe. Bo dziś jesteśmy na najlepszej drodze do tego, żeby Wisła w przyszłym sezonie grała derby z Wieczystą, a nie z Cracovią.

Wyeksponowała się sytuacja, w której źle jest nie tylko na boisku, ale też w gabinetach.

Jedno przekłada się na drugie. Do piłkarzy docierają sygnały, że ludzie, którzy mają dbać o dobro klubu nieustannie się kłócą. To nie wprowadza spokoju. Też jest tak, że część tych środowisk wokół Wisły spiskuje, knuje i szczuje zawodników na zarząd. Podszeptują piłkarzom różne rzeczy i kiedy oni słyszą, że zaraz spadną, a klub przestanie im płacić, to jak piłkarze mają wyjść na boisko i czuć się w pełni komfortowo?

Ale czekaj, dopiero pojawiły się wywiady z ludźmi zarządzającymi klubem, z których wynikało, że Wisła funkcjonuje niczym zorganizowana korporacja, gdzie każdy może skupić się tylko na realizacji swojej, ściśle określonej roli.

To jest Kraków. Piekło, gdzie wszyscy walczą, żrą się i kłócą. Taka jest specyfika tego miasta. Jest mnóstwo niewyjaśnionych sytuacji, które wpływają na atmosferę, na piłkarzy, na klub. Możesz opowiadać pracownikom klubu najpiękniejsze korporacyjne bajki, ale przecież oni widzą, że jeden z potencjalnych przyszłych udziałowców udziela wywiadu, w którym atakuje wszystkie możliwe strony. Bo przecież efekt wywiadu Tomasza Jażdżyńskiego jest taki, że Wisła SA znalazła się w otwartym w konflikcie z Towarzystwem Sportowym, miastem i Tele-Foniką. Jeśli taki był zamiar, to nie potrafię dostrzec tu strategii i celu, który temu przyświecał.

A jaka jest w tym wszystkim rola Towarzystwa Sportowego?

To nieprofesjonalna i dyletancko prowadzona organizacja. Według mnie twór typu TS Wisła we współczesnym świecie nie ma racji bytu.

Jażdzyński cały czas podkreśla, że głównym programem naprawczym jest stworzenie jednej, wspólnej Wisły i likwidacja modelu funkcjonowania, operującego na dwóch zwaśnionych ośrodkach zarządzania.

Programu naprawczego nie można rozpoczynać od zaognienia konfliktu ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Obawiam się, że to nie wypali, niczego to nie naprawi.

Na Twitterze napisałeś, że nie widzisz możliwości happy endu. Czy na którymkolwiek etapie była możliwość szczęśliwego zakończenia?

Do pewnego momentu wydawało mi się, żę to wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale na koniec może okazać się, że Wisły nie pokonają wcale bandyci z sharksów, a ludzie, którzy deklarują największą miłość do tego klubu, którzy nie są w stanie dogadać się między sobą. Klub w otoczeniu swoich wielkich przyjaciół i sympatyków powoli zmierza do grobu. Mam wrażenie, że racjonalne myślenie zostało zastąpione emocjonalną nawalanką.

A wydaje się, że to są ludzie, którzy w wielu aspektach swojego życia kierują się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem?

W książce “Wisła w ogniu” napisałem, że Kraków jest toksycznym miejscem i tutaj widać to najlepiej na konkretnych przykładach. Racjonalni ludzie wpadają w to piekło i nagle wszystko przestaje działać. Istny trójkąt bermudzki.

Fot. 400mm 

KOMENTARZE (31)