Kasztany z ognia. Opowieść o reprezentacji Wojciecha Łazarka
Weszło Extra

Kasztany z ognia. Opowieść o reprezentacji Wojciecha Łazarka

„Nie każdy kij rzucony do rzeki jest aligatorem”. „Praca trenera przypomina całowanie tygrysa w dupę – przyjemność wątpliwa, ryzyko duże”. „Z budowaniem drużyny jest podobnie jak z robieniem słonia: dużo kurzu, szumu, a efekt za dwa lata”. „Jesteś piękny lolo jak wygrywasz”, „trzeba być basiorem a nie piplokiem”. Wojciech Łazarek dziś kojarzy się głównie jako największy złotousty polskiego futbolu. Ale w latach 86-89 był najważniejszym trenerem w Polsce: selekcjonerem.

Jak wyglądał koniec świata z Cyprem? Dlaczego wypowiedział wojnę piłkarzom grającym za granicą? Za co wyleciał z kadry Koniarek? Z czego okradziono Okońskiego? Dlaczego ze Zbigniewem Bońkiem pod koniec rozmawiała żona trenera Łazarka i to o wizycie selekcjonera w Polmozbycie?

To nie był czas sukcesów. Ale na pewno nie był też czas nudy.

***

– Byłem dwa razy na koncercie pana Maksymiuka. Pod ścianą siedział człowiek, trzymał jakiś dziwny instrument, co pewien czas robił nim „plum”, „plum plum”. Ja tego nie rozumiem, a dla znawcy to jest właśnie to. W futbolu też trzeba znaleźć takie „plum”.

Wojciech Łazarek, „Piłka Nożna”, 1986 rok.

***

GDYBY NIE SŁUPEK, GDYBY NIE POPRZECZKA

Mecz z Brazylią na Mexico 86 jest według mnie meczem dla historii polskiej piłki granicznym. To ostateczny koniec lat siły, a początek mentalności „gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka”.

Wiem, że do 35. minuty graliśmy z Canarinhos świetny mecz. Szanuję. Gdyby wpadło to czy tamto, istotnie, mogło być różnie.

Ale ile było ostatecznie? 0:4.

Nasz najlepszy mecz na mistrzostwach świata to 0:4.

Polska – chwaleni za 0:4.

Polska, niedawny potentat, kadra wzbudzająca zazdrość innych, dziś cieszącą się niezłą grą przez fragment meczu, doceniająca słupki i poprzeczki, budująca wokół nich całą mitologię, rozpamiętująca je z rozrzewnieniem przez lata.

Brzmi znajomo?

Ja się na takich meczach wychowałem. Na przegranych, w których zagraliśmy nieźle. Na honorowych oklepach. Na kolejnych sukcesach, gdyby nie coś.

To zmiana fundamentalna. Od znajdowania się w światowej czołówce, po – tak tak – gloryfikowanie porażek.

Piechniczek na gorąco, tuż po meczu, w studiu TVP, złożył broń – wycofywał się z tego później w „Piłce Nożnej”, mówiąc, że niepotrzebnie w takim momencie poszedł do telewizji, ale nie chciał już robić z gęby cholewy, decyzji nie zmienił. Tak czy siak życzył następcy, by i on dwukrotnie wprowadził reprezentację do finałów.

Czuć w tych słowach rozgoryczenie szkoleniowca, który owszem, popełnił błędy, zarzucano mu choćby zbytnie przywiązanie do pewnych nazwisk, ale gdy mówi on, że 1/8 finału to nie jest zły wynik – w istocie ma rację. Kolejne lata pokazały to dobitnie. Do dziś, a minęły już ponad trzy dekady, nie powtórzyliśmy takiego rezultatu na mundialu.

Ale wtedy nastroje opinii publicznej były diametralnie inne, Polska na mistrzostwach świata – to było źródło narodowej dumy. Nie dostrzegano – nie chciano uwierzyć? – jak wiele się zmieniło. O ile jednak łatwiej znaleźć kozły ofiarne, niż uznać nowy, o wiele czarniejszy stan rzeczy i to, że problemy są głębsze niż w personaliach.

ZDERZENIE Z RZECZYWISTOŚCIĄ

– To musi być człowiek odważny, nie może bać się ryzyka, musi umieć w miarę szybko podejmować decyzje.

Takie wymagania stawia przed nowym selekcjonerem Kazimierz Górski. Wojciech Łazarek słucha uważnie i w konsekwencji pisze:

„Ryzyko jest nieodłącznym atrybutem pracy trenera. Trener ma prawo do ryzyka, ale jest też ono obowiązkiem”.

Takie było motto pracy konkursowej Wojciecha Łazarka, która miała przeważyć szalę na jego korzyść. Z dwunastu kandydatów ostatecznie na placu boju został on i Leszek Jezierski, ale „Napoleon” musiał obejść się smakiem. Tak samo Andrzej Strejlau, który tuż po wyborze Baryły mówi:

– Kiedy przed rokiem przyjechałem na urlop do kraju, poproszono mnie, żebym nie przedłużał umowy w Grecji, ponieważ po mistrzostwach w Meksyku chciano mnie widzieć w PZPN.

Spodziewał się, że obejmie kadrę? Bardzo możliwe. Dziś mówi się, że właśnie wtedy powinien ją otrzymać.

Łazarek to trener roku według „Piłki Nożnej” za lata 83 i 84, kiedy Lech rozdawał karty w kraju. W 1986 rusza na saksy do Trelleborgs, ale Szwedzi nie robią mu problemów.

Nowy selekcjoner zaczyna od kilku wypowiedzi karmiących wyobraźnię – choćby o inspiracji Argentyną, czyli mistrzami świata – ale też od poważnej deklaracji: trzon kadry mają stanowić piłkarze z ligi polskiej. Łazarek grzmi w prasie:

– Czy mogę liczy na to, że ci z zagranicy przyjadą odpowiednio wcześnie na zgrupowanie, aby przygotować się razem z kolegami, czy też mają występować w roli pogotowia ratunkowego… chyba nie muszę przyjmować wszystkich warunków i być w roli wielkiego proszącego.

Czasy były inne – to oczywistość. FIFA nie miała tak uregulowanych kwestii zwalniania zawodników na mecze reprezentacji. Czasem terminy klubowe i reprezentacyjne niemal się pokrywały.

Z dzisiejszej perspektywy widać, że podejście Łazarka do graczy występujących na obczyźnie było bardzo niesprawiedliwe, bo w praktyce robili co mogli – Boniek, któremu Łazarek skończył reprezentacyjną karierę, za Piechniczka dzień po finale Pucharu Europy na Heysel pojechał do Albanii. „Obcokrajowcy”, jak ich nazywano w prasie, robili co mogli, ale było do nich nieufne podejście. Polska piłka wolno przyjmowała nową piłkarską rzeczywistość – dość powiedzieć, że coroczny ranking najlepszych polskich piłkarzy „Piłki Nożnej” nie obejmował tych, którzy wyjechali za granicę. To może szczegół, ale moim zdaniem zdradzający pewną mentalność wobec zarabiających w innej walucie.

Nie dziwi więc, że podejście Łazarka spotyka się wręcz z aplauzem. Choć jesienią 1986 mieliśmy doświadczonych Bońka i Żmudę w Italii, Młynarczyk bronił w FC Porto, Zgutczyński grał w Auxerre, a w Niemczech mieliśmy całą kolonię z Okońskim, Buncolem, Smolarkiem, Wójcickim, Turowskim i Majewskim na czele.

Untitled 1

Zagraniczni – tak. Ale w sytuacji, gdy w pełni podporządkują się reprezentacyjnemu grafikowi, czyli będą na dłuższych niż dzisiaj zgrupowaniach centralnych, na każdym meczu kadry z Wdą Świecie (5:1) i belgijskimi trzecioligowcami podczas tournee. To, rzecz jasna, w zachodnich klubach nie mogło przejść.

Łazarek ugina się jednak komicznie szybko, bo już po pierwszym spotkaniu. Otwiera swoją kadencję słabiutkim 2:2 z Koreą Północną, gdzie rezultat uratował Karaś w 90 minucie. Delikatnie mówiąc, Polska nie grała jak Argentyna, tylko jak zbieranina graczy z coraz słabszej ligi polskiej. Nie on pierwszy i nie ostatni doznał zderzenia z rzeczywistością – plany sobie, życie sobie.

mde

Czasu nie miał na nic. Drugie spotkanie – mecz z Grecją – było już meczem o punkty w eliminacjach Euro 1988. Łazarek powołał w trybie nagłym Smolarka z Niemiec, wygramy, a Smolarek będzie najlepszy na boisku.

W wywiadzie „Piłki Nożnej” Smolarek broni „obcokrajowców”, mówi, że mamy pięciu świetnych graczy w Bundeslidze, opowiada też o standardach pracy w Niemczech: – Trenuje się tu krócej, bo godzinę, ale bardziej intensywnie. Jeśli biegamy, to z piłkami. Wiele uwagi przywiązuje się do medycyny i odnowy biologicznej. Mamy odżywki na cały tydzień, specyfiki raz o smaku bananowym, innym razem wiśniowym, jabłkowym. Masaż jest obowiązkiem, kto na niego nie idzie, dostaje karę.

Pamiętajmy, że odżywki, odnowa biologiczna – to brzmi wówczas w Polsce jak science fiction. Inna rzecz, że po prostu nie ma na to wówczas możliwości, z różnych przyczyn, od finansowych, po – by tak rzec – świadomościowe. Łazarek w 1986:

– Zwróciliśmy się do władz sportowych, aby zakupić specjalistyczną aparaturę, ale nawet najlepszy aparat nie oduczy piłkarzy palenia papierosów. Po co odnowa, skoro piłkarze nie mają pojęcia o racjonalnym odżywianiu, nie wiedzą kiedy iść spać. Jest problem piwa, nie raz pada o to pytanie. Proszę, szklanka piwa jest lepsza niż jakaś tam polo-cocta, ale jak mówię, że można wypić piwo, to od razu pytają: ile można. Jest smutne, gdy widzi się zdolnego chłopaka, któremu w wieku 27 lat organizm nie pozwala na wysiłek przez cały mecz. Jest mi przykro, że w ogóle muszę mówić: nie pal, nie pij, idź wcześnie spać.

Ani jednej szansy nie dostanie u Łazarka Buncol, choć za jego kadencji trafi do Bayeru Leverkusen i będzie jednym z najlepszych piłkarzy Bundesligi. Wywiad z Buncolem dla „Piłki Nożnej”: – W ubiegłym sezonie moja wartość wzrosła z ośmiuset tysięcy marek do miliona trzystu tysięcy. To jest dowód, że prezentowałem wysoką formę. Prawie nikt tego w kraju nie dostrzegał. Straciłem nadzieję. Wiem, że przy trenerze Łazarku nigdy nie zagram.

Ciekawe ile stron w osławionym raporcie, który dał selekcjonerowi fuchę przed Jezierskim, szkolenowiec poświęcił koncepcji gry ligowcami, która tak szybko z hukiem wylądowała w koszu na śmieci. Na arcyważny, najtrudniejszy w eliminacjach mecz z Holandią na jej terenie, przyjadą poza Smolarkiem również Boniek i Wójcicki.

dav

Organizacja wyjazdu trąci mychą, co wówczas stanowi praktycznie standard. Dochodzi do kolejnej komicznej sytuacji: Bońkowi i innym stranieri zarzucano, że nie dość wcześnie zjawiają się na zgrupowaniach. Tymczasem Boniek i reszta czekają w Amsterdamie na resztę reprezentantów, są więc w praktyce przed czasem, a kadra przyjeżdża z wielogodzinnym opóźnieniem.

Holenderska prasa pyta Bońka co się dzieje z polską piłką. Zibi odbija piłkę: – My przynajmniej pojechaliśmy na mundial do Meksyku.

Boniek trafia w czuły punkt, Oranje oglądali turniej w telewizji, ale u nich, co widać z perspektywy, porażka stanowiła katharsis. Trenerem znowu został Rinus Michels. Trwa wymiana pokoleniowa: na Polaków wyjdą 23-letni Koeman, 24-letni Rijkaard, 23-letni Gullit, 22-letni Van Basten. Coś tam kopali, prawda?

Nasz skład: Kazimierski – Pawlak, Wójcicki, Król, Wdowczyk – Boniek, Karaś, Prusik, Rudy – Dziekanowski, Smolarek. Z ławki wejdą jeszcze Tarasiewicz i Urban. Łazarek trzyma się swojej maksymy ryzyka – dla Wdowczyka to dopiero piąty mecz w kadrze. Rudy ma na karku dwadzieścia lat, to jego drugie spotkanie.

Mecz to wyrównane 0:0, co trzeba uznać za sukces.

Prasa pisze o nieskutecznym Dziekanowskim, o grającym znacznie bardziej zespołowo Bońku. Ruud Gullit, który za dwa lata będzie cieszył się z mistrzostwa Europy, po meczu w Amsterdamie z biało-czerwonymi powie (za „Piłką Nożną”):

– Dobrze, że chociaż zremisowaliśmy.

Dla koneserów, całe spotkanie.

1986 kończy się więc nadzieją. Reprezentacja Łazarka przywiozła świetny wynik z Holandii, bardzo dobrze pod Łazarkiem wygląda defensywa, szczelna także z mocną wówczas Irlandią w sparingu. Pochwał dla Łazarka jest sporo: „Przejął zespół, który z trudem zremisował z KRLD, a kończy remisem w Amsterdamie”.

Trenerem roku zostaje jednak Jezierski.

Łazarek na pożegnanie roku strzela do dawnych asów Piechniczka: – Po komisji lekarskiej mundialu wyszło, że kilku zawodników posiada takie wady zdrowotne, że wyklucza to ich przydatność do reprezentacji. Nie mogę powiedzieć o kogo chodzi, kto ma słaby wzrok a kto zaawansowaną chorobę wrzodową.

STAWANIE OKONIEM

Polska w połowie lat osiemdziesiątych miała wielu utalentowanych napastników. Ale 1986 to też rok szokującej statystyki bramek. Najlepsi strzelcy za cały rok mieli raptem po dwa trafienia – byli nimi Dziekanowski i Baran. Z tym, że Dziekan obie bramki strzelił z karnych, a Baran ustrzelił Urugwaj podczas lutowego tournee. Łącznie strzeliliśmy osiem razy, z czego trzy razy z jedenastki.

Tymczasem jesienią 1986 do jedenastki rundy w Bundeslidze trafi Mirosław Okoński. Doskonale odnajduje się w Niemczech, jest gwiazdą HSV. Ale zamiast grać nim, wszyscy liczą, że odpali na wielką skalę Dziekan – jak wiadomo, nie odpalił nigdy.

Zimą Łazarek zapytany o brak postępów Dziekanowskiego, odpowiadał tak, że wiele da się wyczytać między wierszami: – Nie tylko dla mnie był wielce zastanawiający brak sił zawodników w końcowych fazach spotkań. Jest to argument do pewnych przemyśleń. Z pewnością podstawową odnową biologiczną jest świadomość piłkarza… W kadrze jest kilku zawodników, którzy jeśli nie zrewidują i nie zmienią poglądu na swoje zaangażowanie i zmuszenie się do wysiłku – w reprezentacji nie będą występować. Ubolewam, bo to zdolni chłopcy.

Krzysztof Mętrak, legendarny felietonista „PN”: „Dziekanowski jest mistrzem gry – użyjmy eufemizmu – ekonomicznej. Buja się po bokach boiska z gestami prowincjonalnego asiora. Wyciągnięta ręka z wskazującym palcem, przetrzymywanie piłki”.

Ostatecznie za sprawy pozaboiskowe wyleci tylko Koniarek, który zadebiutuje z golem, a po sparingu z Norwegią zimą 1987 zostanie wywalony za alkohol. W wywiadzie będzie się bronił:

Kiedy trener Łazarek wszedł do pokoju, byłem już umyty i przebrany.

Nie pił bynajmniej do lustra, zawodników był cały szereg, to była wówczas norma. Po latach Łazarek pytany o picie w piłce odpowiadał Kubie Białkowi lakonicznie, ale i wymownie:

– Każdy pije. Cały świat pije. Tylko że odróżniają konia od słonia i Jana od dzbana.

W 1988 mówił tak Pawłowi Smacznemu z „PN”:

– Czy uważa pan, że piłkarze piją tylko na zgrupowaniach kadry albo w drodze na nie? Nic podobnego! To się bierze z klubu, tylko że tam sprawie natychmiast ukręca się łeb. Potem oni przyzwyczajają się do lampki szampana, mówią „mi to nie szkodzi”. Ja wiem, że kilku z nich najchętniej stanęłoby na podium Formuły 1 obok Prosta, Senny lub Mansella, bo przecież tam dopiero dają szampan we właściwych „lampkach”. Cóż mogłem zrobić innego, niż wyrzucić, skoro na zgrupowaniach trafiają się tacy, którzy zamykają się w pokojach i chleją wódę, nieraz do lustra? Już ich nie ma. 

Łazarek nigdy nie uchodził za szkoleniowca, który byłby jakimś wybitnym wrogiem alkoholu w szatni. Był raczej ambasadorem zachowania proporcji. Jeśli nawet on w późniejszych latach kadencji publicznie opowiadał, że trzeba to zwalczyć w drastyczny sposób, to można sobie wyobrazić jaką imprezą potrafiły być niejednokrotnie ówczesne zgrupowania.

– Nie lubię sztampy i sztywnych schematów, ale też nie mam zamiaru tolerować tandety i dezorganizacji. Nie będę tolerował żadnego piwka, będę zwalczał palenie, bo te zmory zabierają chłopcom siłę, wytrzymałość, radość i świeżość.

Na organizację jest jednak nieustanne narzekanie. Piłkarze przyjeżdżający z Zachodu trafiają jak do skansenu. Kadra podróżuje w różny sposób, nie zawsze mogąc liczyć na przeloty, częściej korzystając z pociągów. Jezierski publicznie strzela do PZPN – powołany z Pogoni Marek Leśniak został zostawiony sam sobie na Dworcu Centralnym. Zdaniem Jezierskiego, piłkarzy w kadrze traktuje się wybitnie instrumentalnie, według zasady „Murzyn zrobił swoje” – jak łapią uraz, to ich problem.

To, że Łazarek nie stawia na Okońskiego, może zdawać się szokujące – przecież to ta para stała za sukcesami Lecha na początku lat osiemdziesiątych. Łazarek-selekcjoner zresztą  wciąż miał silne związki z Poznaniem. Będąc selekcjonerem cały czas mieszkał w Wielkopolsce. Sprowadzał tu kadrę na mecze, to tutaj również odbywały się niektóre konsultacje czy badania – zdarzyło się nawet, że Widzew nie puścił na jeden z takich sprawdzianów trzech swoich graczy, choć Iwanicki, Przybyś i Świątek chcieli jechać. Łazarek wnioskował karę dla klubu z przeznaczeniem jej na szkolenie młodzieży.

Radosław Nawrot, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, od lat piszący o Kolejorzu: – W Poznaniu była duża ekscytacja, głównie dlatego, że Wojciech Łazarek zawsze o tej kadrze marzył. My w Poznaniu w tamtych latach mieliśmy  przeświadczenie, że Poznań to jest centrum polskiej piłki. Wszystko co najlepsze w Lechu, jeszcze Łazarek selekcjoner – cała reszta w cieniu. Mi Lech i reprezentacja trochę zlewały się w jedno, spajał je osobą Łazarek, wiadomo było, że tym drużynom się kibicuje. Natomiast praca w kadrze to zupełnie inna robota. On był człowiekiem do pracy codziennej. Pierwsze trofeum w Lechu zrobił w 82 roku, a wcześniejsze dwa sezony były przeciętne, mógł niemniej spokojnie budować. Reprezentacja nie miała na to szans.

Nawrot to też autor książki „Okoń” o Mirosławie Okońskim, doskonale znał więc relacje obu panów:

Mirek i Łazarek mieli trudne relacje. Nie chcę powiedzieć, że on i Łazarek się nie lubili, ale Łazarek nie mógł mu wybaczyć ucieczki do Warszawy pod koniec lat siedemdziesiątych. Okoński nikomu o tym nie powiedział. Łazarek chciał zbudować wokół niego zespół, a został na lodzie. Kibice straszyli Mirka, obrzucili mu mieszkanie jajami. Przeszedł koszmar w Częstochowie podczas finału Pucharu Polski, chcieli go zlinczować. Niemniej nie zapominajmy, że Mirek do Lecha wrócił skruszony i z Łazarkiem wpadli sobie w ramiona. Mistrzostwa bez Mirka byłyby niewykonalne. Ale gdyby miał wymienić najważniejszych dla siebie trenerów, na pewno wymieniłby Górskiego, nie wiem czy Łazarka.

– Okoliczności, w jakich Mirek wyjechał na Zachód, też nie były różowe. Buntował się, pisał listy do prasy, to była publiczna dyskusja czy Okoński ma mieć możliwość wyjazdu do Bundesligi. Dzisiaj byśmy powiedzieli, że to mega afera, a wtedy tak się działo. Była też historia, gdy nie puszczono go do Paris Saint-Germain. Pisałem o tym w książce: do Poznania przyjechali przedstawiciele PSG z Jean-Paulem Belmondo jako ambasadorem paryżan. Opowiadali Mirkowi, że będzie królem Paryża. Lech powiedział, że wykluczone i go nie puścili. To całe zamieszanie miało kolosalny wpływ na to, że Okoński nie pojechał na Mexico 1986. Piłkarsko był wtedy naszym najlepszym napastnikiem, nie ma dwóch zdań. To zdumiewające, że tak wybitny piłkarz nigdy nie pojechał na finały. 1978, chciał go zabrać Gmoch, ale Mirek doznał kontuzji Achillesa. 1982, był w orbicie zainteresowań, Piechniczek go ostatecznie nie wziął – OK, byli inni. Ale w 1986? To szczytowa forma Okonia. Nie ma dyskusji. Musiał jechać.

Okoński doczekał się w końcu powołania.

Powołania na koniec świata: mecz z Cyprem.

KONIEC ŚWIATA

Wojciech Łazarek wyprowadził reprezentację Polski z Warszawy i stadionu Śląskiego. Pierwszy mecz o punkty – Poznań. Sparingi wiosną 1987 (poza belgijskim tournee kadry, gdzie grano z klubami) – Rybnik, Wrocław.  Sam Paweł Zarzeczny chwali wyjazdy kadry w teren, mówiąc, że mecze Polski w takich ośrodkach są bardziej doceniane, atmosfera jest znacznie lepsza.

Organizację meczu z Cyprem dostaje Gdańsk. Kadra A zawita tu po raz pierwszy. Zapowiada się sympatyczne święto.

A zdarzy się jeden z najgorszych meczów w dziejach polskiego futbolu.

Cypr nie znaczył wówczas zupełnie nic. Dzisiaj jego kadra nie znaczy wiele, wtedy była uznawana za bandę amatorów. W eliminacjach turniejów wszelakich przegrywali wszystko. Łazarek, zaczepiany o przeciętny styl kadry nawet w wygranych sparingach, chciał się odkuć, pokazać pełnię polotu jego drużyny. W 1976 Gmoch wystawił na Cypr tylko dwóch obrońców, wygrał 5:0 – Łazarek też chciał zagrać ultraofensywnie, a w prasie zastanawiano się, czy jest szansa na dwucyfrówkę.

Wyszliśmy z Prusikiem, Urbanem, wygwizdywanym przez trybuny Dziekanowskim, Karasiem, Okońskim i Smolarkiem w składzie. Z ławki wejdą Iwanicki i drugoligowy snajper Jacek Bayer. Bramka Cypru jest jednak jak zaklęta. Nie pomogła bagnista murawa na Lechii – dzień wcześniej popadało, na takiej łatwiej się bronić. Ale reprezentantów nie tłumaczy nic.

„Sport” pisał: „Salwy śmiechu zamiast gola”. „Tempo”: „Bez głowy w mur”. „Impotencja” to tytuł „Piłki Nożnej”. Pada też, być może jeden z pierwszych razy, w „Europie nie ma już słabych reprezentacji”.

Tak pisał Stefan Grzegorczyk:

„To miała być gala… Pełne trybuny, radosny tłum skandujący „Polska gola!”, szczelnie wypełniona loża honorowa, setki dziennikarzy, telewizyjne kamery ustawione tak, aby pokazywać kogo trzeba, reporterzy piłkarskiego showbiznesu zabawiający naród w przerwie meczu  i zaraz po zwycięstwie, orkiestry, parady. I biedni Cypryjczycy jako tło. Biedni w sensie piłkarskim, bo na obce boiska przyjeżdżają by stracić punkty i usłyszeć, że dzielnie stawiali opór. To miało być mocne uderzenie w bęben eliminacji mistrzostw Europy. Wygraliśmy z Holandią, co dla nas Cypr… (…). „Trener Wojciech Łazarek zachrypł od dramatycznego krzyku „szerzej, szerzej!”, który urozmaicał komentarz siebie i nas”.

Ze Szczecina nie szczędził amunicji Jezierski, który nigdy nie pogodził się z nominacją Łazarka: – Spotkanie z Cyprem doprowadziło mnie do szału. Nie wiem czemu graliśmy 3-4-3. Pogoń gra 4-4-2 i w 25 kolejkach ma 57 goli w lidze. Przestańmy opowiadać ludziom, że piłka nożna to jest bardzo skomplikowana gra. Robienie z tego sportu piwnicy dla wtajemniczonych jest potrzebne tylko hochsztaplerom.

Działacze z Cypru płakali ze szczęścia. Piłkarze z Wyspy Afrodyty zostali nagrodzeni przez polskie trybuny brawami.

Cała w miarę dobra atmosfera, jaka krążyła wokół naszej kadry, rozwiała się bezpowrotnie.

Radosław Nawrot był wtedy na trybunach: – To był kataklizm totalny. Mieliśmy wcześniej 2:2 z Albanią, upamiętnione przez „Piłkarski poker”, to był jakiś rodzaj szoku, ale jednak po Albanii nie było takiego odbioru. Po Cyprze świat się walił. Jechało się na ten mecz jak na towarzyskie spotkanie, piknikowa atmosfera, Polska i tak wygra, zero emocji. Trybuny mocno trunkowe, czuło się na trybunach procenty. Nikt nie przypuszczał, że mogą być problemy z jakimś Cyprem. To był wówczas dzisiejszy Gibraltar.

Okoński oberwał najmocniej, to pewnie jeden z najgorszych dni w jego karierze. Przyjeżdżał pełen nadziei, W „PN” opowiadał, że jego najlepszym kumplem w HSV jest Thomas von Heesen, zapewniał też o mobilizacji: – Niestety nie oglądałem meczu z Grecją, nie było transmisji, a gdy nasi walczyli z Holandią, sam rozgrywałem mecz. Czytałem jednak masę pozytywnych recenzji, rzeczywiście, remis w Amsterdamie to prawdziwy sukces. Teraz trzeba utrzymać wywalczoną przewagę, bardzo trudne mecze czekają nas z Węgrami. Raz jeszcze powtarzam: moim marzeniem jest w tej chwili przyczynić się osobiście do pierwszego w historii awansu na mistrzostwa Europy.

Tymczasem zagrał koszmarnie, został uznany jednym z kozłów ofiarnych, nigdy więcej nie zagrał w reprezentacji Polski, na domiar go okradziono. „PN”: „Na kilka godzin przed zawodami z pokoju gwiazdora HSV zajmowanego w oliwskim OPO skradzione zostały wszystkie dokumenty i drobiazgi, w tym paszport Okońskiego oraz małżonki, a także klucze do efektownego Lancii Turbo Thema DS. Co ciekawe, nie zginęła ani jedna złotówka, jak również żaden zachodnioniemiecki fenig”.

Po Cyprze naprawdę wrzało. Doszukiwano się konfliktów w drużynie, analizowano gesty Dziekana w kierunku innych zawodników. Polsat Sport niedawno przypomniał, że Janusz Atlas miał nawet proces za pewien akapit napisany po Cyprze:

 Najbardziej zgorszył trenera piłkarz T., który przyjechał uczesany w koński ogon i  z uszami obwieszonymi biżuterią. Łazarek jest pewny, że prowadzi zespół złożony z samych mężczyzn, i to stuprocentowych, więc nakazał się zawodnikowi T. rozcharakteryzować, a póki co wyłączył go z treningów. T. w kadrze pozostał, ale na boisku zagra dopiero wówczas, kiedy udowodni ponad wszelką wątpliwość, że bardziej interesuje go męska gra, niż dziewczyńskie fatałaszki.

Następny mecz z Grecją na wyjeździe przegraliśmy 0:1 i choć jest to pierwsza porażka Łazarka, tak zarazem przegrywamy już praktycznie eliminacje. Prasa jest zgodna: jednobramkowa porażka to najniższy wymiar kary. Zebraliśmy od Greków – Greków, którzy byli postrzegani jako nacja dwie półki pod nami, gdzie polscy trenerzy jeździli uczyć gry – lekcję futbolu. To cios na odlew dla całej polskiej piłki.

W maju przegramy jeszcze 3:5 z Węgrami w Budapeszcie, gdzie piłkarze będą narzekać na fatalne warunki pociągu, którym jechali na mecz. Na Węgry nie zostanie powołany Dziekan, którego nieco później Legia zawiesi za brak zaangażowania i niesportowy tryb życia. Jakże wymowne, że w meczu z Węgrami pięknie pokaże się Dariusz Marciniak, otwierając wynik, grając bez kompleksów, a przecież i jego kilka lat później pogrążą demony, które trawiły wówczas niejeden wielki talent.

Eliminacyjne dożynki to 3:2 z Węgrami, 0:2 z Holandią u siebie i 1:0 z Cyprem po golu Leśniaka. Mecze bez znaczenia. Na Euro 88 jadą rzecz jasna Oranje, my zajmujemy przedostatnie miejsce w grupie.

Piłkarzem roku „Piłki Nożnej” zostanie Andrzej Iwan, na którego Łazarek postawi tylko na chwilę, gdy eliminacje będą już przegrane. Wszystkich zaczyna kłuć w oczy szalona polityka kadrowa, gdzie Łazarek testuje dziesiątki graczy, a ciężko znaleźć choć jedną formację, która przez dwa mecze wyszłaby w tym samym zestawieniu. Zaczynają się głosy, że skoro nie mamy tak wielkich talentów jak kiedyś, to może chociaż zgrajmy drużynę, zamiast ciągle kombinować – ale Łazarek stoi przy swoim.

Jacek Bayer zagra tylko 45 minut z Cyprem o punkty. Z Rumunią zagra Mieczysław Szewczyk, Bogusław Cygan zostanie jak Bayer powołany z drugiej ligi. Marek Kostrzewa zagra 90 minut z Holandią u siebie, by nigdy więcej nie założyć koszulki reprezentacji Polski. To prawdziwa fabryka kadrowiczów. Testowanie to jedno, ale takie przypadki jak z Kostrzewą musiały zastanawiać. Łazarka jak zwykle punktuje Jezierski:

– Trener reprezentacji nie powinien kierować się sympatiami czy antypatiami, zmieniać koncepcje jak rękawiczki.

Paweł Smaczny nagrywa dla „PN” wywiad jadąc z Łazarkiem samochodem. Nie zapomina wspomnieć, że trener całą drogę słucha Johny’ego Casha. Głównym motywem jest jednak linia obrony selekcjonera:

Zarzuca mi się, że reprezentacja do tej pory nie ma szkieletu. I to jest prawda! Ale ci, którzy oceniali występ naszego zespołu w Meksyku sami wiedzą, jaką mieliśmy drużynę, czego jej brakowało, jakich zmian należało dokonać. Zdecydowałem się próbować wielu graczy, bo myślałem perspektywicznie. Nie wszystkim to się podobało, a ja uważam, że zawsze musi pływać szczupak w stawie. Musi być konkurencja i rywalizacja!

PZPN daje się przekonać. Selekcjoner dostaje kolejną szansę. Argumentów jest kilka: po pierwsze, nie miał czasu przygotować się do eliminacji. Po drugie, obiektywnie rzecz biorąc kadra miała swoje przebłyski. Po trzecie, Łazarek jest w trakcie zmiany pokoleniowej.

Grudniowe losowanie przynosi umiarkowanie pozytywne wieści: o mundial w Italii zagramy ze Szwecją, Anglią i Albanią. Będzie łatwo? Nie. Ale wychodzą dwie drużyny, to nie mission impossible.

Trenerem roku znowu zostaje Leszek Jezierski.

Niepowoływany Józef Młynarczyk po wygraniu Pucharu Europy wygrywa z Porto także Puchar Interkontynetalny.

JAK UMIERAJĄ ZŁUDZENIA

Mistrzostwa Europy, oględnie mówiąc, nie były naszą specjalnością. Jeśli nie dostał się do nich nawet Kazimierz Górski, to trudno z nich robić koronny zarzut wobec innych selekcjonerów – to też pomogło Łazarkowi zostać na stanowisku.

Ale mundial to nasza specjalność. Szesnaście lat jechaliśmy na każdą imprezę, była stale wpisana w życie Polaków. Ani razu nie pełniliśmy roli chłopców do bicia, zawsze graliśmy w kolejnej rundzie, dwukrotnie będąc rewelacją.

Łazarek opowiadał po losowaniu, że sporo gorących marzeń temperuje chłodna rzeczywistość, ale zwracał też uwagę na to, że polska piłka, niedawno triumfująca, właśnie tonie w kompleksach: – Czy młody Polak musi być gorszy od młodego Anglika? Nie, może być lepszy. Na Wembley łatwo skóry nie sprzedamy. Ostatnie upokorzenia i zarysowujące się przejawy kompleksu niższości wymagają przeorania umysłów i przywrócenia wiary w najwartościowsze cechy Polaka. Polak umie pracować i walczyć. W eliminacjach mistrzostw świata będziemy wyciągać kasztany z ognia.

Na to, by przygotować zespół, dostaje praktycznie cały rok. Jedyny w 1988 mecz o stawkę rozegramy dopiero późną jesienią z Albanią u siebie. Można spokojnie budować, ale niestety, Polska musi jeździć po świecie i zarabiać pieniądze dla PZPN. Co roku ta sama śpiewka: to z ofertą zgłasza się Tajlandia, to Indie, a związek wybiera gdzie opłaca się jechać. W konsekwencji w 1988 tylko raz zagramy sparing u siebie, a wszystkie pozostałe mecze to dalekie podróże: USA, Izrael, Moskwa.

W międzyczasie Aleksander Kwaśniewski zostaje przewodniczącym Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej. Pytany przez „PN” jak wyobraża sobie kształt naszego futbolu za kilka lat, mówi:

– Oparty na jasnych kryteriach i jawnych mechanizmach ekonomicznych, lecz dążąc w tym kierunku nie możemy odcinać się od tych, którzy dotychczas w różnych formach utrzymali tę dyscyplinę, mam na myśli głównie przedsiębiorstwa. Jeśli zablokujemy to źródło, nikt wolnego miejsca nie zajmie.

Łazarek czas wolny spędza w różny sposób. To poprowadzi Janusza Rewińskiego w charytatywnym meczu Aktorzy – Dziennikarze (tych drugich poprowadził Kazimierz Górski z Andrzejem Strejlauem)…

mde

… to pojedzie na Euro i przywiezie stamtąd niewesołe wnioski. – Konkluzja z Euro 88? Jedna: oni grają lepiej od nas. My gramy tak samo jak dawniej, Europa poszła dalej.

Łazarek trafia w samo sedno, pytanie czy to czasem nie było widoczne gołym okiem. No i od niego wymagać należy nie tylko obserwacji, ale i znalezienia sposobu na zmianę.

Tymczasem karierę kończy Zbigniew Boniek. Jego ostatnim meczem o stawkę w reprezentacji Polski było spotkanie z Holandią w Amsterdamie. Ostatni raz próbował się skontaktować z Łazarkiem przed 0:0 z Cyprem. Jak pisze Andrzej Jucewicz w „Selekcjonerach”, Zibi udzielił takiej wypowiedzi „Sportowcowi”:

– Na dziesięć dni przed spotkaniem zadzwoniłem do trenera z sugestią, że mogę przyjechać nawet na siedem dni. Była godzina dziesiąta wieczorem. Niestety żona trenera Łazarka powiedziała, że trener pojechał do Polmozbytu. Następnego dnia podano skład kadry. Mnie w nim nie było.

Rok wieńczy wymęczone 1:0 z Albanią. Przed meczem badania antydopingowe, Paweł Zarzeczny pisze, że niektórzy pomagają sobie żywieckim piwem. Istotniejszy w praktyce jest remis Anglii ze Szwecją, przyjęty za dobrą monetę.

W zasadzie kadra coś tam gra, gdzieś jeździ, ale wciąż podstawą nadziei jest… dziwne prawo serii. Gramy w tych mundialach od lat, jak może nas tam nie być?

Decydujący o awansie będzie 1989, a my do kluczowych batalii przygotowujemy się w Ameryce Środkowej, grając z Kostaryką, Gwatemalą i Meksykiem. Jak bardzo te wyjazdy przeszkadzały w prowadzeniu kadry trudno dziś powiedzieć, ale można sobie wyobrazić co by było gdyby coś podobnego odbywało się dzisiaj.

Jasne punkty przed wiosennymi wyjazdami do Szwecji i Anglii? Ano są – po pierwsze, 3:0 w próbie generalnej z Norwegią. Łazarek zwraca uwagę, że wygrać takim stosunkiem bramek dzisiaj jest trudno – a jakże – nawet z Cyprem, więc trzeba to zwycięstwo szanować. Prasa pisze, że choć szereg piłkarzy sprawdzanych hurtowo przez Łazarka się nie sprawdził – Wenclewski, Szuster, Bendkowski, Fornalak – tak są odkrycia, ze szczególnym uwzględnieniem Baki, Szewczyka, Soczyńskiego i Koseckiego. Liczą też, że dojrzeć mogą niebawem talenty Trzeciaka, Jegora i Wałdocha.

Ze Szwecją chcemy remisu. W pełni nas urządza. „PN” uderza w tony Wembley. Widać po tym znowu wyraźnie, jak bardzo przez ostatnie lata nabawiliśmy się kompleksów, skoro historyczna obrona Częstochowy za Górskiego musi być przywoływana przed meczem ze Szwecją.

Ale choć gramy dobrze, tak przegrywamy 1:2 po golu w doliczonym czasie gry. Na 1:1 w 87. minucie bajecznym uderzeniem strzeli Tarasiewicz, ale w 93. minucie Szwedzi zadadzą nam decydujący cios. Łazarek nie kryje wściekłości.

– Nie lubię krytykować arbitrów, ale sądzę, że tym razem pan Rothlisberger wyrządził nam krzywdę. Dyktował za dużo rzutów wolnych, często po sytuacjach urojonych, myślę, że nawet te, po których padły gole dla przeciwnika, nie kwalifikowały się na faul. A już samo przedłużenie meczu… Jawna granda.

Jeden z piękniejszych goli w historii kadry od 7:15.

Prasa wciąż szuka optymizmu przed Wembley, tym razem pisząc, że często z nożem na gardle graliśmy najlepsze mecze. Ale Stefan Szczepłek pisze w relacji pomeczowej bardzo celnie: „Piłka jest okrągła, bramki są dwie, za to cudów nie ma”.

Przegrywamy 0:3.

Mecz bez historii – mocny leje słabego. Naszym najlepszym piłkarzem bramkarz Bako. Coś tam pokazał rezerwowy Kosecki.

To koniec Łazarka.

Eliminacje są w praktyce przegrane, zostają matematyczne szanse, którymi będzie się już zajmował Andrzej Strejlau. Dla dwóch pokoleń kibiców to zupełnie wyjątkowa sytuacja – tak jak ja byłem przyzwyczajony, że Polska w finałach nie gra, tak oni byli przyzwyczajeni, że tam jesteśmy. Po szesnastu latach nie będzie nas na mundialu.

Plus jest tylko jeden: nikt już nie udaje, że Polska piłka przechodzi chwilowy kryzys. Po prostu się stoczyliśmy. W dziesiątkę trafia Krzysztof Mętrak:

„Zbliżyliśmy się do dna. Metodycznie, krok po kroku, stopień po stopniu. Dewastując cały system futbolowy, wprowadzając doń ludzi miernych i biernych. Z kadencji na kadencję coraz gorszych. Czasem jeszcze reprezentacja pozostawała wizytówką, co chroniło wielu i pozwalało utrzymywać się na powierzchni, ale usilna praca doprowadziła wreszcie team narodowy do tego poziomu co reszta”.

***

– Twierdzę, że polska myśl trenerska jest jedną z lepszych w świecie.

Wojciech Łazarek. Luty 1988.

***

Leszek Milewski

Źródło: „Piłka Nożna”, „Selekcjonerzy” A. Jucewicz, Polsat Sport, „Grzejąc ławę” K. Mętrak

Jest jakiś temat, który chciałbyś, żebym zrealizował? Napisz

Fot. FotoPyK

***

Co było dalej? Przeczytaj opowieść o reprezentacji Andrzeja Strejlaua

76747365_1026361291039069_1959783625725575168_n

KOMENTARZE (17)