Wirtualny trener w Serie A. Z czym to się je?
Włochy

Wirtualny trener w Serie A. Z czym to się je?

Spokojnie, to jeszcze nie ten moment, Włosi jeszcze nie wynaleźli wirtualnego Guardioli, który nie tylko decyzje będzie miał lepsze, ale nawet łysinę gładszą. Nie chodzi też o mecz, który poprowadzi hologram Helenio Herrery, to też nie moment, w którym kibice – dajmy na to – Brescii dostaną w swoje demokratyczne posiadanie decyzje trenerskie. 

To o co właściwie chodzi?

O rozwój już dostępnych narzędzi, o ich oswajanie przy ławkach rezerwowych. Trudno nazwać to wyznaczeniem trendu – ten jest znany od jakiegoś czasu, nikt dziś nie udaje, że analityka w piłce nożnej nie ma znaczenia, kto – jak Smuda powiedziałby w 2019, że laptop służy mu jako podstawka pod kawę, zostałby – jak Smuda – odesłany na emeryturkę.

Rozmawialiśmy jakiś czas temu z Michałem Jaroniem, byłym analitykiem Legii, który opowiadał nam jak dzisiaj topowe ligi robią użytek z Big Data. Pokażmy niektóre narzędzia:

Dane pozycyjne, dane pozycyjne i jeszcze raz dane pozycyjne. Szczególnie sprawdzanie otwartych przestrzeni. ExpectedGoals zostaje zamienione na ExpectedThreat, które analizuję cały przebieg akcji, a nie tylko moment strzały. To są kwestie, które się rozwija. Naukowcy Barcelony nie tylko modelowali przestrzeń, ale również nakładali kontekst postawy zawodników (pose estimation). Czy jest on w danym zagraniu odchylony w prawo, wygięty do tyłu – w piłce czasem decydują ułamki sekund, jeden zwrot. Orientacja ciała zawodnika bywa kluczowa.

Badacze Disney Research zbudowali na bazie danych pozycyjnych z Premier League, tzw. „ghosting”. W dużym uproszczeniu: zabierali jednego zawodnika, a na jego miejsce dawali takiego “duszka” – ten duszek był sterowany sztuczną inteligencją, ta uczyła się jak poruszać się tym duszkiem, tak żeby w jak najlepszym stopniu imitować faktyczne ruchy piłkarzy. Sieć została nauczona ruchów na na podstawie wielu danych meczowych, dostała dane wejściowe: pozycje piłki, kolegów z drużyny, przeciwników. To jak sztuczna inteligencja z FIFA czy FM-a, tylko w oparciu o drobiazgowe naśladowanie prawdziwych zawodników.

Rewolucja trwa już jakiś czas, teraz wchodzi na wyższy poziom. Analityka wychodzi prosto na boisko, a raczej tuż obok niego. Trenerzy dostaną tablety, a na nich konkretne narzędzia, daleko wykraczające poza nasze pojęcie statystyczne, przebiegnięte kilometry, strzały i inne podstawy – to będzie właśnie choćby ghosting, analiza powiązań między zawodnikami, pose estimation i inne kwestie analizowane na bieżąco przez sztuczną inteligencję, wyświetlane na bieżąco i służące jako cenne narzędzie pomocnicze.

Wygląda to, szczerze mówiąc, naprawdę nieźle. W Serie A ma pojawić się od stycznia.

Projekt powstaje we współpracy z firmą Math&Sport. Jej CEO, Ottavio Crivaro: – Jesteśmy dumni z decyzji podjętej przez Serie A. Cieszymy się, że to będzie całkowicie włoski produkt. Mamy nadzieję dać wsparcie szkoleniowcom podczas meczów.

Luigi De Siervo, aktualny szef ligi: – Serie A jest jedną z najtrudniejszych lig świata. Nasi trenerzy słyną z wyjątkowej wiedzy na punkcie techniki i taktyki, wkrótce dostaną nowe narzędzie, które pomoże im podejmować decyzje w trakcie meczów. Dzięki włoskiej myśli technicznej, będzie to pierwsza liga na świecie, której trenerzy dostaną konkretne i drobiazgowe wsparcie analityczne podczas meczów. Sztuczna inteligencja we współpracy z umiejętnościami naszych trenerów – mamy nadzieję, że to podniesie pozom ligi.

Mówcie co chcecie, ale my nie zamierzamy takiej pomocy zlekceważyć. Oczywiście zakładamy, że część szczególnie starszej daty trenerów oleje tablet. Nie ma przymusu korzystania. Ale coś nam podpowiada, że niejeden trener w lidze polskiej marzyłby o dostępie do takiej bazy. I zupełnie nas nie zdziwi, jeśli pewnego dnia takie coś będzie standardem i u nas, tak jak już jest standardem w NFL – mało tego, Microsoft zapłacił lidze 400 milionów, by korzystali do tego z ich sprzętu.

Da się obronić tezę, że to właśnie tu, w analityce, tkwi największy potencjał rozwoju futbolu jako gry, tak jak niegdyś – nie ukrywajmy – lekceważono fizyczność, papierosy w szatniach nawet topowych klubów były standardem, Romario trenował raz na dwa tygodnie jak mu się chciało, Furtok opowiadał o codziennym piwku do kolacji. Dzisiaj praktycznie nikt sobie nie wyobraża, by nie pilnować diety i nie dbać o – by tak rzec – całą fizyczną stronę piłki: być może tak samo upowszechni się podejście do analizy.

KOMENTARZE (0)