Problem ze stoperami w U-21. A pola manewru… nie ma
Weszło

Problem ze stoperami w U-21. A pola manewru… nie ma

Do tej pory w karierach naszych podstawowych stoperów U-21 wszystko układało się do bólu harmonijnie, by nie powiedzieć – wzorowo. Jan Sobociński wprowadził swój macierzysty klub do Ekstraklasy, samemu stając się jedną z najciekawszych postaci w pierwszej lidze. Sebastian Walukiewicz wszedł z buta do Ekstraklasy, był jednym z najlepszych jej stoperów i potrzebował tylko pół roku, by przyciągnąć do siebie masę europejskich klubów. Wybrał włoskie Cagliari, które miało okazać się pracodawcą skrojonym na miarę, a kolejne pół roku – całkiem rozsądnie zresztą – dograł na poziomie Ekstraklasy.

Obaj stworzyli duet na mistrzostwach świata U-20 i o ile był to dla nas makabryczny turniej, o tyle jesteśmy w stanie wymienić wielu zawodników, którzy spisali się na nim gorzej niż Sobociński i Walukiewicz. Obaj mieli na koncie pewną grę w ligowych rozgrywkach, do obu można było przykleić łatkę “nowoczesny stoper”, zajmujący się nie tylko destrukcją, ale i dobry w rozegraniu.

Coś jednak… poszło nie tak.

Cały czas mamy w głowie wczorajszy mecz młodzieżówki z Bułgarią, w którym – niestety – przynajmniej dwie z trzech bramek strzeliliśmy sobie sami. Oto jakie kwiatki można wyciągnąć duetowi środkowych obrońców:

2. minuta – sam na sam wybiega Christow, kompletnie spóźniony Sobociński powala go przed polem karnym. Może mówić o szczęściu, że sędzia nie pokazał czerwa.

41. minuta – Walukiewicz odprowadza rywala nie atakując go, ten daje piłkę w pole karne, gdzie stoi nie tylko Jordanow, ale i będący myślami na grzybach Pestka. Ratuje nas poprzeczka.

43. minuta – Pestka za lekko wyrzuca piłkę z autu do Sobocińskiego, który zamiast zrobić jakiś ruch i ratować sytuację, stoi jak słup soli. Bułgarzy wykorzystują przewagę. 1:0.

51. minuta – piłka za plecy obrońców, Sobociński zaskoczony (i spóźniony), Walukiewicz zaskoczony (łamie linię spalonego). Efekt? Bardzo prostym środkiem Iwanow wychodzi sam na sam. 2:0.

61. minuta – Sobociński przegrywa głowę w środku pola i ląduje na glebie. Próbuje rozpaczliwie wracać ratować błąd i nawet nadąża, ale tylko po to, by dać z siebie zrobić wiatrak po raz kolejny. 3:0.

Trochę mniejsze pretensje można mieć do Walukiewicza, więc od niego zaczniemy. Czy po jego grze widać, że nie gra w klubie? Raczej tak. Czy to oznacza, że Cagliari okazało się złym wyborem? Naszym zdaniem nie ma sensu wyciągać pochopnych wniosków. Sprawdziliśmy, ilu piłkarzy z Serie A występuje w miarę regularnie spośród tych urodzonych w 2000 roku bądź wcześniej. Tylko pięciu – Dejan Kulusevski z Parmy, Marash Kumbulla i Eddie Salcedo z Hellas, Hamed Junior Traore z Sassuolo i Sandro Tonali z Brescii. Na nieszczęście Polaka działa też fakt, że Cagliari spisuje się nadspodziewanie dobrze i zajmuje czwarte miejsce w Serie A, a wiadomo, że w takich warunkach trudniej o rotacje w składzie. Póki co zero minut na koncie wygląda słabo, ale jeszcze nie ma sensu bić na alarm, bo lepsze dla Walukiewicza chwile mogą nadejść bardzo szybko. Wciąż ma czas. 

Skoro Walukiewicza weryfikuje Serie A, to co może powiedzieć Sobociński, który – niestety – nie nadąża nawet na poziomie Ekstraklasy? I tak jak wciąż cieszy się on dużym zaufaniem trenera Moskala (komplet minut, z jedną przerwą spowodowaną czterema żółtymi kartkami), tak to już czas, by pomyśleć nad innym rozwiązaniem.

Sobociński kompromituje się z regularnością polityków występujących u Roberta Mazurka. Tylko w ostatnich dwóch meczach w lidze ma na swoim koncie samobója (ze Śląskiem Wrocław), podanie pod nogi Imaza, które skutkowało bramką i zgubienie krycia Bartosza Kwietnia (dla odmiany – także wykorzystane przez przeciwnika). Ostatnie mecze, z tym z Bułgarią włącznie, to jakaś kumulacja gaf obrońcy, który miał wejść w naszą ligę z buta. Gdyby to był tylko gorszy okres, który przyszedł po pewnych i solidnych meczach, można byłoby okazać wyrozmiałość. Ale fakty są takie, że Sobociński od początku sezonu wygląda po prostu słabo. Za słabo nawet na ŁKS, a to wiele mówi.

Czesław Michniewicz musi więc zdecydować, czy na kolejny mecz o punkty dalej posyłać do boju akurat tę dwójkę stoperów. A my zastanówmy się, jakie ma alternatywy. A wyglądają one… Zresztą, rzućcie okiem sami.

– Krystian Bielik (Derby County),
– Przemysław Wiśniewski (Górnik Zabrze),
– Serafin Szota (Wisła Kraków),
– Piotr Pierzchała (Korona Kielce),
– Jakub Kiwior (Żylina),
– Mateusz Bodnarenko (Skra Częstochowa),
– Michał Ozga (Wigry Suwałki),
– Adam Chrzanowski (Lechia Gdańsk),
– Damian Michalski (Wisła Płock),
– Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa),
– Aleks Ławniczak (Warta Poznań).

By ująć to delikatnie – nie obserwujemy sytuacji, w której kandydaci do gry na pozycji stopera walą do U-21 drzwiami i oknami. Co więcej, nawet nie da się zaproponować selekcjonerowi, by sprawdził jakieś nazwisko. Wiadomo, że strzałem w dychę byłby Bielik, ale on już jest dawno poza zasięgiem Michniewicza. Jako zmiennik powoływany jest Przemysław Wiśniewski, ale i jemu zdarza się popełniać babole w meczach Górnika. Jakąś opcją jest Michalski, grający w Wiśle Płock na lewej obronie, może Piątkowski, grywający w Rakowie na wahadle… No właśnie, może. Każda szansa dla kogoś spoza trójki Walukiewicz-Sobociński-Wiśniewski zakrawałaby o wyciąganie piłkarzy z kapelusza i liczenie na to, że jakimś cudem odnajdą się na poziomie U-21. 

Nieco większe możliwości ma Michniewicz na lewej stronie obrony, gdzie także wychodzą braki u niegrającego Pestki. Zawsze może powołać Tymoteusza Puchacza bądź Michała Karbownika, mimo że pierwszy gra częściej na skrzydle, a drugi lewym obrońcą de facto nie jest. Zaplecze nie świeci pustkami, co więcej, jest całkiem solidne. Może warto byłoby spróbować z tym Puchacz, który ostatnio szalał na skrzydle w kadrze U20. Jest jeszcze Adrian Gryszkiewicz w Górniku Zabrze, ale on z kolei w tym sezonie zaliczył spektakularne zero minut w Ekstraklasie.

Tak czy inaczej – współczujemy Michniewiczowi pola manewru. Pozostaje liczyć na to, że Walukiewicz zacznie grać, a Sobociński się ogarnie. Choć takie nadzieje, zwłaszcza w przypadku tego drugiego, powoli widzimy tylko przez różowe okulary.

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (4)