W Wiśle zmienił się trener, ale jej sytuacja nie zmieniła się wcale
Blogi i felietony

W Wiśle zmienił się trener, ale jej sytuacja nie zmieniła się wcale

No, teraz to już Wisła Kraków na pewno ruszy. Wywalono Stolarczyka, czyli pierwszego i ostatniego winnego obecnej sytuacji, pozbyto się gamonia, który nie potrafił z Janickiego zrobić drugiego Głowackiego, a to przecież bardzo prosta sprawa, przecież Rafał to stoper z najwyższej półki. Przyszedł Skowronek, raz, dwa, Janicki będzie rządził, Klemenz mu pomoże, Wojtkowski rozrzuci każdą piłę, Brożek odmłodnieje o 10 lat. Tak będzie!

Jasne…

Okej, z jednej strony sam widziałem tę dramatyczną Wisłę, bo można przegrywać, ale chyba nie wypada przegrywać w takim stylu. 0:7 z Legią, mecz absolutnie beznadziejny, kiedy Wiśle, jasne, brakowało przede wszystkim jakości, ale i zaangażowania, walki. Wszystkiego. Tak nigdy nie może być, coś się sobą reprezentuje, nosząc koszulkę i wszyty w nią herb. Tymczasem ci piłka… ci goście wyglądali jak zbieranina z orlika, która przyjechała pokopać przez kilka chwil, potem spić browarka i do następnego, panowie.

Tu też jest jakaś rola trenera, by do podobnych sytuacji nie dopuszczać (a to nie był pierwszy raz), wstrząsnąć tą ekipą, nawet publicznie zjebać jednego czy drugiego. Tego mi trochę zabrakło.

Natomiast odpowiedzmy sobie na pytanie, jakie inne narzędzia miał do pracy Stolarczyk poza klasyczną zjebką? Takiego cudaka jak Janicki po podobnym występie trzeba zesłać do rezerw i niech tam sobie żyje, rozbiera i ubiera choinkę, ale Stolarczyk po prostu nie mógł tego zrobić, bo dysponował drużyną tak wąską, że zebranie samej kadry meczowej było już wyzwaniem. Musiał grać tym Janickim i jestem przekonany, że gdy budził się rano, to wyglądał mniej więcej jak Adaś Miauczyński i przeklinał w podobnym stylu.

Wcześniej to jakoś miało ręce i nogi, skoro Peszko jak na warunki ligowe to wciąż porządny piłkarz, Basha nie łapał kontuzji co pięć sekund, Kolar – było, nie było – wykręcił 12 bramek. Tych zawodników już nie ma (bo Bashy tak naprawdę nie ma), reszta, zaskoczenie, postarzała się o kolejny rok i teraz radź sobie, człowieku.

Stolarczyk sobie nie poradził. Pewnie popełniał jakieś błędy, trochę zbytnio trzymał się tego grania od tyłu, co kosztowało go choćby derby, ale nawet gdyby był nieomylny (Skowronek też nie będzie), ile punktów więcej miałaby Wisła? Naprawdę niedużo.

Traktuję więc odejście Stolarczyka jako chwytanie się ostatniej deski ratunku, która może wcale nie istnieć, być tylko halucynacją. Na zasadzie: może zadziała słynny efekt nowej miotły, natomiast chodzi tutaj tylko i wyłącznie o zmianę. Żeby coś zmienić, żeby przyszedł ktoś nowy i nam jakoś pomógł, ale czy pomoże? Trudno stwierdzić, musimy spróbować, nie mamy innego pomysłu, nie chcemy siedzieć z założonymi rękami, wtedy nam będą coś zarzucać.

Inną już sprawą jest kwestia, do kogo o pomoc zwraca się Wisła. Artur Skowronek to po pierwsze szkoleniowiec o dość marnym stażu w Ekstraklasie, po drugie facet wciąż bardzo młody, młodszy od Wasilewskiego. Dajcie już spokój z tymi porównaniami do Sobolewskiego, który też wchodził jako ratownik bez doświadczenia – gdzie Wisła Płock, a gdzie Wisła Kraków. Sobolewski nie musiał opierać ataku na swoim byłym koledze z boiska, w obronie ma Rzeźniczaka z przeszłością w Lidze Mistrzów, nie Janickiego z przeszłością w najgorszych jedenastkach rundy. Zupełnie inna sytuacja.

Prawda jest taka: czy to byłby Stolarczyk, czy to jest Skowronek, czy to będzie Jose Mourinho albo Miś Uszatek – bez wzmocnień zimą się nie obędzie. Podobno jakaś kasa na nie jest, ale mam nadzieję, że w Wiśle zdają sobie sprawę z jednego: nie potrzebują dwóch piłkarzy, tylko pięciu-sześciu. Dwóch stoperów, napastnika, skrzydłowego, kogoś do środka. Przynajmniej.

Odejście Stolarczyka, przyjście Skowronka? To nic nie zmienia.

KOMENTARZE (16)