Kolejny brutalny atak na sędziego! Tym razem to już kryminał
Weszło

Kolejny brutalny atak na sędziego! Tym razem to już kryminał

Sędziowie w niższych ligach spotykają się w wieloma objawami agresji. Wyzwiska, ataki na boisku, niszczenie mienia, zajeżdżanie drogi przy próbie opuszczenia stadionu. Wszystko to już opisywaliśmy, ale sprawa Pawła Opali to opowieść, która przekracza wszelkie granice. To bandyctwo i kryminał. Osiemnastoletni sędzia został zaatakowany dwa tygodnie po meczu, który sędziował, przez dwóch piłkarzy LZS Starego Bukowna i ich trzech zamaskowanych pomocników. 

– Najpierw zostałem kopnięty w żebra. Od razu zareagował jeden z moich kolegów, który próbował mnie bronić, ale został bardzo mocno odepchnięty. Zaraz potem – kolejny cios. Tym razem w szyję. Upadłem na ziemię. Nie wystarczyło. Targali mnie za kaptur po ziemi, a przy tym byłem bity i kopany przez tę grupę zamaskowanych napastników. Każdy cios nakręcał kolejne – opowiada w rozmowie z nami.

Zapraszamy do zapoznania się z tą przerażającą historią. 

***

Nazywam się Paweł Opala, mam osiemnaście lat. Od dwóch lat jestem sędzią piłki nożnej. To przyjemne hobby, można się odstresować, oderwać głowę od codzienności, ale nie o tym chciałbym opowiedzieć.

31 października doszło do pewnej sytuacji.

Poszliśmy z kolegami na boisko szkolne i nic nie zapowiadało niczego specjalnego, kiedy nagle zobaczyliśmy, że przez ogrodzenie przeskakuje pięciu innych chłopaków. Czterech z nich miało kominiarki, jeden nie miał. Od razu go rozpoznałem. Alan S. – piłkarz LZS Stare Bukowno. Podeszli do nas. Widziałem, że nie są przyjaźnie nastawieni. Byli bardzo agresywni. Zaczęli przeklinać. Rzucali obraźliwymi epitetami. Krzyczeli. W pewnym momencie Alan S. powiedział:

– Ominął cię wpierdol za ostatni mecz, to dostaniesz go teraz.

Jeden z jego kolegów, który też mnie wyzywał po wspomnianym meczu, też miał do mnie jakiś problem. Cały czas wspominał, że rzekomo sam sobie zasłużyłem na pobicie sposobem, w jaki poprowadziłem spotkanie. Nie rozumiałem ich. Według mnie nie zrobiłem nic złego. Nie miałem czasu się zastanawiać nad sensem ich wypowiedzi, bo błyskawicznie zostałem kopnięty w żebra. Od razu zareagował jeden z moich kolegów, który próbował mnie bronić, ale został bardzo mocno odepchnięty. Zaraz potem – kolejny cios. Tym razem w szyję. Upadłem na ziemię. Nie wystarczyło. Targali mnie za kaptur po ziemi, a przy tym byłem bity i kopany przez tę grupę zamaskowanych napastników. Cały czas się przy tym nakręcali:

– Dawajcie go, dawajcie go.

Cofnijmy się do feralnego spotkania, które sprokurowało ten napad.

12 października, Piliczanka Pilice mierzyła się z LZS Stare Bukowno.

Czyli dopadli cię dopiero po ponad dwóch tygodniach.

Kiedy nadarzyła się pierwsza okazja, bo pobicie miało miejsce w miejscowości, gdzie odwiedzałem kolegę, w bezpośrednim sąsiedztwie Starego Bukowna.

Opowiedz o tym meczu.

Pojechałem tam z dwoma kolegami i dwoma sędziami. Przed meczem Alan S. podszedł do mnie i powiedział:

– Jeśli będziesz źle sędziował, to masz przejebane.

Znaliście się w ogóle?

Znaliśmy się, bo nie raz mu sędziowałem mecze.

Czyli znajomość tylko z boiska?

Tak.

W jakim jest wieku?

Osiemnaście lat. Dokładnie w moim wieku. Po meczu, kiedy były wypisywane załączniki i uzupełniane wszystkie protokoły, Alan S. podszedł do moich kolegów i poinformował wszystkich, że dostanę wpierdol. Nie przejmowałem się tym za bardzo, bo myślałem, że na groźbach się skończy.

Co mogło go tak zdenerwować?

Przegrali ten mecz 0:5. Nie mieli nic do powiedzenia. Czepiali się o jedną sytuację. Bramkarz Piliczanki złapał piłkę, ale został kopnięty przez jednego z zawodników, wypuścił ją z rąk i kopnął ją do bramki. Sędzia główny najpierw uznał tego gola, ale byłem blisko tej sytuacji i widziałem, że doszło do ewidentnego nieczystego zagrania. Machałem flagą, podbiegł do mnie, żeby skonsultować swoją decyzję, przekazałem mu swoje zdanie i w oparciu o moją radę anulował decyzję.

Gol mógł wpłynąć na losy meczu?

Nie, bo sytuacja miała miejsce przy wysokim prowadzeniu Piliczanki.

Skończyło się spotkanie i spotkałeś się z jakimiś bezpośrednimi negatywnymi reakcjami?

Kierownik Starego Bukowna podszedł do mnie i powiedział:

– Dziwię się, że jeszcze nikt ci jeszcze nie wpierdolił.

Skąd w nich taka złość?

Podobno wzięło się to z pewnej sytuacji, kiedy zaczynałem sędziować, biegając na linii w moim dziesiątym czy piętnastym meczu. To był baraż o awans do A-klasy między Northstarem Miechów a Starym Bukownem. Przegrali u siebie 0:3 i znów nie mieli żadnych szans. Pamiętam, że padał wtedy rzęsisty deszcz. Piłkarze LZS mieli pretensje, że po drugiej stronie boiska, gdzie swoją drogą nie miałem nic do powiedzenia, według nich piłka wyszła poza boisko, a sędzia główny zdecydował inaczej. Po tej akcji stracili bramkę i od tego czasu to dla mnie zawsze gorący teren.

Coś ci się stało po tej sytuacji z 31 października?

Miałem obite żebra. To był czwartek. W niedzielę pojechałem na mecz i nie byłem w stanie przybijać z nikim piątek, bo tak mnie bolała ręka. Doskwierał mi jeszcze krwiak na nodze, który do teraz mi nie zszedł z piszczela, ale już jest coraz lepiej, bo obkładam go lodem i smaruję maścią.

Zgłosiłeś sprawę do Kolegium Sędziów.

Wiceprezes Sławomir Tomczyk polecił mi zebranie wszystkich dokumentów ze szpitala i z policji, bo chwilę po całym wydarzeniu wykręciłem do nich numer i od tego momentu zajmują się tą sprawą. Żadnego zwlekania.

Sprawa jest bardzo poważna. To kryminał.

Potem się jeszcze okazało, że tych zamaskowanych chłopaków widziała jeszcze jedna moja koleżanka, która jakimś cudem przejeżdżała w okolicy, ale nie wiedziała, że to ja jestem na tym boisku, bo było już ciemno. Okazało się, że jednym z gości w kominiarce też był zawodnik Starego Bukowna – Adrian K. i on akurat nie tylko zlecał całe zajście, ale uczestniczył w typowym biciu.

Jesteś w stanie chociaż w minimalnym stopniu zrozumieć ich emocje?

Sam grałem w A-klasie, potem dopiero przeszedłem na sędziowanie i dla mnie to jest gra dla frajdy, a nie kwestia życia i śmierci. Obaj mamy po osiemnaście lat i tym trudniej zrozumieć mi jego zachowanie. Przecież mogliśmy spotkać się na turniejach i grać przeciwko sobie w piłkę. Nie wiem, czy komuś przeszkadza to, że jestem sędzią i nagle trzeba mówić do mnie per pan? Nie trzeba, arbiter nie musi być wrogiem. Niepojęte, że zdarzają się jeszcze takie rzeczy.

Musieli prześledzić twoją drogę, żeby wiedzieć, gdzie będziesz tego dnia.

Alan S. zadzwonił do kolegi mojego kolegi, który był wtedy z nami i zapytał się, czy gdzieś z nim wychodzi. On odpowiedział, że nie, bo akurat idzie na boisko z tym moim drugim kolegą. Alan S. od razu zapytał się, czy jestem też tam ja. Ten się niczego nie spodziewał i zgodnie z prawdą odparł, że tak. Minęły dwie, trzy minuty i oni już tam byli. Wyszli z samochodu, przeskoczyli ogrodzenie i doszło do pobicia.

Nie da się nie przestraszyć w takiej sytuacji.

Tym bardziej, że później dzwonili do moich kolegów i mówili, że wiedzą, gdzie mieszkamy, więc spalą nam domy, jeśli cokolwiek powiemy na policji.

Masz jeszcze ochotę sędziować po tym wszystkim?

Zgłoszę tylko do Kolegium Sędziów, że nie ma możliwości oddelegowywania mnie na jakiekolwiek mecze Starego Bukowna, ale jeśli chodzi o samo sędziowanie, to na razie jestem pozytywnie nastawiony. Chciałbym też pokazać, że nie dam się zastraszyć i nie skończę sędziować po tym wszystkim.

***

Sprawa jest w toku. Napastnicy muszą zostać surowo ukarani. Będziemy monitorować sprawę i na bieżąco informować o jej przebiegu.

ROZMAWIAŁ: JAN MAZUREK

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (68)