Jak co tydzień… ELDO. Wieści z parkietów!
Blogi i felietony

Jak co tydzień… ELDO. Wieści z parkietów!

Mamy za sobą kilka pierwszych tygodni rozgrywek w lidze NBA. Można już nieśmiało wyciągnąć kilka wniosków poza tym oczywistym, że tak ciekawie nie było od kilku lat.

***

Konferencja Wschodnia

***
Broad Street Bullies.

Tak nazywano kiedyś zawodników Philadelphia Flyers, którzy w latach siedemdziesiątych siali terror defensywny na lodowiskach. Doskonała obrona potrafi wbrew utartemu schematowi doprowadzić do mistrzostwa. Dwukrotnie w swojej historii w różnych generacjach zespół Detroit Pistons doszedł na szczyty NBA właśnie dzięki grze obronnej. Pokonując w drodze do tytułu drużyny złożone z teoretycznie dużo lepszych zawodników, drużyna Sixers miała właśnie prezentować taką postawę na boisku. Zgodnie z tradycją swoich kolegów hokeistów, miała demolować rywali pod własnym koszem. Dodając do tego, że pierwsza piątka zespołu należy do najwyższych w lidze, wszystko składało się idealnie. Niestety to, co na papierze, na boisku nie ma przełożenia.

Defensywnie Philly ma momenty, kiedy przeciwnik pod presją gubi piłki jedna po drugiej. Zaraz potem jednak zawodnicy pozwalają sobie na momenty rozprężenia, które wykorzystywane są przez rywala. Kilkukrotnie w meczach gracze wypracowywali przewagę ofensywną lekkomyślnie później marnowaną, co kończy się na przykład porażką z Denver czy nerwami w końcówce meczów ze słabszymi drużynami z Cleveland i Atlanty. Dodatkowo dwa mecze zawieszenia odsiedział Joel Embiid, który postanowił w meczu przeciwko drużynie Minessoty uprawiać zapasy z Karl Anthonym Townsem. Center filadelfijczyków musi dodatkowo uważać na zdrowie i na pewno nie będzie grał we wszystkich meczach, a drużyna bez niego traci ogromnie ważny element defensywny.

Celowe pozwalanie na odpoczynek zawodnikom w niektórych meczach stało się zresztą przyczyną pierwszej dużej kontrowersji. Kalifornijscy Clippers celowo decydują się na posadzenie na ławce w niektórych spotkaniach swojego lidera Kwahi Leonarda. Sam zawodnik nie jest kontuzjowany i wywiadach podkreśla, że jest gotowy do gry. Celem drużyny jest jednak sezon i osiemdziesiąt dwa spotkania, a później prawdopodobnie wyczerpująca walka w play offach. Nieobecność MVP zeszłorocznych finałów w meczach transmitowanych w telewizji spowodowała zaproszeniem do wyjaśnień zaadresowanym przez władze ligi do drużyny z Los Angeles. Celem ligi są pieniądze i sprzedawanie atrakcyjnego produktu. Szykuję się zatem drobna przepychanka o stosowany coraz częściej przez drużyny tzw. „load management”.

Wracając do jednego z faworytów Konferencji Wschodniej. Ofensywa drużyny trenera Browna wcale nie prezentuje się lepiej. Fatalnie wyglądają statystyki rzutów za trzy punkty. Problemem są seryjne straty. Między bajki można jak na razie włożyć opowieści przedsezonowe o tym, jak to Ben Simmons zacznie w końcu rzucać z dystansu. Nic takiego nie ma miejsca. Na szczęście Australijczyk z każdym rokiem staje się coraz lepszym obrońcą, obecnie lideruje klasyfikacji ukradzionych piłek. Wydaje się brakować kilku elementów w drużynie szykowanej przecież od wielu lat do walki o najwyższe laury. Na razie niestety dla wszystkich fanów, Sixers to jedynie papierowy faworyt. Przegrany mecz ze słabymi Magic tylko to potwierdza.

***

Być może play offy obnażą słabości drużyny Boston Celtics. Obecnie jednak nikt nie jest w stanie przeciwstawić się Kembie Walkerowi i spółce. Po porażce na starcie ligi przeciwko Philadelphi, Celtowie wygrali każde spotkanie w przekonujący sposób. Ich lider, który przeszedł przed sezonem z Charlotte, ma świetny rok i udowadnia, że jest graczem najwyższego kalibru.

Bardzo dobrze grają mistrzowie z poprzedniego sezonu. Raptory bez Kwahi Leonarda radzą sobie zaskakująco dobrze, a Pascal Siakam wyrasta na nowego lidera zespołu z Kanady.

Świetny początek ma drużyna z Miami, w której Jimmy Butler udowadnia jak być prawdziwym dowódcą zespołu i inspiracją dla młodych graczy. Na uwagę zwraca szczególnie wygrany mecz przeciwko Houston Rockets. Zawodnicy Miami prowadzeni przez Butlera zdemolowali Rakiety już w pierwszej kwarcie, wygrywając ją 46 do 14. Wydaje się, że kibice Heat nie będą musieli długo czekać na dobre lata po tym, jak Dwayne Wade zakończył karierę.

Wszystko zgodnie z planem w Milwaukee. Kontuzja Chrisa Middletona może komplikować sytuacje, jednak sądzę, że niewiele zespołów będzie w stanie przeciwstawić się Bucks. W przeciwieństwie do Sixers, strzelcy najlepszej drużyny poprzedniego sezonu zasadniczego są w doskonałej formie.

Czerwoną latarnią są nowojorscy Knicks, których kierownictwo zdążyło już zasugerować, że zespół spisuje się absolutnie poniżej ich oczekiwań. Beznadziejnie grający Knicks nie są czymś nieoczekiwanym. Ta niegdyś niezwykle popularna drużyna od wielu lat przeżywa kryzys i przyszedł już czas na radykalną akcję ratunkową.

***

Konferencja Zachodnia.

***

Wszystko zgodnie z planem również w Mieście Aniołów. Obie drużyny przyciągają widownię przed telewizory i do hal swoją efektowną grą. Głodny gry Lebron James pokazuje, jak wiele zyskują gracze na jego obecności na parkiecie. Skupiona uwaga na LBJ pozwala mu na znajdowanie kolegów na czystych pozycjach, efektem liderowanie klasyfikacji asystujących. Bohaterowie są jednak inni. W drużynie Jeziorowców to niespodziewanie Dwight Howard, który doskonale się odnalazł w roli zawodnika zadaniowego. Jego doskonałe zagrania defensywne wielokrotnie w kluczowych momentach spotkań decydowały o tym, że szala przechylała się na korzyść jego drużyny. Zawodnik, któremu wielu wróżyło rychłe rozstanie z ligą, pokazuje, że mimo wieku może być przydatny na parkiecie. W drużynie Clippers właścicielem serc kibiców jest Montrezl Harrell. Center w swoim sposobie gry przypomina Bena Wallace’a, kiedyś defensywnego lidera ligi. Gracza, który był synonimem pracowitości i nieustępliwości. Tymi samymi cechami obdarzony jest koszykarz z L.A.

Po latach posuchy wreszcie woda pojawiła się na pustyni w Arizonie. Nie wiadomo jak długo uda się drużynie z Phoenix grać na obecnym poziomie, ale wygrane z Sixers czy Clippers są dobrą wróżbą na przyszłość niegdyś jednej z lepszych drużyn w lidze.

Jazz, Nuggets i Mavericks zgodnie z przewidywaniami nie powinny mieć problemu ze wywalczeniem miejsca w play offs. Na uwagę zwraca szczególnie ta pierwsza drużyna, która w defensywnie stanowi prawdziwy mur, o który rozbijają się rywale. W zespole z Dallas z kolei duet Porzingis-Doncic powoli zaczyna funkcjonować zgodnie sprzed sezonowymi oczekiwaniami. Poniżej oczekiwań grają na pewno Portland Trail Blazers, którzy jednak z czasem powinni zacząć piąć się w tabeli.

***

Nie wiem, jak można opisać to co wyprawia w Houston James Harden. Od wielu lat ofensywny lider ligi w tym sezonie też nie zwalnia tempa. Przewodzi w klasyfikacji strzelców i graczy z największą ilością trafionych rzutów za trzy punkty. Tych zresztą cała drużyna Rockets oddaje całe mnóstwo. Harden jednak sprawia wrażenie, jakby była to najprostsza czynność na świecie. Popularny brodacz odbiera przeciwnikom chęć do gry rzutami oddawanymi, jak mawiają komentatorzy, „z parkingu”.

Jestem niezwykle ciekaw jak będzie układała się dalej współpraca dwóch wielkich koszykarzy. Tym bardziej że poza pewnie wygranymi doskonale zagranymi meczami jak na przykład dzisiejszy przeciwko Clippers. Rakiety potrafią przegrywać w kiepskim stylu, który zmusza czasami do zastanowienia, jak bardzo graczom z Houston chce się grać…

***

Wojownicy są śmiertelni.

Skończyła się pewna era. Zespół, którego zawodnicy i trener zmienili sposób, w jaki gra cała liga. Drużyna, która przez lata wydawała się nie do pokonania. Padały bite spektakularnie rekordy drużynowe i indywidualne. Tytuły pojawiały się seryjnie w dotąd skromnej klubowej gablocie.

Nie ma już śladu po tym zespole. Po przeprowadzce do nowej hali prześladowanym przez kontuzje swoich czołowych zawodników Warriors, sezon ucieka przez palce. Ostatnie miejsce w konferencji i kilka upokarzających porażek. Przeciwnicy ewidentnie czują przyjemność odgrywania się za lata lania sprawianego przez Curry’ego i spółkę. Mam nadzieję, że powrót wyżej wspomnianego spowoduje odwrócenie beznadziejnego trendu. Doskonale funkcjonująca maszyna, która przyzwyczaiła fanów do świetnej gry i wygrywania, jest niestety na razie doskonałym zobrazowaniem powiedzenia o spadaniu z wysokiego konia. Porażka z Lakersami, którzy odzyskali władzę na zachodnim wybrzeżu, jest już dziesiąta w tych rozgrywkach.

***

Przed rozpoczęciem sezonu było wiele oczekiwań. Przetasowania w składach spowodowały, że tegoroczne zmagania, szczególnie w Konferencji Zachodniej będą emocjonowały fanów przez długie miesiące. Jak na razie gracze nie zawodzą i kilka spotkań było prawdziwym rarytasem, zarówno pod względem emocji, jak i poziomu gry. Gorąco polecam poświęcić jakąś bezsenną noc, żeby się przekonać

***
Ps. Stop zwolnieniom z Wf’u

KOMENTARZE (1)