Osobisty ochroniarz czy towarzystwo Kolasinaca? Kolasinac!
Weszło Extra

Osobisty ochroniarz czy towarzystwo Kolasinaca? Kolasinac!

Ciężko chwalić Koronę Kielce za transfery w ostatnich latach, ale akurat Adnan Kovacević to strzał w dziesiątkę. Jeden z bardziej niedocenianych stoperów w lidze, który w swoim trzecim sezonie w Polsce stał się kapitanem i trafił do mocnej reprezentacji Bośni i Hercegowiny, w której wystąpił już w dwóch meczach o punkty. 

Czy po sezonie odejdzie z Korony? Czemu latem nie przeniósł się do BATE Borysów mimo konkretnej oferty? Dlaczego kibice z Sarajewa woleli przegrać mistrzostwo niż derby? Czy po przegranych derbach Sarajewa wychodzi się z domu? Jak wygląda życie w kraju, który ma trzech prezydentów? Czemu przy transferze do FK Sarajewo musiał interweniować grafolog? Co się czuje, gdy trener przesuwa cię z pozycji napastnika na libero? Dlaczego Korona wygląda, jak wygląda? I najważniejsze – lepiej mieć prywatnego ochroniarza czy grać w jednej reprezentacji z Seadem Kolasinacem, który uratował Mesuta Oezila? 

Twoje imię pochodzi…

Z bośniackiego.

Nazwisko masz za to serbskie.

Tak, ale w Bośni też występuje, choć w Serbii czy Chorwacji faktycznie jest bardziej popularne. Wzięło się ono od regionu, z którego pochodzę.

Gdy rodziłeś się w Kotor Varos, miasto było po boszniackiej stronie, dziś jest po serbskiej. 

Tak, ale to wciąż Bośnia. W naszym kraju funkcjonują trzy nacje – Boszniacy, Serbowie i Chorwaci. Każda ma swoje strefy. Na przykład Hercegowina jest w większości chorwacka, Banja Luka z kolei serbska, Sarajewo miesza wszystkie nacje. Wszyscy żyjemy normalnie i funkcjonujemy jako jedność. Chociaż… mamy trzech różnych prezydentów.

W Polsce politycy uwielbiają się kłócić, ale co musi być przy trzech prezydentach?!

W Polsce, uwierz, jest bardzo spokojnie (śmiech). Nasza polityka jest skomplikowana, ale nie czytam o niej zbyt wiele. Łatwiej żyć, gdy się tym nie interesujesz. Najważniejsze, że dla młodych ludzi takie rzeczy nie odgrywają już praktycznie żadnego znaczenia. Nie patrzą na to, kto skąd pochodzi i jakiego jest wyznania. Żyjemy wymieszani. Nawet w Koronie – Ivan Jukić jest chorwackim Bośniakiem, Ongjen Gnjatić bośniackim Serbem, wszyscy urodziliśmy się w jednym kraju i każdy z nas reprezentuje bądź reprezentował bośniacką kadrę. Problemy kreowane przez polityków nie mają wpływu na życie normalnych ludzi.

Chwilę po twoich narodzinach wyjechałeś wraz z rodziną do Szwajcarii, gdzie uciekliście przed wojną. Do Bośni wróciłeś po pięciu latach. Ale już nie do Kotor Varos, a do Turbe. Dlaczego?

Niewiele pamiętam z życia ze Szwajcarii, bo nie chodziłem tam do żadnego przedszkola. Czas spędzałem głównie z trójką braci i siostrą, każdy z nich jest starszy ode mnie. Po wojnie wszystko w naszym mieście było zniszczone. Nasz dom także. Praktycznie każdy, kto tam mieszkał, znalazł sobie inne miejsce do życia. Gdy zdecydowaliśmy się na powrót do Bośni, wybraliśmy Turbe, bo nasi dziadkowie osiedlili się w Travniku, który leży niedaleko. Naturalny wybór. Do tej pory tam mieszkamy. Wybudowaliśmy też nowy, piękny dom.

W Travniku stawiałeś swoje pierwsze kroki w piłce, ale zakończenie przygody z twoim macierzystym klubem było co najmniej niecodzienne. Co sobie pomyślałeś, gdy przeczytałeś w gazetach, że przedłużyłeś kontrakt z FK Travnik, mimo że tego nie zrobiłeś?

Wiedziałem, co zrobili i że mój podpis został sfałszowany. Jak zareagowałem? Ze spokojem, bo byłem pewien, że w końcu się uwolnię i odejdę do Sarajewa. I wszystko wyjaśniło się po mojej myśli.

FK Travnik podrobił twój podpis pod kontraktem, a więc powołałeś… grafologa.

Wkurzony zacząłem być dopiero w momencie, gdy nie ze swojej winy musiałem czekać pięć pierwszych meczów na dokument i nie mogłem grać. Wiesz, że nic nie zrobiłeś, że wszystko jest OK, ale i tak nie możesz grać, bo wszystko wstrzymują formalności. Ciężko było im powiedzieć “OK, masz rację, odejdź gdzie chcesz”, bo nie stawiałoby to klubu w dobrym świetle. 

To popularne zachowanie w Bośni?

Nie spotkałem się z tym. Może tak, może nie, nie wiem. Ja z Travnikiem wszystko już wyjaśniłem i jestem wdzięczny, że tam grałem. Gdy tylko jestem w Bośni, staram się zajrzeć na mecz.

Największe sukcesy w piłce klubowej odnosiłeś w FK Sarajewo, gdzie wygrałeś mistrzostwo i puchar. Jak te sukcesy świętowali fanatyczni, bałkańscy kibice?

Czekali na mistrzostwo wiele lat, ostatnio przed nami FK Sarajewo wygrało ligę w 2007 roku. To było coś szczególnego tak dla nas, jak dla kibiców. W ostatnim meczu teoretycznie mogliśmy zostać mistrzem bez wygrywania, ale dla pewności musieliśmy zwyciężyć, no i było 3:1 dla nas. Po meczu kibice wyszli na murawę, chcieli koszulki, cieszyli się. Od razu ruszyliśmy na trybuny, gdzie czekał na nas puchar, a kibice później nie dali nam zejść do szatni. Potem przejazd odkrytym autokarem po Sarajewie z trofeum, kibice na ulicach i jadący za nami samochodami. Stanęliśmy na tarasie przy największej ulicy w Sarajewie. Dookoła morze ludzi. Gdy ostatnio FK zdobyło mistrzostwo i puchar, nie było nawet połowy tego, co wtedy. Wszystko dlatego, że tyle czekali. Cała noc świętowania.

Jesteś tam gwiazdą? Możesz przejść Sarajewem w spokoju?

Mogę, mogę. Rozpoznają mnie, ale nie jestem żadną gwiazdą. Gdyby Dżeko przeszedł, każdy podszedłby po zdjęcie. Ze mną tak oczywiście nie ma, ale jest sympatycznie.

Zdarza się, że bywasz nawet na derbach Sarajewa jako widz.

Ostatnio miałem okazję być jakieś dwa lata temu, gdy nie mogłem grać w weekend i trener puścił mnie do domu wcześniej. Pojechałem bezpośrednio na mecz. 2:2 na stadionie Zeljeznicaru. Derby oglądam zawsze w telewizji, także mecze FK Sarajewo, gdy tylko mogę.

KIELCE 28.07.2019 MECZ 2. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20: KORONA KIELCE - LEGIA WARSZAWA --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: KORONA KIELCE - LEGIA WARSAW TOMASZ JODLOWIEC ADNAN KOVACEVIC FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Mój kolega, który interesuje się bałkańską piłką rzucił tezę, że derby Sarajewa są pod względem sportowym najnudniejsze w Europie. Potwierdzasz?

Tak było, gdy jeszcze w nich grałem. Ciągle kończyły się remisem 0:0 albo 1:1. Ale to się zmienia, bo już ostatnie cztery-pięć meczów derbowych było bardzo dobre. Na Grbavicy (stadion Zeljeznicaru – red.) FK wygrało 3:2, teraz Zeljeznicar 5:2. Zdarzyło się też 2:2, kolejny świetny mecz. Już nie można powiedzieć, że są nudne. Obie drużyny bardziej ryzykują, wcześniej bały się przegrać. Bo jak przegrasz derby… Kibice powtarzali nam: lepiej przegrać mistrzostwo niż derby. Tak wielka jest rywalizacja. Mówili nam, że nasz jedyny cel na sezon to właśnie derby i bycie w tabeli wyżej niż Zeljeznicar, tylko tyle. Po wygranej możesz robić w mieście, co chcesz. Wszyscy gratulują, robią fotki.

Przegrałem tylko jedne derby, na Grbavicy. Gdy byliśmy mistrzem, zagraliśmy na 0:0 na naszym stadionie, a na Grbavicy wygraliśmy 2:1. Piękne derby były w następnym sezonie – Zeljeznicarowi brakowało trzech punktów do mistrzostwa. Przy naszym zwycięstwie mistrzem byłby Zrinjski Mostar. I wygraliśmy. Radość jak po mistrzostwie.

Jeśli nie wygrasz…

Zostajesz w domu przez miesiąc.

Siedziałeś przez miesiąc w domu po przegranych derbach?

Tak (śmiech). Chodzisz na trening, na mieście się nie pojawiasz, żeby nie mieć zbyt dużego kontaktu z kibicami. Jesteś zresztą też smutny po porażce tak samo jak oni.

Relacje z kibicami są bardziej fanatyczne niż u nas, kiedyś wszyscy piłkarze FK Sarajewo musieli usunąć swoje konta w social media.

Ale to nie przez kibiców, takie było polecenie klubu, które dotyczyło nas wszystkich. Dlaczego? Sytuacja była zła, słabe wyniki. Ciężko mi sobie przypomnieć, ale były problemy z jakimiś sprawami na social media.

KIELCE 28.07.2019 MECZ 2. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20: KORONA KIELCE - LEGIA WARSZAWA 1:2 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: KORONA KIELCE - LEGIA WARSAW 1:2 ADNAN KOVACEVIC FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Nosisz opaskę kapitańską w Koronie, co dla wielu mogło być zaskoczeniem. Obcokrajowiec, jeszcze względnie młody, nie tak długo w Koronie. A dla ciebie?

Nie odebrałem tego jako zaskoczenia. Gdy przyszedłem do Korony, żyłem bardzo blisko z trenerem. Wiedziałem, czego potrzebuje od drużyny. Początkowo w radzie byli Radek Dejmek, Jacek Kiełb, Bartosz Rymaniak i Piotr Malarczyk, który nie grał zbyt wiele. Wszyscy z nich odeszli, więc pomyślałem, że opaskę powinien przejąć Żubrowski albo Cebula, są w klubie znacznie dłużej. Trener Gino zadecydował, że to ja mam ją nosić. Myślę, że drużyna to zaakceptowała. Ja także, póki co funkcjonuje to dobrze. Jako kapitan muszę być ciągle na najwyższym poziomie. Wszyscy inni piłkarze na mnie patrzą – jeśli ja dobrze gram, oni też wiedzą, że muszą dać z siebie wszystko. To dodatkowa motywacja na każdy mecz.

Nie jesteś raczej kapitanem, który buduje swój autorytet krzykiem.

Myślę, że autorytet najlepiej zbudować meczami. Jeśli gram zawsze na swoim najwyższym poziomie, mogę zwrócić innym na coś uwagę. Jeśli sam będę grał słabo, poniżej potencjału, jak mogę powiedzieć koledze, że zrobił coś nie tak? Nie lubię krzyczeć, ale kiedy muszę, robię to. Bardziej na młodych piłkarzy, bo co pomyślałby o mnie tak doświadczony piłkarz jak “Papa”? W szatni bardzo pomagają mi doświadczeni Papa, Gardawski czy Żubrowski.

Jaki miałeś cel, gdy podpisywałeś kontrakt z Koroną? W lidze bośniackiej wygrałeś wszystko, byłeś jeszcze względnie młody, miałeś za sobą grę w młodzieżówkach, budziłeś jakieś zainteresowanie. To miał być mały krok, by za chwilę zrobić szybko większy?

Dokładnie. Taki był plan. Wcześniej miałem okazję na większy transfer, gdy graliśmy na obozie w Austrii z Krasnodarem, który się mną zainteresował. Kilka innych klubów mnie obserwowało, ale zerwałem więzadła i wypadłem na pół sezonu. W Sarajewie został mi rok do końca kontraktu, zimą wróciłem i do lata rozegrałem kilka meczów, wróciłem do formy.

Początkowo rozmawialiśmy z FK Sarajewo o nowym kontrakcie, szukaliśmy kompromisu, by dalej robić swoje razem. Tam też mogłem zostać kapitanem, spędziłem tam w końcu cztery lata, a inni, bardziej doświadczeni, odeszli. Trener mówił, że bardzo mnie chce, ale nie mogłem dojść do porozumienia z prezesem i dyrektorem sportowym odnośnie do kontraktu.

Na jeden z ważniejszych meczów przyleciał skaut Korony. Usiedliśmy po meczu, był ze mnie zadowolony. Latem po fiasku rozmów z FK Sarajewo stałem się wolnym piłkarzem. Miałem kilka ofert z bośniackich klubów, norweskiego Sarpsborg 08 FF, ale ciągle czekałem. Korona była zainteresowana, ale problemem było to, że w kadrze znalazło się czterech piłkarzy spoza Unii. Nie wiedziałem, co się stanie. W końcu zadzwonili do mnie, gdy byli na obozie w Bremie, bym przyjechał i się pokazał. Zagrałem połowę sparingu, byli ze mnie zadowoleni i następnego dnia przyleciałem do Kielc, by podpisać kontrakt.

Plan był taki, by zacząć budować swoją karierę za granicą. To było dla mnie coś nowego. Okazja, by się zaprezentować, a może zgłosi się ktoś z topowych pięciu lig. Może jeszcze się to uda, potrzebuję rozegrać sezon do końca i… zobaczymy. Może już zimą przyjdzie klub, który mnie zechce? Nie wiemy tego. Póki co jestem w stu procentach skoncentrowany na Koronie.

Już miałeś kilka ofert grając w Koronie, “PS” pisał choćby o zainteresowaniu Sparty Praga.

Ale to było tylko zainteresowanie, nic konkretnego. Dzwonili do mojego menedżera i pytali, czy byłbym zainteresowany takim ruchem, ale byłem tylko ich drugą opcją. Pierwszą był jakiś młodszy piłkarz. Latem miałem z kolei konkretną ofertę z BATE Borysów, ale nie była zbyt interesująca.

Dlaczego? BATE to nie lepszy klub niż Korona?

W Kielcach jestem kapitanem, gram w każdym meczu, czuję się świetnie. To mój trzeci rok tutaj. BATE gra w eliminacjach do pucharów, to świetny klub, ale pomyślałem sobie, że może to nie jest dobry moment na taki ruch.

Ale generalnie stawiasz sprawę jasno: twój cel to pójście wyżej po sezonie.

Po sezonie – myślę, że tak. Mam nadzieję, że będę zdrowy i na koniec zostaniemy w lidze. To mój największy cel na tu i teraz. Korona dała mi bardzo dużo, ja też jej w jakiś sposób pomogłem i na koniec musimy osiągnąć dobry rezultat.

Jaka jest diagnoza kapitana: dlaczego jesień Korony wygląda, jak wygląda?

Myślę, że wpadliśmy w złą serię. Po jednej porażce przychodzi kolejna, tracisz pewność siebie i to normalne, zwłaszcza gdy dochodzi presja ze strony fanów, samych siebie, prezesa. Jestem pewny, że mamy dobrą drużynę z dobrymi piłkarzami.

Latem znów jeden wagon odjechał, drugi przyjechał.

Problemem nie jest to, że mieliśmy zbyt dużo zmian. Oczywiście, jest ciężej, gdy dziesięciu odchodzi, a dziesięciu przychodzi, ale to dobry piłkarze i z tego względu nie powinniśmy mieć problemów. Po prostu, przyszła seria. W moim pierwszym roku też wpadliśmy w serię – wtedy nie przegraliśmy 12 meczów z rzędu.

Już zdążyłeś zauważyć, że w meczach Ekstraklasy może zdarzyć się wszystko.

Powiedziałem to od razu, jak tylko się zobaczyliśmy! I lubię to w tej lidze. Jedziesz na Legię, normalnie byłoby podejście “żeby nie było 5:0, to będzie dobrze”. Wielu kibiców, fajny stadion, a ty wychodzisz i możesz zrobić wszystko.

BELEK 20.01.2019 MECZ TOWARZYSKI: KORONA KIELCE - FERENCVAROSI TC 3:2 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: KORONA KIELCE - FERENCVAROS BUDAPESZT 3:2 DANIEL BODE ADNAN KOVACEVIC FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Jak się czujesz w roli najlepszego strzelca Korony?

Papa też ma dwie bramki! Gdy strzelasz karne, to normalne, choć te też nie jest łatwo je trafić. Nasi napastnicy niestety też wpadli w serię niestrzelania i myślę, że następnego karnego oddam jednemu z nich. Muszą podnieść swoją pewność siebie, a ja nie potrzebuję goli. Moja praca to gra na zero z tyłu.

Interesujące, że do szesnastego roku życia byłeś… napastnikiem.

Dokładnie do drużyny U-16. Pamiętam, że przegraliśmy mecz 4:12. Strzeliłem wtedy hat-tricka, w następnym meczu dołożyłem kolejną bramkę, miałem bilans siedmiu bramek po czterech meczach. Jednocześnie strzelali nam bardzo dużo i trener powiedział do mnie, że muszę grać jako libero, za dwoma obrońcami. Jak Beckenbauer! Powiedziałem, że nie ma problemu, bo co mogłem powiedzieć? Byłem potem rzucany po boisku – na szóstkę, ósemkę, dziesiątkę… Kiedy dostałem powołanie do młodzieżówki U-21 jako stoper, grałem w klubie jako dziesiątka. Szalone. Na szczęście do Sarajewa zostałem sprzedany jako stoper i tak już zostało.

Ciężko się było dostosować?

Lekko nie było, choć napastnikowi łatwiej stać się obrońcą, bo wie, co robią inni napastnicy i jak się temu przeciwstawić. Do tego w przypadku gorszego rezultatu, obrońca może zawsze iść wyżej i spróbować coś zrobić w ataku. Dla mojej kariery to dobrze, że grałem na wielu pozycjach. Wiele się dzięki temu nauczyłem.

Teraz czujesz, że wyszło ci to na dobre, a wtedy potrafiłeś to zaakceptować?

Kiedy strzelasz siedem bramek i schodzisz na libero… Hej, dajcie mi grać! Ale nie jestem gościem, który powie trenerowi, że jest niezadowolony. Robię to, co do mnie należy. Jeśli powie, żebym stanął na bramce, stanę na bramce.

Po twoich pierwszych meczach w eliminacjach masz bardziej pozytywne odczucia, bo upragniony debiut, czy negatywne, bo jednak strzeliłeś samobója?

Mam teraz o wiele więcej doświadczenia i jestem jeszcze lepszym piłkarzem, gdy zobaczyłem, że mogę grać na takim poziomie. Mogę teraz oddać swojej drużynie jeszcze więcej. Uświadomić kolegom, że są dobrzy. Jeśli grasz z takimi piłkarzami jak Pjanić czy Dzeko, gra ci się o wiele łatwiej. Mają wielką jakość. Jeśli oni są na tym poziomie, siłą rzeczy ty zyskujesz i stajesz się lepszy.

W tym samobóju było więcej pecha czy mogłeś zachować się inaczej?

To był od początku bardzo ciężki mecz. W Grecji zagrało wielu nowych piłkarzy, topowi jak Manolas nie pojawili się na kadrze. Nowi chcieli się więc pokazać. Zwłaszcza w drugiej połowie zagraliśmy słabo, zdarzało nam się dużo prostych błędów przy podaniach. Dobrze, że skończyło się tylko 1:2, bo powinniśmy przegrać wyżej. Gdyby nie mój samobój, utrzymalibyśmy 1:1. Mogłem oczywiście wybić tę piłkę lepiej. Nie ma nad czym myśleć, szybka reakcja. Źle dla mnie, bo to mój drugi mecz w reprezentacji i już samobój. Ale po meczu otrzymałem wiele komplementów i pozytywnych komentarzy, było o wiele łatwiej to znieść.

Zdarza się omyłkowo instruować kolegów z reprezentacji po polsku?

Tak! Po bośniacku “prawo” oznacza “prosto”. Gdy byłem na pierwszym treningu w Koronie i trener powiedział “prawa i lewa noga”, myślałem, że muszę unieść lewą nogę do przodu. Ale koledzy pomogli. Mówiłem: mówcie do mnie po polsku, ale powoli. Gdy czegoś nie wiedziałem, pytałem. Tak się nauczyłem języka. Na reprezentacji ostatnio chciałem powiedzieć do kolegi “desna”, czyli prawa i powiedziałem odruchowo po polsku. Zaraz, co ja powiedziałem?! Przecież jestem na reprezentacji! Mógł zrozumieć zupełnie co innego.

Na koniec rozstrzygnijmy najważniejszą kwestię – osobisty ochroniarz czy wystarczy znajomość z Kolasinaciem?

Oczywiście, że znajomość z Kolasinacem!

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK 

Fot. newspix.pl / FotoPyK

KOMENTARZE (0)