Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Wiszę Krzyśkowi Piątkowi kasę. Chyba dużą. Wczoraj robiłem ogórkową, wyszła całkiem niezła, nawet teściowej smakowała – chciałem zamanifestować swoją radość i cieszynka „El Pistolero” była pierwszym, co mi wpadło do głowy. Fatalna decyzja, rodzina zażenowana, a jeszcze Piątek wystawi mi paragon – do wczoraj wydawało mi się, że nie ma takich kłopotów, których gorzkiego smaku nie złagodziłby smak ogórkowej, ale musiałem zweryfikować swój pogląd.

Żarty żartami, prawda jest jednak taka, że pochwalam. Nie mówię tego tylko dlatego, żeby się wykręcić z płacenia rachunku – Krzysiek rozliczymy się, nie bój nic, u mnie słowo droższe od pieniędzy – tylko naprawdę tak uważam.

Jasne, nie ma gorszego momentu na opatentowanie cieszynki. Piątek, zasadniczo, nie strzela. To znaczy, coś tam czasem strzela, ale ogólnie nie strzela, bo Piątek stał się TYM Piątkiem strzelając seryjnie, a nie coś tam czasem. To jego kryzys, La Gazetta ma używanie, nie należą do rzadkości kibice Milanu, którzy uważają, że Piątek jeszcze może okazać się kosztowną pomyłką, kometą jednego sezonu, która strzelała głownie wtedy, gdy jeszcze nikt Piątka i jego stylu w Serie A nie znał, ale już poznali, przeczytali i postawili mu szlaban.

Być może Piątek zostanie ze swoim patentem cieszynki jak Himilsbach z angielskim, być może będzie strzelał – lub nie – dla klubu, który nikogo nie będzie interesować. To znaczy, kogoś tam interesować będzie, na przykład nas wszystkich, ale ogólnie nie, bo Piątek stał się TYM Piątkiem strzelając tak, że było o tym głośno wszędzie. Wierzcie lub nie, ale o Krzychu z Dzierżoniowa usłyszeli również na innych kontynentach, słyszałem od kilku wyjeżdżających daleko za granicę, że usłyszawszy „I’m from Poland” wspominali Lewego, ale i coś tam mamrotali na temat Piątka. Jego eksplozja formy nie była czołową narracją zeszłego sezonu w Europie, ale jednak była słyszalna, główny nurt.

Magia bramek, magia bycia napastnikiem. Można dyskutować, czy Glik miał lepszy sezon w Italii, a przecież nigdy nie był nawet blisko tego, by rozmawiano o nim w singapurskich tramwajach.

Jest dla mnie od samego początku jasne, że raptowna zmiana statusu Piątka w świecie futbolu to nie tylko gole, tylko cała historia, cały kontekst. Przyszedł, z punktu widzenia Europy, znikąd, bo ze strefy spadkowej Ekstraklasy. A potem strzelał. Ale choć oddajmy, że strzelał z regularnością daleką od przeciętności, tak zarazem ponadprzeciętne sezony zdarzały się niejednemu napastnikowi – Piątkowi pomagało to, że wyskoczył nagle, że nikt na niego nie liczył, że to był pierwszy jego sezon w poważnej z punktu widzenia liczących się rynków piłce. Samo to sprawiało, że jego opowieść stawała się bardziej nośna, bardziej chwytliwa.

A do tego doszła ta cieszynka.

I uważam, że mu pomogła. Może nawet wyraźnie. Czy to się komuś podoba czy nie, futbol w 2019 ma w sobie liczne elementy showbiznesu, PR-u i czego tam jeszcze, a Piątek, dzięki tej charakterystycznej cieszynce, pomógł swoje gole medialnie SPRZEDAĆ. Z tego punktu widzenia, ta cieszynka to mistrzowski ruch, idealnie skrojony pod dzisiejszą piłką nożną.

Podobno powstała przypadkiem. Tak mówił Krzysiek w „Przeglądzie Sportowym”: nie planował, wyszło spontanicznie. Nie chce się trochę wierzyć, że tak genialne posunięcie wyszło samo z siebie, ale z drugiej strony, nie chce się wierzyć, żeby Piątek w ósmej minucie meczu z Lecce, po drugim golu, zaplanował coś takiego, tak daleko wykraczającego. Szczególnie, że po pierwszym po prostu się cieszył, ot – w debiucie dwa gole w dziesięć minut, tak go poniosło, to najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Jeśli jak ja uważacie, że historia Piątka pomogła stworzyć TEGO Piątka, to cieszynka – która nabrała jeszcze rozpędu dzięki Tiziano Crudelemu – jest tego nieodzowną częścią. Patent był zwyczajnie rozsądnym ruchem.

Jak można zgarnąć dutki za to, że jakiś Fortnite czy inna reklama karmy dla kotów będzie chciała wykorzystać ikoniczną cieszynkę Piątka, to dlaczego tego nie zrobić? Kilka dekad polski piłkarz słynął z przepuszczania forsy. Z inflacji życia, która potem go zżerała. Z rujnowania sobie życia. Mnie nie boli, że Krzychu Piątek chce uczciwie zarobić.

A że możemy jeszcze wspominać to wszystko jako coś karykaturalnego? Tak jak – zachowując proporcje – zastanawianie się, czy Dawida Jarki nie sprzątnie nam reprezentacja Niemiec?

To możliwy scenariusz. W piłce generalnie możliwe są bardzo skrajne scenariusze, czarne również.

Co nie zmienia faktu, że nie należy zakładać tych dobrych. I również na nie być przygotowanym.

Leszek Milewski

Napisz autorowi, żeby zamiast pisać otworzył knajpę „Dom zup”

KOMENTARZE (13)