Ja nie wyciągnę z 1:5 w trzecim secie?! Potrzymaj mi piwo!
Inne sporty

Ja nie wyciągnę z 1:5 w trzecim secie?! Potrzymaj mi piwo!

Kiedy w piłce nożnej prowadzisz 5:1, raczej możesz czuć się mocno komfortowo. O ile nie przyjdzie jakieś futbolowe tsunami, to bez większych kłopotów dowieziesz elegancką wygraną do końca meczu. Są jednak sporty, w których sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W boksie możesz wygrać 11 rund, a w 12. przyjąć jeden cios, który zakończy walkę. Takie nokautujące uderzenie zainkasował dziś Danił Miedwiediew, a w roli Mike’a Tysona wystąpił Rafa Nadal, który ciągle ma to coś, co odróżnia bardzo dobrych tenisistów od wybitnych, a chłopców od mężczyzn.

Danił Miedwiediew rozgrywa fenomenalną drugą połowę sezonu. W sierpniu wygrał w Cincinnati, potem dotarł do finału US Open (nieznaczna porażka z Rafą Nadalem). W Sankt Petersburgu i Szanghaju sięgnął po końcowy triumf, a jedyną wpadkę zaliczył na koniec października w Paryżu, gdzie niespodziewanie przegrał z Jeremym Chardym. Kończący sezon turniej ATP Finals także zaczął niezbyt dobrze, od porażki ze Stefanosem Tsitsipasem. Na szczęście dla Rosjanina, akurat w tej imprezie pierwsza porażka nie eliminuje z gry, bo najpierw rywalizacja toczy się w fazie grupowej.

Dziś w Londynie mieliśmy jednak mecz o wszystko, bo naprzeciw siebie stanęli tenisiści, którzy pierwsze mecze przegrali (Rafa Nadal w pierwszej kolejce po słabym meczu uległ Alexandrowi Zverevowi). Rosjanin zgarnął pierwszego seta po tie-breaku, drugiego przegrał, a cała sprawa miała się rozstrzygnąć w trzeciej partii. I co tu dużo gadać, w pewnym momencie w całej hali praktycznie nikt już nie wierzył w Rafę Nadala. No, bo jak tu wierzyć, skoro szybko zrobiło się 0:1, potem 0:2, 0:3, 0:4. Wprawdzie na 1:4 zdołał wyszarpać, ale zaraz po czterech piłkach zrobiło się 1:5. Ba, moment później Miedwiediew miał piłkę meczową!

Tu się na moment zatrzymajmy. Mówimy o piłce meczowej, która dla Hiszpana mogła oznaczać:

  • porażkę w drugim meczu grupowym;
  • praktycznie pewną eliminację z dalszej gry;
  • bardzo mocno ograniczone nadzieje na utrzymanie prowadzenia w rankingu na koniec sezonu.

I co w takiej sytuacji zrobił Nadal, jakby nie patrzeć już 33-letni i przecież niesamowicie zmęczony długim sezonem? Otóż… wrzucił wyższy bieg. I to nie czwórkę w jeżdżącej na Uberze skodzie fabii, tylko najwyższy bieg w sportowej alfie romeo z turbodoładowanym trzylitrowym silnikiem. Na coś takiego Miedwiediew przygotowany po prostu nie był. Zaczęła się jedna z najbardziej spektakularnych pogoni tego sezonu. 2:5, 3:5, 4:5, 5:5, 6:5… Rosjanin zdołał wprawdzie wygrać jednego gema przy swoim serwisie i doprowadzić do tie-breaka, ale w nim nie miał już wiele do powiedzenia.

Zwycięstwo Nadala oznacza, że w tej grupie wszystko jeszcze może się zdarzyć. Wieczorem Tsitsipas zagra ze Zverevem, zwycięzca praktycznie zapewni sobie awans do półfinałów. W ostatniej kolejce pierwszy z nich zmierzy się z Nadalem, drugi z Miedwiediewem.

W drugiej grupie także jest ciekawie. Po zwycięstwie Dominika Thiema nad Novakiem Djokoviciem, jedno jest pewne: albo Serba, albo Rogera Federera zabraknie w półfinałach. A żeby było jeszcze prościej, panowie zmierzą się w pojedynku o miejsce w czołowej czwórce londyńskiej imprezy. O motywację „Nole” możemy być spokojni: on potrzebuje co najmniej awansu do finału, żeby mieć szansę na ostatniej prostej wyszarpać Nadalowi prowadzenie w rankingu. Dotychczas Serb pięć razy kończył sezon, jako lider listy ATP. Jeśli dokona tego ponownie, wyrówna rekord Pete’a Samprasa. Jeśli mu się nie uda, cóż, będzie się musiał zrobić nieco miejsca na drugim stopniu podium dla… Rafy Nadala, który do tej pory kończył rok jako numer 1 w 2008, 2010, 2013 i 2017. Aha, żeby było jeszcze ciekawiej, na tym samym stopniu jest także Roger Federer, który jednak na koniec bieżącego sezonu będzie najwyżej trzeci.

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (2)