Największe rozczarowania na półmetku fazy zasadniczej
Weszło

Największe rozczarowania na półmetku fazy zasadniczej

Można by napisać, że cała nasza Ekstraklasa jest rozczarowaniem, bo takie naprawdę dobre mecze dałoby się policzyć przy użyciu obu dłoni i to niekoniecznie takich, których właściciel uważał z petardami na Sylwestra, ale to by było pójście na łatwiznę. Nie spodziewaliśmy się przecież wybitnego sezonu, gdyby ktoś nam powiedział przed jego startem, że on będzie właśnie tak wyglądał – czyli nudno, szaro i ponuro – zaklęlibyśmy cicho, ale nie byłaby to dla nikogo sensacja. Dlatego, i tak czy siak, po 15 kolejkach znajdziemy rozczarowania w tej wszechobecnej bryndzy. Zapraszamy na podsumowanie.

Lechia Gdańsk

Zgodnie z zapowiedziami Piotra Stokowca mieliśmy oglądać inną drużynę niż w zeszłym sezonie i rzeczywiście oglądamy inną, ale ta metamorfoza poszła w zupełnie niekorzystnym kierunku. Obiecywano kibicom Lechię bardziej ofensywną, mniej kunktatorską i mniej skupioną na tym, by strzelić jedną bramkę, a potem murować wynik w nadziei, że rywal nic nie dziabnie.

Cóż, nie wyszło, mówiąc delikatnie.

Rok temu o tej porze gdańszczanie mieli 25 bramek, dzisiaj mają ich 17. Czasami brakuje im skuteczności, jak w starciu z Górnikiem, ale czasami głupieją i chcieliby wygrywać 1:0 albo najmniejszym nakładem sił, jak z Cracovią czy Arką. A niestety to im w ogóle nie wychodzi i często w ostatecznym rozrachunku dzieje się tak, że przeciwnik nie odpuszcza i Lechia zostaje z pustym koszykiem, względnie z jednym oczkiem.

Trudno też powiedzieć, by któryś z piłkarzy zaliczył progres od – załóżmy – finału Pucharu Polski. Haraslin jest w stanie zmarnować każdą setkę. Sobiech jak dostanie bardzo dobrą piłkę, to strzeli, ale jak tylko dobrą, to już gorzej. Lipskiego jak nie było, tak nie ma. Wolski jak wracał do formy, tak wraca. Fila jest gorszy niż w ubiegłym roku. Kuciak nie zachwyca już tak cudownymi paradami (choć wciąż broni solidnie). Augustyn miał świetny moment, ale potem obniżył loty i jeszcze przypałętały się problemy zdrowotne.

Nie chcemy używać zbyt mocnych słów, że coś się wypaliło, ale na pewno wkradł się w te szeregi spory marazm. Co znaczące: piłkarze po kolejnych przegranych apelują o spokój, mówią, że jeszcze wszystko da się nadrobić. Może tak, ale jednocześnie są zbyt spokojni i śnięci na boisku.

Jagiellonia Białystok

Nie ma co gadać – oczekiwaliśmy od zespołu Ireneusza Mamrota dużo więcej. Jasne, szkoleniowiec stracił przed sezonem Novikovasa, ale też nie został na lodzie, wciąż ma skład uprawniający do walkę o TOP3 w tej lidze. Niestety Jagiellonia nie potrafi ustabilizować formy, czego najlepszym przykładem są cztery ostatnie spotkania.

Do przodu z Cracovią.

Do tyłu z Wisłą Płock.

Wygrana z ŁKS-em.

W czapę od Piasta.

BIALYSTOK 13.09.2019 MECZ 8. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20: JAGIELLONIA BIALYSTOK - LEGIA WARSZAWA --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: JAGIELLONIA BIALYSTOK - LEGIA WARSAW IRENEUSZ MAMROT FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Ogólny bilans Jagiellonii to sześć zwycięstw, pięć remisów i cztery porażki, tak więc właściwie z kapelusza można losować to, jak będzie ten zespół wyglądał w kolejnym meczu. Szansa na dobry traf byłaby naprawdę spora. I okej, ktoś może bronić Jagę, mówiąc, że ta ma trochę pecha, bo rzeczywiście taki mecz jak z Pogonią był wręcz kuriozalny, ale też bez przesady: ten zespół zbyt wielu rzeczy w tym sezonie nie umie, by go usprawiedliwiać. O, weźmy za przykład grę w ofensywie. Jak rywal się nie połapie, że Klimala to szybki gość i nie wolno mu zostawiać zbyt dużo miejsca, wówczas jest fajnie. Ale jak przyjdzie profesor Fornalik, cofnie linię obrony i schowa Malarczykiem napastnika do kieszeni, klops, co teraz? Trzeba się zwrócić do Imaza. No, ale jak Hiszpan nie ma dnia, to już naprawdę kaplica.

Trochę za łatwo jest przeczytać ten zespół. Natomiast podkreślmy: nie wszystkiemu winny jest Mamrot. Ma narzędzia do wspomnianego podium, ale też chciałby mieć na przykład bramkarza, który wybroniłby mu z pięć punktów w przeciągu 15 kolejek, tylko… nie ma. Węglarz co ma puszczać, to puszcza, co ma bronić, to raczej broni. Nie na tym ten fach polega.

Igor Angulo

Hiszpan ma ledwie cztery bramki po 15 kolejkach tego sezonu. Tyle, co choćby Rafał Kujawa, a nie trzeba mówić, kogo cenimy wyżej. Rok temu o tej porze napastnik miał o trzy trafienia więcej niż ma dzisiaj.

Niestety, ale Angulo jest w tym sezonie bardzo nieskuteczny, potrafi marnować swoje sytuacje, czego doskonały dowód dostajemy na portalu Ekstrastats. Okazuje się, że Angulo razem z Gytkjaerem znalazł się w największej liczbie okazji – i Hiszpan, i Duńczyk mieli ich po 14. Tyle że zawodnik Lecha skorzystał z 42% z nich, natomiast Angulo z ledwie 21%. Kojarzymy na przykład moment przeciwko Lechii, gdy napastnik wyszedł sam na sam z Kuciakiem i w zeszłym sezonie w ciemno zakładalibyśmy bramkę albo chociaż celny strzał. To nie jest żadna filozofia trafić w takiej sytuacji w ten cholerny prostokąt. A wówczas zabrakło Hiszpanowi i tego, co jest pewnym podsumowaniem jego występów.

I cóż, bez Angulo Górnik ma ogromne problemy z wygrywaniem, strzelił ledwie 14 bramek, co po żenującej Koronie i słabej Arce jest najgorszym wynikiem w lidze.

Natomiast nie mówcie nam, że to wiek już tak bardzo przeszkadza piłkarzowi, bo przecież starszy i zmagający się z kontuzjami Brożek ma na swoim koncie o trzy skalpy więcej.

BIALYSTOK 17.08.2019 MECZ 5. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: JAGIELLONIA BIALYSTOK - GORNIK ZABRZE 3:1 IGOR ANGULO FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Transfery Lecha Poznań

Dobra, trochę się można było spodziewać, że Kolejorz znowu nie trafi na rynku, bo kiedy ostatnio zaproponował dobrą średnią, nie pamiętamy, natomiast jest chyba gorzej, niż wszyscy przypuszczali.

Mickey van Der Hart – dobrze gra nogami, zajebiście wręcz, ale rękami już słabiutko i rzadko kiedy pomaga zespołowi.

Djordje Crnomarković – i elektryczny, i gubiący ustawienie, i nietrzymający ciśnienia, czego dowodem są już dwie czerwone kartki.

Karlo Muhar – facet bez większych atutów do środka pola. W naszych notach wykręcił średnią 4,07, z pomocników gorszy jest tylko Makuszewski, ale on grał mniej.

Zaakceptować więc można tylko transfer Satki, ale żeby to był jakiś kozak, to trudno powiedzieć. Pamiętamy mu choćby bramkę na Pogoni, kiedy zastosował pressing oldboja, a i oldboj mógłby się za takie porównanie obrazić.

Od kogo ta młodzież ma się uczyć? To naprawdę nie jest sztuka władować wszystkich młodych do składu, bo to żadna sensacja, że młodzi ludzie grają w piłkę. Sztuką jest znaleźć tym chłopakom wzory, sztuką jest z młodzieżą wygrywać. Lech nie robi ani tego, ani tego.

Styl Cracovii

Wyniki – tak. Te są jak najbardziej w porządku, zespół Probierza trzyma się blisko czołówki, może spokojnie myśleć o europejskich pucharach (no, o eliminacjach). I gdyby trener pracował w tym klubie miesiąc, powiedzielibyśmy, że wszystko jest okej i najpierw wyniki, a potem styl, tak to już jest. Niestety: Probierz pracuje w Cracovii jak na polskie warunki cholernie długo, jednak wciąż Pasów często nie da się oglądać.

Naczelne przykłady to oczywiście starcia z Wisłą Płock i Lechią. Z jednej strony mówimy o puli czterech punktów, które udało się zdobyć. Z drugiej trzeba wspomnieć 180 minut skandalicznego męczenia buły, zabójstwa piłki. A przecież jest kim w tej Cracovii pograć – Gol, Hanca, Van Amersfoort, Lopes nie urwali się z drewnianej chatki. Ten futbol mógłby wyglądać lepiej, ale nie wygląda.

Potem przychodzą puchary i jednocześnie przychodzi rozliczenie.

*

I tak, oczywiście, że są gorsze przypadki w lidze od wyżej wymienionych. Natomiast czy ktoś spodziewał się, że Wisła z Janickim i Klemenzem w obronie będzie ogarniać? Czy ktoś wierzył, że Korona ze swoimi wynalazkami znowu da radę? Że Arka tak zarządzana nie będzie się martwić spadkiem?

No właśnie. To były historie łatwe do przewidzenia. A od wspomnianych pięciu przypadków wymagaliśmy więcej. I wymagamy. Zostało jeszcze trochę grania, wszystko można nadrobić.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (19)