Kubot i Melo walczą o mistrzostwo ATP. Dziś zrobili pierwszy krok
Inne sporty

Kubot i Melo walczą o mistrzostwo ATP. Dziś zrobili pierwszy krok

W 2017, gdy byli najlepszą parą na świecie, nie udało im się tego potwierdzić w finałach ATP. Doszli wówczas do finału, ale tam gładko przegrali. Rok temu odpadli już w grupie. W tym sezonie Łukasz Kubot i Marcelo Melo chcą wreszcie zdobyć kończący rozgrywki tytuł. Po pierwszym meczu są tego o krok bliżej. 

I rok temu, i w trakcie trwającego sezonu, pojawiały się sugestie, że dobrze byłoby dla Polaka i Brazylijczyka, gdyby znaleźli sobie innych partnerów do gry. Bo to już nie to, co dwa lata temu, gdy wygrywali Wimbledon. Bo wyniki gorsze. Bo mniej triumfów. I może część z tych zarzutów jest prawdą – w tym roku Kubot i Melo wygrali przecież tylko jeden turniej (choć w finałach byli aż sześć razy) – faktem pozostaje jednak również stwierdzenie, że to wciąż jedna z najlepszych par deblowych na świecie.

Nie jest przecież przypadkiem, że w deblowym rankingu ATP Polak jest 5., a Brazylijczyk plasuje się pozycję niżej. Tak samo przypadkiem nie jest ich rozstawienie – w Londynie występują z dwójką. Gdyby sugerować się nim, oznaczałoby to, że wręcz muszą dojść do finału. Ich ostatnia forma zresztą też o tym świadczy. Na cztery poprzedzające występ w Londynie turnieje, aż trzy razy grali w finale. To goście, których po prostu trzeba uznawać za faworytów.

Dziś rozpoczęli walkę o tytuł najlepszej pary w finałach ATP. Po drugiej stronie siatki stanęli Ivan Dodig (były partner Marcelo Melo, razem wygrywali Roland Garros) i Filip Polasek, którzy do turnieju zakwalifikowali się jako ostatni. To jednak nie przez to, że grają słabo, po prostu wspólnie rozegrali stosunkowo mało turniejów – zaledwie jedenaście. To nie przeszkodziło im jednak dwukrotnie ograć polsko-brazylijską parę. Ta zrewanżowała im się jednym zwycięstwem.

Dziś lepiej zaczęli Kubot i Melo, którzy jako pierwsi przełamali serwis rywali. Tyle tylko, że potem kompletnie się zacięli. I z prowadzenia 4:3 zrobiło się 4:6, a w konsekwencji przegrany set. Takie serie to w deblu rzecz niewybaczalna. Tu trzeba umieć utrzymać serwis. Należy jednak oddać rywalom, że znakomicie grali returnem. I mimo że to Łukasz słynie ze wspaniałych zagrań po serwisie, to dziś najlepszy w tym elemencie był zdecydowanie Dodig. Była też po drodze kontrowersja – przy stanie 4:3 i decydującej piłce (gra się tu taką przy 40:40) sędzia przyznał punkt Chorwatowi i Słowakowi. Dlaczego? Do teraz wiemy tylko, że zagranie Melo było nieczyste. Ale co tam dokładnie się stało – tego nie pokazał nam już realizator.

Świetnie grający Chorwat i Słowak spuścili jednak z tonu w drugiej partii. To pozwoliło Polakowi i Brazylijczykowi zgarnąć tego seta. Zresztą gołym okiem widać było, że ich gra zaczęła się poprawiać. Zwłaszcza przy serwisie, choć w jednym z pierwszych gemów musieli bronić break pointów. Pojawiły się jednak asy, których długo nie było. I Kubot wraz z Melo wygrali seta, wyrównując stan rywalizacji.

Wszystko miało się więc rozstrzygnąć w super tie-breaku. Bo to w ten sposób decyduje się tu o wynikach meczów – nie pełnym setem, a dodatkową partią, graną do dziesięciu punktów. I w niej już bezapelacyjnie lepsi byli nasi faworyci. Wygrali 10:5 i z uśmiechem na ustach mogli zejść z kortu. Tym bardziej, że o ile przez cały mecz wymiany były raczej szybkie i krótkie, o tyle w tie-breaku przytrafiło się kilka cudownych zagrań. Zdecydowana większość z nich była autorstwa Kubota i Melo. Ot, panowie potrafią oczarować publiczność. I oby robili to w kolejnych spotkaniach.

Bo w walce o londyński tytuł takie czary zdecydowanie będą potrzebne. Zresztą nie tylko o to toczy się tu rywalizacja – każda wygrana to dodatkowa kasa i punkty do rankingu, wartość zwycięstw się więc podnosi. Jeśli nie przegra się ani razu, do kieszeni wpadają 533 tysiące dolarów (do podziału) i 1500 punktów (a to już dla każdego z osobna). Kubot i Melo na pewno chętnie przygarnęliby i jedno, i drugie. Polak i Brazylijczyk wiedzą już przecież jak w O2 Arena dochodzić do finału, pora by dowiedzieli się, jak to jest w nim wygrać.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (1)