Co za gościnne miasto z tego Gdańska. Pogoń godnie podjęta!
Weszło

Co za gościnne miasto z tego Gdańska. Pogoń godnie podjęta!

Gdańsk szykuje się do organizacji finału Ligi Europy i nie mamy najmniejszych wątpliwości co do tego, że na Pomorzu godnie przywitają gości przyjeżdżających z całego kontynentu. W końcu próby generalne rozpoczęły się już w lipcu! 

Gdańsk wie, jak zastawić stół, zadbać o to, by przyjeżdżający gość czuł się bezpiecznie i co najważniejsze – nie wyjechał z pustymi rękoma. Dobre oceny na TripAdvisor po wizycie na stadionie Lechii mogli wystawić już…

Wisła Kraków, która wyjechała z punktem.
Jagiellonia Białystok, która wyjechała z punktem.
Śląsk Wrocław, który wyjechał z punktem.
Zagłębie Lubin, który wyjechał z trzema punktami.
Górnik Zabrze, który wyjechał z punktem.

Przyznacie – wspaniała wersja tradycyjnej, polskiej gościnności. Dziś do grona zadowolonych dołączyła Pogoń Szczecin, która również wyrwała gospodarzom pełną pulę. Ci niespecjalnie starali się o nią nawet walczyć, skoro przez całe 90 minut oddali tylko jeden celny strzał. J e d e n   c e l n y   s t r z a ł. O tyle lepiej, że chociaż nie sprezentowali swoim widzom aż takiej padaki, jak przed tygodniem w Krakowie. Co najważniejsze – gdańszczanie odeszli od taktyki “minuta bez dośrodkowania jest minutą straconą”, a to już zawsze jakiś plus. Może nie dla tabeli, ale przynajmniej dla oczu.

W pierwszej połowie Pogoń pykała sobie Lechię jak chciała. W środku pola panowała wymienność pozycji jak w bębnie maszyny losującej po zwolnieniu blokady. Piłka chodziła od nogi do nogi, “Portowcy” raz po raz tworzyli sobie pozycję do strzału czy to prostopadłym podaniem, czy poprzez wygrywanie pojedynków, czy klepki. Gościnni lechiści postarali się do tego stopnia, że przed spotkaniem zaaplikowali chyba Kożuljowi eliksir na rozbudzenie – Bośniak nie zagrał tak dobrego meczu od lipca i, co jeszcze istotniejsze, wreszcie wpisał się na listę strzelców. Po strzale z dystansu? No a jak. Piłka przed pole karne, przyjęcie, poprawka, strzał po długim – znamy te ruchy doskonale, ale powoli zaczynaliśmy już traktować je jako odległe czasy.

Lechia naprawdę dobrą okazję do strzelenia gola miała w zasadzie jedną, gdy Haraslin wymanewrował w polu karnym dwóch obrońców, stanął oko w oko ze Stipicą i okrutnie przestrzelił. Fatalne pudło było także dziełem Sobiecha (z pięciu metrów obok bramki!!!), ale na jego szczęście wszyscy o akcji szybko zapomną, a to dlatego, że był na spalonym. Pogoń? W pierwszej połowie dominowała (i dawała się kontrować), a więc po przerwie wyciągnęła wnioski i trzymała się bliżej swojego pola karnego. Lechia była w tej sytuacji bezradna.

Zwłaszcza, że świetne zawody rozgrywali Podstawski (kolejne przebudzenie?) i Zech, który czyścił w tym meczu praktycznie wszystko. Ofensywa Lechii straszyła tylko na papierze. Wolski? Niewidoczny. Sobiech? Poza grą. Haraslin? Niedokładny. Gajos? Anonimowy.

Lechia notuje więc na własnym stadionie średnio 1,43 punktu na mecz. Jak słaba to średnia niech świadczy fakt, że gorszą notują tylko Lech, Arka, Korona i ŁKS. Inne porównanie szokuje jednak bardziej – jeszcze w zeszłym sezonie mówiliśmy o Twierdzy Gdańsk, na której gospodarze zdobywali średnio 2,16 punktu na mecz. Lepszy wynik miał wtedy tylko Piast Gliwice, mistrz Polski. No, ale przynajmniej o gościnność na finale Ligi Europy drżeć nie musimy!

screencapture-207-154-235-120-mecz-518-2019-11-10-20_07_22

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (8)