Dzieje się w Napoli: koszary i… bunt piłkarzy
Weszło

Dzieje się w Napoli: koszary i… bunt piłkarzy

Lubimy, kiedy największe światowe kluby wprowadzają ekstraklasowe rozwiązania. To na swój sposób urocze, gdy firmy operujące tak ogromnymi budżetami, zatrudniające tak poważnych piłkarzy, mający kibiców w każdym zakątku świata, decydują się na grę bez trenera czy inne szalone pomysły, które tak dobrze znamy z rodzimego poletka. Bywa jednak, że fantazja krezusów znacznie przebija szaleństwo polskich prezesów. I tak właśnie stało się ostatnio w Napoli.

Czy władze włoskiego klubu miały prawo stracić cierpliwość? Nie ma co ukrywać – Napoli radzi sobie w tym sezonie mocno tak sobie. Siódme miejsce w lidze, zwycięstwa tylko ze średniakami, seria czterech meczów bez kompletu punktów. Puchary? Dramatu nie ma, choć strata punktów u siebie z Red Bullem Salzburg i bezbramkowy remis z KRC Genk chluby nie przynoszą. Można było przyklepać awans, a tak wciąż trzeba będzie drżeć w kolejnych meczach.  

Może ambicje są ciut zbyt duże, ale cóż – frustracje gromadziły się w neapolitańskich gabinetach, aż w końcu się wylały.

Po meczu z Salzburgiem prezes Aurelio De Laurentiis zakomunikował, że…

Piłkarze będą zakoszarowani centrum treningowym do niedzieli. Czyli do następnego meczu ligowego. 

O rany, to już nawet w lidze chińskiej przestaje koszarować się piłkarzy, a co dopiero w czołowym klubie Serie A. Reakcja piłkarzy? W pełni zrozumiała – przeciwstawienie się odjechanemu pomysłowi sternika klubu i rozjechanie się do domów. Reakcja, która oczywiście bardzo się nie spodobała. Piłkarze zostali uznani za buntowników, a ponoć na włosku wisi także przyszłość Carlo Ancelottiego. Gęstniejącą atmosferę było widać choćby po zachowaniu piłkarzy po meczu, tylko wyjątki stanęły do rozmów z mediami, a szkoleniowiec klubu nie przyszedł na konferencję prasową. Władze klubu, by uciszyć burzę, wystosowały więc – tak, tak – ciszę medialną.

Żeby było śmieszniej, Ancelotti miał się dowiedzieć o pomyśle prezesa słuchając radia. To właśnie tam Aurelio de Laurentiis po raz pierwszy opowiedział światu o swoim pomyśle. – Zespół pojedzie na zgrupowanie, które potrwa do niedzieli. Problemem jest praca piłkarzy, muszą odzyskać motywację – mówił. Włosi spekulują dziś, czy Ancelotti sam poda się do dymisji, czy zostanie jednak zwolniony. Wszyscy są zgodni co do jednego – ten układ nie ma raczej świetlanej przyszłości. I można zadać sobie pytanie, czy akurat trener, który miał wstawić się za piłkarzami, jest największym winnym całej sytuacji.

Rozumiemy organizowanie mini-obozu w trakcie sezonu. Wyobrażamy sobie, że trener chce zabrać drużynę na kilkudniowe zgrupowanie, by popracować nad taktyką, podszlifować schematy, zadbać o integrację. Normalna sprawa. Ale dlaczego decyzję tę podejmuje prezes klubu? Sam? Gość, którego rolą jest siedzenie w papierkach i ogarnianie finansów? Facet, który chce wyeksponować swoje niezadowolenie i ukarać winnych poprzednich wyników? 

Jedno jest pewne – w najbliższych dniach może być ciekawie, więc lecimy po popcorn i obserwujemy to, co się dzieje w Neapolu. Poszkodowanym buntu na pewno nie jest Arkadiusz Milik, bo jak pisze „La Gazzetta dello Sport”, dogadał się właśnie w sprawie nowego kontraktu, co wiąże się z całkiem sporą podwyżką.

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (3)