Debiutem marzeń byśmy tego nie nazwali
Weszło

Debiutem marzeń byśmy tego nie nazwali

Czekaliśmy na debiut Damian Kądziora co kolejkę, czekaliśmy i doczekaliśmy się. Wszedł. Zagrał. Może o sobie mówić: uczestnik Ligi Mistrzów. Niemniej jest robota do wykonania, jeśli nie chce na zawsze zostać chodzącą anegdotą polskich śladów w tych rozgrywkach.

Podsumujmy:

– Kądzior z ławki oglądał 90 minut dramatycznego spotkania, gdzie Dinamo przegrywało 0:1, grało przez pewien czas 10 na 11, a jednak ułożyło sobie mecz;
– Kądzior wszedł w 90 minucie, tuż po golu Ademiego na 3:1 dla Dinama, gdy wszystko miało być już pozamiatane;
– Kądzior w zasadzie wszedł po to, by ukraść swoim wejściem trochę czasu;
– Sędzia dolicza pięć minut, Kądzior mógł liczyć, że kopnie dwa razy piłkę;
– Jednak uda się tylko raz: gdy Moraes w 93 strzeli na 3:2, a Kądzior będzie zaczynał od środka;

Screen Shot 11-07-19 at 11.19 AM

Podania Kędziora wczoraj, źródło Whoscored.com

– Poza tym Kądzior raz da się złapać na spalony;

Screen Shot 11-07-19 at 11.20 AM

Heatmapa Kądziora, za Whoscored.com

– Z bliska obejrzy faul w polu karnym;
– I karnego Tete na 3:3.

Od 3:54 bramki Szachtara:

Mało tego, wygrana w tym meczu dawała Dinamu praktycznie pewny awans do kolejnej rundy fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Byłby to kapitalny wynik zespołu z Zagrzebia, nie mówiąc o zastrzyku finansowym z UEFA.

Sytuacja w grupie wyglądałaby tak:

1. Manchester City 10 punktów
2. Dinamo Zagrzeb 7 punktów
3. Szachtar Donieck 4 punkty
4. Atalanta Bergamo 1 punkt

Dinamo miałoby też lepszy bilans bezpośrednich meczów z Szachtarem, bo na wyjeździe zremisowało 2:2. Wątpliwe, by Szachtar przywiózł cokolwiek z City of Manchester Stadium, a gdyby spełnił się ten scenariusz, Dinamo grałoby dalej praktycznie bez względu na układ pozostałych meczów. Teoretycznie jeszcze mogłaby się wmieszać Atalanta, ale przegrała z Dinamem 4:0. Matematyczne szanse.

A teraz Dinamo ma nie tylko tyle samo punktów co Szachtar, ale też gorszy bilans bezpośrednich meczów.

Nie zwariowaliśmy, nie obwiniamy Kądziora, nie on tu zawalił, niemniej trzeba przyznać, że trudno o mniej szczęśliwe minuty na boisku.

Przypomina nam to tylko jedną sytuację: jedyny jak do tej pory mecz Grzegorza Krychowiaka w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. 8 marca 2017. Rewanż na Camp Nou po wygranej PSG 4:0. Krychowiak wchodzi w 93 minucie za Meuniera przy stanie 5:1. Nie dotknie piłki ani razu. Za chwilę Barca strzeli na 6:1.

Panowie, jeden i drugi: nie chcecie być bohaterami zabawnych pytań w piłkarskich quizach wszelakich. Wiadomo, że jest tysiąc i jeden przyczyn, dla których warto grać w Lidze Mistrzów, ale wy macie jeszcze tysiąc drugą.

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (1)