Mike nie schodzi z pokładu. Polski kosz w dobrych rękach
Inne sporty

Mike nie schodzi z pokładu. Polski kosz w dobrych rękach

Kto nie przepada za tym gościem? Pewnie i tacy się znajdą, ale jedno musi przyznać każdy – przed Mike’m Taylorem nie było niczego. Amerykanin podniósł polską koszykówkę z absolutnej zapaści, tworząc najpierw europejskiego średniaka, a potem ósmą drużynę świata. Nie ukrywamy swojej radości, że jego przygoda w kraju nad Wisłą potrwa jeszcze przynajmniej dwa lata.

Trener o absolutnie przeciętnym imieniu i nazwisku, ale o nieprzeciętnych umiejętnościach przywódczych, przedłużył umowę z Polskim Związkiem Koszykówki o kolejne dwa lata (do 2021 roku). Przyznajmy jednak, że była to formalność. Kwestia dwóch zdań. Mike, chcesz u nas dalej pracować? Chcesz? To dawaj, podpisujemy. Oddajmy głos prezesowi PZKosz, Radosławowi Piesiewiczowi: –Wieloletnie zaufanie, jakim obdarowaliśmy trenera Taylora, zaowocowało ósmym miejscem na mistrzostwach świata w Chinach. Osiągnęliśmy ogromny sukces, co jest powodem do zadowolenia i patrzenia w przyszłość z realną perspektywą osiągania nowych celów.

Sukces na MŚ należy już do kart historii. Musimy więc powoli spoglądać w przyszłość. Jakie kolejne wyzwania czekają ekipę Taylora? Obecnie polscy koszykarze skupiają się na grze klubowej, a okazja do założenia biało-czerwonego uniformu nadejdzie dopiero w lutym 2019 roku. Wystartują wtedy eliminacje do mistrzostw Europy. Bardziej przykuwają oko jednak kwalifikacje do igrzysk Tokio 2020, które odbędą się w czerwcu. Wezmą w nich udział aż dwadzieścia cztery reprezentacje, ale bilet do Japonii zarezerwują ostatecznie tylko cztery.

Na igrzyskach zobaczymy zaledwie dwanaście reprezentacji. Absolutną elitę. O przyszłości polskiej kadry porozmawialiśmy z Maciejem Zielińskim, legendą polskiej  koszykówki: – Dopiero co odnieśliśmy największy sukces od 52 lat. Zobaczymy, jak to dalej pójdzie. Trener będzie miał trudne decyzje do podjęcia, bo wkrótce nastąpi zmiana pokoleniowa. Awans na igrzyska to marzenie wszystkich polskich fanów koszykówki, byłby to też kolejny wielki krok dla tej kadry. Łatwo nie będzie, ale trzeba walczyć.

Za dotychczasową pracę możemy sympatycznemu Amerykaninowi wystawić w najgorszym razie czwórkę z plusem, albo piątkę z minusem. Co mogłoby wywindować tą ocenę jeszcze wyżej? Prawdopodobnie większy nacisk na ogrywanie młodych zawodników. Nie ukrywajmy, trzon polskiego zespołu nie należy do najmłodszych. Adam Waczyński, Adam Hrycaniuk, Damian Kulig, Aaron Cel, Łukasz Koszarek. Każdy z nich to gracz trzydzieści plus. A jest kilku chłopaków, których warto ogrywać: 20-letni Łukasz Kolenda, 19-letni Adrian Bogucki, czy 21-letni Aleksander Dziewa.

– Wiadomo, że chcemy aby w reprezentacji występowało dużo młodych zawodników. Ogrywanie młodzieży jest ważne, ale trzeba zrozumieć trenera, że on jest rozliczany z wyników. W razie jakieś niespodziewanej kontuzji podstawowego rozgrywającego, potrzebował kogoś doświadczonego jak Kamil Łączyński, dlatego Kolenda na mistrzostwa nie pojechał. Z drugiej strony swoje szanse dostawał jeszcze młodszy Aleksander Balcerowski – mówi Maciej Zieliński.

W każdym razie, przedłużenie kontraktu przez sympatycznego Mike’a jest tylko i wyłącznie dobrą informacją. Prowadzona przez niego kadra pokazała już, że potrafi przekraczać najśmielsze oczekiwania.

Chłopaki, zagrajcie to jeszcze raz!

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)