Rudy potwór znowu to zrobił! Canelo znokautował Kowaliowa
Inne sporty

Rudy potwór znowu to zrobił! Canelo znokautował Kowaliowa

To miała być walka roku i z pewnością była. W pojedynku o mistrzostwo świata wagi półciężkiej Canelo Alvarez i Siergiej Kowaliow dali widzom pokaz boksu na niewiarygodnym poziomie. Po 10 rundach bokserskich szachów nagle przyszedł cios znikąd, który posłał Rosjanina na deski. Dla niesamowitego rudzielca z Guadalajary to mistrzowski tytuł już w czwartej kategorii wagowej!

Kiedy Alvarez ogłosił, że podejmie próbę zdobycia pasa w wadze półciężkiej, czyli dwie wagi wyżej niż boksował przez większość kariery, wiele osób łapało się za głowy. Żeby było jeszcze trudniej, Meksykanin rzucił wyzwanie nie byle komu, tylko będącemu w znakomitej formie Siergiejowi Kowaliowowi. Rosjanin to prawdopodobnie najlepszy pięściarz wagi półciężkiej tej dekady, trzykrotny mistrz świata i posiadacz miażdżącego ciosu (29 z 34 zwycięstw odniósł przed czasem).

Alvarez jednak już wielokrotnie udowodnił, że wyzwań się nie boi. Dziś doskonale wiedział, że porywa się na trudne zadanie, ale zrobił to z pełną świadomością, że jak ma spadać, to z wysokiego konia. Ale – nie spadł. Wręcz przeciwnie – skoczył, pobił rekord skoczni i jeszcze wylądował eleganckim telemarkiem.

Ten pojedynek to były prawdziwe bokserskie szachy. Nie było bitki, nikt na wariata nie rzucił się do ataku, nikt nie zamierzał popełnić błędu. I tak to trwało, runda po rundzie. Najpierw drobną przewagę miał jeden, potem drugi, potem znów szale się przechylały w różne strony. Po 10 z 12 rund na kartach sędziów i ekspertów przeważał wynik 95:95. O wszystkim miały zdecydować tak zwane rundy mistrzowskie, czyli 11. i 12. Nazwa „mistrzowskie” nie jest przypadkowa, to rundy, które oddzielają chłopców od mężczyzn i dobrych pięściarzy od mistrzów. Swoje zadanie spełniły dziś wyśmienicie. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, w ułamku sekundy. Alvarez wystrzelił, Kowaliow padł na deski i było po wszystkim. Niczym w dobrym westernie, strzał był, wszyscy go słyszeli, ktoś został trafiony, doskonale wiadomo, kto jest rewolwerowcem; ale skąd padł strzał – to już zagadka. Alvarez odniósł w ten sposób 53. zwycięstwo w zawodowej karierze, bez dwóch zdań jedno z najważniejszych i najcenniejszych.

W zasadzie w takiej chwili wypadałoby po prostu zdjąć czapki z głów i skłonić głowę przed niewątpliwym geniuszem boksu. Ale oczywiście już padają pytania o to, co dalej. Dodajmy tylko, że póki co trudno znaleźć na nie odpowiedzi. Czy Canelo zostanie w wadze półciężkiej? Czy wróci do swojej macierzystej średniej (ponad 7 kg różnicy)? A może wymyśli jeszcze coś innego?

Na razie chciałem wszystkim podziękować za wsparcie. Mój plan na walkę był taki, żeby być cierpliwym. A ja jestem dobry w czekaniu. Wielki szacunek dla Siergieja, jest świetnym wojownikiem – komentował na gorąco. – Zobaczymy, co mnie czeka w 2020 roku. Musimy zdecydować, która opcja będzie dla mnie najlepsza. Gołowkin? On nie stanowi dla mnie wyzwania, ale jeśli to się będzie opłacać, to czemu nie – dodał, odnosząc się do wcześniejszych dwóch walk z Kazachem. W pierwszej sędziowie wypunktowali kontrowersyjny remis (wiele osób widziało tam wygraną Gołowkina), w drugiej niejednogłośnie wygrał Meksykanin.

Alvarez  po walce odniósł się do święta zmarłych i oddał im szacunek. Co tu dużo gadać, gdyby Muhammad Ali rzucił z nieba okiem na to, jak Meksykanin rozegrał i skończył walkę z Kowaliowem, z pewnością z uznaniem pokiwałby głową.

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (9)