Sąd nad Solskjaerem
Anglia

Sąd nad Solskjaerem

19 meczów w roli trenera tymczasowego, 25 już oficjalnie na stanowisku managera Manchesteru United. Ole Gunnar Solskjaer wielkimi krokami zbliża się do rocznicy swojego powrotu na Old Trafford. W grudniu 2018 roku trafił do Teatru Marzeń z zadaniem ugaszenia pożarów, jakie pozostawił po sobie Jose Mourinho, głęboko skonfliktowany z niektórymi zawodnikami i – być może nawet przede wszystkim – działaczami klubu. Początkowo kadencja Norwega była historią jak z bajki. Ale nie trzeba było długo czekać na bolesny powrót do rzeczywistości. Dlatego dziś nikt już Solskjaera nie traktuje jak cudotwórcy, a coraz częściej przedstawia się go wręcz jako człowieka zajmującego posadę, do której na razie nie dorósł.

Ile jest racji w tych zarzutach?

MANCHESTER UNITED WYGRA Z BOURNEMOUTH NA WYJEŹDZIE? KURS: 2.20 W ETOTO!

Zacząć wypada mimo wszystko od retrospekcji. 99 dni pracował Solskjaer w United jako szkoleniowiec tymczasowy. Nie należy o tym czasie zapominać, niezależnie od tego, jak sytuacja klubu i samego Ole Gunnara wygląda teraz, bo to bez wątpienia najpiękniejszy okres dla kibiców „Czerwonych Diabłów”, odkąd z ich ukochanym klubem pożegnał się Sir Alex Ferguson, odchodząc na zasłużoną emeryturę. Solskjaer zresztą doskonale szkockiego managera znał – grał pod jego wodzą w Manchesterze przez jedenaście lat. Ich relacja była wyjątkowa, bo przecież trener musi zawiązać ze swoim podopiecznym naprawdę niezwykłą więź, żeby utrzymać go w drużynie przez dekadę z haczykiem, często nie gwarantując mu pewnej pozycji w wyjściowym składzie. Norweg samą swoją obecnością na Old Trafford przypomniał zatem o złotych czasach dominacji United na angielskich i europejskich boiskach. Wszedł do szatni, gdzie puścił na cały regulator piosenkę Mary Hopkins: „Those were the days”. No i podziałało.

– Sir Alex Ferguson był moim mentorem. Już w 2003 roku zacząłem robić notatki, żeby zapamiętać, jak reagował w poszczególnych sytuacjach – opowiadał Solskjaer. – Ferguson wpłynął na mnie na wszystkich płaszczyznach pracy trenera. Zaczynając od tego, jak kierował drużyną, jak zarządzał zespołem złożonym z 25 świetnych zawodników, by każdy z nich był szczęśliwy i chciał się rozwijać. A skończywszy na relacjach z członkami sztabu szkoleniowego i pracownikami klubu.

Ta narracja trafiła rzecz jasna na podatny grunt. Solskjaer – z całą pewnością szczerze, bez jakichś perfidnych intencji – mówił ludziom to, co chcieli usłyszeć. Uderzył w odpowiednie tony. W grudniu 2018 roku pewnym powiewem świeżości była nawet jego pogodna natura, niewinny uśmiech na twarzy, który przed laty pozwolił mu zdobyć reputację „mordercy o twarzy dziecka”. Norweg nucił sobie beztrosko romantyczną balladę o Fergusonie, po przybyciu na Old Trafford wyściskał się z pracującym tam od pięćdziesięciu lat portierem jak ze starym druhem… Generalnie wniósł do zespołu optymizm i własnym entuzjazmem zaraził wszystkich wokół, stanowiąc niemal dokładne przeciwieństwo zmęczonego, zniszczonego i zgorzkniałego Jose Mourinho. Portugalczyk to zresztą manager zadaniowy, a Solskjaer jest człowiekiem przesiąkniętym kulturą Manchesteru.

To wszystko natychmiast przełożyło się na boiskowe wyczyny „Czerwonych Diabłów”.

Zaczęło się od zwycięstwa 5:1 z Cardiff City. Spektakularnego. To był pierwszy przypadek od czasu rozstania z Fergusonem, gdy United zdobyli pięć goli w meczu Premier League. Drużyna wyszła na boisko głodna, zdeterminowana, wręcz nabuzowana – po prostu pożarła niżej notowanych przeciwników. Coś drgnęło.

Potem sprawy nabrały jeszcze większego tempa – Manchester w sumie wygrał osiem kolejnych spotkań, między innymi z Tottenhamem w lidze i Arsenalem w Pucharze Anglii. Pierwsza porażka zdarzyła się „Czerwonym Diabłom” dopiero 12 lutego 2019 roku, prawie dwa miesiące po przybyciu Solskjaera. Lepsi od angielskiej ekipy okazali się zawodnicy Paris Saint-Germain. Ale w rewanżu paryżanie – celujący przecież w końcowy triumf w Lidze Mistrzów – zostali przez Manchester wyrzuceni za burtę rozgrywek po totalnie zwariowanym spotkaniu, rozstrzygniętym przez gola zdobytego w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Nie mogli w tym spotkaniu wystąpić – uwaga – Jones, Valencia, Mata, Herrera, Darmian, Lingard, Martial, Matić, Sanchez i Pogba. Mimo tak gigantycznych osłabień, udało się jednak przechylić szalę dwumeczu na swoją stronę. W ostatnich sekundach, w ostatniej akcji. „Fergie-time” powrócił.

Po drodze podopieczni Norwega wyeliminowali jeszcze Chelsea z FA Cup i nie dali się pokonać Liverpoolowi. Ich gra zachwycała raz mocniej, a raz wcale, lecz generalnie wyniki były wręcz szokująco znakomite. Klub odżył. Sportowo, mentalnie, wizerunkowo. Ostatecznie „tymczasowy” bilans Solskjaera zatrzymał się na 14 zwycięstwach, 2 remisach i 3 porażkach. Cokolwiek planowali włodarze United, nie mieli innej drogi, jak tylko zaoferować Norwegowi robotę na pełen etat. Podpisano kontrakt na trzy lata.

Kolejny etap jego pracy zaczął się od trzech punktów zdobytych w starciu z Watford. Nie był to bez wątpienia wielki mecz „Czerwonych Diabłów”, no ale udało się zanotować trzy punkty. Solskjaer tonował nastroje: – Uwierzcie mi, kiedy wygrywałem tutaj wszystkie możliwe trofea, to też nie w każdym spotkaniu graliśmy pięknie. Przeciwnicy wysoko zawiesili nam poprzeczkę, sprawili nam wiele trudności. Pięć ostatnich minut spotkania było horrorem. Wyglądaliśmy w tym meczu trochę tak, jak gdyby nie udało nam się jeszcze powrócić z przerwy reprezentacyjnej. Czy zasłużyliśmy na zwycięstwo? Myślę, że po takim spotkaniu oba zespoły mają poczucie, że należą im się trzy punkty.

Wspomnienie dawnych sukcesów, nawiązanie do reprezentacyjnej przerwy – gdyby wsadzić te słowa w usta Mourinho, czy ktokolwiek zauważyłby szwindel? Z dzisiejszej perspektywy ciekawie się analizuje, jak początkowy entuzjazm, ta gigantyczna euforia jaką wykreował wokół siebie Solskjaer – nie tylko przecież swoją osobowością, przede wszystkim wynikami – zaczęła pomalutku ulatywać.

Do końca sezonu 2018/19 Manchester United wygrał już tylko jeden mecz.

„Czerwone Diabły” zostały zdeklasowane przez Barcelonę w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, ale o to nikt do norweskiego managera pretensji nie miał i mieć nie mógł. Mówimy o zespołach, które obecnie dzieli przepaść. Jednak kolejne wpadki w lidze to zupełnie inna historia. United przegrali derby z City, przegrali starcie z Wolverhampton, przegrali z Evertonem i Cardiff, podzielili się punktami z Chelsea oraz Huddersfield. Szczególnie starcie The Toffees musiało być dla Solskjaera bolesne. W 35. kolejce Premier League jego drużyna została rozgromiona, przerżnęła aż 0:4. Przed startem tamtej serii gier „Czerwone Diabły” miały tylko dwa punkty straty do czwartego w stawce Arsenalu. Oklep zebrany na Goodison Park rozwiał jednak wszelkie wątpliwości – o awansie do Ligi Mistrzów nie mogło być mowy. Ekipa z Liverpoolu miała cztery bramki na koncie już po godzinie gry. Niewiele brakowało, a skala upokorzenia dla United byłaby jeszcze wyższa.

Można na serwisie YouTube znaleźć nagranie pewnej konferencji prasowej Mourinho. Portugalczyk po odpadnięciu z Ligi Mistrzów po fatalnym dwumeczu z Sevillą wygłosił 12-minutową tyradę, tłumacząc, dlaczego Manchester United nie jest jeszcze gotowy na wielkie sukcesy – niekoniecznie z powodu błędów popełnianych przez managerów. W pewnym momencie najpopularniejszym komentarzem pod tym nagraniem stały się słowa jednego z kibiców United: „Kto zajrzał tu po meczu z Evertonem?”.

Zawodnicy Manchesteru oddali tamto spotkanie walkowerem. Nie podjęli rękawicy.

– Ten mecz był tak zły, że trudno to nawet opisać. Zostaliśmy zdeklasowani u podstaw – wściekał się po meczu Solskjaer. Oczywiście w swoim stylu – z lekkim uśmieszkiem na ustach, z wrodzoną przekorą. Czuć jednak było na kilometr, że został poważnie wyprowadzony z równowagi i tłumi w sobie gniew. Być może nawet poczuł się zdradzony przez zawodników. Na to wskazywały niektóre z jego spostrzeżeń. – Na boisku nie ma miejsca, w którym można się schować. Do swojego talentu trzeba dołożyć podstawowe składniki, które pozwalają wygrywać – odpowiednie nastawienie, przygotowanie fizyczne. Fatalnie wyglądamy w tym drugim aspekcie, już nie mogę się doczekać przedsezonowych przygotowań. Długo przezwyciężaliśmy te problemy, ale one w końcu nas dopadły. Teraz, krótkoterminowo, musimy się skupić na najbliższych meczach. Dużych meczach. Tylko to się liczy. Długoterminowo… musimy przeanalizować to, co się dzisiaj wydarzyło. Jeżeli ktoś chce grać dla tego klubu, musi pracować najmocniej w lidze. Tak było u Sir Alexa. Codziennie, w każdym meczu. Wierzę, że będę w Manchesterze osiągał sukcesy jako trener. I są w tym zespole zawodnicy, którzy zrobią to ze mną. Ale są też tacy, których już wtedy w klubie nie będzie.

***

Dzisiaj Manchester United znajduje się na siódmej lokacie w Premier League. Trzy zwycięstwa, cztery remisy, trzy porażki po 10 kolejkach. Bilans godny ligowego przeciętniaka, piętnaście punktów straty do lidera, siedem oczek dystansu do TOP4. Sporo grania jeszcze przed nami, światłość od ciemności zostanie – jak to zwykle bywa – oddzielona zimą, ale już teraz widać, że „Czerwone Diabły” będą miały olbrzymie trudności, by powrócić do Ligi Mistrzów poprzez Premier League. Faktycznie, z zespołem pożegnało się paru zawodników – Romelu Lukaku odszedł do Interu Mediolan, na wypożyczenie trafił tam też Alexis Sanchez. Antonio Valencia wrócił do ojczyzny, Ander Herrera trafił do PSG, Matteo Darmian powędrował do Parmy, Chrisa Smallinga wypożyczono do Romy. Klub wzmocnił się natomiast głównie w defensywie, hitowym transferem Harry’ego Maguire’a, plus ściągnięciem Aarona Wan-Bissaki. Na dokładkę trafił na Old Trafford 21-letni David James.

Czy jest to kadra odmieniona względem poprzednich rozgrywek? W sumie, to nieszczególnie. Przez szatnię nie przeszedł żaden huragan, na który wielu pewnie liczyło. Raczej delikatny wiaterek. A czy jest to kadra mocniejsza? Można dyskutować. Chyba odrobinę tak, biorąc pod uwagę nowe nazwiska w obronie, lecz nie ma mowy o jakimś niebywałym skoku jakościowym.

I ten fakt trzeba podkreślić, oceniając dotychczasowe wyczyny zespołu dowodzonego przez Solskjaera.

Efekty… są jakie są. Licząc mecze ligowe, spotkania w Lidze Europy i Pucharze Ligi – jest tych gier w sumie piętnaście – „Czerwone Diabły” tylko dwukrotnie zdołały strzelić przeciwnikowi w sezonie 2019/20 więcej niż dwa gole w jednym spotkaniu. Ta sztuka udała im się przeciwko Chelsea na otwarcie Premier League, a także w dziesiątej kolejce przeciwko Norwich. Ci pierwsi to zdecydowanie najgorzej zorganizowana defensywa w całej czołówce angielskiej ekstraklasy, ci drudzy są z kolei murowanymi kandydatami do spadku z ligi. Poza tym – United znowu się męczą. Powróciły dawne demony – kłopoty z kreowaniem sobie dogodnych sytuacji, z kontrolowaniem przebiegu spotkania, z dominowaniem na boisku. Statystyki są dla Solskjaera dość brutalne.

  • Ole Gunnar Solskjaer po 19 meczach w roli trenera Manchesteru United: średni0 2,32 punktu na mecz.
  • Ole Gunnar Solskjaer po 44 meczach: średnio 1,77 punktu na mecz.
  • David Moyes po 44 meczach: średnio 1,77 punkty na mecz.
  • Louis van Gaal po 44 meczach: średnio 1.82 punktu na mecz.
  • Jose Mourinho po 44 meczach: średnio 2.14 punktu na mecz.

Na ten moment Norweg punktuje znacznie gorzej niż Mourinho, trochę gorzej niż van Gaal i na tym samym poziome co Moyes. Szkot stracił robotę na Old Trafford po 51 spotkaniach w roli managera „Czerwonych Diabłów”. Oczywiście okoliczności były nieporównywalne – wtedy jeszcze w Manchesterze oczekiwano kontynuacji sukcesów, a nie nowego otwarcia i odbudowy pozycji klubu. Niemniej – media na Wyspach tak jak kiedyś waliły jak w bęben w Moyesa, tak obecnie ciskają gromy w kierunku Solskjaera.

Ole Gunnar Solskjaer (ManU), APRIL 16, 2019 - Football / Soccer : UEFA Champions League Quarter-finals 2nd leg match between FC Barcelona 3-0 Manchester United FC at the Camp Nou Stadium in Barcelona, Spain. (Photo by Mutsu Kawamori/AFLO) FOT. AFLO / NEWSPIX.PL POLAND ONLY !!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Czy Norweg zasłużył sobie na większy kredyt zaufania?

Na pewno argumentem w tym względzie nie mogą być jego początkowe sukcesy – dzisiaj można już ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że był to po prostu efekt wpuszczenia świeżego powietrza do szatni. Część zawodników głęboko odetchnęła po rozstaniu z nielubianym Mourinho, poluzowano taktyczny kaganiec, no i drużyna posurfowała na tej fali całkiem długo, ale nie mogło to trwać w nieskończoność. Dużo poważniejszym argumentem po stronie Solskjaera są jednak – wbrew pozorom – kwestie czysto taktyczne. Na razie nie zawsze to widać, ponieważ zespołowi zdarza się powracać do starych, brzydkich obyczajów, ale to naprawdę nie jest już zespół grający tak samo jak za czasów Mourinho. Portugalczyk swój wicemistrzowski sezon w Manchesterze zwykł przedstawiać jako jeden z największych sukcesów w całej swej bogatej w trofea karierze. To oczywiście jedna z jego typowych sztuczek retorycznych, lecz warto podważyć ją statystykami.

W sezonie 2017/18 słynący wtedy z żelaznej defensywy Manchester stracił zaledwie 28 goli w Premier League. Ale gdyby spojrzeć na współczynnik xGA (spodziewane bramki stracone), to mogło być tych bramek w plecy aż 44. Fart? To nie koniec. Współczynnik xG „Czerwonych Diabłów” wyniósł w tamtej edycji Premier League nędzne 59 bramki. W rzeczywistości udało się strzelić aż o 9 goli więcej.

Gdyby tak te wszystkie współczynniki wziąć do kupy, to wychodzi nam, że United swoje wicemistrzostwo zgarnęło w bardzo szemranym stylu i z dużą, bardzo dużą dozą szczęścia. Żeby była jasność – wygrywać mecze na styku to też jest sztuka, a przedstawione współczynniki to tylko pewna ciekawostka. Niemniej – chodzi po prostu o to, że United nawet zajmując drugie miejsce w lidze nie byli wcale zespołem bardzo mocnym i perfekcyjnie zorganizowanym. Już wtedy ciężko się tę drużynę oglądało. Zresztą – „The Special One” nie bez kozery latem 2018 roku trąbił gdzie się tylko dało o potrzebie wzmocnień, wdając się nawet w publiczne polemiki z Edem Woodwardem. Wiedział, że United w tym kształcie nie utrzymają się w topie.

Ostatecznie skończył z Fredem i Diogo Dalotem. Władze klubu twierdzą, że Brazylijczyk został ściągnięty na Old Trafford na życzenie Portugalczyka. Mourinho twierdzi, że miał do wyboru albo Freda, albo brak wzmocnień środka pola.

REMIS W STARCIU BOURNEMOUTH Z MANCHESTEREM UNITED? KURS: 3.50 W ETOTO!

Solskjaer (wraz ze swoimi współpracownikami) podstawowe problemy Manchesteru dostrzegł w przygotowaniu motorycznym i wytrzymałościowym. Złośliwi powiedzą, że wiele mu ta diagnoza nie pomogła, patrząc na wyniki United w bieżących rozgrywkach. Ale – mimo wszystko – coś chyba jednak w analizach Norwega tkwiło. Wystarczy spojrzeć na to, jak „Czerwone Diabły” prezentowały się ostatnio w starciach z Liverpoolem w Premier League (1:1) i z Chelsea w Pucharze Ligi (2:1). W obu tych spotkaniach zagrali z pozoru dość defensywnie – w ustawieniu z trójką stoperów, wahadłami, duetem środkowych pomocników i tylko tercetem zawodników skupionych głównie na ofensywie. Widać jednak było w ich poczynaniach ten element, na którym Solskjaerowi wyjątkowo zależy – bardzo wysoki, agresywny, momentami wręcz morderczy pressing. Norweg mówił po zwycięskim starciu z Chelsea: – Zagraliśmy w formacji, która umożliwia nam atakowanie rywali już głęboko na ich połowie. Zawodnicy są ustawieni bardzo blisko siebie, co pozwala nam szybko odzyskiwać piłkę. Dzięki tej taktyce wywalczyliśmy rzut karny.

U Mourinho takiego grania raczej się nie spotykało. Wahadłowi? Nie ma mowy. Portugalczyk swoich bocznych obrońców traktował trochę po staroświecku, obarczając ich wieloma obowiązkami defensywnymi, a ograniczając harce w ataku. Środkowi pomocnicy też koncentrowali się w dużej mierze na asekurowaniu i bronieniu dostępu do własnej szesnastki. W fazie ataku Manchester bił głową w mur przez środek, liczył na stałe fragmenty gry. Drużyna dowodzona przez Solskjaera na starcie bieżących rozgrywek zdawała się niebezpiecznie dryfować w podobnym kierunku. Ostatnie spotkania wskazały jednak, że Norweg obrał zupełnie inny kurs.

Jego Manchester może być paradoksalnie znacznie bardziej podobny stylem gry do Chelsea z lat 2004-2007 niż do Manchesteru 2016-2018. Żelazna defensywa, mocny pressing, zabójcze kontrataki. Między innymi dlatego Norweg zrezygnował z usług Romelu Lukaku – uznał, że Belg jest piłkarzem, który w jego taktyce się po prostu nie sprawdzi.

Dyskusyjna jest również rola Paula Pogby w układance szkoleniowca Manchesteru. Francuski gwiazdor obecnie leczy kontuzję, w sumie zagrał w tym sezonie Premier League zaledwie pięć meczów. Popisał się cudownymi asystami w zwycięskim starciu z Chelsea, lecz później „Czerwone Diabły” z nim w składzie nie wygrały już ani jednego spotkania. Nawet mecz z trzecioligowym AFC Rochdale trzeba było rozstrzygnąć rzutami karnymi, ostatecznie zwycięskimi. Są tacy, którzy twierdzą, że uraz mistrza świata to paradoksalnie jest dzisiaj wzmocnienie zespołu. – Prawdziwy problem jest wtedy, gdy jakiś zawodnik nie chce grać dla zespołu, z którym ma kontrakt – dowodził choćby Gary Neville. – Uważam Pogbę za świetnego piłkarza. Początek kadencji Ole był w jego wykonaniu wyśmienity. Ale on po prostu nie chce grać dla Manchesteru United. Jego wpływ na szatnię jest, jak podejrzewam, duży. Takie podejście udziela się pozostałym zawodnikom.

Ole Gunnar Solskjaer, coach of Manchester United and Paul Pogba of Manchester United during the UEFA Champions League Round of 16 Second Leg match between Paris Saint Germain and Manchester United at Parc des Princes on March 6, 2019 in Paris, France. (Photo by Pierre Costabadie/Icon Sport) PILKA NOZNA SEZON 2018/2019 LIGA MISTRZOW FOT. ICON SPORT/NEWSPIX.PL POLAND ONLY! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Jeżeli spojrzeć na kadrę „Czerwonych Diabłów”, trudno się oprzeć wrażeniu, że Pogba coraz mniej do tego zespołu pasuje. Spójrzmy choćby na skład z meczu z Liverpoolem. W wyjściowej jedenastce Rashford, James, Pereira, McTominay, Wan-Bissaka. Na ławce Martial, Greenwood, William i Garner. Piłkarze młodzi, w porywach bardzo młodzi. Do tego kilku graczy bardziej doświadczonych, ale wciąż na dorobku. Gdyby Pogba chciał i potrafił, pewnie mógłby zostać liderem tego zespołu. Ale jeżeli ta rola go nie satysfakcjonuje bądź przerasta, to Solskjaer na pewno nie będzie kładł się Rejtanem, by zatrzymać Francuza na Old Trafford. Jemu zależy na tym, żeby odtworzyć model budowy zespołu, który przyniósł ekipie z Manchesteru sukces przed laty. Niekoniecznie chodzi tutaj o opieranie drużyny na wychowankach – w finale Ligi Mistrzów z 1999 roku zagrało dla United tylko trzech, plus czwarty i piąty na ławce. Rzecz w tym, by w klubie przebywali zawodnicy, dla których występy na Old Trafford są honorem i zobowiązaniem.

– Może będzie to kontrowersyjne, ale moim zdaniem transfer Pogby nie będzie stratą dla zespołu – oznajmił niedawno Paul Scholes. Dziś w klubie otwarcie mówi się, że ściągnięcie Alexisa Sancheza było pomyłką. Być może wkrótce to samo usłyszymy na temat Francuza.

***

Według zakulisowych informacji podawanych przez portal The Athletic, w tej chwili pozycja Solskjaera – niezależnie od medialnej krytyki – pozostaje bezpieczna. Właściciele, podobnie jak wspomniany wiceprezes Ed Woodward, człowiek w istocie odpowiadający za kształt drużyny, są zadowoleni z obranych przez managera kierunków. Podoba im się, że pomysły taktyczne szkoleniowca pozwalają na rozwinięcie skrzydeł u Marcusa Rashforda, Scotta McTominaya czy Davida Jamesa. Jest też tajemnicą poliszynela, iż poważnym stronnikiem Solskjaera niezmiennie pozostaje Ferguson. No i warto pamiętać, że kłopoty zdrowotne wytrąciły z rytmu paru ważnych zawodników „Czerwonych Diabłów”.

BOURNEMOUTH POKONA U SIEBIE MANCHESTER UNITED? KURS: 3.35 W ETOTO!

Działacze ekipy z Old Trafford ponoć zrozumieli wreszcie, że chaotyczne decyzje i miotanie się od ściany do ściany przy budowaniu zespołu wpędziły Manchester w tarapaty i tylko spokój może dziś stanowić skuteczną odtrutkę na kłopoty klubu. Z drugiej strony – czy nie słyszeliśmy już tego, gdy Mourinho w dość zaskakujących okolicznościach przedłużał kontrakt z klubem?

– Mourinho wygrał Ligę Europy i Puchar Ligi, a jednak został zwolniony niecały rok po tym, jak podpisał nową umowę. Powód był prosty – Portugalczyk rozpalał kolejne pożary w klubie – piszą dziennikarze The Athletic. – Hiszpańska część drużyny – De Gea, Herrera, a nawet dawny wróg Mourinho, Mata – dobrze jednak wiedziała, że problemy zespołu leżą w innym miejscu. Ostrzegali kolegów przed wchodzeniem w otwarty konflikt z managerem. (…) Rozmawiając z ludźmi będącymi blisko pierwszej drużyny United można wyczuć, że na razie nie narodziła się żadna niechęć wobec Solskjaera. Panuje tam przekonanie, że rotacja na posadzie managera jest jedną z przyczyn kryzysu. Jedno ze źródeł mówi: „Piłkarze lubią managera. Dogadują się z nim, bo podobnie patrzą na piłkę. On wie, co robi. Pytanie, czy otrzyma dość czasu i środków, by zrealizować swoje plany”.

Cóż, jak słusznie zauważają redaktorzy The Athletic, na to pytanie potrafi odpowiedzieć tylko Woodward.

Niemniej – kiedy Manchester na początku października przegrał w żenującym stylu z Newcastle United, kibice „Czerwonych Diabłów” mieli powody do głębokiej rozpaczy. Dzisiaj sytuacja jest już inna, a nastroje lepsze – ważny remis z Liverpoolem i drugie zwycięstwo nad Chelsea wlało na pewno sporo otuchy w serca bywalców Old Trafford, a kolejne ruchy Solskjaera – nieco na przekór memom z cyklu „Ole’s at the wheel” – robią wrażenie przemyślanych i skutecznych. Listopad wydaje się natomiast idealnym miesiącem, żeby tę pozytywną tendencję podtrzymać. Przed United dzisiejsze starcie z Bournemouth, a potem mecze z Brighton i Sheffield United. Rywale oczywiście niezbyt wygodni, ale nie z gatunku tych najgroźniejszych. A jeżeli taktyka preferowana przez Solskjaera ma zostać uznana za naprawdę wartościową, to musi działać również – a może przede wszystkim – przeciwko rywalom takiego pokroju, a nie tylko w starciach z ofensywnie usposobionymi przeciwnikami z czołówki.

Dotychczas różnie z tym bywało. Manchester w lidze wygrywał z Leicester czy Chelsea, punktował z Arsenalem i Liverpoolem, zbierając jednak w czapkę od Newcastle i Crystal Palace, gubiąc punkty w starciu z Southampton. Widać, że kiedy przeciwnik nie jest podatny na kontrataki, bo po prostu dość niechętnie atakuje, to United tracą rezon w ofensywie.

Tymczasem każda kolejna wpadka możne znów rozsupłać worek ze spekulacjami na temat zmiany szkoleniowca na Old Trafford. Najtrafniej zresztą obecną sytuację Solskjaera podsumował Phil Neville: – Wiedza taktyczna Ole bywa kwestionowana, ale w starciu z Liverpoolem trafił w dziesiątkę. Obawiałem się tego spotkania. Czułem, że to może być bardzo zły dzień dla klubu, lecz myliłem się. Potem nie zakładałem zwycięstwa z Norwich, a znowu się udało. Myślę, że mecz z Liverpoolem dodał zespołowi pewności siebie. Uwierzyli, że są lepsi niż ich dotychczasowe wyniki. Mamy więc do czynienia z małym odrodzeniem. Jednak Ole nie może czuć się zbyt komfortowo na swojej posadzie. Myślę, że sam dobrze o tym wie. Jeden nieudany mecz i nad jego głową znowu zakłębią się ciemne chmury.

***

PAMIĘTAJCIE O PROMOCJACH W ETOTO!

etoto

KOMENTARZE (4)