Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Zbulwersowała mnie sprawa z Luszowic. Jasne, uważnie przyglądam się wszystkim materiałom, które spływają w ramach #SzacunekDlaArbitra, rozmawiam z sędziami i widzę, że w ostatnich dniach padło światło na – bez cienia przesady – wyjątkowo mroczny kąt polskiej kopanej. Ale sprawa z Luszowic to prawdziwe bagno. To czerwone światło, po którym reakcja powinna być NAPRAWDĘ ZDECYDOWANA, a nie pozornie zdecydowana – jeśli tego nie będzie, prosimy się o tragedię, tymczasem jest szansa, by Polak raz był mądry przed szkodą.

Niewtajemniczonym tłumaczę, że w Luszowicach akurat do bezpośredniego naruszenia nietykalności nie doszło, natomiast to jaką wytworzono atmosferę strachu i zaszczucia – regularna bandyterka. „Kurwa, matole, chuju, nie wyjedziesz stąd” to już w zasadzie klasyk, który nie zwraca większej uwagi, niestety taka jest rzeczywistość sędziowania. „Pojadę za tobą, znajdę cię, zajebię cię” i „Zaraz cię zajebię, jedziemy za tobą, zobaczysz co teraz będzie” – to już półka wyżej, szczególnie, że za słowami padły czyny, bo bandyterka bawiąca się w piłkę faktycznie pojechała za arbitrami i:

– Zablokowała im przejazd ustawiając się w poprzek drogi;
– Za sędziami jechał kolejny samochód z „zawodnikami”;
– Pokazała godny najtańszego gangsterskiego filmu gest podcinania gardła, powszechnie uznawany za „już nie żyjesz”.

Dodajmy też, że sprawcy znali sędziego, wiedzieli gdzie chodzi do szkoły, bo mówimy o arbitrze początkującym, chodzącym do miejscowej budowlanki. Czyli to jest groźba, w której nie trzeba wielkiej fantazji by wyobrazić sobie realizację. I na domiar swoisty wykrzyknik, gangsterska puenta

„Spróbuj to opisać a znajdę cię i zajebię”.

Jak tutaj nie będzie drakońskich kar, to upieram się, że czekamy na tragedię. Ta sytuacja jest niesłychana, graniczna.

Jakieś kary w ostatnich tygodniach się pojawiają, są chwalone, tu dyskwalifikacja na dwa lata, tam na trzy. Moim zdaniem to są wciąż kary śmieszne. Dlaczego? Bo mówimy o grajkach B-klasowych, A-klasowych. Kto zna ten klimat wie, że czasem mówimy o ludziach przypadkowych.

O czym my mówimy, skoro ja zagrałem w zeszłym sezonie B-klasy? Razem ze szwagrem? I kumplem bramkarzem, który zagrał na lewym skrzydle?

Czy kara wlepiona w przypadku jakiegoś zajścia miałaby dla nas jakąkolwiek wagę?

Taka jak zakaz wjazdu do Mongolii.

Takie kary to tak naprawdę bezkarność. Nawet jeśli nie dotyczą tych, którzy grają albo nie, to jakie to ma dla nich znaczenie, że nie będą grali na dużym boisku przez dwa lata? Mają tysiąc możliwości, by bawić się w piłkę gdzie indziej. Pójdą na PlayArenę, pójdą na Orlik, na jakieś rozgrywki niezrzeszone, na cokolwiek.

Będą grali tak, jak grają, raczej specjalnie za B-klasą czy A-klasą nie płacząc – jasne, jest tu spełniany cel odsyłania bandyterki z dala od rozgrywek PZPN, ale zasadniczy problem nie jest rozwiązany. Nie ma tutaj straszaka, ta kara w żaden sposób nie dotyka życia sprawców, nie jest ani na jotę bolesna, jest po prostu śmieszna.

Całkowicie zgadzam się tutaj z Rafałem Rostkowskim, z którym rozmawiałem w tym temacie:

Obecne kary są po prostu śmieszne, zupełnie niepoważne. Nie mają żadnego przełożenia, dla wielu agresorów nie znaczą nic. Pal licho kary w zawieszeniu, ale powiedzmy, że graczowi wlepiono dwuletnie zawieszenie. I co z tego? Byłoby to ciosem dla ekstraklasowicza, dla pierwszoligowca, dla tych, którzy z piłki żyją. Ale dla zawodnika z B-klasy? Kompletnie nie ma wagi. Taka kara nic mu życiowo nie zmienia poza tym, że w sobotę zamiast zagrać w B-klasie, pójdzie na jakiś turniej, na ligę szóstek, nawet na Orlik. Nic to w jego życiu nie zmienia, w żaden sposób go nie dotyka. Jest to kara komiczna. Natomiast zauważam, że niektóre związki podeszły poważnie do tematu i nie jest tak, że wszędzie problem jest lekceważony. Pojawiają się kary surowsze, ale to nie wystarczy, żeby powstrzymać patologię.

Za jakimi karami by pan był?

Za surowymi, wynikającymi z kodeksu karnego. Niech arbitrzy – nie tylko piłkarscy, wszyscy sędziowie sportowi, bo na różnych zawodach dzieją się różne historie, wiem o tym dobrze – mają status funkcjonariusza publicznego. To wprowadzono we Francji z fenomenalnymi wynikami. Mieli tam coraz więcej niepokojących sytuacji, więc najpierw powiększali kary zgodnie z regulaminem dyscyplinarnym związku piłkarskiego, ale potem doszli do wniosku, że trzeba działać kompleksowo i zdecydowanie.

Jeśli w sprawie z Luszowic padnie wyrok zawieszenia dla „zawodników” na dwa, trzy lata – to nie będzie znaczyło zupełnie nic. Jeśli taki wyrok będziemy chwalić, przykładamy rękę do utrzymywania patologii.

Leszek Milewski

PS: Jeśli liczyliście, że napiszę raczej o Widzew – Legia, to napisałem, ale tu.

KOMENTARZE (0)