W Głogowie wiedzą, że trzymanie ciśnienia popłaca
Weszło

W Głogowie wiedzą, że trzymanie ciśnienia popłaca

W pierwszym meczu sezonu wyłapali 0:5 od beniaminka z Grudziądza. Potem przegrali kolejne cztery spotkania, w tym w jeszcze jednym przyjmując piątkę w plecy. Szorowali dno tabeli, mieli komicznie dużą liczbą straconych bramek, kroiło się zwolnienie, w dodatku z hukiem. A jednak w Chrobrym wytrzymali ciśnienie i dzisiaj pod Ivanem Djurdjeviciem notują zupełnie inną formę: od czterech meczów nie stracili bramki, trzy ostatnie wygrali, właśnie pierwszy raz w sezonie opuścili strefę spadkową.

Screen Shot 10-28-19 at 12.44 PM

Powyżej: które pozycje w tabeli zajmował Chrobry po kolejnych rundach. Źródło: Transfermarkt. Poniżej: aktualna tabela I ligi, źródło: 90minut

Screen Shot 10-28-19 at 12.45 PM

Chrobry Głogów to nie jest klub, który lubi zwalniać trenera za trenerem. Ireneusz Mamrot pracował w Chrobrym siedem lat, od 2010 do 2017 roku. Dzisiaj to jedna z najmocniejszych kart na trenerskiej karuzeli, ale wtedy? Przetarcie w Polonii Trzebnica i Wulkanie Wrocław. Pogrywanie sobie w wolnych chwilach w KS Łozina. Mamrot wspominał na naszych łamach:

Zawsze odpowiadam: na kryzys to musi być przygotowany prezes. Ja z kryzysu muszę wyjść. W Głogowie nie było praktycznie sezonu, żeby nie pojawił się kryzys. I zawsze się wychodziło, ale nie bez wsparcia szefostwa. Pamiętam taki moment w zeszłym sezonie, kiedy po dobrym początku wiosną, potem przegraliśmy trzy mecze. Później się przełamaliśmy i jednego z moich piłkarzy zapytano, co zmieniło się w Jadze, że przyszła wygrana. Odpowiedział: nic. Cały czas pracowaliśmy tak samo. Nie wierzę w kary, wyrzucanie do rezerw i inne takie środki. (…) Odniosę się znowu do Głogowa. Tam w pewnym momencie była niesłychana presja na dyrektora Piotra Kłaka, żeby mnie zwolnić. Wszyscy domagali się mojej głowy – sytuacja jeszcze sprzed awansu do I ligi. A on mówił, że widzi jak pracuję, jakie jest moje zaangażowanie i nie wierzy, żeby przy takiej pracy nie wyjść z kryzysu. To się przełożyło na sukces, ale nie każdemu w Polsce jest to dane.

Wydaje się, że w Głogowie są wierni temu, czego nauczyli się podczas pracy z Mamrotem. Po Mamrocie przyszedł Grzegorz Niciński i pracował dwa pełne sezony, choć szczególnie w drugim sezonie było nerwowo, w pewnym momencie głogowianie zanotowali siedem kolejnych porażek, mieli też kłopoty wiosną – a jednak zamiast wiary w nową miotłę, uwierzono, że lepiej będzie aby ten, który najlepiej zna zespół, dostał szansę by uratować ligowy byt. Co ostatecznie mu się powiodło.

Teraz spójrzmy na casus Djurdjevicia. Z jednej strony wyniki, po prostu, mierne. W innym klubie pewnie byłaby grzałka na zwolnienie. A teraz spróbujmy spojrzeć na Djukę i jego głogowski projekt z tej perspektywy, z której mogli na niego spojrzeć działacze w klubie słynącym z zaufania do szkoleniowców:

– zastał zespół w trakcie przebudowy, zespół, który miał na dzień dobry de facto czternastu-piętnastu piłkarzy do grania;

– kadrowo było przeciętnie, a jeszcze w dniach poprzedzających mecz z Miedzią więzadła zerwał lider i jedyny zawodnik w Głogowie, który mógłby zgłaszać aspiracje do miana gwiazdy ligi – Mateusz Machaj, przecież były król strzelców pierwszej ligi;

– z Termaliką grali w dziesiątkę większość meczu, a jednak decydującego gola stracili dopiero w 71. minucie, więcej nie padło;

– decydujące bramki aż cztery razy na osiem ligowych porażek tracili w samej końcówce: z Miedzią na 1:2 w 86. minucie, z Puszczą w 88., z Jastrzębiem w 83., a wreszcie z Sandecją, gdzie wyszli z 0:2 na 2:2, by Praznovsky strzelił w 88. samobója;

– grał wtedy ustawieniem 3-5-2, do którego nie miał dostatecznie szybkich obrońców i co chyba już zrozumiał.

Ciekawe jest to, że Djurdjević, nawet w ogniu porażek, nigdy nie miał pretensji do zawodników. Zawsze szedł w retorykę: panowie, będzie lepiej. Mieliśmy pecha. Róbmy swoje, a będą efekty. Z tego co udało nam się dowiedzieć, w pewnym momencie… aż dziwiło to samych zawodników, bo przy takich passach trenerzy zazwyczaj próbowali wstrząsnąć, dać impuls, a on zachowywał spokój.

Wiadomo, że choćby przez pryzmat tego kim był na boisku i jaką pełnił w szatni rolę dobrze potrafi wczuć się w piłkarza, wie czego potrzeba, stąd mógł brać się taki kierunek budowania mentalności zespołu, a przy okazji z dokręcaniem taktycznych śrubek. Z drugiej strony nieoficjalnie mówi się, że Djuka ma klauzulę, według której w przypadku zwolnienia w pierwszym sezonie klub musiałby swoje zapłacić – niemniej wątpimy, by to ona była podstawą zaufania do trenera, akurat w Chrobrym jest po prostu tego tradycja.

I w końcu Serb zaczął spłacać kredyt zaufania:

0:0 z faworyzowaną Wartą Poznań
3:0 z Zagłębiem Sosnowiec
1:0 z Chojniczanką
1:0 ze Stalą Mielec.

Ważne też są dwa wcześniejsze mecze by zrozumieć jak ta drużyna nabierała charakteru. Przed meczem z Odrą Opole, który wtedy był derbami dna, spotkaniem dwóch najgorszych zespołów ligi, prezes Chrobrego, Zbigniew Prejs, mówił, że jeśli i ten mecz przegrają, to w zasadzie nie mają czego szukać w pierwszej lidze, bo z kim mają wygrywać mecze. Wygrali po thrillerze – od 2:0 do 2:2, a jednak decydujący gol ich – by potem taki sam thriller przegrać 2:3 z Sandecją na jej stadionie.

Wciąż można Chrobremu wiele zarzucić. To na pewno nie jest zespół, który gra ładnie, częściej próbuje przeszkadzać niż kreować, ale choć to dopiero koniec października, tak dużo już przeszedł i ewidentnie widać, że nabrał po drodze charakteru. Passa może się załamać w drugą stronę, ale jeszcze niedawno wydawało się, że mówimy o tegorocznym odpowiedniku Garbarni – teraz Chrobry zaprosił kilka innych zespołów do tanga, zrobił postęp, faktycznie jest drużyną.

Fot. Michał Chwieduk/400mm.pl

KOMENTARZE (2)