Robert, sorki za kapcia! Kolejna porcja frustracji dla Kubicy
Inne sporty

Robert, sorki za kapcia! Kolejna porcja frustracji dla Kubicy

Od początku sezonu powtarzamy sobie, że nie ma sensu szukać złej woli i teorii spiskowych w poczynaniach zespołu Williams – to po prostu fatalna, źle zarządzana ekipa, a Robert Kubica obrywa po głowie rykoszetem. Wydawało się, że gorzej być nie może, jednak od kiedy Polak ogłosił, że nie zamierza przedłużyć umowy z najgorszym teamem w stawce, niezrozumiałe działania jeszcze się nasiliły. Dziś znów było dziwnie. W Meksyku wygrał Lewis Hamilton, który praktycznie już zapewnił sobie kolejny tytuł, choć matematycznie jeszcze nie może być go pewny.

Robert Kubica wczoraj po raz kolejny był słabszy w kwalifikacjach od George’a Russella, do czego już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Wyścig jednak zaczął znakomicie i zyskał kilka pozycji. Prawdę mówiąc – do tego też już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Potem jednak, zgodnie z tegoroczną regułą, okazało się, że jego taczki niespecjalnie nadają się do ścigania. Kubica jednak był w stanie utrzymywać za sobą brytyjskiego kolegę z zespołu. Jak długo? Do skutku. To znaczy – do momentu, w którym nie dostał polecenia zjazdu na wymianę opon. I nagle ekipa, która przez cały sezon znajduje się w TOP 3 najszybciej wykonujących ten manewr (chociaż jeden element, w którym Williams jest szybki), zrobiła to ślamazarnie wolno. Na tyle wolno, że kiedy kółko później opony zmienił Russell, wyjechał na tor przed Polakiem. Przypadek? Być może.

Kubica jednak zareagował na kłopoty najlepiej, jak tylko mógł. Nie oszukujmy się: w tym sezonie, dysponując tak fatalnym autem, Polak może się ścigać w zasadzie tylko z Russellem, i to niezbyt często. Dziś pokazał, że mimo bardzo trudnego sezonu, wciąż ma to coś. W pięknym stylu zaatakował i wyprzedził Anglika. To jeszcze nie koniec. Choć to Russell jest jednym z największych talentów w stawce, choć od zespołu jako pierwszy dostaje poprawki i jak największe wsparcie, choć jemu nikt nie zepsuł postoju, przez ponad 40 okrążeń nie był w stanie dopędzić polskiego weterana. Aż nagle, tuż przed końcem wyścigu, Kubica usłyszał przez radio inżyniera wyścigowego, który nakazał mu zjazd do boksów. – Mamy wolnego kapcia – brzmiał komunikat. Polak próbował protestować: „Jesteście pewni? Wszystko wydaje się być OK”. „Box, box” – usłyszał tylko. A następnie: „to był dobry wyścig z twojej strony, przepraszamy za kapcia”.

Co na to Kubica? Już od pewnego czasu coraz mniej gryzie się w język. Dziś dał kolejny przykład specyficznego poczucia humoru w dramatycznej sytuacji. – Dziwna sprawa. Na okrążeniach wyjazdowych bolid jechał kompletnie inaczej niż wczoraj. Przed starciem powiedziałem, że wyczucie jest znacznie lepsze i rytm w wyścigu nie odstawał o półtorej sekundy od mojego kolegi z ekipy. Zapewne lepiej przespałem noc. Oczekiwania przed wyścigiem w USA? Zależy, jaki będzie bolid. Jeśli taki, jak wczoraj, to jak tu straciłem 1,2 sekundy, to tam stracę 2. Jeśli będzie taki jak dziś, lub jak na Suzuce, to z pewnością mogę być bliżej. Ale, kto to wie. To zależy od tego, jak dobrze się wyśpię… – komentował na gorąco.

W Meksyku, dzięki świetnej strategii, najszybszy był Lewis Hamilton. Anglik wyprzedził Sebastiana Vettela i Valtteriego Bottasa. Czwarty był Charles Leclerc, piąty Alexander Albon. Zwycięstwo mistrza świata oznacza, że jest o włos od kolejnego tytułu. Dosłownie. Na trzy wyścigi przed końcem ma 74 punkty przewagi nad drugim Bottasem i 128 nad trzecim Leclerkiem, a do zdobycia jest maksymalnie 78 punktów. W praktyce oznacza to, że już może mrozić szampana, którego na 99,99 procent otworzy już za tydzień w USA. On zdecydowanie nie musi się martwić o to, czy się dobrze wyśpi…

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (6)