Głowacki wygrał… poza ringiem. Uznano protest w sprawie walki z Briedisem!
Inne sporty

Głowacki wygrał… poza ringiem. Uznano protest w sprawie walki z Briedisem!

Choć w rozmowie z TVP Sport Krzysztof Głowacki przyznawał, że nie wierzył, by jakiekolwiek protesty mogły przynieść skutek, to równocześnie był po prostu szczęśliwy. Bo, jak poinformował na Twitterze jego promotor, Andrzej Wasilewski, federacja WBO nakazała Marisowi Briedisowi odbyć rewanż z polskim pięściarzem. Jak najbardziej słusznie, dodajmy.

Skandal sprzed kilku miesięcy pamiętamy doskonale. Łokieć Łotysza, uderzający w głowę Głowackiego, nieudolnego sędziego Roberta Byrda, przedłużaną o kilkanaście sekund rundę… Zresztą o naszych wrażeniach, wyrażonych niedługo po walce, możecie przeczytać w tym miejscu. Dziś jednak, wspominając tamtą farsę, świętujemy. Okazało się bowiem, że w świecie boksu, w którym często liczy się tylko kasa, jednak istnieje jakaś sprawiedliwość. Czekaliśmy na nią co prawda cztery miesiące, ale się doczekaliśmy. Tyle samo czasu ma teraz Briedis na stoczenie rewanżowej walki z Polakiem.

– Ewenementem ta sytuacja nie jest, bo zdarzało się już, że po kontrowersyjnych werdyktach federacja nakazywała rewanż – mówi Piotr Momot, zastępca redaktora naczelnego ringpolska.pl. – Niedawno w kategorii muszej odbyła się walka o tytuł mistrza świata pomiędzy Edwardsem a Martinezem, która kończyła się jako no contest, a potem nakazano rewanż. W polskim boksie czegoś takiego jednak jeszcze nie było. To ogromne zwycięstwo grupy KnockOut Promotions i całego obozu Krzyśka Głowackiego. Bo wygraliśmy z naprawdę mocnym zawodnikiem.

Zresztą nie pierwsze takie, bo już w przeszłości zdarzało się, że poza ringiem KnockOut Promotions wygrywać potrafi. Ot, już dekadę temu skorzystał na tym Krzysztof Włodarczyk, gdy nie uznano mu prawidłowego liczenia. Dostał rewanż, który wygrał przez techniczny nokaut. Ale to, co stało się teraz, to już zupełnie inna skala. Bo prestiżowy turniej, walka o pas WBO, a w dodatku pierwszy pojedynek odbywał się na Łotwie, wśród fanów Briedisa i wydawało się, że choćby przez to protest nic nie da.

– To, jak powiedział sam Andrzej Wasilewski, jest o tyle pozytywne, że w tym boksie, który zaczyna coraz częściej przypominać takie rozgrywki szachów, promotorów, telewizji, gdzie liczą się pieniądze, wygrał sport i uznano coś, co wydawało się oczywiste. Bo w tej walce wszystko wymknęło się sędziemu spod kontroli, nie panował nad niczym, właściwie złamano każdy punkt regulaminu. Brakowało tylko, żeby sędzia zaczął bić Głowackiego razem z Briedisem, właściwie tylko tego nie zrobił, żeby pomóc Łotyszowi – mówi Momot.

Uznanie protestu to jednak tylko początek drogi, która – jak może się okazać – wcale nie będzie taka prosta. Bo w teorii powinno to wyglądać tak, że Briedis i Głowacki w ciągu nakazanych 120 dni wejdą do ringu, dadzą sobie wzajemnie po twarzy i wygra ten, który lepiej to wytrzyma. W praktyce jednak już słychać głosy dochodzące z łotewskiego obozu, że Maris może ten pojedynek… odpuścić. Jak miałby na tym skorzystać?

Ano tak, że chciałby dogadać się z organizatorami turnieju World Boxing Super Series. Chodzi mu o to, by nie powtarzać walki półfinałowej, a boksować w finale, do którego – oczywiście po skandalu – już się dostał. W zamian pojedynek finałowy miałby nie obejmować pasa WBO, który Łotysz po prostu by odpuścił. Jeśli tak by postąpił, to pokazałby, że w żaden sposób nie zależy mu na tytułach, a na tym, by zgadzały się cyferki przy wypłacie. I, jeśli mamy być szczerzy, w przypadku tego człowieka w ogóle by nas to nie zdziwiło.

Co jednak dla nas istotne, to to, że gdyby Briedis tak postąpił (a władze WBSS by na to przystały), Głowacki walkę o pas WBO i tak by otrzymał, tyle tylko, że z innym rywalem. Sęk w tym, że dosłownie dwa dni temu wyznaczono go też do walki o mistrzostwo WBC, innej federacji. Dwóch srok za ogon Polak raczej w tej sytuacji złapać nie zdoła. Po którą więc opłacałoby się sięgnąć bardziej?

– Wyznaczenie do walki o pas WBC było niespodziewane, chyba nawet dla osób wtajemniczonych w to, co się tam dzieje. Pierwotnie o ten pas boksować mieli Briedis z Dorticosem, tak zapowiadał prezydent federacji. Sytuacja jednak nadal nie jest tak oczywista. Bo Ilunga Makabu związał się ostatnio z Donem Kingiem, który ma znane nazwisko, ale dziś kojarzy się go głównie z tym, że jest promotorem nieudolnym, dającym swoim zawodnikom mało startów i przeciągającym procedury tak długo, jak tylko się da, jeśli coś nie opłaca mu się finansowo. Trudno byłoby tu cokolwiek wyegzekwować. Wyznaczenie to oczywiście świetna wiadomość, ale to że miałby walczyć z zawodnikiem Kinga to już wiadomość fatalna. Logicznym wyborem wydaje się więc pójście drogą WBO, bez względu na to, czy będzie to walka z Briedisem czy innym rywalem z rankingu. Wszystko powinno być tu dużo prostsze – mówi Piotr Momot.

Protest więc – niezależnie od tego, co stanie się dalej – jest historyczny, bo zwycięski i dlatego, że przyniósł nam same dobre informacje. Krzysztof Głowacki ma teraz kilka opcji, z których może skorzystać. Wybór należy do niego, my z kolei cieszymy się, że w najbliższym czasie z całą pewnością dostaniemy z jego obozu sporo pozytywnych sygnałów i emocji związanych z pięściarstwem. Bo o to przecież w tym wszystkim chodzi.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (3)