City spełniło obywatelski obowiązek, Pulisic-show na Turf Moor
Anglia

City spełniło obywatelski obowiązek, Pulisic-show na Turf Moor

Trzeba przyznać – dziś największe firmy w Premier League absolutnie nie zawiodły. Manchester City bez problemów (no, może z drobnymi) pokonał przed własną publicznością Aston Villę, natomiast Chelsea z dużym spokojem (no, nie licząc końcówki) i imponującym rozmachem zatriumfowała w wyjazdowym starciu z Burnley. Czy to oznacza, że sobota na angielskich boiskach upłynęła pod znakiem kompletnej nudy? Nie do końca. Chociaż nie ma co się oszukiwać, że po cichu liczyliśmy na trochę więcej emocji i spektakularnych wydarzeń, mocno rozochoceni wczorajszymi wyczynami Leicester City, które dziewiątką powiozło Southampton z Janem Bednarkiem w składzie.

Cóż – może jutrzejsze starcie Liverpoolu z Tottenhamem, rewanże za finał Ligi Mistrzów, przyniesie trochę więcej wrażeń.

Dzisiejsza porcja angielskiego futbolu rozpoczęła się od smakowitego kąska – na Etihad Stadium o godzinie 13:30 starli się zawodnicy Manchesteru City i Aston Villi. Po 45 minutach na stadionowym zegarze widniał bezbramkowy remis, co zwiastowało spore emocje przed drugą połową. Tym bardziej, że – choć optyczną przewagę mieli rzecz jasna gospodarze – ekipa z Birmingham potrafiła zagrozić bramce strzeżonej przed Edersona i przez chwilę wydawało się nawet, że może mieć okazję do strzału z jedenastu metrów. Ostatecznie jednak analiza VAR dowiodła, że przyjezdnym nie należał się rzut karny i „Obywatele” nie dostali prztyczka w nos, który w sumie trochę im się należał za dość bezbarwną, smętną grę w pierwszej połowie dzisiejszego starcia.

Po przerwie podopieczni Pepa Guardioli się jednak przebudzili. I to jeszcze jak! Już po minucie drugiej odsłony meczu wyszli na prowadzenie za sprawą Raheema Sterlinga, który ze stoickim spokojem wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem, przepuszczając golkiperowi futbolówkę między nogami. Trafienie zasługuje na trochę uwagi, bo padło w dość niecodziennych dla City okolicznościach – cała akcja zaczęła się od długiej piłki skierowanej w okolice pole karnego Aston Villi, tam jeden z piłkarzy Manchesteru strącił głową futbolówkę, a potem Sterling do niej dopadł i postawił kropkę nad i.

To trafienie trochę wygasiło emocje w całym spotkaniu – „Obywatele” szybko dołożyli do swojego dorobku kolejne bramki, ustalając wynik na 3:0. Z równowagi nie wytrąciła ich nawet czerwona kartką, obejrzana w końcówce przez Fernandinho. Goście ambitnie walczyli o honorowe trafienie, to też wypada im oddać, ale nic nie chciało wpaść do sieci.

Kevin De Bruyne dość celnie podsumował to spotkanie: – W pierwszej połowie mieliśmy sporo kłopotów. Wydaje mi się, że zabrakło w naszej grze intensywności, nie złapaliśmy odpowiedniego rytmu. Druga połowa była już w naszym wykonaniu znacznie lepsza, szybko strzelony gol pozwolił na opanować sytuację. Koniec końców – zasłużyliśmy na zwycięstwo, odwaliliśmy dobrą robotę – mówił belgijski pomocnik. Jednak angielskie media znacznie więcej uwagi poświęcają, a jakże, decyzjom VAR-u. Wszystko wskazuje na to, że druga bramka dla The Citizens została zdobyta nieprawidłowo. Sytuacja jest kuriozalna – wydawało się, że wspomniany De Bruyne wpakował piłkę do siatki po ni to strzale, ni to dośrodkowaniu zza pola karnego. Sęk w tym, że David Silva zarzeka się, iż trącił futbolówkę czubkiem buta, zanim ta wylądowała w siatce. Co sporo zmienia, bo kiedy Hiszpan pacnął piłkę, jeden z jego partnerów znajdował się już na pozycji spalonej, utrudniając bramkarzowi interwencję. Straszny galimatias – na szczęście bez wyraźnego wpływu na przebieg spotkania, bo goście po przerwie byli już znacznie słabsi od Manchesteru.

MANCHESTER CITY 3:0 ASTON VILLA (R. Sterling 46′, D. Silva 65′, I. Gundogan 70′)

Warto też poświęcić kilka zdań starciu londyńskiej Chelsea z Burnley. Podopieczni Franka Lamparda kolejny raz potwierdzili, że są w tym sezonie jedną z najefektowniej, a jednocześnie najbardziej beztrosko grających ekip w angielskiej ekstraklasie. Przez większą część spotkania londyńczycy prezentowali się spektakularnie – po 58 minutach starcia z Burnley prowadzili już 4:0, a efektownego hat-tricka miał na koncie Christian Pulisic, rozgrywający dziś naprawdę kapitalne zawody. Pierwszy gol z lewej nogi, drugi z prawej, trzeci z główki – Brytyjczycy takie hat-tricki zwykli określać „perfekcyjnymi”.

Dalecy od perfekcji byli na pewno defensorzy Burnley, no i bramkarz Nick Pope. Naprawdę momentami aż trudno było uwierzyć, że przeciwko Chelsea na boisku zameldowała się ekipa z Premier League. Szkolne, banalne błędy, bez litości wykorzystywane przez gości.

W końcówce na moment zrobiło się jednak emocjonująco – piłkarze Chelsea ewidentnie się rozkojarzyli i dali sobie wbić dwa szybkie gole. Zabrakło agresji, dobrego ustawienia, no i zrobiło się nerwowo. Ostatecznie jednak gospodarzom zabrakło już czasu, żeby odwrócić losy meczu. Czterobramkowa zaliczka nie została roztrwoniona, aczkolwiek Lampard pewnie z kwaśną miną będzie przedstawiał swoim zawodnikom analizę końcowej fazy meczu, ponieważ The Blues wpakowali się w tarapaty na własne życzenie. Co oczywiście nie zamazuje ch doskonałej postawy, jeżeli oceniamy mecz całościowo.

BURNLEY 2:4 CHELSEA (J. Rodriguez 86′, D. McNeil 89′ – C. Pulisic 21′ 45′ 56′, Willian 58′)

Jeżeli chodzi o pozostałe spotkania, bez bramek zakończyło się starcie Watfordu z Bournemouth, natomiast jedna z największych pozytywnych sensacji tego sezonu, ekipa Sheffield United, zremisowała 1:1 wyjazdowy mecz z West Hamem United. Ciekawiej było z kolei w Brighton, gdzie gospodarze 3:2 zwyciężyli z Evertonem, choć do 80 minuty przegrywali 1:2. O losach wyniku zadecydowała bramka samobójcza w czwartej minucie doliczonego czasu gry – Lucas Digne wpakował piłkę do własnej bramki.

W tym spotkaniu też nie uniknięto sędziowskich kontrowersji – zawodnicy i trener Evertonu po końcowym gwizdku kipieli z oburzenia, dowodząc, że gospodarzom nie należał się rzut karny, po którym padł gol na 2:2. Na powtórkach widać jednak wyraźnie, że doszło do przewinienia.

BRIGHTON 3:2 EVERTON (P. Gross 15′, N. Maupay 80′, L. Digne 90+4′ (sam.) – A. Webster 20′ (sam.), D. Calvert-Lewin 74′)

WATFORD 0:0 BOURNEMOUTH

WEST HAM UNITED 1:1 SHEFFIELD UNITED (R. Snodgrass 44′ – L. Mousset 69′)

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (0)