post Avatar

Opublikowane 23.10.2019 11:58 przez

redakcja

Podobno w Stanach Zjednoczonych w piłkę grają emeryci odcinający kupony. Podobno na trybunach zasiadają typowi amerykańscy Janusze z hot-dogiem i colą w ręku lub ci, którzy po prostu pomylili terminy meczów futbolu amerykańskiego. Podobno w USA nie ma też dobrych trenerów, a już z pewnością nie Jankesów, którzy na piłkę nożną wołają soccer. Ten ostatni mit skutecznie obala pierwszy Amerykanin, który poprowadził zespół w Lidze Mistrzów. Jesse Marsch i RB Salzburg to jeden z popularniejszych tematów dyskusji toczonych pomiędzy kibicami po dwóch kolejkach Champions League.

Piłkarska stajnia Red Bulla rozwija się w niesamowitym tempie. Tu nie ma miejsca na przypadek i nie mówimy tylko o świetnych akademiach, skautingu najzdolniejszych zawodników, ale również o skautingu trenerów, którzy pasują do filozofii klubu, o czym mówił m.in. dyrektor sportowy Salzburga – Christoph Freund.

– Szukamy ludzi, którzy mają takie same idee jak my. Szukamy młodych trenerów tak samo, jak młodych piłkarzy. Trudno ściągnąć duże trenerskie nazwisko do ligi austriackiej. Zdecydowanie lepiej znaleźć trenera, który preferuje dokładnie taki styl jak my. Chcemy rozwijać się razem z nim.

Zatrudniając Marscha na stanowisko trenera New York Red Bulls, włodarze doskonale wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać. Amerykanin spełnił pokładane w nim nadzieje, w nagrodę obejmując w lipcu posadę szkoleniowca Salzburga. Wypłynął na szerokie wody po dołączeniu do stajni Red Bulla, ale nigdy nie dostałby takiej szansy, gdyby nie jego największy mentor – Bob Bradley.

Od palanta do przyjaciela

Urodzony w Wisconsin Jesse od samego początku swojej kariery miał wyjątkową relację z jedną z legend amerykańskiej piłki nożnej – Bobem Bradleyem. To właśnie on odpowiadał za ściągnięcie go do drużyny uniwersyteckiej. Zdolnego napastnika wypatrzył w 1991 roku podczas rozgrywek młodzieżowych. To był ostatni rok w high school, a na wieść o college’u, nastolatek miał jedną odpowiedź: „Tam skąd pochodzę, dzieciaki nie idą do Princeton”. Okazało się, że nie miał racji i w przeciwieństwie do rodziców miał możliwość ukończenia uniwersytetu. Bradley wysłał mu zaproszenie i osobiście odebrał z lotniska.

Początki nie należały do najłatwiejszych. Marsch przeszedł niezłą szkołę życia, a Bradley nie zapewnił mu parasola ochronnego. Chłopak, który przyzwyczaił się do bycia najlepszym na boisku, nagle stał się jednym z wielu. Po latach Jesse wspominał: – Pamiętam, że wtedy sobie pomyślałem „Ten facet to palant!”, ale z biegiem czasu dorosłem do tego, żeby polubić jego opinie i tęsknię za jego krytyką… Zdałem sobie sprawę, że im większe rzucał ci wyzwanie, tym bardziej w ciebie wierzył.

A Bradley wierzył w Marscha niemal bezgranicznie. W Princeton Tigres dwukrotnie sięgnęli po tytuł Ivy League (rywalizacja pomiędzy ośmioma elitarnymi uczelniami w północno-wschodniej części USA), dotarli też to półfinału głównego turnieju NCAA. W ostatnim sezonie gry w lidze uniwersyteckiej Jesse został królem strzelców i znalazł się w zaszczytnym gronie All-American Team. Nikogo nie powinno zatem dziwić, że kiedy trener przeniósł się do D.C. United jako asystent, szepnął dobre słowo o 22-letnim wówczas zawodniku. Jesse Marsch został wybrany w pierwszym drafcie MLS. Profesjonalna liga piłkarska w USA dopiero raczkowała, a duet z Princeton stawiał pierwsze kroki w zawodowej karierze: Jesse jako piłkarz, Bob jako trener. Debiut zaowocował mistrzostwem, który rok później obronili, ale o prawdziwym rozwoju możemy mówić od 1998 roku, kiedy do Major League Soccer wchodziła nowa drużyna – Chicago Fire. Bradley objął jej stery i kolejny raz zabrał ze sobą dzieciaka, którego wypatrzył kilka lat wcześniej. Razem z Koseckim, Podbrożnym i Nowakiem sięgnęli po historyczne mistrzostwo i puchar kraju, czego w debiutanckim sezonie nie dokonała później żadna z drużyn.

Łącznie w barwach klubów MLS Jesse rozegrał ponad 300 spotkań, zdobywając dziewięć tytułów. Nie był to jeden z wielu piłkarzy, a jeden z lepszych zawodników w całej lidze. Zawsze wykazywał się ponadprzeciętną inteligencją. Właśnie dlatego Bradley tak bardzo upodobał sobie współpracę z chłopakiem z Wisconsin i kiedy tylko miał taką możliwość, zabiegał bezpośrednio o niego. Zostając trenerem Chivas USA, poprosił o transfer pomocnika. Tylko podczas pracy w MetroStars nie mieli okazji współpracować, ale co się odwlecze, to nie uciecze. I w tej kwestii Jesse poszedł później w ślady swojego mentora.

Po zawieszeniu butów na kołku Marsch nie zastanawiał się długo nad ścieżką kariery. Skorzystał z zaproszenia swojego mistrza, dołączając do sztabu trenerskiego reprezentacji Stanów Zjednoczonych podczas mistrzostw świata 2010. Obserwował, uczył się i przygotowywał do wypłynięcia na szerokie wody, tym razem już bez człowieka, który bez wątpienia miał największy wypływ na jego karierę.

– Bob był inspiracją dla nas wszystkich, dla amerykańskich trenerów. Był dla mnie jak mentor, później stał się bardziej jak ojciec, jeszcze później był moim szefem, a teraz jest moim przyjacielem. Nie wiem, czy gdyby nie wyjechał do Europy, kiedykolwiek pomyślałbym, że mogę zrobić to samo.

Ryzyko, które się opłaciło

Wraz z odejściem Boba Bradleya ze stanowiska trenera reprezentacji Stanów Zjednoczonych Jesse Marsch musiał dorosnąć. Na szczęście dla niego trafił na czas, kiedy Major League Soccer zaczęła się rozwijać w coraz szybszym tempie, a kolejne drużyny hurtowo zaczęły dołączać do rozgrywek. Pojawiła się propozycja objęcia stanowiska szkoleniowca w Kanadzie. Młody trener podjął się poprowadzenia nowej franczyzy w MLS, ale nie wytrwał tam długo. Włodarze byli co prawda zadowoleni z wyniku, ale Marschowi nie podobała się ingerencja zarządu klubu w jego pracę i podważanie filozofii, którą wyznawał. Po zakończonym sezonie rozstał się z Montreal Impact.

Znamienne jest to, że wolał wrócić do ligi uniwersyteckiej, niż prowadzić zespół, w którym blokowano jego filozofię. Bob Bradley podkreślał, że jego wychowanek „ma prawdziwe wyobrażenie o tym, jak chce, żeby jego drużyna grała i przede wszystkim, jak do tego doprowadzić”. Nie mógł tego osiągnąć w Kanadzie, więc zdecydował się na powrót do Priceton. Trzeba było nie lada odwagi, żeby dokonać takiego wyboru, ale koniec końców był to strzał w dziesiątkę. Niedługo potem osób o takim profilu szukano w Harrison, gdzie New York Red Bulls przechodzili gruntowne zmiany. Zwolniono dyrektora generalnego, z klubem pożegnali się też Thierry Henry czy Tim Cahill, a w tym samym czasie do ligi wchodził lokalny rywal Czerwonych Byków – New York City FC. Zdecydowano się, że nowej wizji przewodzić będzie Ali Curtis (nowy CEO) i odważny szkoleniowiec – Jesse Marsch. Tak oto doświadczony piłkarz MLS kolejny raz poszedł w ślady swojego idola, z tą różnicą, że za czasów Bradleya NY Red Bulls nazywali się jeszcze MetroStars.

„Nie jestem tutaj, aby wygrać konkurs popularności”

Już od pierwszych dni Marsch miał pod górkę. I nie chodzi tu o wyniki, bo te były naprawdę dobre, a raczej o komfort pracy. Mike Petke był legendą NY Red Bulls i trenerem, który zdobył pierwszy w historii klubu tytuł. Był i wciąż jest jednym z największych ulubieńców trybun. O przywiązaniu i lojalności kibiców wobec swojego poprzednika Jesse Marsch przekonał się już na pierwszej konferencji prasowej, gdzie sfrustrowani fani co jakiś czas przerywali prowadzącym, krzycząc: „Dlaczego zwolniliście Mike’a Petke?!”. MLS nie jest ligą, gdzie zmienia się trenerów jak rękawiczki, ale akurat NY Red Bulls jest w tej kwestii wyjątkiem. W dwudziestoletniej wówczas historii ligi żaden klub nie żegnał się z menedżerami częściej od Czerwonych Byków, którzy zwolnili w tym czasie 14. szkoleniowców. Kibice byli do nowego trenera wrogo nastawieni, choć niezaangażowani obserwatorzy dostrzegali, że Petke był świetnym motywatorem, ale braki taktyczne dało się zauważyć gołym okiem.

41-letni wówczas Marsch zaczął swoją pracę właśnie od nadrobienia tych braków. Nie próbował się za wszelką cenę wkupić w łaski fanów, o czym zresztą sam mówił: – Nie jestem tutaj, aby wygrać konkurs popularności. Kiedy dotrzemy do miejsca, w którym chcę, abyśmy byli, myślę, że fani też tam będą i będą nas wspierać.

Rzeczywiście już po kilku meczach kibice sami dostrzegli, że nowy trener wcale nie jest taki zły. Co prawda na początku raczej nikt nie spodziewał się, że powtórzy sukces swojego poprzednika, ale on nic sobie z tego nie robił i już w pierwszym roku pracy sięgnął po Supporters’ Shield, a NY Red Bulls zdobyli 60 punktów, co było rekordem w historii franczyzy. Jesse Marsch został oczywiście wybrany najlepszym trenerem sezonu 2015, zyskując szacunek nie tylko wszystkich rywali, ale przede wszystkim kibiców.

Jeden z młodszych szkoleniowców w Major League Soccer odmienił grę piłkarzy z Harrison. Rozwijanie ducha drużyny i pomaganie graczom we wzięciu odpowiedzialności za grę, to dwie podstawowe zasady Marscha: – Myślę, że budowanie zespołu składa się z elementów piłki nożnej: taktyki, podania i techniki, ale to tylko połowa. Drugą połowę tworzy mentalność, środowisko i tożsamość tego, kim jesteśmy, jak pracujemy i jak ze sobą współdziałamy.

Podejmowanie odważnych decyzji było na porządku dziennym. Każdy rywal był szczegółowo rozpracowany, a trener potrafił zmieniać ustawienie, reagując na boiskowe wydarzenia, co wcześniej w tej części Nowego Jorku raczej nie było na porządku dziennym. Grał 4-2-3-1, grał 4-3-3, grał 3-5-2 z Tylerem Adamsem na prawym wahadle, co potem wykorzystał m.in. nowy selekcjoner reprezentacji USA. Niemal za każdym razem na papierze wyglądało to inaczej niż w rzeczywistości. I niemal za każdym razem okazywało się, że była to idealna taktyka w danym meczu. Rywale bardzo często mieli problem z rozszyfrowaniem ustawienia NY Red Bulls, a co jeszcze ważniejsze: zawodnicy Marscha nie gubili się w wizji trenera i świetnie realizowali jego założenia. Pomylił się w zasadzie tylko raz, bo płaskie 4-4-2 na początku sezonu 2017 faktycznie było niewypałem.

– Jesse posiada cechy, którymi może pochwalić się niewiele osób, nie mówiąc już o trenerach. Stworzył środowisko, w którym każdy gracz chce być jego częścią. Systemy zorientowane na szczegóły pozwalają wszystkim piłkarzom rozwijać się każdego dnia – mówił Tyler Adams, czyli jeden z największych talentów amerykańskiej piłki, którego odkrył właśnie Marsch.

Football: UEFA Champions League

Skupił się kreowaniu nowych piłkarzy, którzy wyrośli na bohaterów, w odstawkę poszły gwiazdy europejskiego formatu. Świetnie dogadywał się też z trenerami drugiego zespołu i akademii. Często samodzielnie monitorował rozwój poszczególnych graczy i wprowadzał ich do pierwszego zespołu. Pomógł mu z pewnością fakt, że akademia NY Red Bulls była akademią darmową, zanim liga odgórnie nałożyła taki wymóg, a rezerwy występujące w USL to też jedna z mocniejszych drużyn. To właśnie tam grają najbardziej wyróżniający się wychowankowie, piłkarze wybrani w SuperDrafcie MLS przez Czerwone Byki i ci, którzy byli na liście działaczy klubu, ale np. zostali odrzuceni po drafcie przez inne zespoły. W końcu gra tam też młodzież, która została wypatrzona przez skautów. Jeżeli piłkarz naprawdę się wyróżniał, miał gwarancję, że prędzej czy później dostanie szansę w pierwszym zespole. Za rządów Marscha w MLS zadebiutowało siedmiu wychowanków, czterech piłkarzy wybranych w SuperDrafcie i trzech, którzy zostali ściągnięci do drugiego zespołu.

Żeby w pierwszym zespole mógł zadebiutować Tyler Adams, Sean Davis, Alex Muyl czy Derrick Etienne, trzeba było podjąć drastyczne kroki i tutaj Jesse Marsch stąpał po naprawdę cienkim lodzie. Po sezonie 2016 serce i płuca czerwonej strony Nowego Jorku, czyli Dax McCarty, zostały oddane do Chicago Fire. Taki prezent dostał kapitan na dwa dni po ślubie. Rok później kolejny kapitan został oddany do kolejnego rywala na Wschodzie. Sacha Kljestan jako najlepszy asystent ligi przeniósł się od Orlando City. Warto w tym momencie dodać, że wszyscy pomocnicy, którzy w tym sezonie występowali w barwach NY Red Bulls mieli na swoim koncie mniej asyst od byłego piłkarza Anderlechtu.

Koniec końców okazywało się, że kibice i tak nosili trenera na rękach. W sezonie regularnym dominował na Wschodzie, a transfery okazywały się strzałem w dziesiątkę. To on zdecydował się odważnie postawić na Tylera Adamsa, wykreował Seana Davisa i dał szansę skreślanemu przez większość Aaronowi Longowi, który dzisiaj jest powoływany do reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Jako trener wygrał najwięcej meczów w historii klubu, sięgnął po mistrzostwo sezonu regularnego, w dużej mierze przyczynił się do Suppoprters’ Shield i rekordu punktowego w sezonie 2018, zdominował derbową rywalizację z New York City FC, na stałe zapisując się na kartach historii klubu. Jedyne, co Marschowi nie wyszło w Harrison, to przełamanie klątwy Nicoli Caricoli, bo w play-offach zawsze czegoś brakowało.

Dobra praca i rekordy w USA nie przeszły bez echa w głównej siedzibie Red Bulla. Bardzo szybko pojawiały się pierwsze plotki łączące Marscha z przenosinami do Europy. W sezonie 2017 godził już pracę szkoleniowca z kursem UEFA Pro na Uniwersytecie Stirling oraz Hampden Park w Glasgow. Zamiana NY Red Bulls na Niemcy lub Austrię była po prostu kwestią czasu.

Czasami trzeba zrobić krok w tył

Kiedy latem 2018 Jesse Marsch objął stanowisko asystenta trenera RB Leipzig, w Stanach Zjednoczonych zostało to przyjęte ze swego rodzaju zdziwieniem. Za oceanem był uznawany za jednego z najlepszych szkoleniowców, którego chciała mieć każda drużyna MLS, w tym samym czasie szukano też trenera reprezentacji, a on zdecydował się usunąć w cień. Nie każdy odważyłby się na taki ruch, ale nie była to przecież pierwsza nieoczywista decyzja w jego karierze.

Przez cały sezon 2018/19 mógł z bliska poznać specyfikę pracy w Europie, a przy okazji zerkać na występy swoich byłych już podopiecznych w Harrison. Chris Armas miał jedno podstawowe zadanie: nie zepsuć tego, co zbudował jego poprzednik, któremu asystował. Udało się to w najlepszy możliwy sposób: mistrzostwo sezonu regularnego i 71 punktów, co oznaczało pobicie rekordu Toronto FC z poprzedniego roku. Każdy obserwator MLS doskonale wie, że w większości to zasługa Marscha.

Podczas swojego pobytu w Lipsku podkreślał, że był pod wrażeniem tego, jak głęboko kadra trenerska myślała o grze i szczegółach, które wymagały przygotowania do każdego meczu. Sam skupiał się na tym mocno w swojej pracy za oceanem, ale tutaj przygotowania były na jeszcze wyższym poziomie. Poza tym dodatkowo mógł się skoncentrować na doskonaleniu się w roli mentora, o czym sam niejednokrotnie wspominał: – Myślę, że teraz spędzam więcej czasu, skupiając się na tym niż na taktyce. To właśnie sprawia mi przyjemność w byciu trenerem: być liderem i mentorem, pomagając każdemu zrozumieć, jak grać na najwyższym poziomie.

W styczniu do Lipska przeniósł się jego wychowanek – Tyler Adams. Tę dwójkę łączy podobna relacja jak Marscha i Bradleya, co podkreślał sam zawodnik: – Stworzenie takiego rodzaju relacji, jaki miałem z nim od 16-letniego dziecka po 20-letniego mężczyznę, pomogło mi się rozwinąć zarówno poza boiskiem, jak i na nim. Bez wątpienia obecność trenera, który wprowadzał go do profesjonalnej piłki, pomogła mu błysnąć w Bundeslidze już od pierwszych meczów i oczarować ludzi, którzy mieli okazję oglądać go w grze po raz pierwszy.

Pokazać się światu

Jesse Marsch wspiął się już niemal na sam szczyt w stajni Red Bulla. Ostatnim przystankiem przed objęciem drużyny z Lipska jest próba generalna w Salzburgu. I choć już na samym początku pracy w nowym klubie o jego zespole mówi się niemal w samych superlatywach, to trzeba dodać, że kolejny raz mieliśmy powtórkę z rozrywki. W Nowym Jorku trafił na moment, kiedy włodarze zwolnili ulubieńca kibiców, w Austrii na dobry początek dostał na twarz baner „Nein zu Marsch” („Nie dla Marscha”).

Jak przystało na zaprawionego w takich bojach trenera, wystarczyło poczekać do pierwszych meczów, żeby fani zmienili podejście do nowego szkoleniowca. W tym momencie wszystkim niedowiarkom jest zapewne wstyd, że wątpili w Amerykanina. Pod jego wodzą młodzi piłkarze czują się wyjątkowo mocni i przekłada się to na wyniki. Na rodzimym podwórku nie mają sobie równych i nie zanosi się na to, żeby ktoś był w stanie zatrzymać tę dobrze naoliwioną maszynę. Najgłośniej jest oczywiście o młodym Norwegu, który strzela gole seriami. Co prawda Erling Braut Håland nie jest jedynym motorem napędowym tego zespołu, ale trener podkreśla jego wyjątkowość: – W wieku 19 lat jest niesamowitym profesjonalistą. Ich mentalność, dbałość o szczegóły, pragnienie bycia najlepszym – to sprawia, że najlepsi młodzi gracze są wyjątkowi. Widziałem to każdego dnia u Tylera Adamsa, a teraz jest tak w przypadku Erlinga. Myślę, że dla tego dzieciaka nie ma granic.

Jest to o tyle istotne, że Jesse Marsch w całej karierze w takich superlatywach wypowiadał się praktycznie tylko o Adamsie. Teraz ma do dyspozycji jeszcze więcej młodych talentów niż w Nowym Jorku i należy się spodziewać kolejnych chłopaków, którzy pod jego skrzydłami wypłyną na szerokie wody.

Dlaczego o Salzburgu jest aż tak głośno? Odpowiedzi na to pytanie udziela sam trener, który został pierwszym Amerykaninem, który poprowadził zespół w Lidze Mistrzów: – Kiedy patrzysz na sposób, w jaki gramy, zauważysz, że z natury jesteśmy agresywni. Nie rozpoczynamy żadnego meczu z myślą, że musimy się bronić. Będziemy narzucać swój sposób gry. I właśnie dlatego tę drużynę po prostu się dobrze ogląda i to nie tylko w meczu z Genk, kiedy rozbili rywala aż 6:2, ale także ze zdecydowanie mocniejszymi rywalami. W grupie z Liverpoolem i Napoli wcale nie są skazani na porażkę, co zresztą było widać w ostatnim meczu.

Jako 16-latek Jesse Marsch brał udział w turnieju w północnej Anglii, wtedy miał też okazję podziwiać Liverpool na żywo: – Mieliśmy miejsca wysoko na górze, ale po meczu w pewnym momencie przewróciłem się tak, żeby znaleźć się na boisku, zgarnąłem trochę brudu, włożyłem do kieszeni i zatrzymałem. Mam to do dzisiaj w moim w domu. 29 lat później ten sam człowiek przygotowywał się do meczu, w którym nie musiał już kombinować jak znaleźć się na murawie legendarnego stadionu. Tym razem miał gwarancję, że znajdzie się przy linii bocznej w roli szkoleniowca.

– Przygotowanie się do gry przeciwko Liverpoolowi było świetną zabawą. Patrzysz, jak gra ta drużyna, z jaką pasją, w jakim stylu i jaka towarzyszy temu jakość i próbujesz wymyślić dobrą strategię na mecz przeciwko nim. To naprawdę była świetna zabawa.

Świetną zabawą dla bezstronnego widza było bez wątpienia samo widowisko, jakie zgotowali piłkarze obu drużyn. Przemowa Marscha w przerwie meczu podbiła Internet, ale przede wszystkim trafiła do jego podopiecznych, którzy przegrywali już 0:3, a jednak byli w stanie odrobić tę stratę. I choć ostatecznie ulegli 3:4, to dołączyli do elitarnego grona zespołów (FC Barcelona, Chelsea, Real Madryt), które strzeliły na Anfield trzy gole w Lidze Mistrzów. To był ten moment, kiedy Salzburg i Jesse Marsch pokazali się szerszemu gronu i wzbudzili sympatię bezstronnych widzów.

– W mojej codziennej pracy staram się uczyć i być najlepszą wersją siebie. Tak trenuję, tak się prowadzę i tak uczę. Myślę, że właśnie dlatego staram się wykorzystać każde moje doświadczenie i dodać je do tego, kim jestem i co staram się robić. A dokładniej (…) zawsze starałem się ewoluować i być innowacyjnym, jeśli chodzi o to, jak dobrzy możemy być.

Jesse Marsch był do tej roli przygotowywany przez długi czas. Najpierw jako trener NY Red Bulls, potem asystent Ralfa Rangnicka w RB Leipzig, aż w końcu dostał szansę poprowadzenia drużyny z Salzburga. Zasłużenie zbiera teraz pochwały, a stać go na zdecydowanie więcej. Naturalnym krokiem będzie w niedalekiej przyszłości objęcie drużyny z Bundesligi. Prędzej czy później zgłosi się też po niego reprezentacja Stanów Zjednoczonych. Nie ma wątpliwości, że 45-latek jest aktualnie najlepszym amerykańskim trenerem. Wykorzystał wszystkie nauki swojego mentora – Boba Bradleya i powoli można mówić o tym, że uczeń przerósł mistrza.

KATARZYNA PRZEPIÓRKA

fot. NewsPix.pl

***

To tekst naszej czytelniczki. Jeśli chcecie pokazać się w podobny sposób i być może zacząć pisać na poważnie, ślijcie swoją twórczość na [email protected] Szczegóły TUTAJ.

Opublikowane 23.10.2019 11:58 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
03.07.2020

ŁKS to nie drużyna. ŁKS to stan umysłu

Nie uwierzycie – ŁKS Łódź wyglądał dziś jak ekstraklasowa drużyna! Nie przez siedemnaście minut, nie po tym, jak mocno przymrużyliśmy oczy. Nic z tych rzeczy. Zupełnie szczerze musimy powiedzieć, że z przyjemnością obserwowaliśmy pierwsze 45 minut w wykonaniu drużyny Wojciecha Stawowego w meczu z Wisłą Kraków. Problem polega na tym, że sędziowie mają w zwyczaju […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Stal z walkowerem za mecz z rezerwami Lecha? Wyjaśniamy sprawę

1 lipca. II liga. Rezerwy Lecha Poznań podejmują Stal Stalowa Wola. Na boisku kilka znajomych nazwisk. Ze starszych – chociażby Grzegorz Wojtkowiak, Krzysztof Kiercz czy Michał Fidziukiewicz. Z młodszych – przykładowo Paweł Tomczyk. Ale przy tym, nie oszukujmy się, ten mecz nikogo w kraju nie elektryzował. Dół tabeli trzeciego poziomu rozgrywkowego, środek tygodnia, wielkiego natężenia […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Stanowisko: Ile zarabiają polscy sędziowie?

Ile zarabiają polscy sędziowie? Czy to zarobki adekwatne do wykonywanej pracy i dlaczego niekoniecznie? O tym Krzysztof Stanowski w cotygodniowym „Stanowisku”. Polecamy także nasz duży tekst, który poświęcamy tej sprawie. 
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Inni grają w piłkę, my „wyciągamy wnioski”

Przypomnijcie sobie, jak wiele słyszeliście wywiadów pomeczowych trenerów i piłkarzy, w których ci przekonują, że trzeba wyciągnąć wnioski. Jestem pewien, że setki. „Wyciągamy wnioski” notorycznie, regularnie, jakby były mistrzostwa świata w „wyciąganiu wniosków”, to zajęlibyśmy drugie miejsce, by potem „wyciągać wnioski”, dlaczego nie pierwsze. Potem jak sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście „wyciągnął wnioski”, to raczej nikt. […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Czy polscy sędziowie zarabiają za mało? „Stawki nie rosną od lat”

W sobotnim „Stanie Futbolu” pół-żartem, pół-serio rzuciliśmy, że niespodziewanym następstwem błędu Piotra Urbana w meczu Zagłębia Sosnowiec z Odrą Opole będzie nasz tekst o podwyżkach, na które zasługują polscy sędziowie. Wtedy mówiliśmy o tym z przymrużeniem oka, ale postanowiliśmy zbadać ten temat, zapytać, jak wyglądają warunki pracy polskich arbitrów i… stwierdziliśmy, że taki tekst faktycznie […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Quiz piłkarski. Kogo jeszcze nie gościliśmy w Ekstraklasie?

Choć niełatwo w to uwierzyć, bo czasami wydaje nam się, że w Ekstraklasie wylądował już każdy możliwy wynalazek – są na mapie świata kraje, z których nasze kluby jeszcze nikogo nie ściągnęły. Nawet całkiem piłkarskie. Ciekawi jesteśmy, czy będziecie potrafili je wskazać. Oczywiście nie wszystkie, a 25 z nich. Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego quizu! […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Od obrońcy sezonu do składowej beznadziejnego ŁKS-u

Różnie toczą się kariery piłkarzy po trzydziestce. Jedni starzeją się pięknie – jak Arkadiusz Malarz czy Marcin Robak, którzy dopiero na finiszu swojej kariery naprawdę rozwijają skrzydła. Inni grają bardzo długo, ale gasną powoli i trzymają przyzwoity poziom – do głowy przychodzi nam tu Arkadiusz Głowacki. W przypadku Macieja Dąbrowskiego oglądamy jednak proces nie spadku […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Czy FC Strefa Spadkowa utrzymałby się w lidze?

Nie żebyśmy chcieli odbierać szanse, wiemy, że piłka lubi nieprawdopodobne scenariusze. Wiemy niemniej też, że zostały cztery kolejki, a tabela jest dość nieubłagana. Widzimy w niej tąpnięcie, prawdziwą punktową przepaść między ostatnim bezpiecznym zespołem, a tymi, które zajmują pozycje spadkowe. Zadajemy sobie więc dziś pytanie: jak wyglądałby zespół złożony z graczy ze strefy spadkowej? Na […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

„Jestem dobrym trenerem. W Wiśle Płock podziękowano mi przedwcześnie”

„Po moim odejściu Wisła nie zrobiła żadnego progresu, podziękowano mi przedwcześnie”, „niektórych zawodników nazywam tłukami piłkarskimi”, „Wisła Płock nie ma swojego DNA”, „mam żal, że nie dano mi dłużej popracować w Płocku”. To pierwszy wywiad Dariusza Dźwigały na temat odejścia z Wisły Płock. Ale nie tylko, bo rozmawiamy o filozofii gry, wyszkoleniu technicznym ekstraklasowiczów, powtarzalności […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Rafał Gikiewicz: Chcę pojednać się z bratem

W piątkowej prasie sporo ciekawego. Rafał Gikiewicz mówi o konflikcie z bratem, Tomas Pekhart przedstawia swoją historię, Dominik Hładun i Jakub Łabojko komentują doniesienia transferowe na swój temat, jest sylwetka Thiago z Cracovii i kilka innych rzeczy. Zapraszamy.  PRZEGLĄD SPORTOWY Dawid Kownacki miał fatalny sezon, w którym będąc najdroższym piłkarzem w historii Fortuny Düsseldorf, nie […]
03.07.2020
Weszło Extra
03.07.2020

Krzysztof Zając. Prezes, który doprowadził do spadku Korony

Krzysztof Zając to jeden z najgorszych prezesów ostatnich lat w Ekstraklasie. Główny odpowiedzialny spadku i możliwego upadku Korony Kielce. Spadku, bo kielecki klub spada właśnie do pierwszej ligi. Upadku, bo z trzech lat rządów Zająca Korona może się nie otrząsnąć. Nie ma kompetencji, by prowadzić klub piłkarski. Dał się poznać jako człowiek działający na oślep, […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Pechowy wieczór Teodorczyka i Zielińskiego, czyli wtorek z Serie A

Wtorkowe mecze Serie A nie były być może majstersztykiem i najwyższą jakością serwowaną nam przez calcio w ostatnich tygodniach. Ale porażki Napoli i Romy przyniosły nam wiele odpowiedzi i jeszcze więcej pytań. Niestety, jeśli chcemy w dzisiejszych spotkaniach znaleźć pozytywne wieści o naszych stranierich, to trochę się rozczarujemy. Bo o ile Zieliński i Teodorczyk wypadli nieźle, […]
03.07.2020
Hiszpania
03.07.2020

Tempo pełzające, ale do mistrzostwa już tylko cztery kroki!

Nieprawdopodobnie wymęczył dzisiaj własnych kibiców Real Madryt. Po euforii z wtorkowego wieczoru, gdy Barcelona zremisowała z Atletico Madryt, już po kwadransie dzisiejszego meczu nie pozostał nawet ślad. Masz szansę odjechać na 4 punkty odwiecznemu rywalowi, grasz u siebie z Getafe, tytuł jest już naprawdę na wyciągnięcie ręki. I co? Właściwie masz szczęście, że rywal niczego […]
03.07.2020
Weszło
02.07.2020

Operacja „bij mistrza” rozpoczęta. City zlało Liverpool na kwaśne jabłko

Chyba trochę za bardzo poświętowali piłkarze Liverpoolu przyklepanie mistrzowskiego tytułu. Można się było oczywiście spodziewać, że The Reds w dzisiejszym spotkaniu z Manchesterem City nie pojawią się na murawie zmobilizowani w stu procentach. Dla nich sezon się tak naprawdę zakończył, pozostało ewentualnie kilka rekordów do pobicia, ale to wszystko. Jednak świeżo upieczonym mistrzom Anglii zwyczajnie […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

Idzie, idzie Podbeskidzie. I pewnie dojdzie, ale w Bełchatowie ledwo się ruszyło

Podbeskidzie Bielsko-Biała mogło dziś odskoczyć Warcie Poznań na pięć punktów i uczynić milowy krok w kierunku Ekstraklasy. Zamiast tego w Bełchatowie ledwo się ruszyło, rzutem na taśmę ratując remis. GKS w dość naiwny sposób stracił prowadzenie, ale i tak zespół ten kolejny raz zasłużył na pochwały. Bieda tam ciągle taka, że nawet ta przysłowiowa mysz […]
02.07.2020

Ostatni taniec polskiego Toma Cruise’a czyli Szymona Podstufki

Starzy Słowacy to marka sama w sobie, ale dzisiaj mamy dla was coś ekstra. Ten odcinek to jednocześnie pożegnanie Szymona Podstufki. Najbardziej emocjonujący moment w sporcie od czasów rozstania Michaela Jordana z Chicago Bulls. Do tego wiadomo, stały zestaw, cmentarz w Chotomowie, Apoloniusz Tajner, tęczowy Paczul. Słowem: warto!
02.07.2020
Blogi i felietony
02.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

W poniedziałek doszło do sensacyjnego wydarzenia na boiskach Ekstraklasy. Otóż sędzia z Krakowa, Tomasz Musiał, sędziował mecz drużyny z Krakowa, Cracovii. I, ku zdumieniu wszystkich, ani nie podyktował pięciu karnych dla Pasów, ani nie wyrzucił trzech Portowców w pierwszym kwadransie gry. Co więcej, choć jest synem Adama Musiała, legendy Wisły Kraków, a także byłym juniorem […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

Mistrzostwo Anglii dla Liverpoolu ucieszyło mnie bardziej niż otwarcie basenów

Kiedy zaczął kibicować “The Reds”? Kto jest jego ulubionym piłkarzem Liverpoolu? Kogo widzi w roli następcy Juergena Kloppa? Którego Polaka chciałby zobaczyć w swoim ukochanym klubie? Rozmawiamy z jednym z najlepszych pływaków w historii polskiego sportu Pawłem Korzeniowskim, zapraszamy do lektury.  Spotykamy się przed 9 rano, tuż po tym jak Liverpool zdobył tytuł. Cieszymy się, […]
02.07.2020