Obiecałem Krychowiakowi, że przy 3:0 pozwolę mu strzelić gola
Weszło

Obiecałem Krychowiakowi, że przy 3:0 pozwolę mu strzelić gola

Wtorkowa prasa z jednej strony patrzy już w kierunku Ligi Mistrzów, z drugiej zahacza jeszcze o ligę i nawet reprezentację Polski. Materiałów ponadprzeciętnych jednak brak. 

PRZEGLĄD SPORTOWY

Awans do EURO 2020 Szczęsny i Krychowiak już mają. Teraz walczą o niego w Champions League.

 – Obiecywałem Krychowiakowi, że gdy będziemy prowadzili 3:0, pozwolę mu strzelić gola, ale kłamałem. W Rosji bramkarze bardzo mu pomagają, z nami będzie trudniej – śmiał się podstawowy bramkarz Juventusu w trakcie zgrupowania kadry. Dziś klub Szczęsnego podejmie Lokomotiw, serdeczni koledzy z kadry wysłuchają hymnu Ligi Mistrzów i będą rywalizować w najważniejszych rozgrywkach klubowych. Na razie ich drużyny w grupie D dzieli tylko punkt na korzyść Włochów. – Muszę zadbać o odpowiednią motywację w szatni, bo nie zniósłbym potem wysłuchiwania docinków na zgrupowaniu – dodał Szczęsny. 

Na boisku zobaczymy co najwyżej dwóch Polaków, bo Macieja Rybusa zabraknie z powodu kontuzji pachwiny. To uraz, który wraca i męczy go od dłuższego czasu, tym razem 30-latek będzie pauzował około sześciu tygodni. Selekcjoner Jerzy Brzęczek też nie będzie mógł z niego skorzystać przy okazji listopadowych meczów kadry z Izraelem oraz Słowenią o pierwsze miejsce w grupie eliminacji EURO 2020. W piątkowym meczu z Achmatem (2:0) Krychowiak również nie zagrał. Kibice zaczęli się zastanawiać, czy nie dolega mu coś poważniejszego, ale jeden z liderów Lokomotiwu został wyłączony na kilka dni z powodu problemów żołądkowych. Do Turynu poleciał z drużyną i powinien być gotowy do gry.

ps1

Awans do EURO 2020 reprezentacja Polski zapewniła sobie kilkanaście dni temu. Teraz pełną parą ruszają przygotowania do występu w tej imprezie, sparingowi przeciwnicy mają być silni.

Kadra Jerzego Brzęczka może zagrać kilka ciekawych meczów towarzyskich – w tym z Anglią, Norwegią lub Szwecją. Na razie trudno pisać o konkretach. Więcej będzie jasne po losowaniu mistrzostw Europy, które odbędzie się 30 listopada w Bukareszcie. Wtedy poznamy grupowych rywali, a tym samym dostępne drużyny, które mogłyby być naszymi sparingpartnerami. Mimo to PZPN już dawno zaczął przygotowania, aby zapewnić reprezentacji jak najlepsze warunki. Dojdzie do kilku zmian w porównaniu z koncepcją, jaka została przygotowana trzy lata temu, kiedy we Francji polscy piłkarze pod wodzą Adama Nawałki doszli do ćwierćfinału imprezy. Kadra na pewno nie pojedzie na obóz do Arłamowa. – Chcemy coś zmienić – krótko tłumaczy tę decyzję prezes PZPN Zbigniew Boniek.

ps2

Flavio Paixao brakuje dwóch bramek, by stać się najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii ekstraklasy.

 – Flavio tak dużo zrobił dla Lechii, że już dziś jest ikoną klubu – w ten sposób trener Piotr Stokowiec postrzega piłkarza, który w niedzielę rozegrał dwusetny mecz w ekstraklasie i zdobył 66. bramkę w polskiej lidze. Brakuje mu tylko jednego trafienia, by zrównać się liczbą goli z najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii tych rozgrywek – Miroslavem Radoviciem.

– Wszystkim nam zależy, by pobił rekord – przyznaje szkoleniowiec, ale sam zawodnik zapewnia, że statystyki nie zaprzątają jego myśli. Choć ma już 35 lat, trudno sobie wyobrazić, by nie wyprzedził byłego piłkarza Legii. W meczu z Arką (2:2) udowodnił, że Lechia wciąż może na niego liczyć, szczególnie w derbach Trójmiasta. W nich jest niezastąpiony – w niedzielę pokonał bramkarza zespołu z Gdyni już po raz siódmy.

ps3

Paweł Brożek mówi, że to drugi najgorszy moment, odkąd jest w Wiśle Kraków.

– Myślę, że trzeba powoli bić na alarm. Dla takiego klubu jak Wisła to nie jest sytuacja, obok której można przejść obojętnie – twierdzi. W trakcie ponad szesnastu lat gry w barwach Białej Gwiazdy doświadczony napastnik widział już wiele, ale obecny moment szczególnie go niepokoi. – Sytuacja nie jest za wesoła. To chyba drugi najgorszy moment, odkąd jestem w Wiśle. Pierwszy był wtedy, gdy przegraliśmy siedem spotkań z rzędu za czasów trenera Dariusza Wdowczyka – wspomina.

W 2016 roku Biała Gwiazda rzeczywiście zaczęła sezon jeszcze gorzej niż teraz. Później jednak poszła ostro w górę i skończyła rozgrywki na szóstym miejscu. Taki scenariusz wciąż jest realny także obecnie, bo straty punktowe nie są duże, ale by Wisła zaczęła wygrywać, wiele musiałoby się zmienić.

ps4

SPORT

Piotr Parzyszek na własnej skórze przekonał się, co to znaczy, że „łaska kibica na pstrym koniu jeździ”. Ale teraz znów jest na fali wznoszącej.

Tuż pod koniec letniego okna transferowego napastnikiem zainteresował się spadkowicz z Serie A Frosione. Działacze Piasta początkowo nie traktowali ofert Włochów zbyt poważnie, bo 250 tys. euro było śmieszną kwotą. Frosione podbijało stawkę, ale władze gliwiczan grały na czas. Ostatecznie weto postawił sam trener Waldemar Fornalik przyznając, że nie wyobraża sobie utraty podstawowego napastnika, przynajmniej do zimy. Jeśli ktoś myślał, że to zamieszanie mocno namiesza w głowie 26-latkowi, to był w błędzie. – Dobrze czuję się w Gliwicach i nie muszę nigdzie stąd odchodzić – mówił piłkarz.

Wiarą napastnika nie zachwiała nawet seria meczów bez strzelonego gola. Wreszcie przełamał się w bardzo ważnym momencie, bo w spotkaniu z Legią. – Przed meczem z warszawską drużyną nastawiłem się, że jak będę miał choćby pół okazji, to strzelę gola. Tak też się stało i trafiłem – mówił Piotr Parzyszek, który imponuje dystansem do własnej osoby. – Walka, zgrywanie piłki i inne zadania dają mi radość, ale koniec końców jestem rozliczany z goli. Żyję z bramek. Ja wiem, że nie jestem szybki, może nawet jestem drewniany, ale już trochę bramek w różnych klubach zdobyłem, więc to jest mój zawód i to daje mi największą satysfakcję – dodawał zawodnik mistrzów Polski.

sport1

Po meczu Górnika Zabrze z ŁKS-em Łódź na arbitrów posypały się gromy.

Nie chodzi już tylko o Pawła Raczkowskiego, który w ostatnim czasie po raz kolejny dał się zabrzanom we znaki. Przypomnijmy, że w niedzielnym spotkaniu z ŁKS-em nie uznał zabrzanom dwóch bramek i nie dopatrzył się faulu Adriana Klimczaka na Michale Koju. Wszystko działo się w końcówce spotkania. Po meczu niektórzy co bardziej krewcy kibice Górnika próbowali dostać się do opuszczających murawę sędziów, ale stanowcza interwencja służb porządkowych zapobiegła niekontrolowanym wydarzeniom. W stadionowym tunelu sędzia Raczkowski uśmiechał się tylko, a obok niego szedł Tomasz Musiał, odpowiedzialny w niedzielę za VAR. W Zabrzu mają spore pretensje o to, że właśnie ten sędzia siedział za monitorem. Dlaczego? Ano dlatego, że Tomasz Musiał jest bratem Macieja Musiała, który jest przecież drugim trenerem ŁKS, pomagając w prowadzeniu zespołu Kazimierzowi Moskalowi. – Jak w takiej sytuacji ma podejmować obiektywne decyzje? – pytają retorycznie w zabrzańskim klubie.

sport2

302 dni czekał Bartłomiej Babiarz na powrót na ligowe boiska.

Przypomnijmy. Babiarz kontuzji nabawił się na początku roku podczas zimowych przygotowań. Wówczas został brutalnie zaatakowany podczas jednego z meczów kontrolnych. Uraz okazał się poważniejszy niż początkowo przypuszczano. Końcówka kości udowej została ścięta i niezbędna była operacja stawu kolanowego. Rundę wiosenną minionego sezonu piłkarz Zagłębia miał więc z głowy. Na pełnych obrotach Babiarz zaczął ćwiczyć podczas letniego obozu przygotowawczego. Na powrót na boisko przyszło mu jednak sporo poczekać. Bo choć sam piłkarz od pewnego czasu deklarował, że jest w pełni zdrowy i gotowy do powrotu na boisko, były już trener, Radosław Mroczkowski, nie widział Babiarza w składzie sosnowiczan. 30-letni zawodnik rozgrywał za to kolejne spotkania w drużynie rezerw. W meczowym składzie pojawił się tylko raz. Usiadł na ławce rezerwowych w pucharowym starciu z ŁKS-em Łódź. – Trenera Mroczkowskiego nie ma już w klubie, wszelkie dywagacje na ten temat uważam zatem za niepotrzebne. Tak jak to już mówiłem kilkukrotnie na łamach „Sportu”, od pewnego czasu byłem gotowy do gry, jestem w pełni sił, zdrowie dopisuje i cieszę się, że w końcu mogłem wrócić na ligowe boiska – podkreśla piłkarz.

sport4

SUPER EXPRESS

Maciej Rosołek strzelając gola Lechowi Poznań ma mocne wejście do Legii Warszawa niż wiele jej legend.

Jak się okazuje, próżno szukać wśród najlepszych strzelców w historii Legii piłkarza, który tak szybko strzelił pierwszą bramkę. Lucjan Brychczy, najlepszy strzelec w historii klubu z Ł3, trafił dopiero w piątym występie. Legendarny Kazimierz Deyna otworzył konto bramkowe w drugim spotkaniu. Kilku innych supersnajperów Legii jak Józef Nawrot, Dariusz Dziekanowski czy Ernest Pol trafiało wprawdzie w debiucie, ale każdy z nich potrzebował o wiele więcej minut niż Rosołek.

se1

GAZETA WYBORCZA

Najbogatszy do niedawna piłkarski klub na świecie zaczyna czuć finansowe skutki permanentnego kryzysu sportowego. Manchester United ogłosił, że w przyszłym roku po raz pierwszy od dekady spadną jego przychody.

(…) A przecież jeszcze tak niedawno prezes United Ed Woodward, specjalista od analiz bankowych, przekonywał swoich kolegów, że wyniki drużyny z Old Trafford nie mają właściwie znaczącego związku z tym, co klub może osiągnąć na rynku finansowym. Okazało się to jednak tylko pobożnym życzeniem. Pokazuje to przykład Liverpoolu, który pod ręką Juergena Kloppa został numerem 1 w Europie. Dotąd firma New Balance płaciła mu 58 mln euro za sezon za promowanie jej sprzętu sportowego, ale po triumfie w Lidze Mistrzów Nike zaoferowało 80 mln. Tymczasem Chevrolet, który reklamował się na koszulkach Manchesteru United i zapłacił za to 500 mln za siedem lat, nie chce przedłużyć kontraktu wygasającego w 2022. Adidas ma w umowie z klubem z Old Trafford klauzulę, że może odliczać sobie 21 mln rocznie, jeśli zespół przez dwa kolejne sezony nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Dziś wszystko wskazuje na to, że tak właśnie będzie – drużyna Solskjaera nie gra w LM i w tym sezonie zapewne też nie wywalczy w niej miejsca. W sezonie 2018/19 przychody Manchesteru wzrosły o 6 proc. i wyniosły 725 mln. Teraz spadną w okolice 650 mln. A to wywołuje tak samo duże zaniepokojenie jak słabiutka gra drużyny.

gw1

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)