Mniej widoczny, tak samo niezbędny
Weszło

Mniej widoczny, tak samo niezbędny

Igor Angulo w tym sezonie to napastnik, wobec którego słuszne staje się pytanie, jakiego nikt nie odważyłby się postawić sezon czy dwa sezony temu. Czy Hiszpan jest dla Górnika Zabrze niezastąpiony? Od początku rozgrywek często znika, bywają nawet mecze, gdy nie oddaje żadnego strzału – vide ten z Cracovią sprzed dwóch tygodni. Ale potem odpowiada tak jak w Szczecinie, tak jak z Koroną w Zabrzu. Tak jak i dziś. Ratując Górnikowi już trzeci remis w tym sezonie swoim golem.

Bez Hiszpana Górnik miałby dziś o trzy porażki więcej. Choć są w Zabrzu piłkarze w ciągu meczu aktywniejsi, bardziej widoczni. Ale nie ma takich, którzy ostatecznie na koncie bramkowym mieliby wyższą liczbę niż on. I tak, może czasami zirytować niewykorzystaną setką – dziś też na początku meczu minął Malarza, a jednak strzelił tak, że Rozwandowicz mógł sobie zapisać na koncie interwencję ratującą bezpośrednio od utraty gola. Ale i tak gdy będzie trzeba zachować zimną krew, on po prostu wykona egzekucję. Dziś kontrast pomiędzy nim a partnerami w tym względzie był najbardziej widoczny, gdy swoją setkę miał Jimenez i strzelił tak, że jego właśni kibice go wygwizdali.

Angulo strzelał z podobnego miejsca, choć w nieco innej sytuacji, dobijając wybroniony w wielkim stylu strzał Wolsztyńskiego. Niemniej zapakował pod ladę Malarzowi tak, że ten choćby miał jeszcze dwie dodatkowe ręce, sytuacji by nie uratował.

Zbyt wiele tejże ratować w tym meczu nie musiał. Bo choć obrona ŁKS-u nie jest znana w ekstraklasie z wielkiej solidności, to dziś spisywała się naprawdę poprawnie. Gdy trzeba było wykonać interwencję ratunkową po minięciu bramkarza – na posterunku był Rozwandowicz. Gdy należało wywalić czym dalej groźną wrzutkę Janży – a było ich co nie miara – w większości przypadków się to udawało.

Trzeba jednak powiedzieć wprost – Górnik tylko w ostatnich dwudziestu minutach faktycznie ją przetestował. Piłka nie chciała jednak wpaść do siatki, o pudle Jimeneza już pisaliśmy, a jak piłka już do siatki wpadała – ratował gwizdek sędziego. Michał Koj strzelił bramkę, ale wcześniej Arkadiusza Malarza podepchnął Szymon Matuszek. Paweł Raczkowski – zwyzywany po chwili od najgorszych – zwyczajnie nie mógł gola uznać.

Jeszcze bardziej minimalistyczny był jednak ŁKS. Dwa strzały celne (drugi w doliczonym czasie drugiej połowy, który klasowo wybronił Chudy), jeden gol. – Punkt jest punkt, musimy być zadowoleni – mówił po meczu trener Kazimierz Moskal i trudno nie przyznać trenerowi ŁKS-u racji. Bo choć Ramirez i Pyrdol bardzo chcieli ze sobą poklepać, to widać było, że jeszcze nie czują się tak, by grać ze sobą na pamięć. A to jeden wybiegał w lewo, by dostać zagranie w prawo, a to znów stawał w momencie, gdy piłka odrywała się od stopy kolegi. Koniec końców Hiszpan ma gola, a młodzieżowiec asystę, ale znacznie więcej w tym kunsztu w dryblingu i uderzeniu Ramireza niż faktycznej kreacji Pyrdoła.

FireShot Capture 058 - Górnik Zabrze - ŁKS Łódź - 207.154.235.120

fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (2)