Vuko na gorącym krześle. Kolejni trenerzy proponowani Legii
Weszło

Vuko na gorącym krześle. Kolejni trenerzy proponowani Legii

„Z różnych części Europy napływają na Ł3 ich zgłoszenia. Jednym z nazwisk, które brzmią całkiem poważnie, jest Ukrainiec Jurij Wernydub. Bułgarskie media dodają, że kandydatem jest też ich rodak Stanimir Stoiłow” – czytamy w „Super Expressie” o szkoleniowcach, którzy wyczuli, że wkrótce w stolicy Polski może się zwolnić dla nich posada.

SUPER EXPRESS

Wychowankowie Lecha, od których roi się w zespole z Poznania, są nakręceni na mecz z Legią. Głowa Darko Jevticia jako kapitana w tym, by te emocje okiełznać i dobrze ukierunkować.

Jako kapitan poprowadzisz do boju wychowanków, czego się po nich spodziewać?

– Każdy z nas bardzo emocjonalnie podchodzi do tego meczu, ale na boisku musimy skupić się na tym, co najważniejsze – na pracy, by ten mecz wygrać. Nikogo nie trzeba nakręcać, każdy z nas jest świadomy, jaka jest waga tego meczu. To są derby i nawet nowi piłkarze mają za sobą mecze derbowe i wiedzą, co to znaczy choćby dla kibiców. W Polsce te derby są wyjątkowe, rozmawiałem o tym z naszymi nowymi graczami, a kto jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, poczuje to w sobotę. Ja bardzo lubię te mecze, fajnie jest grać z Legią, trzeba tylko zachować spokój i dać z siebie wszystko. Oczywiście wiem, że będą wielkie emocje, ale musimy wejść w ten mecz świadomie, realizować swój plan i wygrać.

Legii są proponowani zastępcy Aleksandara Vukovicia. Serb siedzi na bardzo gorącym krześle.

Z różnych części Europy napływają na Ł3 ich zgłoszenia. Jednym z nazwisk, które brzmią całkiem poważnie, jest Ukrainiec Jurij Wernydub (53 l.), który przez ostatnie lata bardzo dobrze radził sobie w Zorii Ługańsk, a teraz jest bez pracy. Bułgarskie media dodają, że kandydatem jest też ich rodak Stanimir Stoiłow (52 l.), do niedawna opiekun kadry Kazachstanu. Legia na nadsyłane oferty na razie nie odpowiada. Pytanie jednak, czy najbliższe mecze tego nie zmienią…

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 07.00.56

GAZETA WYBORCZA

Dziś Legia – Lech, a więc – jak pisze „GW – wyblakły ligowy hit.

Latami Legia i Lech ścigały się w drodze po tytuł. W 2013 i 2014 r. Legia wygrywała kosztem Lecha, w 2015 r. Lech kosztem Legii, a dwa kolejne lata znów lepsi byli warszawiacy. Rywalizacja obu drużyn napędzała ekstraklasę.

Dziś to hit nieco przyblakły. Legia – to sytuacja niespotykana od lat – wypadła poza czołową ósemkę ekstraklasy. W Poznaniu sytuacja wygląda lepiej, choć daleko od oczekiwań – zespół Dariusza Żurawia jest piąty. Słowem, nazywanie jak przed laty sobotniej rywalizacji „derbami Polski” byłoby na wyrost. Co nie znaczy, że hit nie przyciąga uwagi.

Legia ma nóż na gardle. Przegrała ostatnie dwa mecze – z Lechią 1:2 i Piastem 0:2. Kolejnej porażki Aleksandar Vuković może nie przetrwać. Nawet jeśli władze mówią, że Serb może spać spokojnie. Dariusz Mioduski niedawno śmiał się gorzko, że kiedy publicznie wspiera trenera, media już wypatrują następcy.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.58.13

PRZEGLĄD SPORTOWY

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.36.01

Dziś klasyk przy Łazienkowskiej. Dariusz Żuraw musi znaleźć sposób, by palących się do gry przeciw Legii wychowanków nie przemotywować.

– Mógłbym właściwie cały skład na mecz z Legią złożyć z naszych wychowanków – uśmiecha się trener poznaniaków, ale ma świadomość, że taka zagrywka przy Łazienkowskiej byłaby mocno ryzykowna, bo szybko dodaje, że skład na dzisiejsze spotkanie musi odpowiednio zbilansować. Tak, by była w nim odpowiednia dawka zarówno szaleństwa młodości, jak i rutyny bardziej doświadczonych graczy.

Na kilku pozycjach może mieć jednak spory kłopot, bo o jedno miejsce na boisku walczą zawodnicy z obu wyżej wymienionych kategorii. Na jednej szali jest wychowanek, a więc młodość i wpajana od lat świadomość tego, czym dla Lecha są mecze z Legią. Na drugiej zaś piłkarz z większą bazą doświadczeń, który jednak nie ma tak głęboko zakorzenionego odpowiedniego podejścia mentalnego do rywalizacji z warszawianami.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.36.16

Dominik Furman ma dostać sto tysięcy złotych za miesiąc gry od Wisły Płock. Tak bardzo zdeterminowani są Nafciarze, by zatrzymać swojego lidera.

Popularność byłego zawodnika Legii nie wzięła się z niczego. W tym sezonie jest w świetnej formie. Miał bezpośredni udział przy ośmiu z piętnastu trafień Nafciarzy (4 gole, asysta oraz trzy asysty drugiego stopnia). Jest też drugi zawodnikiem w lidze z największą liczbą kluczowych podań. W obecnych rozgrywkach ma ich 38, a Dani Ramirez z ŁKS – 42. To wszystko sprawia, że płoccy kibice będą nasłuchiwać kolejnych informacji o przyszłości jednego z kapitanów Wisły. Tych najbardziej konkretnych należy spodziewać się jednak po 1 stycznia przyszłego roku. Wówczas wychowanek Szydłowianki będzie mógł oficjalnie rozmawiać z innymi klubami. Wtedy właśnie będzie równe pół roku do końca jego umowy przy Łukasiewicza. Furman zobaczy, jakie ma opcje. W jego kontekście mówi się o zainteresowaniu ze strony klubów tureckich i rosyjskich. Nie jest też wykluczone, że swoim byłym graczem zainteresuje się Legia.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.36.26

„Magazyn lig zagranicznych” otwiera wywiad z Bartoszem Bereszyńskim.

W zeszłym roku rozmawiałem z Mariuszem Stępińskim. Grał w Niemczech, Francji, teraz jest we Włoszech. Porównywał: „W Polsce najważniejsze jest odżywianie, psycholog, dobry hotel. I jeszcze żeby piłkarze nie używali telefonów w szatni i nie spóźniali się na zbiórkę. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zapominamy o… treningu. Jedzenie czy psycholog stało się ważniejsze niż boisko. Trening stał się dodatkiem”. Pan się z nim zgodzi?
– W Polsce ktoś zobaczy piłkarza na pizzy i już jest afera. We Włoszech to normalne. Wiadomo, że nie dzień przed meczem, ale wtedy, gdy jest odpowiedni czas. Dlaczego nie można wyjść po meczu, napić się wina?

Pan dobrze wie, co by się działo z takim śmiałkiem w Polsce.
– Alkoholik. Piwo do kolacji czy lampka wina we Włoszech jest normalne i zdrowsze niż coca-cola. W Legii miałem dietetyka, posiłki w klubie, wcześniej psychologa. Wszystkich mieliśmy. Wyjechałem do Włoch, a tu ani psychologa, dietetyk też nieobecny. Zawodnicy jedzą tosty z serem i szynką, na deser ciasto. Wychodzą na trening i każdy zasuwa, nie zatrzymuje się. Czasami intensywność jest taka, jak w meczu.

Stara piłkarska prawda mówi, że jak trenujesz, tak grasz.
– Dodam, że im mocniej trenujesz, tym lepiej wypadasz w meczu. Na zajęciach biegaliśmy po osiem-dziewięć kilometrów, czyli tyle, ile niektórzy podczas meczu. Intensywność treningu we Włoszech jest zdecydowanie większa niż w Polsce. U nas mam wrażenie, że szkoleniowcy boją się zajechać piłkarzy, bo będą zmęczeni. We Włoszech nie ma czegoś takiego. Wiadomo, że trzeba robić to z głową. Zdarza się, że schodzimy z treningu, a ja sobie mówię: „Kurczę, za trzy dni mecz. Nie odkręcę się”.

A trzy dni później?
– Zasuwam, aż miło.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.36.46

Lucien Favre w pierwszym sezonie w Borussii pokazywał się z najlepszej strony. W drugim wychodzą jego wady.

W Borussii Dortmund narastają wątpliwości, czy z taką mentalnością da się wygrywać trofea. Znając Favre’a, u niego wątpliwości narosły już dużo wcześniej. Nie w drużynę, czy w klub, lecz w siebie. Drugiego tak kruchego psychicznie i niepewnego siebie trenera próżno szukać w europejskiej czołówce. Dieter Hoeness twierdził, że od decyzji o podaniu się do dymisji odwodził Favre’a w Berlinie czterokrotnie. W Borussii Mönchengladbach Szwajcar chwilę po pierwszym w historii klubu awansie do Ligi Mistrzów stwierdził, że nie jest już odpowiednim trenerem dla tej drużyny. Przekonywano go, że zwariował, ale on przeczuwał katastrofę. Następny sezon rozpoczął od pięciu porażek z rzędu. Nawet wtedy nie chciano go zwolnić, więc sfrustrowany, że nikt nie chce przyjąć jego dymisji, wysłał do Niemieckiej Agencji Prasowej notkę, w której poinformował, że nie jest już trenerem Borussii. Dopiero postawieni przed faktem dokonanym działacze odpuścili. Także prezes szwajcarskiego Yverdon Sport, który prowadził fabrykę pralinek, wspominał Favre’a wpadającego do jego firmy, byle tylko porozmawiać o piłce i podzielić się wątpliwościami przy zapachu marcepanu.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.36.53

Już nie zadaniowiec, a zawodnik mogący się wyróżniać w wielkich meczach. Thomas Partey stał się wiodącą postacią Atletico.

Długo panowało przekonanie, że Thomas jest defensywnym pomocnikiem odpowiedzialnym za rozbijanie ataków rywali, wspieranie bocznych obrońców i zabezpieczanie przestrzeni przed nimi, ale takie słowa byłyby krzywdzące dla oceny jego możliwości. Oprócz potężnego uderzenia z dystansu, umie też świetnie zagrać prostopadłą piłkę, ma wizję gry i potrafi zaskakiwać defensywy rywali. A do tego wszystkiego dokłada mięśnie, wybieganie i dużą siłę fizyczną. Przy tych parametrach możliwych do zmierzenia liczbami jest rzeczywiście wyróżniającym się pomocnikiem.

– Gwarantuje nam przede wszystkim wyjście spod pressingu i przyspieszenie gry – uważa Simeone.

Thomas pokazał to w niedawnych derbach Madrytu zremisowanych bezbramkowo z Realem Madryt. Sztuki na boisku było niewiele, ale najjaśniejszą postacią widowiska był właśnie 26-latek. Wtedy też zaczęto dostrzegać, że Thomas nie jest już zapchajdziurą czy zadaniowcem, tylko zawodnikiem mogącym się wyróżniać w tak ważnych meczach. Zakupieni latem Hector Herrera i Marcos Llorente na razie muszą pogodzić się z ławką rezerwowych, może to kwestia czasu i adaptacji do wymagań Simeone, ale rywalizację z Thomasem wyraźnie przegrywają.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.37.02

Tomasz Włodarczyk porozmawiał przed kolejką Premier League z Alanem Pardew, wypytując między innymi o to, „jak pobić mistrza”.

Kilka tygodni temu napisał pan dużą analizę pt. „Jak pobić mistrza?” – to o sezonie ze Srokami w którym wygrał pan z United 3:0. Zajęliście wtedy piąte miejsce, co było sensacją. Jak w tak konkurencyjnej lidze przebić się do czołówki?
– Sprawa jest złożona. Większość mojej kariery polegała na ratowaniu klubów przed spadkiem z Premier League. Trzy razy udało mi się skończyć w czołowej dziesiątce – z Crystal Palace, West Hamem i wspomnianym, najlepszym sezonie Newcastle. Gdy stajesz na starcie, to cel absolutnie nadrzędny dla każdego prezesa, poza Wielką Szóstką. Linia pomiędzy oboma stanami, sukcesem a porażką, jest w Anglii niewyobrażalnie cienka. Każdy klub ma ogromne fundusze do zagospodarowania. Nieporównywalnie większe niż w jakiejkolwiek innej lidze na świecie. To jednocześnie przekleństwo i błogosławieństwo. Wszyscy mogą pójść na poważne zakupy, kusić najlepszych piłkarzy spoza Wysp. Wydawać na potęgę, co albo pomoże ci zbudować mocny skład, albo wciągnie w spiralę problemów związanych z zarządzaniem drużyną. Presja zbudowania zespołu, który odniesie dziesięć zwycięstw statystycznie potrzebnych do utrzymania w elicie jest potężna. Nikt nie chce spaść z tej finansowej karuzeli, bo można się albo mocno poobijać, albo już nigdy na nią nie wskoczyć. Dlatego menedżer w większości przypadków nie ma na nic czasu, jeśli wystartuje źle. Od razu siedzi na gorącym krześle (…). Żeby przebić się do czołówki musisz mieć ustabilizowany skład, świetną atmosferę, zrozumienie tego, co chcesz osiągnąć i szczęście. Szczęście objawiające się choćby w braku poważnych kontuzji. Kto wie, gdzie skończylibyśmy z Newcastle wspomniany przez pana sezon, gdyby nie listopad i grudzień, kiedy rozpadła mi się obrona i wpadliśmy w głęboki dołek. Potem udało się odzyskać równowagę.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.37.07

SPORT

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.26.28

Erik Janża po pięciu latach znalazł się w kadrze Słowenii. Szczęścia nie przyniósł, Słoweńcy zawalili końcówkę eliminacji.

– Mieliśmy wszystko w swoich rękach, ale niestety, przytrafiły się dwie przegrane, tak że wszyscy w Słowenii są mocno rozczarowani. Nie zasługiwaliśmy jednak na lepsze rezultaty, bo w obu tych spotkaniach zagraliśmy słabo. No nic, trzeba się z tego otrząsnąć, głowa do góry i pracujemy dalej – nie szuka wytłumaczeń piłkarz.

Co w takim razie stało się ze Słoweńcami w kluczowym momencie eliminacyjnych gier? – Trudno odpowiedzieć na to pytanie. W meczu z Macedończykami na ich terenie mieliśmy swoje sytuacje w pierwszej połowie, ale nie udało się ich wykorzystać. Za to do naszej siatki trafił przeciwnik i wszystko się u nas posypało. Z Austrią próbowaliśmy, ale to znacznie mocniejszy przeciwnik niż Macedonia. Zasłużyli na wygraną u nas i tyle. Nie ma co się nad wszystkim rozwodzić. Teraz szanse na awans są niewielkie, choć matematycznie wszystko jest jeszcze możliwe. Na pewno w dwóch ostatnich grach eliminacji, również z wami, trzeba dać z siebie maksimum. Szkoda, że tak się wszystko potoczyło, bo po długim czasie mieliśmy szansę awansu na duży międzynarodowy turniej, a teraz jest rozczarowanie – komentuje Janża.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.26.34

Odra Opole zakopała się na dnie tabeli I ligi. Przegrała z innym zespołem ze strefy spadkowej – Wigrami Suwałki.

Bez punktu, bez gola – Odra wróciła na wydeptaną w tym sezonie ścieżkę, która wiedzie wprost ku drugiej lidze. Po wyeliminowaniu Arki Gdynia z Pucharu Polski, remisie z Zagłębiem Sosnowiec i ligowym przełamaniu w Chojnicach, wczoraj nie zdołała pójść za ciosem. Poniosła bolesną porażkę z rywalem, który tak jak ona znajdował się przed tą kolejką w strefie spadkowej. Wyniki ułożyły się tak, że opolanie znowu zakopali się na dnie tabeli, a ich strata do rywali znad „kreski” jest większa (8) niż cały punktowy dorobek.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.26.41

Czy niedzielne starcie z Liverpoolem będzie ostatnim Ole Gunnara Solskjaera w roli menedżera Manchesteru United?

Kiedy tuż przed przerwą na potrzeby reprezentacji Manchester United przegrał z Newcastle i był to piąty mecz bez wygranej zespołu z Old Trafford, licząc wszystkie rozgrywki, angielskie media postawiły twardą tezę. Jeżeli „Czerwone diabły” nie przełamią się w starciu z Liverpoolem, to Ole Gunnar Solskjaer straci pracę. Szkoleniowiec żył z taką świadomością przez niemal dwa tygodnie. Nie było to jedyne zmartwienie Norwega. Paul Pogba, który zmaga się z urazem stopy od końca września, nie wyleczył się na czas i nie zagra w niedzielę. Dodatkowo wokół tego zawodnika pojawiły się kolejne plotki transferowe. Na plaży w Dubaju, gdzie przebywał po to, aby skrócić leczenie urazu, mistrz świata spotkał się z trenerem Realu Madryt, Zinedine’m Zidane’m.

Przełożone El Clasico. Powodem strajki w Katalonii.

Komitet ds. Rozgrywek Hiszpańskiej KKrólewskiej Federacji Piłkarskiej (RFEF) w piątek oficjalnie poinformował, że mecz Barcelony z Realem Madryt, który miał odbyć się 26 października, zostanie przeniesiony na inny termin. Komitet przeanalizował wszystkie zgromadzone materiały w tej sprawie i zdecydował się na przełożenie spotkania. Jednocześnie potwierdził, że zamiana gospodarzy nie jest możliwa ze względu na regulamin rozgrywek. Komitet pozostawił jednak w rękach klubów ustalenie daty rozegrania El Clasico. Barcelona i Real mają czas do poniedziałku, 21 października, na dojście do porozumienia w tej sprawie. Do godziny 10.00 muszą one przekazać swoje stanowisko. „Duma Katalonii” podała w oficjalnym komunikacie, że proponuje rozegranie El Clasico 18 grudnia.

Zrzut ekranu 2019-10-19 o 06.26.52

fot. FotoPyK

KOMENTARZE (3)